l_zaraza_l
04.04.14, 16:35
Gdy miałam kilka lat byliśmy z tatą w górach. Była zima. Wszędzie śnieg. W pewnym momencie usiedliśmy z tatą na pniu, by odpocząć i usłyszałam cichuteńki szum, jakby płynącej wody. Ale nigdzie tej wody nie widziałam. Tata powiedział, że tuż przed nami jest strumień. Podeszliśmy i tata rozbił lód a pod nim płynęła woda. To było niesamowite wrażenie - z wierzchu "martwy" lód a pod spodem "żywa" woda. Magiczne, absolutnie cudowne.
Bardzo nie radzę sobie z atakiem Rosji na Ukrainę. Wiem, że nie ja jedna. Pojawiają się proste emocje - żal, złość. Toczą się dyskusje czy robić imprezy kulturalne czy nie, czy przyjmować gości z Rosji czy nie... A ja myślę, że ludzie są jak ten żywy strumień skryty pod martwym lodem polityki - chociaż nie całkiem od polityki wolni to funkcjonują pomimo. A im głębszy i szybszy nurt tym trudniej zamarza.