Dodaj do ulubionych

To nie spisek kelnerów

22.06.14, 16:46
Jak właśnie podano w tv rozmowa Rostowskiego z Sikorskim nie została nagrana u "Sowy" bo panowie nigdy tam razem nie byli, ale w pałacu Sobańskich. Więc to nie przypadkowe nagrania "jak leci" przypadkowych bywalców restauracji, tylko ktoś celował w podsłuchiwanych i wiedział kogo chce nagrać. Trudno uwierzyc ze to kelnerzy w róznych lokalach założyli szajkę podsłuchującą by następnie sprzedać sensacyjki tabloidalnemu tygodnikowi. Wyraźnie już widać że to dzieło obcego wywiadu państwa któremu zależy na zdestabilizowaniu sytuacji w Polsce. Opozycja niestety też nie staje na wysokosci zadania - podbija bębenek tam gdzie powinna stanąć w interesie kraju w jednym szeregu z rządem.
Obserwuj wątek
    • douglasmclloyd Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 17:02
      Nagrania wyciekły po n-tych z kolei przegranych wyborach PiS. Nie da się wygrać uczciwie, to trzeba zorganizować zamach stanu. Nieudolnie, bo nieudolnie, jak to PiS, ale zawsze jest cień nadziei.
      • fiu-bzdziu2010 Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 17:12
        ale gdyby mieli taśmy, to by je odpalili tuż przed eurowyborami, a nie po wałach latali.....

        chyba to jednak jakiś gruby misio , któremu rząd pokrzyżował biznesy
        • witek.bis Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 17:39
          Nie odpaliliby, bo wygranej w eurowyborach byli raczej pewni. Minimalnej wygranej, ale jednak. 2-3 euromandaty więcej to nie powód, żeby odpalać taką "wunderwaffe", bo ona była trzymana na ważniejsze okazje.
          • fiu-bzdziu2010 Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 17:50
            była taka ważna okazja - wizyta Obamy,
            gdyby opublikowali taśmy to byłoby to dyplomatyczne bum dla rządu i prezydenta i Yarek nie musiałby lecieć do szpitala, żeby alergie leczyć
            • witek.bis Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 17:56
              Tylko że wtedy byłoby to odpaleniem bomby również pod Obamą, a Amerykanie mogli mieć to odpalaczowi za złe ;-)
              • antyk-acap Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 18:10
                To raczej wyklucza kacapów - taki prezent dla Putina jak to co być może powiedział o Obamie Sikorski byłby bezecenny.
          • antyk-acap Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 18:11
            A nie poczekaliby choćby do wyborów samorządowych?
    • dzi1a ??? !!!!! premierem Danuta Hubner ??? 22.06.14, 17:27
      koalicja PO + PSL + SLD + TR

      ???
    • zapijaczony-ryj NIkomu tak nie nie zalezy na destabilizacji jak NI 22.06.14, 17:32
      ft7sj napisała: Wyraźnie już widać że to dzieło obcego w
      > ywiadu państwa któremu zależy na zdestabilizowaniu sytuacji w Polsce. Opozycja
      > niestety też nie staje na wysokosci zadania - podbija bębenek tam gdzie powinna
      > stanąć w interesie kraju w jednym szeregu z rządem.
    • brysio76 Niekoniecxznie. Wg tej teorii "spółdzielnia" 22.06.14, 17:37
      obejmowąła szereg warszawskich knajp i obsługiwała raczej środowiska biznesowe. Czyli może jakiś biznesmen zorientowął się że tą drogą można zdobyć materiały na polityków którzy też tam biesiadowali. Możliwe są różne teorie pośrednie. Nie bardzo wierzę w PiS nawet w sensie pojedynczego posła działającego bez wiedzy kierownictwa.
      • witek.bis Re: Niekoniecxznie. Wg tej teorii "spółdzielnia" 22.06.14, 17:44
        W cały PiS też nie wierzę, ale w jednego posła PiS-u to o wiele łatwiej mi uwierzyć.
    • retromix Spisek kelnerowo-dziennikarski całkowicie 22.06.14, 17:41
      wykluczam.
      • brysio76 Re: Spisek kelnerowo-dziennikarski całkowicie 22.06.14, 17:45
        Raczej ktoś obeznany z kelnerską "spółdzielnią" postanowił wykorzystać jej materiały. Nie wiadomo tylko czy biznes czy tajne służby. W PiS nie bardzo wierzę.
        • witek.bis Re: Spisek kelnerowo-dziennikarski całkowicie 22.06.14, 17:48
          Żadna kelnerska spółdzielnie nie miałaby szans bez współudziału służb, przede wszystkim BOR-u. Moim zdaniem zdaniem mamy do czynienia z konsorcjum kelnersko-dziennikarsko-pisowsko-biznesowym :-)
        • retromix Re: Spisek kelnerowo-dziennikarski całkowicie 22.06.14, 18:05
          Te nagrania są robotą profesjonalistów, a Macierewicz jest tylko harcerzem.
          PiS odpada.
    • nowy_anonim Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 17:57
      fakty wynikające w rozmowach sa już skonsumowane

      reszta to plewy do sypania po oczach ale jakże skuteczne
      • retromix Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 18:09
        Tak by było jak piszesz, gdyby miejscem nagrań była tylko "Sowia & ..."
        Okazuje się, że mamy już następne miejsce nagrań i w tym momencie kończ się żarty, bo takich miejsc nagrań może być wiele. Nagrań też może być wiele tak jak i rozmówców.
        Ujawnienie może ciągnąć się miesiącami. Można będzie destabilizować Polskę przez lata.
        I o to chodzi.
        • adria231 Re: To nie spisek kelnerów 22.06.14, 20:56
          ydzień temu tygodnik „Wprost” wszystkich wrażliwych ludzi wprawił w osłupienie. Oto pismo kierowane przez byłego gangstera zainicjowało obrzydliwą i kłamliwą nagonkę na prof. Bogdana Chazana, wspaniałego człowieka i lekarza, który nie chciał „dokonywać aborcji” czyli mordować niewinnych, bezbronnych istot.

          Tymczasem - jak pokazują wyniki śledztwa prowadzone przez Andrzeja Rafała Potockiego - Sylwester Latkowski, człowiek, który najlepiej spełniałby się w naszej ocenie w wywiadach o „kobietach mafii” jest ostatnią osobą, która ma prawo do ustawiania sumień innych. Jego kariera w III RP bardzo dużo mówi o mediach naszego kraju, o panujących w nich standardach. Ale jak widać nikogo nie dziwi, że człowiek z taką przeszłością, takimi linkami, ma dostęp do wielu informacji policyjnych, gospodarczych, potencjalnie wrażliwych. A nawet, jak się dowiedzieliśmy, materiałów wyprodukowanych być może przez rosyjski wywiad. Co więcej, pismo którym kieruje, mimo drastycznego spadku sprzedaży, stale zasilane jest potężnym strumieniem rządowych pieniędzy, w tym głównie z sektora energetycznego. Czym kierują się szefowie spółek skarbu państwa tak hojnie łożąc na „Wprost”? Czy są do tego jakoś specyficznie „zachęcani”? Ot, jedna z wielu zagadek…

          Przypomnijmy co ujawniliśmy w poprzednich publikacjach. Działalność gospodarcza Latkowskiego skończyła się 9 egzekucjami komorniczymi, listem gończym, aż w końcu skazaniem na karę łączną 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności przez Sąd Rejonowy w Kwidzynie oraz 1,5 roku w Elblągu. Oba ostatnie wyroki były w zawieszeniu. W międzyczasie Latkowski „rozkręca się” w nowej branży. Nawiązuje kontakty z gangsterami zza wschodniej granicy i rozpoczyna całkowicie nowy rodzaj działalności. W aktach jednej ze spraw, do których dotarliśmy czytamy: „Sylwester Latkowski stał na czele struktury noszącej cechy zorganizowanej grupy przestępczej”. To słowa prokuratora padające w uzasadnieniu jednego z aktów oskarżenia wobec Latkowskiego. Od kary wieloletniego więzienia uratował go fakt, że w czasie kiedy popełniał przestępstwa nie działał jeszcze w polskim prawie artykuł Kodeksu Karnego dotyczący udziału i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Latkowski ma natomiast na koncie prawomocny wyrok za wymuszenie rozbójnicze, fałszerstwo, oszustwa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

          W tak zwanej „sprawie gorzowskiej” wyszło na jaw, że wraz z wynajętymi na Litwie bandytami sterroryzował Mirosława T. i Sławomira S., którzy byli rzekomo winni mu 10 tysięcy marek. Tych dwóch handlarzy używanymi samochodami z Gorzowa Wlkp sprzedało sprowadzonego z Niemiec VW Golfa człowiekowi ze szczecińskiego półświatka Waldemarowi Sulidze. Gangster ten blisko współpracował z Sylwestrem Latkowskim i Gracjanem Szmytkowskim, znanym dobrze szczecińskiej i pomorskiej policji. Razem postanowili sprzedać z zyskiem samochód na Litwie. Cała operacja jednak nie wypaliła, bowiem samochód okazał się być kradziony. Skonfiskowali go celnicy na granicy, a kuriera – Gracjana Szmytkowskiego aresztowano. Handlarze z Gorzowa musieli zwrócić pieniądze nabywcy – Waldemarowi Sulidze.

          Wtedy zjawił się u nich Latkowski, który stwierdził, że w związku z tym przedsięwzięciem też poniósł straty. Obciążył obydwu Gorzowian kosztami adwokackimi i kaucji za wypuszczenie kuriera – Gracjana Szmytkowskiego. Z roszczeniem tym zwrócił się również do Waldemara Suligi. Ponieważ nikt nie chciał mu dać żądanej kwoty sprowadził z Litwy ludzi od „mokrej roboty” i usiłował sterroryzować obydwu handlarzy. Ci nie dali się zastraszyć i zawiadomili prokuraturę.

          Kilkanaście dni później w tajemniczych okolicznościach, do dziś zresztą nie wyjaśnionych, ginie zastrzelony w Szczecinie Waldemar Suliga oraz jego narzeczona Agnieszka. Podejrzenia padają na Latkowskiego i Szmytkowskiego. Uciekają z kraju, po czym trafiają do Berlina.

          Tam u swojego znajomego Vernando Kuemmele vel Hempel podszywają się pod jego firmę i dopuszczają się serii wyłudzeń. Oferowali klientom nieistniejące kredyty pobierając zaliczki. Fakty te potwierdza zresztą sam Kuemmele w rozmowie z tygodnikiem „W sieci”. Później przez Sztokholm Latkowski przedostaje się do Rosji. Po czterech latach pobytu za granicą, kiedy sprawa o morderstwo zostaje umorzona, Latkowski wraca do Polski. Oddaje się w ręce sprawiedliwości. Oprócz cytowanych wyżej wyroków dostaje jeszcze karę łączną 2 lat i 3 miesięcy pozbawienia wolności za „reket” w Gorzowie.

          Do prokuratury trafiła również sprawa poszkodowanych klientów w berlińskiej firmie. Gracjan Szmytkowski otrzymał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu, natomiast sprawę Sylwestra Latkowskiego z niewiadomych przyczyn umorzono. Dziś odnaleźliśmy Niemca Vernando Kuemmele, u którego zatrzymali się w Berlinie obydwaj poszukiwani w Polsce listem gończym. Rozmowa z nim rzuca nowe światło na działalność Sylwestra Latkowskiego, który do tej pory nigdy nie wytłumaczył się ze swojej prawdziwej przeszłości.

          FRAGMENT ROZMOWY Z VERNANDO KUEMMELE (byłym HEMPEL)

          „w Sieci”: Kiedy i w jakich okolicznościach poznał Pan Sylwestra Latkowskiego?

          VERNANDO KUEMMELE (byłym HEMPEL): W 1993 roku, kiedy wypożyczonym w Berlinie samochodem przyjechałem do Mikołajek. Po przekroczeniu granicy, już na polskim terytorium, jakiś gość zwrócił się do mnie z pytaniem, czy nie chciałbym sprzedać swojego samochodu? Zgodziłem się. Wtedy pojechaliśmy do Gorzowa. Długo krążyłem po mieście za jego samochodem, żeby upewnić się czy nas nie śledzą. W końcu podjechaliśmy do dwóch ludzi, którzy chcieli go nabyć.

          Czy tymi handlarzami samochodów byli Sławomir S. i Mirosław T., którzy później oskarżyli Sylwestra Latkowskiego o wymuszenie rozbójnicze, grożenie uszkodzeniem ciała i zabójstwem ponieważ nie chcieli mu oddać pieniędzy, które rzekomo byli mu winni?

          To bardzo prawdopodobne, że ci z Gorzowa to byli oni. Jednak trudno jest dokładnie po tylu latach to pamiętać. W każdym razie ci dwaj powiedzieli mi, że samochód mogą sprzedać dopiero w Szczecinie. Postanowiłem więc skorzystać z propozycji obu dżentelmenów i po wielu kilometrach kluczenia po Gorzowie w końcu udaliśmy w kierunku na Szczecin. Tam z kolei spotkałem Gracjana Szmytkowskiego oraz nijakiego Waldemara Suligę i jego narzeczoną Agnieszkę.

          Chodzi o tych dwoje, których kilka miesięcy później zamordowano?

          Tak. Podczas spotkania potwierdziliśmy cenę za samochód. Spytali się mnie czy na tym ubezpieczeniu samochodu mógłbym nim pojechać na Litwę. W tej sytuacji za samochód dostałbym 4,5 tys. dolarów, a za przejazd na Wschód tysiąc pięćset. Jeszcze raz się zgodziłem. Po drodze zatrzymaliśmy się w Mikołajkach w hotelu „Gołębiewski”. Tam Gracjan Szmytkowski przedstawił mnie Sylwestrowi Latkowskiemu. Ten, potwierdził cenę za przewóz auta do Wilna i dodał, że jeśli wszystko pójdzie gładko to w dodatku na miejscu postara się zaspokoić moje pragnienia jeśli chodzi o kobiety.

          Jako dodatkową nagrodę za dobrze wykonaną robotę?

          Nie traktowałem tego w kategoriach przymusu, a Latkowski sprawiał wrażenie, że może zrobić mi przysługę.

          Jak wyglądało przekroczenie granicy polsko-litewskiej?

          Ponieważ miałem samochód wzięty z wypożyczalni obawiałem się, żeby celnicy nie wstawili mi stempla przekroczenia granicy w paszporcie. Latkowski uspokajał mnie kilkakrotnie, że nie muszę się niczego obawiać, a wszystko pójdzie gładko. I rzeczywiście. Nikt z Polaków nie sprawdzał nam ani paszportów, ani dowodu rejestracyjnego. Także po litewskiej stronie wszystko zostało dobrze zorganizowane. Zgodnie z zaleceniem Latkowskiego łapówkę schowałem do paszportu i celnicy zrezygnowali ze stawiania stempla. Panowała, można by rzec, familijna atmosfera, a litewscy pogranicznicy zrobili sobie jeszcze „jazdę próbną” wwożonym przeze mnie samochodem, wokół granicznego przejścia.

          I dojechali

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka