pieluchy-i-sliniaczki
11.07.17, 17:35
...tego, co wiem, i co już wielokrotnie na tym forum publikowałem. Krótko i w punktach:
— sprawa smoleńska, powiązanie Macierewicza z GRU poprzez Tatianę Karacubę, specjalistkę od walki psychologicznej i oficer rosyjskich służb wydawałoby się poszlakowe, choć mocno udokumentowane; ale wynalazłem jeszcze kiedyś powiązanie człowieka z peerelowsko-rosyjskich służb Nadworskiego , oficera prowadzącego Luśnię, z Chrisem Cieszewskim, pospiesznie podrzuconym przez GRU(?) na miejsce Rońdy do "zespołu smoleńskiego"; oficerem prowadzącym Cieszewskiego był NADWORSKI! Operacja smoleńska Macierewicza jest w oczywisty sposób nadzorowana i wspomagana przez rosyjskie służby. Dodam jeszcze ekipę Sakiewicza, która zabrała "Gazetę Polską" Wierzbickiemu z pomocą agentów peerelowskich Żmudy i Solskiego. CIekawe, kto prowadził Hannę Natorę, żonę Macierewicza?
— sprawa "rosomaków": Macierewicz przez lata sabotował i blokował program "rosomak", który okazał się sukcesem światowym, bo uważa się "rosomaki" za światowy top. Na szczęście nie udało się rosyjskiemu parobowi tego dokonać.
— sprawa "caracali", jak pisałem nie chodziło wyłącznie o uziemienie najlepszego komponentu polskiej armii, czyli wojsk specjalnych, w których Polska w NATO się wyspecjalizowała; bez nowych śmigłowców z oprzyrządowaniem do operacji w nocy i przy ograniczonej widoczności wojska te tracą 3/4 swojej wartości. Zabijając kontrakt na "caracale" rosyjscy agenci w MONie na czele z Kownackim i Macierewiczem zabili deskami wszystkie furtki do kontraktów ze spółkami Airbusa i Francją, a zwłaszcza uderzyli w program odstraszania strategicznego "Orka", który pozwalał dosięgnąć Polsce kluczowe cele w Rosji nawet w miesiąc po rozpoczęciu wojny. "Orka" zakładała zakup okrętów podwodnych wyposażonych w pociski manewrujące o zasięgu ponad 1000 km, dla których to okrętów Bałtyk jest wymarzonym polem operacji. Amerykanie nie sprzedają nikomu "cruise'ów", na rynku jest poza tym izraelski "popeye" i francuski MdCN, który już był implementowany na okrętach podwodnych. Zabijając "caracale" Macierewicz z Kownackim uzyskali po cichutku praktyczną likwidację programu "Orka", bo Francuzi ani Airbus nie będą już z Polską rozmawiać.
— program modernizacji wojsk pancernych poszedł do śmieci, zarówno w wymiarze kontraktu niemieckiego, jak i polski PT-16; "twarde" mają już po dwadzieścia kilka lat, a o t-72 szkoda nawet mówić.
— ilustracją działalności rosyjskiej agentury w polskiej armii jest zestawienie wydatków MON w 2016 roku. Zwraca uwagę kompletne zaniechanie najbardziej innowacyjnych polskich technologii wojskowych, w tym zwłaszcza programu żołnierza wspomaganego "Tytan", z porównywalnym programem Rosja pędzi do przodu. Tabelka tu:
zestawienie wydatków na armię 2016
— sprawa karabinka MSBS: MON zamówił prawie 60 tys. pochodnych kałasznikowa, czyli "beryli", co oznacza nasycenie wojska indywidualną bronią strzelecką. W ten sposób innowacyjny program karabinka modułowego stracił rację bytu.
— sztandarowy program Siemoniaka - Obrony Terytorialnej - został sprowadzony przez rosyjskich agentów do postaci kompletnie absurdalnej i niewydolnej, gdyż z formuły batalionowej zakotwiczonej lokalnie lekkiej piechoty zrobiono kompletnie niewydolny, kosztowny i łatwy do zniszczenia twór o organizacji brygadowej, w którym cały system brygady można zniszczyć jedną bombą lub rakietą. Na całym świecie nawet wśród profesjonalistów idzie się w kierunku niewielkich mobilnych oddziałów o uproszczonej logistyce; Macierewicz z Kownackim stworzyli molochy o scentralizowanej strukturze, niewydolne i niemal niemożliwe do wyszkolenia przy tej wielkości (jest to już szczebel operacyjny, znacznie bardziej wymagający, zamiast szczebla taktycznego, w którym podstawą jest porządne wyszkolenie strzeleckie i podstawowe inżynieryjno-saperskie, które daje świetne rezultaty przy niewielkich nakładach). Elementarz, moim zdaniem rzecz spieprzona z pełną świadomością;
— rozbicie pancernego odwodu strategicznego i dyslokacja najsilniejszych polskich jednostek pancernych (batalion leo2) w zasięgu rakiet rosyjskich z Królewca pod pozorem "wzmacniania obrony granicy wschodniej" to klasyk działania rosyjskich agentów w polskim MONie; za mamiącymi ciemny lud hasłami kryje się działanie na rzecz osłabienia polskiej zdolności obronnej.
Na razie na tyle, ale generalnie wystarcza. Cieszę się, że w końcu ktoś publicznie zauważył, że
mamy problem z agentami Putina w polskim wojsku i w polskim rządzie. Mnie książka Piątka nie zaskoczyła ani nie zaskoczyła mnie publikacja w FAZ, bo ja od dawna doskonale o tym wiem.