damakier1
18.08.15, 11:00
Kampania wyborcza ma swoje prawa i to, że w jej trakcie propisowscy hejterzy dwoili się i troili, by zniszczyć prezydenta Komorowskiego można zrozumieć. Wprawdzie nie przypominam sobie, by we wcześniejszych walkach o prezydenturę, któryś z kandydatów był atakowany tak zajadle, z użyciem najpodlejszych środków z kłamstwami i pomówieniami na czele, ale może czasy były mniej drapieżne...
Jednak kampania się skończyła, wygrał Duda i wydawałoby się, że czas odłożyć Komorowskiego na półkę z napisem "minione" i iść dalej. Tymczasem opluwanie prezydenta Komorowskiego trwa nadal i przewyższa chyba nawet okazywanie uwielbienia jego następcy - prezydentowi Dudzie.
Czemu zwycięzcom nie smakuje samo zwycięstwo? Skąd ta przemożna potrzeba by pokonanego Komorowskiego dopaść, wdeptać w ziemię i przegryźć mu gardło? Czemu widok tryumfującego Dudy, objeżdżającego kraj wśród trąb trąbiących, bębnów bębniących i pochwalnych hymnów smakuje za mało? Odpowiedź jest tylko jedna: KOMPLEKS.
Bo owszem - Komorowski leży pokonany, ale to leży pokonany człowiek, a jego zwycięskim przeciwnikom została w rękach budyniowa kukła.