Gość: Ligor
IP: *.proxy.aol.com
25.04.02, 22:26
Młodzi zamieszkali w kawalerce po babci Rafała, na Ochocie. Mariola nosiła już
spory brzuszek, gdy zjawił się u nich Marek, kolega Rafała z siłowni.
Dowiedział się, że Mariola nie pracuje i mówi: ludki, kurde, myślcie trochę do
przodu. I obiecał załatwić Marioli nie tyle pracę, bo przecież będąc w
zaawansowanej ciąży żadnej pracy by nie podjęła, co zasiłek macierzyński.
Oficjalnie więc Mariola została kierowniczką z pensją 2000 zł w spółce
znajomego kolegi Marka, który zatrudnia na czarno Ukraińców, Rosjan i
Białorusinów i właśnie potrzebował jakiejś krajowej, ale martwej duszy. Musiała
mu jeszcze zapłacić 150 zł na składkę w ZUS, gdzie następnego dnia zgłosił
nowego pracownika, czyli ją.
Miesiąc później, w grudniu ub.r., urodził się Adaś (– To na cześć Adama
Małysza, bo Rafi jest strasznym kibicem – wyjaśnia Mariola) i ZUS wypłacił
zasiłek porodowy (ponad 400 zł). Gdyby Adaś urodził się po 15 stycznia 2002 r.
(zmieniły się przepisy), zasiłek już by nie przysługiwał. Przede wszystkim
jednak ZUS zaczął wypłacać zasiłek macierzyński. 100 proc. ostatniego
wynagrodzenia przez 26 tygodni (– Ale – denerwuje się Mariola – od razu
zabierają zaliczkę na podatek, 19 proc., więc dostajemy 1600 zł z groszami).
Dzięki pomocy rodziców, a teraz już i dziadków
kazdy oszukuje jak moze w RP.