Gość: obcy
IP: 168.143.113.*
21.04.02, 04:41
Rozum, ateizm, wiara
Istnieją dwa ateizmy, z których jeden jest
oczyszczeniem pojęcia Boga.
Być może, każda rzecz zła ma swój drugi aspekt, który
na drodze postępu do dobra stanowi oczyszczenie, a
także trzeci - który jest dobrem nadrzędnym.
Trzeba te trzy aspekty rozróżniać, bo pomieszanie ich
stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla myśli i dla
skutecznego kierowania życiem.
Z dwóch ludzi, którzy nie doświadczyli sami istnienia
Boga, ten, który przeczy Jego istnieniu, jest Mu być
może bliższy. Fałszywy Bóg, który we wszystkim
przypomina prawdziwego, z wyjątkiem tego, że nie można
się z nim zetknąć, będzie zawsze przeszkodą w dojściu
do Boga prawdziwego.
Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w
prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest
oczyszczeniem. Tą częścią mojej istoty, która nie jest
przeznaczona dla Boga, powinnam być ateistką. Wśród
ludzi, u których nie obudziła się nadprzyrodzona część
ich istoty, ateiści mają rację, a wierzący jej nie
mają.
Za pośrednictwem rozumu wiemy, że to, czego rozum nie
ogarnia, jest bardziej rzeczywiste niż to, co może
ogarnąć.
Wiara to doświadczenie tego, że rozum jest oświecony
przez miłość.
Tylko, że tę wyższość miłości rozum powinien uznać
przechodząc właściwą sobie drogę stwierdzenia i
dowodzenia. Podporządkować się powinien dopiero wtedy,
kiedy wie dlaczego, i to w sposób doskonale ścisły i
jasny. Bez tego podporządkowanie się jest błędem, a
to, czemu się rozum podporządkowuje, wbrew etykietce
nie jest miłością nadprzyrodzoną, ale czymś innym.
Może to być na przykład wpływ środowiska.
Wiara nie jest zetknięciem z Bogiem: w tym wypadku nie
byłaby nazwana nocą, zasłoną. Jest to poddanie tych
części duszy, które nie stykają się z Bogiem, tej
części, która ma z Nim styczność.
Wiara i dobro
Aby być posłusznym Bogu, trzeba otrzymywać rozkazy.
Jak to się stało, że otrzymywałam je we wczesnej
młodości, kiedy wyznawałam ateizm ? Wierzyć to mieć
przeświadczenie, że pragnienie dobra jest zawsze
nagrodzone; ktokolwiek je ma, nie jest ateistą.
Wierzyć w jednego Boga, który może pozostawić w
ciemnościach tych, którzy pragną światła - to nie mieć
wiary.
Istota wiary: niepodobieństwem jest naprawdę pragnąć
dobra i nie osiągnąć go.
Albo odwrotnie: to, czego można naprawdę pragnąć i nie
otrzymać, nie jest naprawdę dobrem.
Niepodobna otrzymać dobra, kiedy się go nie pragnęło.
Gdyby wszystkie rzeczy poddać posłuszeństwu wobec Boga
bez żadnych zastrzeżeń i z tą myślą: Jeśli Bóg
istnieje rzeczywiście, wszystko przez to zyskam -
choćby nawet chwila śmierci miała przynieść nicość;
gdyby to słowo nie odpowiadało niczemu poza
złudzeniem, nie straciłam nic, bo w tym wypadku nie ma
w ogóle żadnego dobra, nie ma zatem nic, co można by
utracić; zyskałam nawet, docierając do prawdy, bo
odrzuciłam złudne dobra, które istnieją, ale które nie
są dobrem, dla rzeczy, która (wedle tego
przypuszczenia) nie istnieje, ale która, gdyby
istniała, byłaby przecież jedynym dobrem ...
Jeśli w ten sposób pokierować swoim życiem, żadne
odkrycie w chwili śmierci nie zdoła wywołać w nas
żalu; bo choćby wszystkimi światami rządził los albo
szatan, nie musielibyśmy żałować, żeśmy tak życie
przeżyli.
To o wiele lepsze od zakładu Pascala.
Choćby Bóg był złudzeniem, jeśli chodzi o istnienie,
pozostaje On jedyną rzeczywistością, jeśli chodzi o
dobro. Tu mogę mieć pewność, bo to jest definicja.
Za ten przywilej, aby przed śmiercią osiągnąć stan
duszy w doskonały sposób podobny do stanu duszy
Chrystusa, kiedy wisząc na krzyżu mówił: "Boże mój,
czemuś mnie opuścił ?" - za ten przywilej wyrzekłabym
się chętnie wszystkiego co nazywa się rajem.
Bo całe Jego pragnienie było bez reszty skierowane ku
Bogu, a zatem posiadał Boga w sposób doskonały.
Cierpiał męki niemal piekielne, ale czyż to taki ważny
szczegół ?
Zasadniczy punkt chrystianizmu (i platonizmu):
Tylko myśl o doskonałości wytwarza dobro - dobro
niedoskonałe. Jeśli stawiamy sobie za cel
niedoskonałość, czynimy zło.
Nie ma człowieka o tak twardym sercu, aby nie odczuwał
współczucia na widok nieszczęść przedstawianych w
teatrze. Bo nie dążąc do niczego, nie starając się
niczego zdobyć, nie czując się zagrożonym żadnym
niebezpieczeństwem, żadnym brudem, wciela się w
oglądane postacie.
Daje ujście swojemu współczuciu, bo wie, że znajduje
się poza rzeczywistością. Gdyby to była rzeczywistość,
stałby się zimny jak lód.
Wielu chrześcijan opłakujących w ciągu wieków
ukrzyżowanie Chrystusa nie wzruszyłoby się wcale
widząc Go na krzyżu. Łzy ich były bezpłodne.
Człowiek, który całe swoje pragnienie przelał na
dobro, jest ustawicznie skłonny do współczucia, tak
jak człowiek w teatrze.
Myśl jego nie ucieka od obrazu nieszczęścia, bo wie,
że nieszczęście nie jest złem. Cierpi jednak na jego
widok, bo wie, że nieszczęście sprawia ból. A
cierpienie skłania go do tego, by próbował mu zaradzić.
I to wszystko. Nie ma nic poza tym. To jest tak
proste, że w tejże chwili, kiedy próbuje zaradzić
cierpieniu, prawa jego ręka nie wie, co czyni lewa.
Sens wszechświata
Jesteśmy częścią, która ma naśladować całość.
Atman. Niech dusza człowieka wcieli się w cały
wszechświat. Niech z całym wszechświatem nawiąże ten
związek, jaki kolekcjonera wiąże z jego kolekcją,
żołnierza umierającego ze słowami: "Niech żyje
Cesarz !" - z Napoleonem. Dusza potrafi przenieść się
z ciała, w którym mieszka, w coś innego. Niech więc
przeniesie się w cały wszechświat.
Utożsamić się z całym wszechświatem. Wszystko, co jest
mniejsze od wszechświata, poddane jest cierpieniu.
Cóż z tego, że umrę, wszechświat istnieje nadal. Nie
pocieszy mnie to, jeżeli jestem czymś innym niż
wszechświat. Ale jeśli wszechświat jest dla mojej
duszy jak gdyby drugim ciałem, własna śmierć staje się
dla mnie czymś równie mało ważnym, jak śmierć jakiegoś
nieznajomego. I tak samo cierpienie.
Bóg osobowy i nieosobowy
Bóg, jak mówią Hindusi, jest zarazem osobowy i
nieosobowy. Jest nieosobowy w tym sensie, że Jego
nieskończenie tajemniczy sposób bycia Osobą różni się
nieskończenie od ludzkiego sposobu bycia osobą. (...)
Niektórzy święci o bardzo wysokim stopniu
uduchowienia, jak święty Jan od Krzyża, pojęli
równocześnie i z równą siłą osobowy i nieosobowy
aspekt Boga. (...)
Ponieważ na Zachodzie słowo "Bóg" w zwykłym jego
użyciu oznacza osobę, ludzie, których cześć, wiara i
miłość skierowane są niemal wyłącznie na nieosobowy
aspekt Boga, mogą uważać się i podawać za ateistów,
choć w duszy ich mieszka miłość nadprzyrodzona. Ci
będą z całą pewnością zbawieni.
Poznać ich można po stosunku, jaki maja do rzeczy
ziemskich. Ci wszyscy, którzy mają w sobie w czystym
stanie miłość bliźniego i godzą się na istniejący ład
świata włącznie z cierpieniem; wszyscy ci, nawet jeśli
żyją i umierają pozornie jako ateiści, są z pewnością
zbawieni.
Ci, którzy w stopniu doskonałym posiadają te dwie
cnoty, nawet jeśli żyją i umierają jako ateiści, są
święci. Spotykając takich ludzi, nie trzeba starać się
ich nawracać. Oni są w pełni nawróceni, choć nie w
sposób widoczny; nawet jeśli nigdy nie byli
ochrzczeni, zostali na nowo zrodzeni z wody i z ducha;
nawet jeśli nigdy nie przyjmowali komunii świętej,
spożywali chleb życia.
Wszechmoc i słabość Boga
Bóg jest na ziemi wszechmocny tylko w tym sensie, że
zbawia tych, którzy chcą być przez Niego zbawieni.
Całą resztę swojej mocy oddał księciu tego świata i
bezwładnej materii. Jego moc jest tylko duchowa. Ale
to co duchowe, ma tu na ziemi tylko tyle mocy, ile jej
trzeba, żeby istnieć. Ziarno gorczyczne, perła, zaczyn
chlebowy, sól.
Bóg nie jest wszechmocny, skoro jest Stwórcą.
Stwarzanie jest zrzekaniem się władzy, abdykacją. Ale
jest wszechmocny