ukos
28.05.16, 11:13
Mówi się o tym, że rozpędzenie Trybunału Konstytucyjnego jest potrzebne jedynie słusznej partyi do naruszającej konstytucję zmiany ordynacji wyborczej.
Zmiany polegałyby na tym, że tylko 260 posłów byłoby wybieranych w bezpośredniej elekcji, 100 wskazywałby aktualnie urzędujący rezydent, a kolejne 100 przypadałoby największej partii politycznej. Z walki o tych 100 mandatów byłyby wyłączone komitety wyborców, a wynik koalicji wyborczej byłby dzielony przez liczbę tworzących ją partii. Przy tej ordynacji jedynie słuszna partyja dostaje na starcie 200 mandatów, a zdobywając 107 z pozostałych 260 mandatów zapewnia sobie większość konstytucyjną. Przy okręgach wyborczych zmniejszonych do 3-5 mandatów wystarczy do tego ok. 30% głosów. Być może PrezesPan mówiąc o większości konstytucyjnej w następnej kadencji miał na myśli posłużenie się tego typu oszukańczą ordynacją.
Gdyby TK funkcjonował, to zablokowałby takie dyktatorskie zapędy, jeśli się go jednak nie uda przywrócić, to jedyną radą na tałatajstwo będzie przepędzenie przez tłum.