piq
12.07.19, 13:46
...mecenas Falenty Małecki wniósł o kasację wyroku na podstawie zarzutów co do pozbawienia Falenty możliwści obrony. Dochodzi sprawa listów do prezesa, premiera i prezydenta, wobec których Sąd Najwyższy nie może przejść obojętnie. Jednak do dziś, mimo miesiąca od ujawnienia treści listów, Falenta nie został przesłuchany przez prokuraturę.
Sprawę cytuję za Rzeczpospolitą i streszczam, bo dostęp jest płatny. Powstaje niebagatelne pytanie - czy aby kelner Łukasz N. nie staje się najbardziej podejrzaną postacią w dotychczasowym łańcuchu ujawnionych faktów. Podejrzaną o bycie agentem służb.
www.rp.pl/Afera-tasmowa/307119863-Czy-Sad-Najwyzszy-podwazy-wyrok-na-Falente.html
Wątpliwości co do rzetalności procesu Małecki przedstawia tak:
Sąd, który skazywał Marka Falentę, nigdy nie przesłuchał Łukasza N., kelnera i głównego świadka oskarżenia – mimo wielu wątpliwości w jego zeznaniach. Tymczasem facet został złapany na łgarstwach. Są np. nieścisłości co do dat. W pewnym momencie N. skonfrontowany z faktami stwierdził: „możliwe, że w tym okresie (zanim poznał Falentę – red. Rz) sam już dokonałem kilku nagrań".
Rozbieżności pojawiają się także między zeznaniami Łukasza N. a drugim z kelnerów – Konradem L., któremu N. kazał nagrywać polityków. Adwokat Falenty przytacza fragmenty, z których wynika, że Konrad L. nie wskazywał Falenty jako zleceniodawcy. „Łukasz mówił mi o wykorzystaniu tych nagrań przez służby, (...) nie mówił o nim jako o bezpośrednim zleceniodawcy, ale jako o osobie posiadającej wiedzę o tym procederze" – zeznał Konrad L. Twierdził, że kiedy N. mówił o zleceniodawcach, używał określeń: „wujek, babcia, dziadek" – w liczbie mnogiej.
Także w kwestii pieniędzy za nagrywanie N. miał mówić, że są od „zleceniodawców" – twierdził Konrad L. Wyznał też, że jego kolega dysponował „materiałami niedostępnymi dla ogółu", np. płytą wideo kompromitującą jednego z senatorów. Łukasz N. miał mówić Konradowi o tym nagraniu, zanim zaczął pracę w restauracji Sowa & Przyjaciele. Skąd N. je miał, skoro nie znał wtedy jeszcze Falenty? Tego nie wyjaśniono.
Konrad L. przyznał, że bał się wycofać z nagrywania VIP-ów. „Łukasz zagroził, że wycofanie się będzie dla mnie niebezpieczne", ponieważ „naraziliśmy się nagraniami wpływowym ludziom, a nasza rola jest znana zleceniodawcom". W kasacji jest wspomniany niewyjaśniony wątek „nacisków i gróźb" ze strony funkcjonariuszy policji. „Został mi przedstawiony schemat działania z udziałem Marka Falenty (...) i zostałem nakłoniony, abym w dużym skrócie potwierdził wersję Łukasza N." – zeznał Konrad L. Jeden z policjantów miał mu mówić, by „przyznać się do wszystkiego i potwierdzić wersję z Falentą jako zleceniodawcą, ponieważ mogą mnie czekać przykre konsekwencje". Konrad L. Twierdził, że był poddany presji, pokazywano mu zdjęcia osób „czyhających" na jego życie. Twierdził, że policjant „wspomniał o ścięciu głowy przez Białorusina za kwotę 10 000 złotych". „Jedynym gwarantem bezpieczeństwa i spokoju dla mnie miała być współpraca z CBŚ" – zeznał Konrad L., dodając, że wiedzę o sposobie przekazywania pendrive'ów „poznał w CBŚ, kiedy Łukasz ten temat wyjaśniał, i przyjąłem ją jako pewnik" – zeznał L.
Dlaczego to takie istotne? Bo brat Łukasza N. jest policjantem CBŚ – jak ten fakt wpłynął na wyjaśnienia i sposób przesłuchania tego kelnera – co wskazuje mec. Małecki – także nie zbadano.