buldog2
22.10.14, 02:24
Taka sobie zabawa. Na cześć dyżurnych ekspertów w radio i tv.
***
Można się zastanawiać, czy Niemcy, Amerykanie, Francuzi, wiedzieli, czy nie o omawianych propozycjach Putina podziału Ukrainy (coś miało zostać, ale niewiele). Już nie mówię o Izraelu. I ciekawe, czy są tu naiwni, którzy sądzą, że nie wiedzieli o tym sami Ukraińcy (obustronną współzależność służb specjalnych Rosji i Ukrainy potwierdzają sami Rosjanie) i uważają, że wywiad Sikorskiego zmienia cokolwiek w relacjach polsko-ukraińskich, czy jakichkolwiek.
Wtedy to były balonu próbne, nie na już, chyba żeby znalazła się cała koalicja chętnych. Ale w rozsądnych okolicznościach... i wszyscy to wiedzieli. Okoliczności sprzyjające odebraniu Krymu powstały wtedy, gdy spełnione zostały następujące warunki, wszystkie konieczne, dokładnie omawiane na rosyjskich forach:
- default gospodarki (faktycznie ma miejsce)
- zagrożenie strategicznych pozycji Rosji na Ukrainie (nie chodzi nawet o stowarzyszenie i potencjalne wejście do Unii Europejskiej, z tym się Rosjanie godzili, co o zbliżenie się do jej granic NATO i militarnych wpływów USA)
- chaos polityczny, upadek państwa, zakończenie wypełniania przez nie funkcji państwa (failed state).
Już jako okoliczność sprzyjającą dodać do powyższego należy podział społeczeństwa na kilka różnych części, jaki faktycznie ma dziś miejsce. Dlatego także Krym.
Niecały rok temu (w listopadzie) pisałem o tworzeniu przez w pierwszej kolejności USA strefy chaosu na Ukrainie, praktycznie przesądzonym w przypadku bierności państw trzecich. Scenariusz tworzenia strefy chaosu w sąsiedztwie Rosji był przygotowywany dawno, to było widać w rozmaitych enuncjacjach i poczynaniach. Gdyby wtedy Polska w porę przyszła z pomocą gospodarczą w dużym wymiarze, zobligowałoby to Unię i odsunęło tę wersję planu obniżenia poziomu gospodarki i destabilizacji Rosji, który jest konsekwentnie realizowany.
W sytuacji strategicznie dla państwa ważnej był nas na duży (kilkanaście miliardów dolarów) wydatek stać (chyba że dla rządu PO/PSL ważniejsi od państwa górnicy, KRUS i reszta pasożytów), była to jedna z nielicznych sytuacji, w których mogliśmy coś sami zrobić. Jednak nikt tego nie chciał i sytuacja rozwinęła się tak, jak widzimy.
Cały przydługi pasaż umieściłem po to, by pokazać, że bez względu na jakąkolwiek ocenę wydarzeń ich przebieg był zrozumiały, obyło się bez zaskoczeń i z pełną rzeczywistą akceptacją stron. Także, właściwie w pierwszej kolejności Amerykanów. Tylko ktoś b. naiwny może pomyśleć, że Amerykanom zabrakło 15-20 miliardów dolarów na stabilizację sytuacji na Ukrainie, skoro (tak ich szacują)5 mld dolarów wydali na przygotowanie i wsparcie Majdanu, później bodajże miliard na doposażenie sił zbrojnych Prawego Sektora. A później, że nie mogli postawić veto zajęciu przez rosyjską armię Krymu. Tylko ktoś wyjątkowo naiwny może myśleć, że tak było i pałać świętym oburzeniem.
Dziś w TOK FM wystąpił ekspert od spraw wschodnich dr Kazimierz Wóycicki ze Studium Europy Wschodniej. Uczył realizmu i na okoliczność enuncjacji Sikorskiego mówił o gangsterskiej władzy w Rosji. Pozostawiając bezwzględną ocenę propozycji Putina, zastanówmy się na ile różni się od wyznaczania granic Serbii, decydowania o losie Iraku, Syrii czy Libii, a także, co bardzo ważne, nad rzeczywistym, nie medialnym, odbiorem i podejściem do postępowania rosyjskich władz przez ich najbardziej kolegów z prawdziwego Zachodu.
Z wywiadu szefa administracji prezydenta Rosji dla oficjalnej Rosyjskiej Gazety:
A z tymi kolegami z krajów zachodnich, z którymi w przeszłości spotykałem się i pracowałem, jak jest okazja, spotykamy się nadal. I tak bywa przede wszystkim wtedy, gdy oni przyjeżdżają do Rosji. No, na przykład: w swoim czasie miałem niezłe układy z ministrem obrony Portugalii. Teraz on jest wicepremierem, przyjeżdża do Moskwy, umawiamy się na spotkanie omówić jakieś sprawy robocze i wspomnieć, jak to się mówi, stare dobre czasy. Albo znany wszystkim Donald Rumsfeld (minister obrony USA w 2001 - 2006 lat. - Przyp . "RG"). On dawno odszedł z urzędu, ja też zmieniłem pracę, ale kiedy przyjeżdżał do Rosji, z przyjemnością spotykałem się z nim tak samo, jak i z Condoleezzą Rice (sekretarz stanu USA w latach 2005 - 2009. - Przyp . "RG"). Spośród Amerykanów jeszcze były ambasador w Rosji, dziś pierwszy zastępca sekretarza stanu USA Bill Berns. Tak, że relacje osobiste z kolegami w żadnym razie, uczciwie mówiąc, nie zmieniły się. Różnica jest tylko w jednym: teraz, kiedy oni mówią "no przyjeżdżaj do nas", odpowiadam: "dziękuję, lepiej wy do nas". Oni to z humorem przyswajają, niektórzy nawet nie wiedzą, że na mnie nałożono sankcje, są zdziwieni.
www.rg.ru/2014/09/22/ivanov.html
Sam nie wiem, jak się odnieść do komentarzy dra Wóycickiego, jakich słów użyć na nazwanie jego kompetencji. Przedstawię kilka istotnych okoliczności na temat uznania przez Rosję niepodległej Ukrainy w administracyjnych granicach USRR, nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością polityczną, kulturową, z tradycją.
Uznanie i gwarancja granic, podpisane w Budapeszcie, w żadnym razie nie wyczerpywały rzeczywistości. Ponadto granica pomiędzy Rosją i Ukrainą nigdy nie została wytyczona. Warto nadmienić, że np. taki Sewastopol nigdy administracyjnie nie należał do Ukrainy, zatem pierwsze pogwałcenie układu budapesztańskiego miało miejsce ze strony ukraińskiej. Tym niemniej, strona rosyjska godziła się z tym i konsekwentnie dystansowała się od prób wywieszenia na Krymie rosyjskich flag (ostentacyjnie nie udzielała najmniejszego poparcia tym, którzy tego próbowali, nie interweniowała, kiedy sadzano ich do więzień). Oczywiście, celem takiego postępowania było utrzymanie niepisanego status quo, które zgodnie z niepisanymi ("po poniatiam")ustaleniami i wyobrażeniami, głosiło:
- niepodległość Ukrainy oznacza samodzielność w podejmowaniu wewnętrznych decyzji o tym, jak się u siebie rządzić, bez dyrektyw Komitetu Centralnego w Moskwie
- granica jest w dużej mierze umowna, wyznacza terytorialny zakres kompetencji stron w załatwianiu spraw codziennych
- zachowane zostają związki kulturalne, gospodarcze, militarne pomiędzy obydwoma państwami
- dwa narody miały być nadal połączone. "Skriepy duchowe" - pojęcie wymyślone przez Sołżenicyna, ale do szerokiego obiegu wprowadzone przez Putina - miały nierozerwalnie spajać trzy narodu, a granica miała być (i była) umowna
- nie było mowy o wpływach państw trzecich na Ukrainie
- gwarantować to, że na terenach zamieszkanych przez Rosjan język rosyjski jest w powszechnym użyciu, nikomu nawet nie przychodziło do głowy. Dlatego, że innej sytuacji nikt sobie nie wyobrażał (za komuny to Rosjanie, tak jak wcześniej Austriacy, forsowali tworzenie narodu ukraińskiego, żeby odciąć go od wpływów polskich i innych).
Mówiło się, że wszystko ma być tak jak dawniej, tylko bez zwierzchnictwa Moskwy. Podobne nastroje i przekonania panowały nie tylko w Rosji, ale i na Ukrainie, gdzie największy nacisk kładziono nie na niepodległość, ale na to, że bez pijawki w postaci Rosji (ewentualnie republik azjatyckich), życie
Chyba nie pominąłem jakiej rzeczy ważnej, z grubsza tak to wtedy wyglądało. Powyższe można zilustrować mnóstwem przykładów, ale miejsce na to w obszernym artykule, nie we wpisie na FK.