Dodaj do ulubionych

Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta poetów

01.08.04, 13:10
6 LAT TEMU ZMARŁ ZBIGNIEW HERBERT
Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta poetów

JANUSZ DRZEWUCKI

Gdy Zbigniew Herbert umierał o czwartej rano we wtorek 28 lipca 1998 roku,
nad Warszawą przewalała się burza z grzmotami, błyskawicami i piorunami. Nie
było gazety, stacji radiowej czy telewizyjnej, która nie poinformowałaby o
śmierci poety. Ukazujące się wówczas w prasie codziennej i tygodniowej teksty
o pisarzu - o tym kim był, jakim był człowiekiem, jakim był twórcą -
wycinałem i wkładałem do osobnego skoroszytu - ku pamięci. Obiecałem sobie
wtedy, że za jakiś czas, np. za rok, wszystkie zgromadzone teksty przeczytam
za jednym zamachem - ku nauce. Niestety, nie zrobiłem tego.

Skoroszyt ów wpadł mi w ręce przez przypadek, gdy - jak to zwykle bywa -
czegoś innego szukałem w szufladach mojego biurka wiosną 2004 roku, między
piątą rocznicą śmierci a osiemdziesiątą rocznicą urodzin autora "Pana
Cogito". I, odłożywszy wszystko na bok, zacząłem - kartka po kartce - czytać,
zaintrygowany portretem poety, wyłaniającym się z wszystkich tych -
powstałych na dziennikarski użytek, pisanych na gorąco, a więc siłą rzeczy
emocjonalnie - tekstów.

28 lipca 1998 roku

Dwuzdaniowy komunikat o tym, że zmarł Zbigniew Herbert, Polska Agencja
Prasowa podała o godz. 10.52. O godz. 10.59 w serwisie PAP ukazała się
rozbudowana informacja - kto to taki: gdzie i kiedy się urodził, jakie
książki wydał. Informację tę rozbudowywano w następnych depeszach o godz.
12.27 i 14.32. Cóż pisano o Herbercie, oprócz tego, co można znaleźć na jego
temat w słownikach, encyklopediach i leksykonach? W drugiej depeszy zwróciła
moją uwagę informacja: "W okresie stalinowskim uznany za wroga klasowego miał
do 1957 roku trudności ze znalezieniem stałego zajęcia i imał się prac
fizycznych", powtórzona także w depeszy trzeciej, w której znalazło się także
zdanie: "W ostatnich latach życia nieraz dawał publiczny wyraz swoim
radykalnie antykomunistycznym poglądom (był zwolennikiem lustracji i
rozliczenia osób odpowiedzialnych za komunistyczne represje)". Dlaczego na to
zwróciłem uwagę? Otóż dlatego, że uderzyła mnie sucha sprawozdawczość
dotycząca literackiego dorobku pisarza, przy równoczesnym zaakcentowaniu jego
zdecydowanej postawy politycznej.

Pierwszy (godz. 11.55) o zmarłym wypowiedział się dla PAP Gustaw Herling-
Grudziński, tworzący na emigracji pisarz, który stwierdził, że Herbert: "był
wybitny, był jednym z najwybitniejszych pisarzy polskich". Drugi wypowiedział
się (godz. 12.30) Piotr Wierzbicki, redaktor naczelny "Gazety
Polskiej": "Umiał być pisarzem, zachować się jak pisarz polski, a nie jak
dworski wazeliniarz i to zarówno w stosunku do komunistów, jak i własnego
środowiska", a także: "Trzeba cenić w nim, że pozostał wierny ideałom, nigdy
nie podlizywał się możnym tego świata, nie próbował zacierać prawdy o
komunizmie". Ani słowa o specyfice twórczości literackiej Herberta.

Także dla doc. Jerzego Snopka, zastępcy dyrektora ds. naukowych Instytutu
Badań Literackich PAN, ważniejsza od twórczości Herberta była jego postawa
polityczna, skoro (o godz. 14.27) twierdził, że pisarz: "postrzegany był w
świecie jako wzór godnej, bezkompromisowej postawy wobec systemu
totalitarnego".

Nieco wcześniej (godz. 14.12) dziennikarzowi PAP wyznał Czesław
Miłosz: "Przez lata byłem z nim w bardzo żywej i ścisłej przyjaźni. Potem to
się zepsuło", chwilę później (godz. 14.13) użytkownicy serwisu mogli się
dowiedzieć, że w księgarniach Warszawy odnotowano "duże zainteresowanie
dziełami Herberta", który według Wisławy Szymborskiej: "był wielkim artystą i
myślicielem" (godz. 14.15).

Zaraz po noblistach (godz. 14. 39) głos zabrał Cezary Michalski, publicysta
związany z kwartalnikiem "Fronda": "Dla mojego pokolenia, pokolenia 30-
latków, którzy zaczynali pisać w czasach PRL, poezja Herberta pełniła podobną
funkcję jak literatura emigracyjna. Mimo że Herbert żył i tworzył w kraju,
pozostawał wolny jako osoba i nam też, swoim czytelnikom, tę wolność
przekazywał" i ponadto: "Herbert zwracał także uwagę na fakt, że forma
pisania jest bardzo ważna. Ale żeby pisać, trzeba być świadomym moralnie,
gdyż poezja powinna nieść określone przesłanie".

Kwestia politycznej postawy pisarza wydała się redaktorom PAP tak istotna, że
zamieszczono w serwisie obszerną dwuczęściową depeszę pod hasłem: "Herbert -
sylwetka - polityka", w której mowa wyłącznie o politycznym zaangażowaniu
pisarza. Ze słynnego wywiadu dla "Newsweeka" z 1991 r. zacytowano tylko jedno
zdanie: "Jestem raczej politycznym zwierzęciem niż poetą", przypomniano jego
listy otwarte do prezydentów Busha, Wałęsy i Dudajewa w sprawie Kurdów,
Kuklińskiego i Czeczenii, poparcie poety udzielone Lidze Republikańskiej
domagającej się "odtajnienia nazwisk funkcjonariuszy SB - sprawców
odpowiedzialnych za zamordowanie Stanisława Pyjasa, studenta Uniwersytetu
Jagiellońskiego" i że krytykował porozumienia zawarte przy Okrągłym Stole. Z
równie głośnego wywiadu udzielonego "Tygodnikowi Solidarność" w roku 1994
przywołano sprawę konfliktu z Miłoszem: "Był to 1968 czy 1969 rok. Powiedział
mi - na trzeźwo - że trzeba przyłączyć Polskę do Związku Radzieckiego. Ja na
to: ČCzesiu, weźmy lepiej zimny tusz i chodźmy na drinkaÇ. Myślałem, że to
żart czy prowokacja. Lecz gdy powtórzył to na kolacji, gdzie byli Amerykanie,
którym się to nawet bardzo spodobało - wstałem i wygarnąłem. Takich rzeczy
nie można mówić - nawet żartem". Z depeszy dowiadujemy się także, że w
oświadczeniu ogłoszonym w "Gazecie Wyborczej", krótko po wywiadzie
w "Tygodniku Solidarność", Miłosz mówił, że to: "wyjątkowe złośliwe
pomówienie" i: "Jak mi wiadomo z różnych źródeł, Zbigniew Herbert przeżywa
trudny okres". Redaktor PAP przypominał, że w ogłoszonym po paru dniach
wywiadzie dla "Życia Warszawy" Herbert "całkowicie podtrzymał swoją wersję".

Katolicka Agencja Informacyjna zamieściła informację o zgonie poety, którą
kończy zdanie: "Wiersze Zbigniewa Herberta były szczególnie popularne
zwłaszcza w okresie stanu wojennego, kiedy to traktowane były jako manifesty
oporu przeciwko komunistycznej władzy". KAI zamieściła także wypowiedź
księdza prałata Wiesława Al. Niewęgłowskiego, określającego Herberta
mianem "największego poety współczesnego. Chociaż nie otrzymał Nagrody Nobla,
to jednak był on primus inter pares - pierwszym pośród równych. (...) Wczoraj
rozmawialiśmy również o Panu Bogu. Mówił sam z siebie: ČPan Bóg był zawsze
dla mnie kimś ważnymÇ. Myślę, że to jest jego ostatnie przesłanie"; a ponadto
rozmowę z abp. Józefem Życińskim. Hierarcha powiedział m.in.: "Z wielości
jego świadectw najważniejsze pozostaje dla mnie świadectwo piękna i godności.
(...) z pewnym bólem stwierdzam, że w wielu środowiskach kulturotwórczych
wolnej Polski nie doceniano roli Herberta, którą winniśmy docenić. (...)
potrafił łączyć ból swojego życia, świadectwo godności, poszukiwanie sensu z
wiarą w harmonię i piękno. Dla chrześcijanina te rzeczowniki są imionami
Boga". Życiński był jedynym - cytowanym tego dnia przez PAP i KAI - w którego
wypowiedzi padają cytaty z wierszy Herberta!

29 lipca 1998 roku

Informacja o śmierci Zbigniewa Herberta ukazuje się w gazetach. "Pan Cogito
odchodzi" pisze "Rzeczpospolita" na pierwszej stronie piórem autora
podpisującego się inicjałami J.D.

Także na pierwszej stronie żegna poetę "Gazeta Wyborcza" w artykule
zatytułowanym "Pożegnanie Herberta". Autorem tego tekstu jest Adam Michnik,
redaktor naczelny "GW": "Uformował go czas konfrontacji z totalitarnym
barbarzyństwem, któremu stawiał czoło z podziwu godną konsekwencją". Dalej
Michnik twierdzi, że po naszych czasach, "kiedy rządził potwór" - tu cytat z
niewymienionego z tytułu wiersza "Potwór Pana Cogito" - Herbert: "uderzał na
odlew, a nieraz na oślep. Zawsze jednak przywoływał potęgę smaku". Co prawda,
Herberta jako twór
Obserwuj wątek
    • basia.basia Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta poetów 01.08.04, 13:12
      cd.

      Także na pierwszej stronie żegna poetę "Gazeta Wyborcza" w artykule
      zatytułowanym "Pożegnanie Herberta". Autorem tego tekstu jest Adam Michnik,
      redaktor naczelny "GW": "Uformował go czas konfrontacji z totalitarnym
      barbarzyństwem, któremu stawiał czoło z podziwu godną konsekwencją". Dalej
      Michnik twierdzi, że po naszych czasach, "kiedy rządził potwór" - tu cytat z
      niewymienionego z tytułu wiersza "Potwór Pana Cogito" - Herbert: "uderzał na
      odlew, a nieraz na oślep. Zawsze jednak przywoływał potęgę smaku". Co prawda,
      Herberta jako twórcę zalicza Michnik do grona Kochanowskiego, Mickiewicza i
      Słowackiego, ale powiada też: "Gdy wypowiadał się o sprawach środowiskowo-
      politycznych, nie odbiegał od norm polskiego piekła, w którym pogrążały nas
      ostatnie lata, gdy przemawiał wierszem, osiągał doskonałość i mądrość serca
      właściwą tylko arcydziełom". Jakby tego było mało, autor "Z dziejów honoru w
      Polsce" dodaje: "Jego wypowiedzi politycznych z ostatnich lat często nie
      potrafiłem zrozumieć".

      "GW" poświęciła Herbertowi - oprócz strony tytułowej - jeszcze cztery kolumny,
      na których znalazło się dziesięć wierszy, m.in. "Przesłanie Pana Cogito",
      wypowiedzi Szymborskiej i Miłosza, a także okolicznościowy artykuł Dariusza
      Suski "Koniec burzy". "Herbert dla polskiej opozycji demokratycznej był -
      oczywiście - tym, kim Dante dla Włoch" - powiada pewny swego Suska, ale na
      koniec dodaje: "W ostatnich latach Zbigniew Herbert drukował i wypowiadał się
      m.in. w prawicowych (pismach - przyp. J. D.) ČTygodniku SolidarnośćÇ, ČCzasie
      KrakowskimÇ, ČŻyciuÇ", przemilczając fakt, że poeta dość regularnie drukował
      także w dodatku do "Rzeczpospolitej" "Plus Minus", w którym zresztą ogłosił -
      przedrukowane w tym samym numerze "GW" - "Dziesięć ścieżek cnoty". Oprócz tego
      kilka fotografii, spośród których zwraca uwagę ta zrobiona w 1981 roku,
      przedstawiająca poetę w towarzystwie działaczy związkowych: Anny Walentynowicz,
      Adama Michnika i Jacka Kuronia oraz poetów Ryszarda Krynickiego i Lecha
      Dymarskiego podczas uroczystości wydarzeń czerwca 1956 roku Poznaniu.

      Także w "Życiu" informacja o śmierci Herberta była główną informacją na
      pierwszej stronie. W krótkiej nocie biograficznej zamieszczono najważniejsze
      fakty z jego biografii, tytuły książek, a także: "Ostatnio często opowiadał się
      publicznie za przeprowadzeniem lustracji i rozliczeniem osób odpowiedzialnych
      za komunistyczne represje". W numerze ponadto dwie kolumny o Herbercie:
      utwory "Przesłanie Pana Cogito" oraz "Bagaż podróżny", fotografie, kalendarium
      życia i twórczości, okolicznościowy tekst Grzegorza Sroczyńskiego "Pan Cogito
      zgasił światło" i felieton redaktora naczelnego Tomasza Wołka "Dar wielkiego
      poety", w którym czytamy: "Odszedł nie tylko wielki, może największy polski
      poeta, odszedł wielki autorytet intelektualny i moralny współczesnej Polski.
      Ktoś, kto nie wziął udziału w hańbie domowej czasów pogardy, ktoś, kto ocalił
      najwyższe wartości, kto przeniósł je w nasze współczesne czasy, kto był
      natchnieniem dla kolejnych pokoleń Polaków". Ponadto zestaw, zebranych przez
      dziennikarzy, wypowiedzi przyjaciół poety i znawców jego twórczości, takich
      jak: Małgorzata Dziewulska, Ernest Bryll, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś,
      Krzysztof Zanussi, Piotr Kłoczowski. Uwagę zwraca wypowiedź Tomasza Jastruna,
      który powiedział m.in. ni mniej, ni więcej: "Herbert był poetą rozdartym, patos
      zjadłby go, gdyby był mniej zdolny. Był poetą moralistą, nie sprzedał duszy
      diabłu w czasach stalinowskich. Jest wiadome, że Herbert był chory i była to
      forma choroby psychicznej. O tym się nie mówi w Polsce głośno, a miało to wpływ
      na jego ostatnie wypowiedzi". (Dzień później, czyli 30 lipca, "Życie" dołożyło
      do wydania czterostronicowy dodatek o Herbercie, a w nim notatkę: "We
      wczorajszym numerze ČŻyciaÇ w wypowiedzi Tomasza Jastruna o Zbigniewie
      Herbercie znalazły się sformułowania, które nie mieszczą się ani w kategoriach
      dobrego smaku, ani powszechnie przyjętego obyczaju. Pośpiech w redagowaniu
      materiałów o wielkim poecie sprawił, że tak sformułowane przez Tomasza Jastruna
      wypowiedzi znalazły się w druku. Wszystkich za ten nieszczęsny incydent
      przepraszamy").

      Duże zdjęcie poety otwiera wydanie "Życia Warszawy". Artykuł podpisany literami
      LG nosi tytuł "Pan od poezji". W środku "Elegia na odejście pióra atramentu i
      lampy" i zbiór, zebranych przez reporterów, wypowiedzi o Herbercie, m.in.
      kompozytorów Krzysztofa Pendereckiego, Wojciecha Kilara, Krzysztofa Knittla,
      historyka literatury Tadeusza Drewnowskiego i Aleksandra Schenkera, profesora
      slawistyki Uniwersytetu Yale (USA), który nazywa Herberta "Jednym z dwóch, bez
      wątpienia największych poetów naszego stulecia", nie dodaje jednak, kim jest
      ten drugi.

      Ciekawie wypada porównanie wydań z tego dnia tak różnych gazet, jak "Nasz
      Dziennik" i "Trybuna". "Zmarł Klasyk" pisze na pierwszej stronie od góry "Nasz
      Dziennik". Z lapidarnej noty podpisanej inicjałami MG dowiadujemy się, że
      Herbert był: "Najwybitniejszym poetą współczesnej Polski" oraz: "Jego twórczość
      była drogowskazem moralnym dla ludzi prawych, kierujących się w czasach pogardy
      dla człowieka w stronę helleńsko-chrześcijańskiej Tradycji, stanowiącej duchową
      podstawę naszej cywilizacji". "Trybuna" o śmierci Herberta informuje również na
      pierwszej stronie, lecz na dole kolumny, w króciutkiej depeszy, z której
      czytelnik dowiaduje się, że zmarły: "pozostanie jednym z najwybitniejszych
      twórców drugiej połowy XX wieku". Na stronie czwartej pod wspólnym tytułem "Nie
      ma już ich wśród nas" dwie równej wielkości informacje o śmierci Herberta i
      Adama Hollanka, popularnego pisarza powieści science fiction, twórcy
      miesięcznika "Fantastyka", podpisane inicjałami (LŻ). W nocie o Herbercie
      błędnie podano, że urodził się w Stanisławowie. Czytamy tu też: "uchodził za
      jednego z nielicznych, którzy zdołali oprzeć się zgubnemu magnetyzmowi
      socrealizmu i którzy wypowiadali się głównie poprzez sztukę, choć w ostatnich
      latach i on swoje emocje polityczne, ostro prawicowe, często demonstrował w
      wystąpieniach publicznych".

      W "Expressie Wieczornym" poświęcono Herbertowi niemal całą stronę szóstą. W
      artykule pod tytułem "Odszedł nosiciel pięknych słów" Paweł Pokora pisze: "Ale
      głośno było nie tylko o jego lirykach, ale też o nielicznych wywiadach, w
      których Herbert komentował polityczną rzeczywistość Polski. Nosiciel pięknych
      słów - jak powiedział o Herbercie Stanisław Lem, pokazał się w nich jako
      zagorzały antykomunista, nieszczędzący nikomu ostrych określeń". Z
      zamieszczonej obok wypowiedzi Lema wynika, że Lem nie Herberta, lecz jego
      poezję nazwał "nosicielką pięknych słów".

      W "Super Expressie" notka "Wielki poeta odszedł w cień" znalazła się na dole
      strony trzeciej. Powyżej artykuł "Rząd pomoże powodzianom", jeszcze wyżej
      reportaż "O krok od linczu": "Mieszkańcy wioski sami złapali kierowcę, który po
      pijanemu zmasakrował dwie dziewczynki".

      Przegląd prasy regionalnej zacznę od wydawanego w Gdańsku "Dziennika
      Bałtyckiego", w którym Herbertowi poświęcono dwie zamieszczone u dołu strony
      drugiej notatki. Janina Wieczerska nazywa Herberta "wielkim poetą i autorytetem
      moralnym" i zaraz dodaje: "To ostatnie pojęcie zdezawuowało się mocno przez
      nadużywanie", natomiast Tadeusz Skutnik zaczyna stwierdzeniem: "Zostaliśmy
      sami. Popustoszało bardzo boleśnie. Dopiero teraz wyjdzie na jaw, jak dobrze
      było, że był Herbert", natomiast kończy osobistym zwrotem: "Do zobaczenia,
      Zbyszku!".

      W ukazującym się na Śląsku "Dzienniku Zachodnim" artykuł Krzysztofa
      Karwata "Pan Cogito nie żyje" zajmuje połowę strony trzynastej, drugą połowę
      wypełnia tekst o wystawie malarstwa Edwarda Dziechciarczyka w Galerii Art Nova
      2 w Katowicach. Dla odmiany na stronie pierwszej artykuł o Herbercie
      zamieściła "Trybuna Śląska". Tytuł tekstu "Świst pękniętego lustra". Dla autora
      tekstu p
      • basia.basia Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta poetów 01.08.04, 13:13
        cd.
        W ukazującym się na Śląsku "Dzienniku Zachodnim" artykuł Krzysztofa
        Karwata "Pan Cogito nie żyje" zajmuje połowę strony trzynastej, drugą połowę
        wypełnia tekst o wystawie malarstwa Edwarda Dziechciarczyka w Galerii Art Nova
        2 w Katowicach. Dla odmiany na stronie pierwszej artykuł o Herbercie
        zamieściła "Trybuna Śląska". Tytuł tekstu "Świst pękniętego lustra". Dla autora
        tekstu podpisującego się kryptonimem (KOW): Herbert to "najwybitniejszy
        współczesny poeta polski", tłumaczony i nagradzany na całym świecie: "Tylko
        Nobla mu poskąpiono, co wzbudziło zdziwienie krytyków. Poetycki ogląd świata
        łączył, jak przystało na kronikarza rzeczywistości, z temperamentem polityka".

        Także na pierwszej stronie od góry informuje o śmierci Herberta
        krakowski "Dziennik Polski". Co więcej, Herbertowi poświęcono także całą
        kolumnę czwartą. Tu znajdziemy dwa artykuły powstałe na podstawie materiałów
        PAP, wypowiedzi noblistów: Szymborskiej i Miłosza, a także profesorów
        Uniwersytetu Jagiellońskiego: Marty Wyki i Stanisława Balbusa, Aleksandra Fiuta
        i pisarza Jana Józefa Szczepańskiego oraz wspomnienie Jana Adamskiego, który -
        powołując się na swoją znajomość z poetą z czasów studiów prawniczych na UJ -
        przytacza kilka osobistych anegdot, kończy zaś patetycznie: "O Zbigniewie
        Herbercie już piszą najwięksi z Was. Sława Jego panuje nad nami i nad Krakowem,
        grodem, który Wielki Poeta Polski ukochał i który był Mu bliski".

        Na koniec chciałbym bliżej przyjrzeć się wydawanemu w Białymstoku "Kurierowi
        Porannemu", dla którego śmierć Herberta była główną informacją dnia. Na
        pierwszej stronie wielkie zdjęcie i artykuł "Odszedł Zbigniew Herbert", w
        którym (JEN) podkreśla niezależność poety: "od mód artystycznych i politycznych
        koniunktur" - i w latach 50., "gdy jako jeden z nielicznych nie splamił się
        socrealizmem", i w czasach PRL, gdy jego twórczość "stała się drogowskazem
        duchowym dla opozycji", i w stanie wojennym oraz "w latach ostatnich, gdy,
        wypowiadając zdecydowane poglądy na temat dekomunizacji, poróżnił się z
        dotychczasowymi przyjaciółmi i został odsunięty w cień". Herbertowi poświęcono
        także dwa teksty na stronie drugiej i całą kolumnę dziesiątą. Przeważają
        materiały PAP. Osobną uwagę zwraca zatytułowany "Zmarł największy poeta
        powojenny" zbiór wypowiedzi białostockich twórców. Oto kilka cytatów. Jan
        Leończuk, poeta, prezes ZLP: "największy, najgenialniejszy poeta naszego
        wieku"; Tadeusz Słobodzianek, dramaturg, krytyk teatralny: "największy - obok
        Mirona Białoszewskiego - poeta drugiej połowy XX wieku"; Waldemar Smaszcz,
        krytyk literacki: "największy nasz poeta powojenny"; Jerzy Plutowicz,
        poeta: "jeden z wielkich poetów polskich, obok Szymborskiej, Miłosza czy
        Różewicza"; Roman Czepe, poeta: "w Polsce nikt nie dorówna Herbertowi"; Artur
        Jan Szczęsny, poeta: "był (...) jednym z najważniejszych poetów w ogóle, nie
        tylko powojennych". I na koniec Jan Czykwin, poeta, tłumacz wierszy Herberta na
        białoruski: "Śmierć własna poety jest często zmartwychwstaniem jego poezji.
        Dotyczy to, jak sądzę, także Zbigniewa Herberta. Zaangażowaniem w polityczne
        problemy ostatniej dekady, swoją osobowością i interpretacją własnej twórczości
        Herbert niewątpliwie zasłaniał to, co najwartościowsze, najważniejsze.

        Moim zdaniem, należy on do tych - jednak wielkich - polskich poetów, czyich
        twórczości przeznaczone jest długie odsłanianie się wciąż nowymi znaczeniami w
        świadomości niejednego pokolenia czytelników". Nie ukrywam, że właśnie to
        wyznanie - 29 lipca 1998 roku - dało mi najwięcej do myślenia.

        Po tygodniu

        Wiadomość o śmierci Zbigniewa Herberta na łamy tygodników społeczno-
        politycznych (pisma o charakterze kulturalnym w tym przeglądzie pomijam
        programowo) trafiła w następnym tygodniu.

        "Tygodnik Solidarność" z datą 7 sierpnia 1998 pożegnał pisarza wielkim zdjęciem
        na pierwszej stronie i wierszem "Kwatera Główna", który poeta przekazał
        redakcji na kilka tygodni przed śmiercią. W numerze sześć stron wspomnień, jak
        zaznacza redakcja, "przyjaciół poety", kolejno: Janusza Tomaszewskiego,
        Waldemara Łysiaka, Władimira Bukowskiego, Jerzego Buzka, Zdzisława Najdera,
        Adama Borowskiego, Krzysztofa Piesiewicza, abp. Józefa Życińskiego, Mirosława
        Chojeckiego, Joanny Siedleckiej, Andrzeja Biernackiego, Krzysztofa Dybciaka,
        Jacka Trznadla, Ewy Tomaszewskiej, Lecha Dymarskiego, Ewy M. Thompson, Piotra
        Szczepanika, Andrzeja Romana i Mariana Krzaklewskiego, wtopionych w osobistą
        narrację zatytułowaną "Pułkownik Huzarów Śmierci" Andrzeja Gelberga, redaktora
        naczelnego, nazywającego Herberta "Poetą Poetów". Z tego obszernego tekstu
        jeden tylko wyimek: "Konflikt Herberta ze środowiskiem tzw. lewicy laickiej, w
        latach 70. i 80. uważającym go za swojego idola, po odzyskaniu niepodległości
        skupionym wokół ČGazety WyborczejÇ, nie zrodził się z tego powodu, że poeta
        dokonał jakiejś wolty. Było dokładnie odwrotnie! Naczelny ČGWÇ padający kiedyś
        przed poetą na kolana (Michnik uwielbia takie teatralne gesty), jakoś nie
        chciał po roku 1989 zrozumieć, że Herbert przez całe życie był constans. Nie
        tylko w czasach komuny, również w wolnej Polsce. Środowisko to darowałoby
        Herbertowi, gdyby zdecydował się nie schodzić z Olimpu i wypowiadał za
        pośrednictwem swoich wyrafinowanych, a zarazem klasycznych wierszy. Ale
        publicystyki drukowanej na łamach ČTygodnika SolidarnośćÇ, nazywającej rzeczy
        po imieniu i wprost, środowisko to nie mogło ścierpieć. Zaczęła się wojna, z
        tamtej strony prowadzona bynajmniej nie z otwartą przyłbicą. Pierwszą metodą
        oponentów Herberta było przemilczanie. Drugą - dezawuowanie. Idę o zakład, że w
        tym, iż Herbert nie dostał Nobla, maczali w jakiś sposób palce jego wpływowi,
        krajowi adwersarze". I żeby nie było wątpliwości: "I nie chodzi mi tu tylko o
        fakt, że Herbert nie został odpowiednio uhonorowany, gdyż na liście literackich
        noblistów jest niemało twórców drugorzędnych. Mam pretensje o to, że gdyby
        Herbert dostał Nobla, być może dłużej by żył..." Ozdobą numeru jest poświęcony
        pamięci Zbigniewa Herberta wiersz "Słowo i granit" Czesława Niemena.

        W "Tygodniku AWS" z datą 9 sierpnia żegnają Herberta trzej autorzy. Piotr
        Skórzyński zalicza Herberta w poczet największych Polaków XX wieku, obok:
        Ignacego Jana Paderewskiego i Józefa Piłsudskiego, Stefana Wyszyńskiego i
        Karola Wojtyły. Maciej Iłowiecki nazywa Herberta "największym poetą polskim XX
        w. i jednym z największych w ogóle" i nieco dalej stwierdza: "Wbrew pozorom,
        Zbigniew Herbert był ostatnim romantykiem (tak mi się przynajmniej wydaje),
        który - pokorny wobec ludzkich słabości - był jednak niezłomny, o ile chodziło
        o zasady, zwłaszcza o prawdę. Niezłomność wbrew wszystkiemu jest przecież cechą
        romantyczną".

        "Polityka" z datą 8 sierpnia 1998 roku pożegnała Herberta całostronicowym
        artykułem "Pan Herbert" - opatrzonym nagłówkiem: "Zmarł wybitny polski poeta" -
        pióra Tomasza Jastruna, poety, prozaika i eseisty. Tekst zaczyna się mocną
        konstatacją: "Było poetyckie wesele po Nagrodzie Nobla dla Szymborskiej.
        Dzisiaj jest stypa po śmierci Herberta". Kilku równie mocnych stwierdzeń nie
        sposób nie wynotować w trakcie lektury: "był niezwykle prawy, ale też dobrze
        pamiętam, że nie znosił świętych. Był pełen surowej etyki, ale też wielkich
        namiętności. To piekielna, ale twórcza kondycja"; "Żył chwilami bardziej niż
        skromnie, ale z czystym sumieniem. Potem coraz bardziej jak pustelnik, z dala
        od ludzi"; "był jednym z najszlachetniejszych Polaków, autorem bardzo prostych,
        ale głębokich wierszy, które są w stanie zrozumieć wszyscy". I wreszcie
        (podobnie jak w inkryminowanej wypowiedzi dla "Życia") stwierdza Jastrun bez
        ogródek: "W Polsce osoby publiczne nie cierpią na psychiczne schorzenia. Czy
        nie czas zerwać z tą tradycją? Herbert był chory na cyklofrenię (depresja, z
        fazami obniżenia nastroju i pobudzenia). To zapewne w tej ostatniej fazie
        • basia.basia Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta poetów 01.08.04, 13:14
          cd.

          "Polityka" z datą 8 sierpnia 1998 roku pożegnała Herberta całostronicowym
          artykułem "Pan Herbert" - opatrzonym nagłówkiem: "Zmarł wybitny polski poeta" -
          pióra Tomasza Jastruna, poety, prozaika i eseisty. Tekst zaczyna się mocną
          konstatacją: "Było poetyckie wesele po Nagrodzie Nobla dla Szymborskiej.
          Dzisiaj jest stypa po śmierci Herberta". Kilku równie mocnych stwierdzeń nie
          sposób nie wynotować w trakcie lektury: "był niezwykle prawy, ale też dobrze
          pamiętam, że nie znosił świętych. Był pełen surowej etyki, ale też wielkich
          namiętności. To piekielna, ale twórcza kondycja"; "Żył chwilami bardziej niż
          skromnie, ale z czystym sumieniem. Potem coraz bardziej jak pustelnik, z dala
          od ludzi"; "był jednym z najszlachetniejszych Polaków, autorem bardzo prostych,
          ale głębokich wierszy, które są w stanie zrozumieć wszyscy". I wreszcie
          (podobnie jak w inkryminowanej wypowiedzi dla "Życia") stwierdza Jastrun bez
          ogródek: "W Polsce osoby publiczne nie cierpią na psychiczne schorzenia. Czy
          nie czas zerwać z tą tradycją? Herbert był chory na cyklofrenię (depresja, z
          fazami obniżenia nastroju i pobudzenia). To zapewne w tej ostatniej fazie
          szokująco brutalnie zaatakował wielu, jakoś nisko, niemądrze (...). Ta choroba
          nie zmienia istoty osobowości, wzmacnia, co już jest. A w nim zawsze była
          niezłomność, pogarda dla kompromisu i cholerny temperament".

          W tygodniku "Wprost" z datą 9 sierpnia dwustronicowy artykuł "Życie wieczne
          Pana Cogito" napisany przez Helenę Zaworską, krytyka literackiego, przez kilka
          dekad publikującą na łamach miesięcznika "Twórczość", później związaną
          z "Gazetą Wyborczą". W finezyjnym literacko szkicu Zaworska skupia się przede
          wszystkim na twórczości literackiej Herberta, "jednego z największych poetów XX
          wieku", analizuje jego teksty poetyckie i eseistyczne, zaznaczając, że o
          Herbercie jako moraliście, buntowniku i sumieniu epoki napisano tak dużo -
          "powtarza się to w każdym artykule" - że teraz trzeba namawiać
          czytelników: "Czytajmy go uważnie, nie popadając w żadne stereotypy odbioru".

          Po roku

          W pierwszą rocznicę śmierci Zbigniewa Herberta 28 lipca 1999 roku Polska
          Agencja Prasowa zamieściła w swoim serwisie tylko jedną informację, że przy
          jego grobie zebrali się działacze Ligi Republikańskiej: "Zapalili znicze i
          złożyli kwiaty na grobie poety. Później przez chwilę modlili się w ciszy". "To
          wielki twórca, człowiek niezłomny, o nieposzlakowanym życiorysie" - powiedział
          dziennikarzowi PAP lider Ligi poseł Mariusz Kamiński.

          W tej samej depeszy przypomniano, że poeta "wiele razy dawał wyraz swoim
          antykomunistycznym poglądom. Domagał się przeprowadzenia lustracji i
          rozliczenia zbrodni PRL", że był przeciwnikiem porozumienia Okrągłego Stołu
          i "grubej kreski".

          Na koniec autor depeszy wymienia kilka tytułów utworów Herberta, w tym
          błędnie "Inny pokój", zamiast "Drugi pokój". Błędnie podaje datę
          wydania "Barbarzyńcy w ogrodzie" - 1963, zamiast 1962 r.

          Tego samego dnia "Gazeta Wyborcza" wydrukowała obok siebie "Tren Fortynbrasa"
          Herberta zadedykowany "dla M. C." oraz wiersz Czesława Miłosza "O poezji z
          powodu telefonów po śmierci Herberta", kończący się strofką: "Oswobodzona z
          majaków psychozy,/ z krzyku ginących tkanek,/ z męki wbitego na pal./ Wędruje
          światem/ Wiecznie jasna".

          Kim był ten, który zmarł o godzinie 4 rano we wtorek 28 lipca 1998 roku, gdy
          nad Warszawą przewalała się burza z grzmotami, błyskawicami i piorunami?

          Janusz Drzewucki

          Fragment książki "Akropol i cebula. O Zbigniewie Herbercie", która jesienią br.
          ukaże się nakładem Fundacji Literackiej Tikkun im. Małgosi Arkuszewskiej.
          • tak_zwany Przypomnienie... 01.08.04, 13:17

            monika.univ.gda.pl/~literat/media/cogito.mp3
          • xxxx44 Re: Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, Poeta 01.08.04, 23:15
            HERBERT ZBIGNIEW (1924–98), poeta; w twórczości podejmującej problemy moralno-
            filoz. odwołuje się do humanist. tradycji kultury eur.; przez nawiązania do
            uniwersalnych zagadnień i motywów mitologii, historii, sztuki, natury wyraża
            stosunek do współczesności; daje diagnozę kondycji człowieka XX w. — zwł. jego
            nieprzezwyciężalnego rozdarcia między wykluczającymi się wartościami; istotą
            przesłania moralnego poezji Herberta jest heroiczny opór przeciw
            totalitaryzmowi, odmowa udziału w przemocy i kłamstwie, obowiązek pamięci wobec
            ofiar zniewolenia; łączy elementy klasycyzmu z doświadczeniami awangardy,
            moralistyczny patos z humorem i ironią, intelektualny dyskurs z prostotą języka
            poet.; zbiory poezji Struna światła (1956), Hermes, pies i gwiazda (1957),
            Studium przedmiotu (1961), Napis (1969), Pan Cogito (1974), Raport z oblężonego
            miasta (1983), Elegia na odejście (1990), Rovigo (1992); utwory dram., m.in.
            Jaskinia filozofów (1956), eseje m.in. o tematyce związanej z historią i
            kulturą Francji i Włoch Barbarzyńca w ogrodzie (1962) oraz z XVII-wiecznym
            malarstwem hol. Martwa natura z wędzidłem (1993); Wiersze zebrane (1971); Wybór
            poezji. Dramaty (1973); Wybór wierszy (1983). "
            Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA
    • homosovieticus Dzięki BB za pożyteczny trud przypominania, że 01.08.04, 19:05
      "kasa" wcześniej czy póżniej "przegra walkę" z wartościami ducha.Pozornie
      jesteśmy świadkami procesu odwrotnego zarówno w świecie jak i w
      Polsce.Zwycięstwo "kasy" wydaje się świecić całkowity triumf (np. afery
      korupcyjne, Iraq itp). Przekonany jestem, że postawa Herberta wroga i
      zdecydowana wobec lewicowego światopogladu - lichego intelektualnie, tak
      prostego jak kłamliwego, i dlatego fascynującego niedouczone masy
      ćwierćinteligentów - znajduje w Polsce coraz więcej zwolenników w miarę
      wcielania w życie filozofii okrągłego stołu.
      Herbert,w przeszłości żołnierz AK, doświadczył i zrozumiał kłamliwość
      oświeceniowej mysli liberalnej, podsuwajacej człowiekowi współczesnemu, coraz
      to nowe recepty na zbudowanie Raju na ziemi.Był jak Baczyński brylantem z
      białoczerwonym odblaskiem.Poetycki talent, pozwolił Mu to zrozumienie wyrazić w
      sposób prosty i piękny.
      Dzieki!
      :))
      • Gość: 00 Re: Dzięki BB za pożyteczny trud przypominania, ż IP: 5.5R* / *.nyc.untd.com 02.08.04, 08:30
        ...
        • Gość: P-777 To była poetycka miernota i beztalęcie. Kabotyn. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 08:33
          Leję na was.
          • Gość: t1s Re: To była poetycka miernota i beztalęcie. Kabot IP: *.acn.waw.pl 02.08.04, 21:19
            Gość portalu: P-777 napisał(a):

            > Leję na was.

            Upewnij się najpierw czy ma ci kto pieluchy zmienić.
    • Gość: polonistyka UW J-ebać Herr-berta! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 08:46
      • xxxx44 Re: Ostatni romantyk, Człowiek niezłomny, Poeta 02.08.04, 15:45
        W pracowni

        Lekkim krokiem
        przechodzi
        od plamy do plamy
        od owocu do owocu

        dobry ogrodnik
        podpiera kwiat patykiem
        człowieka radością
        słońce błękitem
        potem
        poprawia okulary
        nastawia herbatę
        mruczy
        głaszcze kota

        Pan Bóg kiedy budował świat
        marszczył czoło
        obliczał obliczał obliczał
        dlatego świat jest doskonały
        i nie można w nim mieszkać

        za to
        świat malarza
        jest dobry
        i pełen pomyłek

        oko chodzi sobie
        od plamy do plamy
        od owocu do owocu

        oko mruczy
        oko uśmiecha się
        oko wspomina

        oko mówi można wytrzymać
        gdyby tylko udało się wejść
        do środka
        tam gdzie był ten malarz
        bez skrzydeł
        w opadających pantoflach

        bez Wergiliusza
        z kotem w kieszeni
        fantazją dobroduszną
        i nieświadomą ręką
        która poprawia świat

        autor: Zbigniew Herbert
        • tak_zwany Kołatka 02.08.04, 21:56
          Zbigniew Herbert "Kołatka"

          Są tacy, którzy w głowie
          hodują ogrody
          a włosy ich są ścieżkami
          do miast słonecznych i białych

          łatwo im pisać
          zamykają oczy

          a już z czoła spływają
          ławice obrazów

          moja wyobraźnia
          to kawałek deski
          z za cały instrument
          mam drewniany patyk

          uderzam w deskę
          a ona mi odpowiada
          tak - tak
          nie - nie

          innym zielony dzwon drzewa
          niebieski dzwon wody
          ja mam kołatkę
          od niestrzeżonych ogrodów

          uderzam w deskę
          a ona podpowiada
          suchy poemat moralisty
          tak - tak
          nie - nie
          • xxxx44 Re: Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, Poeta 04.08.04, 16:02
            Pudełko zwane wyobraźnią

            Zastukaj palcem w ścianę -
            z dębowego klocka
            wyskoczy
            kukułka
            wywoła drzewa
            jedno i drugie
            aż stanie
            las

            zaświstaj cienko -
            a pobiegnie rzeka
            mocna nić
            która zwiąże góry z dolinami

            chrząknij znacząco -
            oto miasto
            z jedną wieżą
            szczerbatym murem
            i domkami żółtymi
            jak kostki do gry

            teraz
            zamknij oczy
            spadnie śnieg
            zgasi
            zielone płomyki drzew
            wieżę czerwoną

            pod śniegiem
            jest noc
            z błyszczącym zegarem na szczycie
            sową krajobrazu
            • Gość: Czytelnik Człowiek niezłomny jak Miasto ukochane IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.04, 16:08
              Matka


              Upadł z jej kolan jak kłębek włóczki.
              Rozwijał się w pośpiechu i uciekał naoślep.
              Trzymała początek życia.
              Owijała na palec serdeczny jakpierścionek, chciała uchronić.
              Toczył się po ostrych pochyłościach, czasempiął się pod górę.
              Przychodził splątany i milczał.
              Nigdy już nie powróci nasłodki tron jej kolan.
              Wyciągnięte ręce świeci w ciemności jak stare miasto.
    • Gość: Czyteknik Pudełko zwane wyobrażnią dedykuję "bad boysom" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.04, 16:22
      Zastukaj palcem w ścianę
      z dębowego klocka
      wyskoczy kukułka
      wywoła drzewa
      jedno i drugie
      aż stanie
      las
      zaświstaj cienko -a pobiegnie rzeka
      mocna nić
      która zwiąże góry z dolinami
      Chrząknij znacząco -oto miasto
      z jedną wieżą
      szczerbatym murem
      i domkami żółtymi
      jak kostki do gry
      teraz
      zamknij oczy
      spadnie śnieg
      zgasi
      zielone płomyki drzew
      wieżę czerwoną
      pod śniegiem
      jest noc
      z błyszczącym zegarem na szczycie
      sową krajobrazu
    • Gość: Czytelnik Zbigniew Herbert i inni. Poczytaj proszę :)) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.04, 16:49

      O twórczości Zbigniewa Herberta. Krytycy w ocenie Księcia Poetów. W: Proza,
      proza, proza. Tom VI, ZLP Oddział w Krakowie, Kraków 2000.


      Mariusz Parlicki



      Krytycy w ocenie „Księcia Poetów”



      Wielu krytyków pisało o twórczości Zbigniewa Herberta, a warto
      byłoby zastanowić się też nad tym, jak ich wysiłki oceniał sam autor „Drugiego
      pokoju”.

      Utwory „Księcia Poetów” ujawniają nieufność autora wobec krytyki
      i krytyków. Nieufność ta przeradza się często w oburzenie, a czasem wręcz w
      odrazę, jak ma to miejsce chociażby w „Rekonstrukcji poety”. Owa rekonstrukcja
      dokonywana przez akademika budzi oburzenie twórcy.



      „Homer krzyczy

      Dość. Nie mogę słuchać tej parodii. Na przód Wergiliusz, potem tłumacze,
      filolodzy, archeolodzy...Został ze mnie podręcznik mitologii i model, na którym
      uczą się rozbiorów stylistycznych”.[1]



      Herbert w tym utworze usiłuje dać portret legendarnego Homera, portret nie
      historyczno-filologiczny, martwy i bez wyrazu, lecz portret człowieka żywego, z
      krwi i kości, czującego, cierpiącego, portret nie posągowego twórcy literatury
      bohaterskiej, lecz zwykłego ulicznego śpiewaka, obdarzonego talentem, sercem i
      kalectwem. Podobnie jak w twórczości poetyckiej, tak też i w tym dramacie
      Herbert dąży do odkrycia „żywej prawdy dzieła”. Autor przeciwstawia się, szydzi
      z obiektywizmu metod badawczych literaturoznawców, z metod reprezentowanych w
      tym utworze przez Profesora, którego wykład najlepiej ilustruje sącząca się z
      kranu woda.

      W prozie poetyckiej „Dom poety” jak i w dramacie o Homerze poeta ubolewa nad
      tym, że historycy i teoretycy szeroko pojętej kultury w imię obrony dziedzictwa
      kulturowego ludzkości tworzą fałszywe mity i ponure muzea, nie mające nic
      wspólnego ani z „żywą prawdą dzieła”, ani z „żywą prawdą jego twórcy”. Warto w
      tym miejscu zacytować tę prozę poetycką Herberta, która dobitnie zilustruje
      spostrzeżenie zawarte powyżej:



      „Kiedyś był tu oddech na szybach, zapach pieczeni, ta sama twarz w lustrze.
      Teraz jest muzeum. Wytępiono florę podług, opróżniono kufry, podłogę zalano
      woskiem. Całymi dniami i nocami otwierano okna. Myszy omijają ten zapowietrzony
      dom.

      Łóżko zasłane porządnie. Ale nikt nie chce tu spędzić ani jednej nocy.

      Między jego matą, jego łóżkiem a jego stołem – biała granica nieobecności,
      ścisła jak odlew ręki.”[2]



      W „Jaskini filozofów” – chyba najgłośniejszym z dramatów Herberta
      utworze krytyka krytyków, komentatorów, dokumentatorów ujawnia się poprzez
      dialog Uczniów przy trupie swego mistrza - Sokratesa. Krytyka ta została
      podszyta Herbertowską ironią:



      „ Platon

      Zanim zdejmiemy mu maskę, ustalmy ostatnie słowa: „Nie zapomnijcie ofiarować
      koguta Esklepiosowi”. Potem to był już tylko bełkot. Zapisujemy ostatnie słowa,
      żeby potem nie było sporu.

      Uczeń I

      Jak to rozumiesz?

      Uczeń II

      Po prostu, jakaś zaległa ofiara, którą sobie nagle przypomniał.

      Uczeń III

      Ee, to byłoby banalne.

      Uczeń IV

      Zresztą nigdy nie chorował.

      Platon

      Ja to rozumiem jako wyrażenie przenośne, coś w rodzaju wielkiej metafory.

      Uczeń III

      Wielkiej metafory?

      Platon

      Tak.”[3]



      Zasadne okazują się wcześniejsze obawy Sokratesa, który w obliczu śmierci zdaje
      sobie sprawę, że nie zostawiając spisanego, zwartego systemu filozoficznego,
      naraża swoją naukę na dowolne zinterpretowanie przez przyszłych komentatorów.

      Herbertowi najwyraźniej nie zależy na tym, by pisano na jego
      temat, na temat jego twórczości nawet najbardziej patetyczne peany, lecz zależy
      mu przede wszystkim na tym, by go słuchano, czytano, by próbowano go zrozumieć,
      poznać.

      Nazbyt często można spotkać się z taką formą krytyki literackiej,
      która w większym stopniu służy autokreacji jej autora, niż prezentacji tematu,
      zagadnienia, które jest jej przedmiotem. Czasem zdaje się, że krytyk – erudyta
      przeczytał bardzo wiele mądrych i ciekawych książek poza tą jedną, tą, o
      której pisze. W kontekście powyższego spostrzeżenia prośba, którą wyraża
      bohater herbertowskich "Listów naszych czytelników” względem Dziennikarza jest
      wyrazem pragnień chyba każdego człowieka, zarówno piszącego, jak i
      opowiadającego, powierzającego komuś swą historię:



      „Może Pan o mnie nic nie pisać. Ale niech mi Pan
      pozwoli powiedzieć...[4]”



      Herbert upomina się o to, by ci którzy chcą mówić, pisać, oceniać nauczyli się
      wpierw słuchać i rozumieć to, co słyszą. Upomina się o to, by ci, którzy tworzą
      opinię publiczną, czynili to z poszanowaniem dla tych, na temat których się
      wypowiadają. Upomina się o poszanowanie autora i jego dzieła, a nawet szerzej –
      jego życia. W gruncie rzeczy Herbert upomina się o prawdę, która wydaje mu się
      często zagrożona przez tych, którzy są jej nieudolnymi komentatorami, a nie
      nosicielami.

      Najdobitniej swój stosunek do krytyków literackich wyraził Herbert w
      wypowiedzi, którą zamieścił we wstępie do swojej książki Andrzej Franaszek:



      „Usadowiłem się na przeciw jatki. Atletyczny rzeźnik daje darmowy
      spektakl pod tytułem „Ćwiartowanie wołu”. Nóż ślizga się z maestrią przez
      wzgórza mięśni, tasak rozłupuje kości - rozkłada tę wspaniałą rzecz na
      elementy. Jednym ruchem wyjmuje z wnętrza wątrobę, serce i rzuca je płasko na
      rzeźniczy pień. Myślę o krytykach, którzy zajmą się nami, będą się znęcać nad
      tym, co po nas zostanie, kłując i szarpiąc na oślep.”[5]





      Ćwiartowanie wołu, rozbieranie na części pierwsze tego, co doskonałe jest tylko
      wtedy, gdy tworzy zamkniętą całość budzi oburzenie Poety. Oburzenie to wyraźne
      jest nie tylko w tym cytacie, lecz i w prozie poetyckiej „Epizod w bibliotece”,
      pochodzącej z tomu „Hermes, pies i gwiazda”. Narrator tego utworu jest
      świadkiem dokonywania przez młodą dziewczynę, zapewne studentkę
      filologii „sekcji wiersza”. Obserwuje jak słowa poety zmieniają się w kreski,
      akcenty, cezury. Skłania go to do bolesnego odkrycia, do gorzkiej refleksji:



      „Kiedy nieśliśmy go pod ostrzałem, wierzyłem, że jego ciepłe jeszcze
      ciało zmartwychwstanie w słowie. Teraz, kiedy widzę śmierć słów, wiem, że nie
      ma granicy rozkładu. Pozostaną po nas w czarnej ziemi rozrzucone głoski.
      Akcenty nad nicością i prochem”.[6]



      Utwór literacki analizowany, badany przez krytyków wydaje się Herberowi
      bezbronnym zwierzęciem rozciągniętym na rzeźniczym stole.

      Surowa ocena krytyków w twórczości i wypowiedziach
      pozaliterackich Herberta wypływa z przekonania autora „Struny światła”, że
      dzieło sztuki należy rozpatrywać w całości, łącznie z kontekstem historycznym,
      politycznym, społecznym, łącznie z biografią twórcy. Można powiedzieć, że ta
      surowa ocena krytyków ma u Herberta podłoże etyczne. Niewątpliwie czas
      powstania większości utworów, z których pochodzą powyższe cytaty, w szczególny
      sposób skłaniał do takich refleksji. W państwie totalitarnym granica pomiędzy
      krytyką literacką, a cenzurą była niezwykle cienka, niemalże zatarta. Zabiegi
      cenzorskie do złudzenia przypominały rzeźniczą profesję.

      Kończąc te rozważania należy podkreślić, że bez względu na to, co
      o utworach autora „Pana Cog
      • Gość: Czytelnik Zbigniew Herbert i inni. Poczytaj proszę :)) cd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.04, 16:52
        cd:

        Kończąc te rozważania należy podkreślić, że bez względu na to, co o utworach
        autora „Pana Cogito” zostało już napisane i napisane będzie, warto utwory te
        czytać, oglądać i studiować jako integralne całości, zaś w swych ocenach należy
        kierować się szacunkiem wobec tych „pięknych, surowych przedmiotów”
        wycyzelowanych i zamkniętych, jak określił utwory Herberta Marian Grześczak.[7]







        --------------------------------------------------------------------------------

        [1] Z. Herbert, Dramaty, Wrocław 1997, s. 59.

        [2] Z. Herbert, Dom poety, W tegoż: Napis, Wrocław 1996, s. 34.

        [3] Z. Herbert, Dramaty, op. cit., s. 50.

        [4] Tamże, s 153.

        [5] Cyt. za A. Franaszek, Ciemne źródło, Londyn 1998, s. 9.

        [6] Z. Herbert, Epizod w bibliotece., W tegoż: Hermes, pies i gwiazda, Wrocław
        1997, s.119.

        [7] M. Grześczak, Sylwetki dramaturgów. Zbigniew Herbert. W: „Scena”,1972, nr
        9.

        • xxxx44 Re: Zbigniew Herbert - poczytaj 06.08.04, 19:18
          Żołnierz

          Idzie żołnierz na wojenkę. Szarfą purpurową przepasał piersi. Sznurem iskier
          związał koniec szabli z ostrogami. Kapeluszz trzema piórami na lekką głowę.
          Idzie żołnierz i śpiewa. Spotyka chłopa, który prowadzi konia na targ. Dzielny
          żołnierz kupuje konia za mocny kułak i jedno pióro z kapelusza. Nocą zabrał
          nieznanej dziewczynie sen, a zostawił jej nadzieję kiełkującą pod sercem i jedno
          pióro z kapelusza. O świcie zabił żołnierza z niebieską szarfa. Siedział głuptas
          na skraju drogi, jak zając nad miedzą. To właśnie była wojna. O sprawę najważ-
          niejszą. Czy sztandary mają być szyte z purpurowego, czy też z niebieskiego
          jedwabiu. Aż raz na rozstaju zobaczył kościstą staruszkę. Zdjął kapelusz i z
          żalem zobaczył, że trzecie i ostatnie pióro wolno opada na ziemię.
          • xxxx44 Re: Zbigniew Herbert - poczytaj 06.08.04, 19:29
            Pan Cogito czyta gazetę

            Na pierwszej stronie
            meldunek o zabiciu 120 żołnierzy.
            Wojna trwała długo
            można się przyzwyczaić
            tuż obok doniesienie
            o sensacyjnej zbrodni
            z portretem mordercy
            oko Pana Cogito
            przesuwa się obojętnie
            po żołnierskiej hekatombie
            aby zagłębić się z lubością
            w opis codziennej makabry
            trzydziestoletni robotnik rolny
            pod wpływem nerwowej depresji
            zabił swą żonę
            i dwoje małych dzieci
            podano dokładnie
            przebieg morderstwa
            położenie ciał
            i inne szczegóły
            120 poległych
            daremnie szukać na mapie
            zbyt wielka odległość
            pokrywa ich jak dżungla
            nie przemawiają do wyobraźni
            jest ich za dużo
            cyfra zero na końcu
            przemienia ich w abstrakcję
            temat do rozmyślania:
            arytmetyka współczucia
    • homosovieticus Dla P-777 z nadzieją, że przeczyta i zaduma się 05.08.04, 09:12
      Pan od przyrody


      Nie mogę przypomnieć sobie
      jego twarzy
      stawał wysoko nade mną
      na długich rozstawionych nogach
      widziałem
      złoty łańcuszek
      popielaty surdut
      i chudą szyję
      do której przyszpilony był
      nieżywy krawat
      on pierwszy pokazał nam
      nogę zdechłej żaby
      która dotykana igłą
      gwałtownie się kurczy
      on nas wprowadził
      przez złoty binokular
      w intymne życie
      naszego pradziadka
      pantofelka
      on przyniósł
      ciemne ziarno
      i powiedział: sporysz
      z jego namowy
      w dziesiątym roku życia
      zostałem ojcem
      gdy po napiętym oczekiwaniu
      z kasztana zanurzonego w wodzie
      ukazał się żółty kiełeki
      wszystko rozśpiewało się
      w
      około
      w drugim roku wojny
      zabili pana od przyrody
      łobuzy od historii
      jeśli poszedł do nieba -może chodzi teraz
      na długich promieniach
      odzianych w szare pończochy
      z ogromną siatką
      i zieloną skrzynią
      wesoło dyndającą z tyłu
      ale jeśli nie poszedł do góry -
      kiedy na leśnej ścieżce
      spotykam żuka który gramoli się
      na kopiec piasku
      podchodzę
      szastam nogami
      i mówię:- dzień dobry panie profesorze
      pozwoli pan że panu pomogę
      przenoszę go delikatnie
      i długo za nim patrzę
      aż ginie
      w ciemnym pokoju profesorskim
      na końcu korytarza liści



    • homosovieticus SIÓDMY ANIOŁ Szemkel zstąpił na forum Kraj 05.08.04, 09:24
      Siódmy anioł
      jest zupełnie inny
      nazywa się nawet inaczej
      Szemkel

      to nie co Gabriel
      złocisty
      podpora tronu
      i baldachim

      ani to co Rafael
      stroiciel chórów

      ani także Azrael
      kierowca planet
      geometra nieskończoności
      doskonały znawca fizyki teoretycznej

      Szemkel
      jest czarny i nerwowy
      i był wielokrotnie karany
      za przemyt grzeszników

      między otchłanią
      a niebem
      jego tupot nieustanny

      nic nie ceni swojej godności
      i utrzymują go w zastępie
      tylko ze względu na liczbę siedem

      ale nie jest taki jak inni

      nie to co hetman zastępów
      Michał
      cały w łuskach i pióropuszach

      ani to co Azrafael
      dekorator świata
      opiekun bujnej wegetacji
      ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące

      ani nawet to co
      Dedrael
      apologeta i kabalista

      Szemkel Szemkel - sarkają
      aniołowie dlaczego nie jesteś
      doskonały

      malarze bizantyńscy
      kiedy malują siedmiu
      odtwarzają Szemkela
      podobnego do tamtych

      sądzą bowiem
      że popadliby w herezję
      gdyby wymalowali go
      takim jak jest
      czarny nerwowy
      w starej wyleniałej aureoli


    • homosovieticus Domysły na temat Barabasza 05.08.04, 13:11
      Domysły na temat Barabasza


      Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
      Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
      mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
      zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut
      On Imperator własnych rąk i głowy
      On Wielkorządca własnego oddechu

      Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
      Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
      tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza
      Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
      stałoby się dokładnie tak jak się stać miało

      A Barabasz być może wrócił do swej bandy
      W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
      Albo założył warsztat garncarski
      I ręce skalane zbrodnią
      czyści w glinie stworzenia
      Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
      właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
      lub - czego nie można wykluczyć -
      stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian

      Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
      o możliwości potencje o uśmiechy fortuny

      A Nazareńczyk
      został sam
      bez alternatywy
      ze stromą
      ścieżką
      krwi



    • Gość: Marian Wiem Panie IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 08:47
      BREWIARZ

      Panie
      wiem że dni moje są policzone
      zostało ich niewiele
      Tyle żebym zdążył zebrać piasek
      którym przykryją mi twarz

      (...)

      życie moje
      powinno zatoczyć koło
      zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata
      a teraz widzę dokładnie
      na moment przed codą
      porwane akordy
      źle zestawione kolory i słowa
      (...)
      dlaczego
      życie moje
      nie było jak kręgi na wodzie
      (...)
      układa się w słoje stopnie fałdy
      by skonać spokojnie
      u twoich nieodgadnionych kolan
      ZH
    • Gość: Marian Herbert o filozofii - warto przeczytac-b.krotko : IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 09:02
      "Czego ja właściwie szukam w filozofii? [...] Szukam wzruszeń. Mocnych wzruszeń
      intelektualnych, bolesnego napięcia rzeczywistości i abstrakcji, jeszcze
      jednego rozdarcia, jeszcze jednej, głębszej niż osobiste, przyczyny do smutku.
      I w tym subiektywnym mętliku zagubiły się szacowna prawda i wzniosła norma
      zatem nie będę przyzwoitym uniwersyteckim filozofem. Wolę przeżywać filozofię
      niż ją wysiadywać jak kwoka''.

      Zbigniew Herbert, Z listów do Henryka Elzenberga
    • Gość: Marian Piekne madre zdania i wiersz tez taki IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 09:18
      Podobnie jak kilku innych najwybitniejszych poetów tego momentu historycznego,
      Herbert stał wobec Zła i Piękna - demona i bóstwa - dwu zagadek, których nic
      nie łączy i które, razem wzięte, nie ustanawiają żadnego porządku, a
      rozdzielone, również nic nam nie pomagają zrozumieć. Lecz jakaś siła każe nam
      je zestawiać - nie dla porównania, nie dla zabawy, nie dla klasyfikacji nawet,
      raczej po to, by jeszcze raz się przekonać, jak bardzo są różne i jak
      paradoksalnie ustanawiają pole magnetyczne naszej epoki. A jednak stojąc w
      obliczu złośliwego sfinksa Herbert mówił głosem czystym i jasnym, tak jasnym
      jak spojrzenie kamyka z jednego z najbardziej znanych jego wierszy''.

      Adam Zagajewski, Początek wspominania

      I wspominany przez Adama Zagajewskiego kamien o jasnym spojrzeniu:

      Kamyk
      jest stworzeniem
      doskonałym
      równy samemu sobie
      pilnujący swych granic
      wypełniony dokładnie
      kamiennym sensem
      o zapachu który niczego nie przypomina
      niczego nie płoszy nie budzi pożądania
      jego zapał i chłód
      są słuszne i pełne godności
      czuję ciężki wyrzut
      kiedy go trzymam w dłoni
      i ciało jego szlachetne
      przenika fałszywe ciepło
      - Kamyki nie dają się oswoić
      do końca będą na nas patrzeć
      okiem spokojnym bardzo jasnym




      • Gość: 44 Re: Piekne madre zdania i wiersz tez taki IP: 66.53.92.* 08.08.04, 07:06
      • Gość: Marian Re: Piekne madre zdania i wiersz tez taki IP: *.gdynia.mm.pl 08.08.04, 14:39
        Zanudzam.Wiem. Ale to TRZEBA PRZECZYTAC !!!
    • mogiliani Herbert grzeszył 08.08.04, 14:44
      Herbert Zbigniew, GRZESZĘ

      Rozpuszczam włosy
      i grzeszę w myślach
      w ukryciu nocy
      w snach
    • mogiliani "...taką przebodli nas ojczyzną" 08.08.04, 14:50
      Herbert Zbigniew, PROLOG

      On
      Komu ja gram? Zamkniętym oknom
      klamkom błyszczącym arogancko
      fagotom deszczu - smutnym rynnom
      szczurom co pośród śmieci tańczą

      Ostatni werbel biły bomby
      był prosty pogrzeb na podwórzu
      dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
      w niebie pożarów wielka róża


      Chór
      Na rożnie się obraca cielę.
      W piecu dojrzewa chleb brunatny.
      Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa.


      On
      I zgrzebny napis na tych deskach
      imiona krótkie niby salwa
      "Gryf" "Wilk" i "Pocisk" kto pamięta
      spłowiała w deszczu ruda barwa

      Praliśmy potem długie lata
      bandaże. Teraz nikt nie płacze
      chrzęszczą w pudełku po zapałkach
      guziki z żołnierskiego płaszcza


      Chór
      Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp.
      Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
      Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodu kwiatem.
      Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór.


      On
      Płynę pod prąd a oni ze mną
      nieubłaganie patrzą w oczy
      uparcie szepczą słowa stare
      jemy nasz gorzki chleb rozpaczy

      Muszę ich zawieźć w suche miejsce
      i kopczyk z piasku zrobić duży
      zanim im wiosna sypnie kwiaty
      i mocny zielny sen odurzy

      To miasto -


      Chór
      Nie ma tego miasta
      Zaszło pod ziemię


      On
      świeci jeszcze


      Chór
      Jak próchno w lesie


      On
      Puste miejsce
      lecz wciąż ponad nim drży powietrze
      po tamtych głosach

      *
      Rów w którym płynie mętna rzeka
      nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
      na taką miłość nas skazali
      taką przebodli nas ojczyzną
      • Gość: Marian "taką przebodli nas ojczyzną" IP: *.gdynia.mm.pl 08.08.04, 14:57
        Nawet nie zapytasz kogo Herbert mial na mysli?
    • homosovieticus A to znacie? nie znacie, to przeczytajcie! 08.08.04, 17:09
      Jaskinia filozofów

      (...)

      IV. Dziękuję Ci za życie, które upłynęło tak, że nigdy nie zaparłem się
      trzeźwości. Nie wstydziłem się także zawrotów głowy, jakie zsyła pełna
      świadomość.

      V. Nie głosiłem Twego imienia. Nie składałem Tobie ofiar. Nie zachęcałem
      uczniów do kultu, wiedząc, że jest Ci to doskonale obojętne. Chwaliłem Cię w
      koniunkcji i dysjunkcji, a także w małej świątyni zbudowanej z sylogizmów.

      VI. Więc na koniec zwracam się do Ciebie, abyś mnie nie opuścił. Abym do końca
      czuł Twoją chłodną rękę na czole. I nieruchome oczy w moich oczach. I
      światłość.
      ZH
    • chilum Re: Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta p 08.08.04, 19:14
      basia.basia napisała:

      Czemu słuzyc ma Twoje uparte wklejanie obszernych tekstów??
      Nie ja pierwszy zwracam Ci uprzejmie uwage i proszę nie pierwszy raz o podawanie linków.
      Dlaczego tego nie robisz?
      Jest to wyraźna informacja dla mnie i tych,którzy proszą o zaprzestanie praktyk niezgodnych z Netykietą,że masz mnie i tych o których wspomniałem w nosie,ogólnie mówiąc.

      "Fala zawsze wraca"


      --

      " Talk is cheap "
      • Gość: AA Re: Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta p IP: 66.53.72.* 09.08.04, 08:30
        chilum napisał:

        > basia.basia napisała:
        >
        > Czemu słuzyc ma Twoje uparte wklejanie obszernych tekstów??
        > Nie ja pierwszy zwracam Ci uprzejmie uwage i proszę nie pierwszy raz o
        podawani
        > e linków.
        > Dlaczego tego nie robisz?
        > Jest to wyraźna informacja dla mnie i tych,którzy proszą o zaprzestanie
        praktyk
        > niezgodnych z Netykietą,że masz mnie i tych o których wspomniałem w nosie,ogól
        > nie mówiąc.
        >> --
        A ja i tysiace "niemych" czytelnikow wlasnie tego sobie zyczymy i jestesmy Basi
        b.wdzieczni...
        > " Talk is cheap "
        Tylko twoj...
        • xxxx44 Re: Zbigniew Herbert, poczytaj 09.08.04, 21:06
          Co myśli Pan Cogito o piekle

          Najniższy krąg piekła. Wbrew powszechnej opinii nie zamieszkują go ani despoci,
          ani matkobójcy, ani także ci, którzy chodzą za ciałem innych. Jest to azyl
          artystów pełen luster, instrumentów i obrazów. Na pierwszy rzut oka najbardziej
          komfortowy dział infernalny, bez smoły, ognia i tortur fizycznych. Cały rok
          odbywają się tutaj konkursy, festiwale i koncerty. Nie ma pełni sezonu. Pełnia
          jest permanentna i niemal absolutna. Co kwartał powstają nowe kierunki i nic,
          jak się zdaje, nie jest w stanie zahamować triumfalnego pochodu awangardy.
          Belzebub kocha sztukę. Chełpi się, że jego chóry, jego poeci i jego malarze
          przewyższają już prawie niebieskich. Kto ma lepszą sztukę, ma lepszy rząd - to
          jasne. Niedługo będą się mogli zmierzyć na Festiwalu Dwu Światów. I wtedy
          zobaczymy, co zostanie z Dantego, Fra Angelico i Bacha. Belzebub popiera sztukę.
          Zapewnia swym artystom spokój, dobre wyżywienie i absolutną izolację od
          piekielnego życia.
          • Gość: 44 Re: Zbigniew Herbert, poczytaj IP: 67.150.67.* 10.08.04, 09:20
            • xxxx44 Zbigniew Herbert Domy na przemieściu 10.08.04, 19:53
              Domy przedmieścia

              W jesienne bezsłoneczne popołudnie Pan Cogito
              lubi odwiedzać brudne przedmieścia. Nie ma -
              mówi - czystszego źródła melancholii.
              Domy przedmieścia o podkrążonych oknach
              domy kaszlące cicho
              dreszcze tynku
              domy o rzadkich włosach
              chorej cerze
              tylko kominy marzą
              chuda skarga
              dochodzi do brzegu lasu
              na brzeg wielkiej wody
              chciałbym wam wymyślać imiona
              napełniać zapachem Indii
              ogniem Bosforu
              gwarem wodospadów
              domy przedmieścia o zapadniętych skroniach
              domy żujące skórkę chleba
              zimne jak sen paralityka
              których schody są palmą kurzu
              domy stale na sprzedaż
              zajazdy nieszczęścia
              domy które nigdy nie były w teatrze
              szczury domów przedmieścia
              zaprowadźcie je nad brzeg oceanu
              niech usiądź w gorącym piasku
              niech oglądają noc podzwrotnikową
              niech fala ich nagrodzi burzliwą owacją
              jak przystoi tylko zmarnowanym żywotom

              [W oryginalnym zapisie wiersz ma wygląd klepsydry, net to zniekształca]
            • homosovieticus Nie daje mi spokoju ten wiersz jak plotno Boscha 10.08.04, 20:24
              U wrót doliny

              Po deszczu gwiazd
              na łące popiołów
              zebrali się wszyscy pod strażą aniołów
              z ocalałego wzgórza
              można objąć wzrokiem
              całe beczące stado dwunogów
              naprawdę jest ich niewielu
              doliczając nawet tych którzy przyjdą
              z kronik bajek i żywotów świętych
              ale dość tych rozważań
              przenieśmy się wzrokiem
              do gardła doliny
              z którego dobywa się krzyk
              po świście eksplozji
              po świście ciszy
              ten głos bije jak źródło żywej wody
              jest to jak nam wyjaśniają
              krzyk matek od których odłączają dzieci
              gdyż jak się okazuje
              będziemy zbawieni pojedynczo
              aniołowie stróże są bezwzględni
              i trzeba przyznać mają ciężką robotę
              ona prosi
              -schowaj mnie w oku
              w dłoni w ramionach
              zawsze byliśmy razem
              nie możesz mnie teraz opuścić
              kiedy umarłam i potrzebuję czułości
              starszy anioł
              z uśmiechem tłumaczy nieporozumienie
              staruszka niesie
              zwłoki kanarka
              (wszystkie zwierzęta umarły trochę wcześniej)
              był taki miły - mówi z płaczem
              wszystko rozumiał
              kiedy powiedziałam -
              głos jej ginie wśród ogólnego wrzasku
              nawet drwal
              którego trudno posądzać o takie rzeczy
              stare zgarbione chłopisko
              przyciska siekierę do piersi
              - całe życie była moja
              teraz też będzie moja
              żywiła mnie tam
              wyżywi tu
              nikt nie ma prawa
              - powiada -
              nie oddam
              ci którzy jak się zdaje
              bez bólu poddali się rozkazom
              idą spuściwszy głowy na znak pojednania
              ale w zaciśniętych pięściach chowają
              strzępy listów wstążki włosy ucięte
              i fotografie
              które jak sądzą naiwnie
              nie zostaną im odebrane
              tak to oni wyglądają
              na moment
              przed ostatecznym podziałem
              na zgrzytających zębami
              i śpiewających psalmy

              • Gość: AA Re: Nie daje mi spokoju ten wiersz jak plotno Bos IP: 66.53.95.* 11.08.04, 07:16
                • xxxx44 Re: Zbigniew Herbert - Dawni Mistrzowie 11.08.04, 14:22
                  Dawni Mistrzowie

                  Dawni Mistrzowie
                  obywali się bez imion
                  ich sygnaturą były
                  białe palce Madonny
                  albo różowe wieże
                  di citta sul marea
                  także sceny z życia
                  della Beata Umilita
                  roztapiali się
                  w sogno
                  miracolso
                  crocifissione
                  znajdowali schronienie
                  pod powieką aniołów
                  za pagórkami obłoków
                  w gęstej trawie raju
                  tonęli bez reszty
                  w złotych nieboskłonach
                  bez krzyku przerażenia
                  bez wołania o pamięć
                  powierzchnie ich obrazów
                  są gładkie jak lustro
                  nie są to lustra dla nas
                  są to lustra wybranych
                  wzywam was Starzy Mistrzowie
                  w ciężkich chwilach zwątpienia
                  sprawcie niech spadnie ze mnie
                  wężowa łuska pychy
                  niech pozostanę głuchy
                  na pokuszenie sławy
                  wzywam was Dawni Mistrzowie
                  Malarzu Deszczu Manny
                  Malarzu Drzew Haftowanych
                  Malarzu Nawiedzenia
                  Malarzu Świętej Krwi
                  • Gość: 44 Re: Zbigniew Herbert - Dawni Mistrzowie IP: 67.150.64.* 12.08.04, 07:20
                    • xxxx44 Re: Zbigniew Herbert - Dróżnik 12.08.04, 21:31
                      Dróżnik

                      Nazywa się 176 i mieszka w dużej cegle z jednym oknem. Wychodzi - mały
                      ministrant ruchu i rękami ciężkimi jak z ciasta salutuje przelatujące pociągi.
                      Na wiele mil wkoło - pustka. Równina z jednym garbem i grupą samotnych drzew
                      pośrodku. Nie trzeba mieszkać tu trzydzieści lat, aby wyliczyć, że jest ich
                      siedem.
    • nowy.oszolom.z.radia.maryja Re: Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta p 12.08.04, 21:39
      dla mnie to jest autorytet
      • xxxx44 Re: Człowiek niezłomny, ostatni romantyk, poeta 12.08.04, 21:53
        Autorytet inktelektualny i moralny - tak; Ale już nie odnośnie Życia.Tu był prze
        -sadnie skromny i ubogi wręcz. To nie jest dobra forma wykorzystania czasu poby-
        tu na Ziemi.Trudno jest połączyć czystość bycia i radość życia,ale taki jest cel
    • Gość: Salvadore Dali Dość już o WOJTYLE!!! IP: *.dew.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.04, 21:54
      no ile mozna? co?
      bo to juz nawet wyjdzie,ze motorniczym tramwajow tez byl wielkim jak ten narodowy odchyl nie minie...

      a Herbert, spoko :) choc Szymborska czyta sie lżej i jakos tak zabawniej... ale co kto lubi
      • xxxx44 Re: Dość już o WOJTYLE ! 12.08.04, 22:01
        Wisława to jednak zupełnie inna kategoria - zresztą można też wkleić jej strofki
        • Gość: Salvadore Dali W. Szymborska IP: *.dew.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.04, 22:04
          alez prosze :) ten wierszyk mi sie bardzo podoba

          Wiesława Szymborska
          Kot w pustym mieszkaniu

          Umrzeć - tego nie robi się kotu.
          Bo co ma począć kot
          w pustym mieszkaniu.
          Wdrapywać się na ściany.
          Ocierać między meblami.
          Nic niby tu nie zmienione,
          a jednak pozamieniane.
          Niby nie przesunięte,
          a jednak porozsuwane.
          I wieczorami lampa już nie świeci

          Słychać kroki na schodach,
          ale to nie te.
          Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
          także nie ta, co kładła.

          Coś się tu nie zaczyna
          w swojej zwykłej porze.
          Cos się tu nie odbywa
          jak powinno.
          Ktoś tutaj był i był,
          a potem nagle zniknął
          i uporczywie go niema.

          Do wszystkich szaf się zajrzało.
          Przez półki przebiegło.
          Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
          Nawet złamało zakaz
          i rozrzuciło papiery.
          Co więcej jest do zrobienia.
          Spać i czekać.

          Niech no on tylko wróci,
          Niech no się pokaże.
          Już on się dowie,
          że tak z kotem nie można.
          Będzie się szło w jego stronę
          jakby się wcale nie chciało, pomalutku,
          na bardzo obrażonych łapach.
          I żadnych skoków pisków na początek.
          • xxxx44 Re: W. Szymborska 12.08.04, 22:17
            Tym " umrzeć " to Wisława nie ogra Zbigniewa w konkurencji zabawowej. Czyta się.
      • Gość: bombonierka Re: Dość już o WOJTYLE!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.04, 11:32
        Dali, poczytaj sobie wątek o seksualności papieża na forum Cosmopolitan
        (wejście przez forum Kobieta). Dziewczyna zadała pytanie >Czy papież jest
        prawiczkiem< i zrównali ją z błotem...
        pzdr
    • leszek.sopot Ostatni romantyk 12.08.04, 22:33
      List Do Pozostałych

      Umieram
      za winy moje i niewinność moją
      za brak, który czuję każdą cząstką ciała
      i każdą cząstką duszy,
      za brak rozdzierający mnie na strzępy
      jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie
      mówiącymi słowamiza możliwość zjednoczenia się
      z Bezimiennymi, z Pozasłowem,
      z Nieznanym
      za cudowny dzieńza cudne manowce
      za widoki nad widoki
      za zjawę realną
      za kropkę nad ypsylonem
      za tajemnicę śmierciw lęku, w grozie i w pocie czoła
      za zagubione oczywistości
      za zagubione klucze rozumienia
      z malutką iskierką ufności, że jeżeli
      ziarno obumrze, to wyda owoc
      za samotność umierania
      bo trupem jest wszelkie ciało
      bo ciężko, strasznie i nie do zniesienia
      za możliwość przemienienia
      za nieszczęście ludzi i moje własne,
      które dźwigam na sobie i w sobie
      bo to wszystko wygląda, że snem jest
      tylko, koszmarem
      bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
      bo wszystko tu niszczeje, gnije i nie
      masz tu nic trwałego poza tęsknotą za
      trwałością
      bo już nie jestem z tego świata i może
      nigdy z niego nie byłem
      bo wygląda, że nie ma tu dla mnie
      żadnego ratunku
      bo już nie potrafię kochać ziemską
      miłością
      bo noli me tangere
      bo jestem bardzo zmęczony,
      nieopisanie wycieńczony
      bo już wycierpiałem
      bo już zostałem, choć to się działo
      w obłędzie, najdosłowniej
      i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże
      bardzo realnie mnie bolało
      bo chciałem zbawić od wszelkiego zła
      ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli tak
      się nie stało, to winy mojej w tym nie
      umiem znaleźć
      bo wygląda, że już nic tu po mnie
      bo nie czuję się oszukany, co by mi
      pozwoliło raczej trwać niż umierać;
      trwać i szukać winnego, może w sobie;
      ale nie czuję się oszukany
      bo kto może trwać w tym świecie
      -niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia,
      a kiedy przyjdzie mu umierać-
      niechaj śmierć ma lekką
      bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny
      żeby może wreszcie znaleźć
      uspokojenie, zasłużone jak mniemam,
      zasłużone jak mniemam,
      bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
      bo wszystko mnie boli straszliwie
      [tekst nieczytelny] bo duszę się w tej klatce
      bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
      bo kończy się mój ostatni papier
      i już tylko krok i niech Żyje Życie
      bo stanąłem na początku, bo pociągnął
      mnie Ojciec i stanę na końcu i nie
      skosztuję śmierci(...........................................)

      [Na ostatniej stronie rękopisu znajduje się tekst pisany ręką Autora - w
      odróżnieniu od całości bardzo nieczytelny. Trudno rozstrzygnąć czystanowion
      integralną część tego utworu, czy też jest zapisem nowego wiersza]

      Bo kto śpi nikomu krzywdy nie czyni
      bo rozumiem nie-bycie i nie-czynienie
      bo kocham braci moich Lao-tse
      Buddę i Jezusa i kocham wszystkich
      ludzi i nie potępiam za [tekst nieczytelny]
      Bo w szpitalu [tu się urywa].
      • leszek.sopot Re: Ostatni romantyk 12.08.04, 22:34
        ach, zapomnialem o autorze - Edward Stachura.
        • mogiliani "Spotka tam w raju nas się kupa luda!" 12.08.04, 23:58
          Stachura
          Piosenka dla Potęgowej

          Gdzie nas powiedzie skrajem dróg
          Gzygzakowaty życia sznur...
          Do wsi Zagubin, na Kujawy Białe,
          Gdzie ziemia licha, piachy niebywałe,
          Kozy, dziewanna, sosny i rozstaje
          I Potęgowa samotna jak palec.
          U Potęgowej zatem zagościlim;
          Kwaterę tam czasowo ustalilim;
          W polu robilim, z boru drwa nosilim;
          Jak stara matka i dwóch synów żylim.
          Blade słoneczko grzało nas z ukosa,
          Bo jesień późna była - rano rosa;
          Mgła zaś wieczorem: zjawa białowłosa
          Przyszłego losu mąciła nam postać.
          Jak stara matka i dwóch synów żylim;
          My z Potęgową tak się polubilim!
          Wisiał na ścianie we pstre wzory kilim
          I nikt nie zgadnie, czemu w dal ruszylim.
          Gdzie nas powiedzie skrajem dróg
          Gzygzakowaty życia sznur...
          Tam nas powiedzie, gdy nadejdzie czas,
          Gdzie Potęgowa teraz jest - to raj!
          Tam urządzimy wtedy wielki bal.
          Hej, Potęgowa! Hej Witek i ja!
          I inni, co pomarli i co zginą z nami;
          Bracia, kamraci, kumple i kompani,
          Spotka tam w raju nas się kupa luda!
          Hej, od tupania zadudni niebieska tancbuda!
          • Gość: 00 Re: "Spotka tam w raju nas się kupa luda!" IP: 66.53.92.* 13.08.04, 08:04
          • leszek.sopot Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo 13.08.04, 10:51
            Edward Stachura, "Nie rozdziobią nas kruki"

            Nie rozdziobią nas kruki
            ni wrony, ani nic!
            Nie rozszarpią na sztuki
            Poezji wściekłe kły!

            Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
            Niechybnie brakuje tam nas!
            Od stania w miejscu niejeden już zginął,
            Niejeden zginał już kwiat!

            Nie omami nas forsa
            ni sławy pusty dźwięk!
            Inną ścigamy postać:
            Realnej zjawy tren!

            Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
            Niechybnie brakuje tam nas!
            Od stania w miejscu niejeden już zginął,
            Niejeden zginał już kwiat!

            Nie zdechniemy tak szybko,
            Jak sobie roi śmierć!
            Ziemia dla nas za płytka,
            Fruniemy w górę gdzieś!

            Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
            Niechybnie brakuje tam nas!
            Od stania w miejscu niejeden już zginął,
            Niejeden zginał już kwiat!
            • xxxx44 Re: Zbigniew HERBERT , Cesarz 17.08.04, 14:43
              Cesarz

              Był sobie raz cesarz. Miał żółte oczy i drapieżną szczękę. Mieszkał w pałacu
              pełnym marmurów i policjantów. Sam. Budził się w nocy i krzyczał. Nikt go nie
              kochał. Najbardziej lubił polowania i terror. Ale fotografował się z dziećmi
              wśród kwiatów. Kiedy umarł, nikt nie śmiał zdjąć jego portretów. Zobaczcie,
              może jest jeszcze u was w domu jego maska.
    • homosovieticus Na piwo, z Kamykiem w dłoni, tak maszerujmy!! 13.08.04, 11:28
      przez życie.To dobra rada.

      Podobnie jak kilku innych najwybitniejszych poetów tego momentu historycznego,
      Herbert stał wobec Zła i Piękna - demona i bóstwa - dwu zagadek, których nic
      nie łączy i które, razem wzięte, nie ustanawiają żadnego porządku, a
      rozdzielone, również nic nam nie pomagają zrozumieć. Lecz jakaś siła każe nam
      je zestawiać - nie dla porównania, nie dla zabawy, nie dla klasyfikacji nawet,
      raczej po to, by jeszcze raz się przekonać, jak bardzo są różne i jak
      paradoksalnie ustanawiają pole magnetyczne naszej epoki. A jednak stojąc w
      obliczu złośliwego sfinksa Herbert mówił głosem czystym i jasnym, tak jasnym
      jak spojrzenie kamyka z jednego z najbardziej znanych jego wierszy''.

      Adam Zagajewski, Początek wspominania

      I wspominany przez Adama Zagajewskiego kamien o jasnym spojrzeniu:

      Kamyk
      jest stworzeniem
      doskonałym
      równy samemu sobie
      pilnujący swych granic
      wypełniony dokładnie
      kamiennym sensem
      o zapachu który niczego nie przypomina
      niczego nie płoszy nie budzi pożądania
      jego zapał i chłód
      są słuszne i pełne godności
      czuję ciężki wyrzut
      kiedy go trzymam w dłoni
      i ciało jego szlachetne
      przenika fałszywe ciepło
      - Kamyki nie dają się oswoić
      do końca będą na nas patrzeć
      okiem spokojnym bardzo jasnym

      • Gość: 44 Re: Na piwo, z Kamykiem w dłoni, tak maszerujmy!! IP: 67.150.65.* 18.08.04, 07:28
        • xxxx44 Zbigniew Herbert - Gra Pana Cogito 20.08.04, 14:49
          Gra Pana Cogito

          1Ulubioną zabawą
          Pana Cogito
          jest gra Kropotkin
          ma wiele zalet
          gra Kropotkin
          wyzwala wyobraźnię historyczną
          poczucie solidarności
          odbywa się na wolnym powietrzu
          obfituje w dramatyczne epizody
          jej reguły są szlachetne
          despotyzm zawsze przegrywa
          na wielkiej tablicy imaginacji
          Pan Cogito ustawia figury
          król oznacza
          Piotra Kropotkina
          w twierdzy pietropawłowskiej
          laufry trzech żołnierzy, szyldwacha
          wieża zbawczą karetę
          Pan Cogito ma do wyboru
          wiele ról
          może grać
          śliczną Zofię Nikołajewnę
          ona w kopercie zegarka
          przemyca plan ucieczki
          może być także skrzypkiem
          który w szarym domku
          umyślnie wynajętym
          naprzeciw więzienia
          gra Uprowadzenie z Seraju
          co oznacza ulica wolna
          najbardziej jednak
          lubi Pan Cogito
          rolę doktora Orestesa Weimaraon
          w dramatycznym momencie
          zagaduje żołnierza przy bramie-
          widział ty Wania mikroba
          - nie widział
          - a on bestia po twoje skórze łazi
          - nie mówcie jaśnie panie
          - a łazi i ogon ma
          - duży?
          - na dwie albo trzy wiorsty
          wtedy futrzana czapka
          spada na baranie oczy
          i już
          toczy się wartko
          gra Kropotkin
          król-więzień sadzi wielkimi susami
          szamocze się chwilę z flanelowym szlafrokiem
          skrzypek w szarym domku
          gra Uprowadzenie z Seraju
          słychać głosy łapaj
          doktor Orestes snuje o mikrobach
          bicie serca
          podkute buty na bruku
          wreszcie zbawcza kareta
          laufry nie mają ruchu
          Pan Cogito
          cieszy się jak dziecko
          znów wygrał grę Kropotkin
          2
          tyle lat
          tyle już lat
          gra Pan Cogito
          ale nigdy
          nie pociągała go rola
          bohatera ucieczki
          nie przez niechęć
          do błękitnej krwi
          księcia anarchistów
          ani wstręt do teorii
          o wzajemnej pomocy
          nie wynika to także z tchórzostwa
          Zofia Nikołajewna
          skrzypek z szarego domku
          doktor Orestes
          też nastawiali głowy
          z nimi jednak
          Pan Cogito
          utożsamia się niemal zupełnie
          jeśliby zaszła potrzeba
          mógłby być nawet koniem
          karety uciekiniera
          Pan Cogito
          chciałby być pośrednikiem wolności
          trzymać sznur ucieczki
          przemycać gryps
          dawać znak
          zaufać sercu
          czystemu odruchowi sympatii
          nie chce jednak odpowiadać za to
          co w miesięczniku "Freedom"
          napiszą brodacze o nikłej wyobraźni
          przyjmuje rolę poślednią
          nie będzie mieszkał w historii
          • kpt.ziobro Zakompleksiony kabotyn i grafoman - Zb. Herbert. 20.08.04, 14:51
            I to byłoby jedyne co mnożna pozytywnego napisać o tej łajzie.

            Przy Miłoszu to kompletne zero.
            • xxxx44 Zbigniew HERBERT - Pies infernalny 22.08.04, 18:04
              PIES INFERNALNY
              Zachowane przekazy na temat anatomii Cerbera, a także jego życia wegetatywnego
              i psychicznego są dość liczne, ale wykazują niepokojącą rozbieżność. Ambicją
              niniejszej pracy jest rzucenie nowego snopu światła na to zagmatwane zagadnienie

              Według Archipoety Cerber był po prostu psem. Dante określa go jako robaka.
              Hezjod w Teogonii cytuje Cerbera dwukrotnie, ale nie może zdecydować się czy
              miał on jedną, czy pięćdziesiąt głów. Pindar podwaja tę liczbę, a Horacy obdarza
              Cerbera grzywą z węży. Rzeźbiarze i malarze przedstawiają Cerbera najwyżej
              trzygłowego. Tragicy są także bardziej powściągliwi i zadawalają się trzema
              głowami. Tu nasuwa się uwaga, że język skłania do hiperboli i przesady i, kto
              wie, czy nie kłamstwa, podczas gdy wypowiedź w marmurze czy farbie narzuca
              rzeczową prostotę.
              Niejasny, wskutek złego oświetlenia miejsca akcji, jest przebieg walki Heraklesa
              z Cerberem ? strażnikiem królestwa zmarłych. Była to dwunasta, ostatnia i
              najtrudniejsza praca herosa. Stąd sakralny półmrok, jaki przystoi zaświatom.
              Jaka to była walka? Na podstawie wykopalisk literackich nie można wyrobić sobie
              jasnej opinii ? wersje są różne i sprzeczne z sobą. Wahają się między krwawymi
              zapasami, a niemal niedzielną wycieczką myśliwską po łup. Jedni mówią, że to
              Kora dała Heraklesowi Cerbera w podarunku, ot tak, jak rodzice dają chłopcom
              rower za dobre sprawowanie. Inni utrzymują, że władca podziemi ? Hades ? który
              nudził się śmiertelnie, urządził coś w rodzaju turnieju. A zwierzę i człowiek
              zmagali się z sobą długo i boleśnie.
              Pozostaje pytanie dotyczące charakteru Cerbera. Zdemonizowany ponad miarę
              spełniał on w Hadesie dekoracyjną rolę szwajcara przed hotelem. Ilość zmarłych,
              którzy pragnęliby powrócić na ziemię, jest znikoma. Cerber nie przepracowywał
              się. Był jak napis "Zły pies" i "Wyjścia nie ma". I cóż to za demon, którego
              dało się przekupić plackiem miodowym. Cała jego groźna funkcja polegała ? na
              machaniu ogonem.
              Jakkolwiek było, faktem jest, że żaden z przeciwników nie został ranny, stąd
              wniosek, że nie była to żadna bitwa sensu stricto, ale strategiczny manewr,
              okrążenie przeciwnika i zmuszenie go do bezwarunkowej kapitulacji. Zapewne
              Herakles zastosował klasyczną metodę duszenia. Ale to już szczegół. Dość, że
              zziajany bohater wychynął z łupem na powierzchnię świata.
              A stało się to... właśnie gdzie? Znów źródła są chwiejne i wymieniają szereg
              punktów na mapie świata. Problem jest akademicki. Doświadczenie uczy, że w
              każdej dojrzałej cywilizacji zejścia do piekieł są mnogie. Liczniejsze nawet
              niż budki z piwem i skrzynki na listy.
              Cerber poszczekiwał w piekle potężnym głosem. W Luwrze znajduje się niema
              amfora, na której malarz Andikos uchwycił sens pojedynku Heraklesa z Cerberem.
              Herakles przyjmuje pozycję startującego biegacza. Korpus wysunięty do przodu,
              prawa ręka wysunięta w kierunku czoła bestii, w lewej potężny łańcuch. Cerber
              jest dwugłowy. Jedna z głów czujna i zaczepna, ale druga pochyla się do ziemi,
              jakby czekała na dotknięcie człowieka. Taki jest początek tragedii zwanej
              oswojeniem.
              Jak czuł się Cerber, ofiara zamachu? Lekki szok spowodowany walką minął i teraz
              zaczynał się inny, tak potężny, tak potężny, że zagrażał sercu psa. Był jak
              ryba głębinowa wyciągnięta na piasek.
              Na podobieństwo lawiny spadły na niego dźwięki, kształty i zapachy. Świat jawił
              się mu w barwach wściekle intensywnych jak płótna fowistów: trawa była
              płomienista, drzewa cynobrowe, wapienne skały fioletowoczarne, niebo zielone.
              Jedynie Herakles miał tonację łagodną, a jego postać otoczona była konturem
              delikatnym i pulsującym.
              Trudniejszy do zniesienia był potop pięciuset tysięcy zapachów.
              Ogniste słońce nad wyschłą ziemią.
              Pod dębem na wyniosłym wzgórzu leżeli obok siebie pies i człowiek.
              Nie spuszczali z siebie wzroku. Nieufni raczej niż wrodzy.
              Herakles pachniał krwią, skórą i nawałnicą, Cerber rozkładającym się białkiem.
              Należeli do dwu nie dających się pojednać światów.
              Heraklesowi przyszło nagle na myśl, że gdyby Cerber zechciał go nagle opuścić,
              nie potrafiłby temu przeszkodzić. Postanowił przemówić. W takich przypadkach
              dźwięk słowa ma siłę zniewalającą.
              Herakles: A teraz słuchaj bestio: jesteś moim jeńcem. Jeśli będziesz próbował
              uciec, rozwalę ci łeb, łby ? poprawił się ? zgodnie z prawem międzynarodowym.
              Cerber wydał z siebie przeciągłe warczenie.
              Teraz jest noc i wielki księżyc.
              Cerber podnosi się na dwie łapy. Herakles sięga po swoją okrwawioną maczugę. I
              wtedy rozlega się pieśń.
              Opisywanie muzyki nie ma wielkiego sensu. Pewne pojęcie o tym, czym była kantata
              Cerbera, mogą mieć tylko ci, którzy w zimowe noce na śnieżnych równinach
              słyszeli głos wilka. Tym, których ominął ten cud, podajemy chropawą transkrypcję
              oryginału, nieudolną jak prawdziwy Rembrandt do reprodukcji w gazecie.

              [Zeszyty Literackie nr 63, Warszawa‑Paryż‑Mediolan 1998, s. 6‑10.]
              [ze strony polonisty w XIV LO im. Zbigniewa Herberta w Lublinie]
              • xxxx44 Zbigniew HERBERT - Pies infernalny {cd} 24.08.04, 14:39
                Oto parafraza, którą przytaczam za pracą Alexandra Schmooka Der Wolf - sein
                Wesen und seine Stimme (Tübingen 1848). Oto cytat:
                H'urr hau‑u‑uh
                hau hau
                Ú‑i jaur‑huuu
                ho hau
                H'urrrrr ho hauuuh
                jaú jaú ho hurrr hau‑uh.
                Potem donośna cisza. I repetycje w równych odstępach czasu.
                Heraklesa poniósł głos Cerbera jak potężna fala oceanu. Słuchał.
                Miał ochotę zawyć razem z nim, ale wiedział, że się skompromituje, bo nie
                wydobędzie z gardła takiej dumy i rozpaczy. Daremnie będzie usiłował głosem
                opisać łancuchy ziemi, otchłanne przestworza, niezliczone źródła krwi ukryte w
                ciele zwierząt, sekrety wody i pragnienia, kryjówki światła i rozległej czerni.
                Droga jaką szli do króla Eurysteusza, który miał uwolnić Heraklesa od klątwy‑
                była długa. Cerber zaczynał przywiązywać się do Heraklesa. Jego natura potwora
                uległa metamorfozie i stała się naturą psa.
                Ludzie o usposobieniu sentymentalnym mogliby w tym odkryć coś wzruszającego,
                ale bohater miał temperament wyprany z uczuć i porywczy zarazem. Rosła w nim, z
                trudem hamowana, wściekłość, że kiedy zadzierał głowę w górę, Cerber robił to
                samo. Pies stał się zwierciadłem swego pana, dodajmy, że z powodu różnicy
                postury zwierciadłem krzywym.
                Ale najgorsze miało dopiero nastąpić. Cerber zaczął mówić. Z początku
                niezgrabnie, śliniąc się wymawiał słowa papu, lulu, ale z dnia na dzień
                słownictwo jego bogaciło się, a składnia komplikowała.
                Herakles, zwłaszcza w nocy, zapominał, że wędruje z psem. Hamował swoje
                uczucia, pomny na swoją rolę konwojenta jeńca.
                Herakles: Nie podobasz mi się i to bardzo. Cerber: Nie każdy może być Heraklesem
                Herakles: Nie chodzi tu nawet o modę, ale mógłbyś przynajmniej udawać
                normalnego psa. Przypuszczam, że nie miałbyś wielkiego powodzenia u suk.
                Tu Herakles zamilkł. Poruszył temat delikatny. Po drodze widzieli żeńskie
                przedstawicielki psiego gatunku, na które Cerber nie zwracał uwagi.
                Cerber: Gdybyś jak ja żył wśród rozkładających się ciał, straciłbyś na wszystko
                apetyt.
                Herakles: Dlaczego zjadasz trawę, wąchasz kwiaty i nie polujesz choćby na zające
                Do czego to podobne.
                A może byś, Cerberze, zawył. Pamiętasz naszą pierwszą noc pod dębem. Boże, jak
                ten czas leci. Bardzo pięknie wyjesz.
                Cerber: Jakże mam wyć. Po co mnie oswajałeś.
                Herakles: Słuchaj, kundlu. Mówić potrafi każdy cymbał. Masz wyć, zrozumiałeś?
                Cerber: Nie będę wył.
                Herakles: No to śpij.
                Tak - myślał Herakles gorączkowo - należy zerwać ten absurdalny związek. Kiedy
                król Eurysteusz zobaczy Cerbera, przekona się, że jest on raczej postacią
                komiczną niż groźną i wlepi mi jeszcze jedną pracę. Ludzie natomiast stwierdzą
                naocznie, że całe życie pozagrobowe jest diabła warte. I co stanie się wtedy z
                modą na śmierć i jej pełną niedopowiedzeń dyskretną obecnością.
                Świt. Herakles i Cerber budzą się jednocześnie, jakby ich sen i czuwanie
                związane były wspólnym włóknem.
                Herakles: Słuchaj, psisko. Nie składałem już dawno ofiar. Przez ciebie.
                Cerber: Jak to przeze mnie?
                Herakles: Muszę pilnować ciebie.
                Cerber: To bardzo ładnie z twojej strony.
                Herakles: Wcale nie ładnie. Popadłem w ateizm. Zaniedbuję religijne obowiązki.
                Widzisz tę świątynię na horyzoncie?
                Cerber: Słabo widzę, tyle lat w ciemnościach..
                Herakles: Przestań rozczulać się nad sobą. Ta świątynia jest dość daleko. Zajdę
                tam przed zachodem słońca. Jutro o świcie złożę ofarę. Wrócę o północy, może
                trochę później. A ty tu waruj. Nie ruszaj się ani o krok z miejsca, żebym nie
                musiał cię szukać. Jasne?
                Cerber: Będę warował.
                Biegł przed siebie na oślep, czasem czujnie przystawał, nasłuchiwał i rozglądał
                się niespokojnie za siebie. Kluczył, zmieniał kierunek, szedł pod wiatr, brnął
                przez bagna i strumienie, żeby tylko zgubić swój ślad i ten czepiający się
                każdej trawy, kaźdego ziarnka piasku uporczywy zapach pana uzupełniony zapachem
                jego psa, co każdy czworonóg rozpoznaje w lot jako woń odrębną, swoistą, boską.
                No cóż, ucieka się nie tylko przed wrogiem, ale przed ciężarem przywiązania ?
                wszyscy to robią, a przynajmniej znają dobrze tę pokusę.
                O zmierzchu Herakles wymościł sobie na noc posłanie w konarach starego wiązu.
                Zasnął jak na wieży, poza sferą obawy.
                Rankiem cztery pary oczu śledziło każdy ruch przebudzonego.
                Dalszą wędrówkę, ale czy można nazwać wędrówką zajadłą gonitwę do celu,aż do
                granic wytrzymałości ludzkiego i psiego serca - odbywali skracając noclegi i
                popasy.
                Herakles nudził się i postanowił dać Cerberowi kilka lekcji z historii
                naturalnej, uwzględniając najnowsze odkrycie naukowe.
                Zwolennik metody opisowej, zanurzył rękę w trawę jak w zieloną wodę.
                - Widzi, kawaler, oto łąkowe `Trifolium pratense` popularnie zwane koniczyną.
                Wieloletni lub dwuletni korzeń wrzecionowaty, rozgałęziony. Na delikatnych
                korzonkach powstają brodawki zawierające bakterie przyswajające azot (jak u
                wszystkich motylkowatych). Pędy owłosione. Kwiaty bladoczerwone lub
                ciemnopurpurowe. Zebrane w kuliste główki otulone u podstawy przez wspierające
                liście. Kielich rurkowato‑dzwonkowaty.
                Pogrzebał znów w trawie i wyciągnął obły, czerwony przedmiot.
                -Oto ciołek matowy Dorcus parallelopidens. Żarłoczny. Występuje w lasach liścia-
                stych. Larwy rozwijają się w spróchniałych dębach i bukach. Rozumiesz, ciołku.
                Jutro porozmawiamy o fotosyntezie i o wczesnej pracy Kanta Allgemeine
                Naturgeschichte und Theorie des Himmels. A teraz śpij, bałwanku.
                W Mykenach stanęli wieczorem.
                Miasto było opustoszałe, siąpił uparty, zimny deszcz, gdyż miało się już pod
                jesień. Szli przez wyludnione ulice wzdłuż murów o kolorze wątroby. Na przedzie
                Herakles, który z trudem usiłował przybrać twarz zwycięzcy. Za nim Cerber zado-
                wolony z siebie, idiotycznie wesoły, usiłujący iść w nogę jak posłuszny rekrut.
                Zatem nic, ale to nic z tryumfalnego wejścia. A przecież była to historia
                niezwykle dramatyczna, jaka zdarza się tylko raz w dziejach świata, przeto
                zasługująca na wieniec ? i wiwatujące tłumy, trąby i kuranty.
                Od początku do finału ten piękny kwiat zwycięstwa podgryzał robak i nad bohate-
                rem zawisło najsroższe fatum ? fatum banalności, które spłaszczyło wszystko,
                odarło z glorii, spychało piękny czyn nisko, bardzo nisko w sferę anegdoty.
                Może pewną pociechą dla Heraklesa byłoby, gdyby wiedział, że kiedy ten brnął
                przez deszcz i błoto ze swoim straszydłem - król Eurysteusz śledził go z okna
                swego pałacu z rosnącym przerażeniem.
                Cerber oszalał. Nigdy w życiu nie widział tylu ludzi pachnących winem i
                czosnkiem. Stał się postrachem targów warzywnych. Pożerał niezliczone ilości
                ulubionych kalafiorów, karczochów i ogórków. Buszował wśród pachnących selerem
                straganów, płosząc przekupni. Dzieci go uwielbiały, jeździły na nim na oklep.
                Król Eurysteusz nie chciał widzieć na oczy ani Heraklesa, ani Cerbera. Kazał
                wynosić się im po prostu z miasta.
                - Wiesz, kundlu - mówił Herakles - znudziła mi się ta wieczna głodna wędrówka z
                miasta do miasta. Powinniśmy założyć cyrk. Przed tłumami gapiów będziesz chodzić
                na dwóch łapach, a ja będę nad tobą groźnie trzaskać batem. Czy ty umiesz
                chodzić na dwóch łapach?
                - Oczywiście - odparł trochę urażony Cerber. Pomysł podobał mu się.
                Pewnego dnia Herakles przyniósł z pobliskiego miasta szary konopny worek i
                niedbale napomknął Cerberowi, że będzie teraz spał na tym worku, bo czuje już w
                kościach popasy na gołej ziemi. Cerber przyjął, jak wszystko, co mówił jego pan,
                ufnie i w żadnej z jego dwu głów nie zaświtała myśl, że zbliża się oto tragiczny
                finał całej historii.
                Na wieki pozostaje bez odpowiedzi dręczące pytanie, jak mógł Herakles wpychać w
                głąb ciemnego otworu ten mokry, brudny worek, pełen bezradnych wrzasków i
                skowytu zawiedzionej miłości.
                44
                • xxxx44 Re: Zbigniew HERBERT - Wawel 26.08.04, 18:00
                  Wawel

                  Patriotyczną kataraktę na oczach miał ten
                  co się zrównał z grzechem marmurów

                  Peryklesie
                  smucić się musi twa kolumna
                  i prosty cień dostojność głowic
                  harmonia ramion uniesionych

                  a tu ceglany śmieszny zgiełk
                  królewskie jabłko renesansu
                  na austriackich koszar tle

                  i tylko może w noc w gorączce
                  w obłędzie żalu barbarzyńca
                  co się od krzyżów i szubienic
                  dowiedział równowagi brył

                  i tylko może pod księżycem
                  kiedy anioły od ołtarza
                  odchodzą by tratować sny
                  i tylko wtedy
                  - Akropolis

                  Akropol dla wydziedziczonych
                  i łaska dla kłamiących

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka