pkt4a
21.04.15, 14:54
premier Kazimierz Marcinkiewicz
cyt.
"Trudno tu nie wspomnieć o jej mężu. Oto kilka fragmentów z wystąpienia tego Pana w Tyńcu na Zjeździe Oblatów Benedyktyńskich 8 listopada 2008 r:
"- Odebrałem katolickie wychowanie w domu i poza domem - przede wszystkim w duszpasterstwie,
- Teraz mieszkam w Warszawie, Londynie i Gorzowie. W Gorzowie mam cały czas dom. Od piętnastu lat pracuję w świecie, a dom mam w Gorzowie, i żonę mam w Gorzowie, i rodzinę mam w Gorzowie. To nie jest łatwe życie, ale jest możliwe. Żona uznała, że dla naszego wspólnego dobra i dla rodziny będzie lepiej, jeśli ona stworzy ognisko domowe - miejsce, do którego każdy z nas, z dużej rodziny będzie mógł wrócić, przyjść ogrzać się przy nim. Nawet, gdy byłem przez 9 miesięcy premierem żona nie była ze mną ciałem, była duchem.
- jak wstawaliśmy w trójkę z braćmi - w tym samym wieku chłopaki - jeden brat dwa lata starszy ode mnie drugi dwa lata młodszy, to rano zawsze widzieliśmy ojca modlącego się przy łóżku, klęczącego na kolanach. Tego nikt mi nie zabierze. Teraz pierwszego listopada byłem w Gorzowie, jak zwykle na cmentarzach. Tym razem tylko najstarszy syn z nami poszedł. Żona, ja i najstarszy syn, prawie w trzy godziny obeszliśmy - modliliśmy się, zapaliliśmy świeczki, przypominaliśmy sobie ważnych dla nas ludzi. Młodsze dzieci powiedziały, że pójdą popołudniu, bo tak będzie lepiej. W czasie obiadu wygłosiłem krótkie kazanie. Przyszli z cmentarza, też byli prawie dwie godziny. Powiedzieli: "Tato, przepraszamy. Masz rację to nie jest to samo. Zrobiliśmy bez sensu. Zawsze powinniśmy chodzić razem." Nie skrzyczałem ich, powiedziałem tylko, że błądzą. Nie wierzyli mi dopóki sami nie poszli"
Może ktoś ma na takie zachowanie tego katolika jakąś nazwę. Słów którymi ja chciałbym je określić nie wypada używać w tym miejscu. A co do Izabel, to nawet panie z pewnych kręgów mają więcej moralności w sobie..."