jureek
16.09.22, 10:43
Z inicjatywy posłanki Razem Marceliny Zawiszy zwołano wczoraj posiedzenie Komisji Zdrowia. Na posiedzeniu tym posłanka poruszyła następujący problem:
Orzeczenie o niepełnosprawności dla dziecka to często miesiące chodzenia po lekarzach. Nawet kiedy uda się je uzyskać, system nieustannie wymaga potwierdzania, że dziecko wciąż jest niepełnosprawne - nawet w sytuacjach, kiedy niepełnosprawność nigdy nie ustąpi. Po co? Dlaczego państwo niepotrzebnie utrudnia życie rodzicom dzieci z niepełnosprawnością?
To bezsensowna biurokracja, upokarzające procedury dla rodziców, strata czasu dla dzieci. Co więcej, z danych udostępnionych przez wiceministra Wdówika z MRiPS, wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat aż 45 tys. dzieci wypadło z systemu, bo jego rodzice nie upomnieli się o odnowienie orzeczenia. Może przegapili termin, może w natłoku obowiązków przy zajmowaniu się dzieckiem z niepełnosprawnością nie byli w stanie sprostać wymogom absurdalnej biurokracji? Państwo ukarało za to ich dzieci.
Wiceminister Wdówik po mojej interwencji zgodził się przygotować listę przyczyn niepełnosprawności, które pozwolą na wystawienie jednego orzeczenia, ważnego do ukończenia 16 roku życia. To proste rozwiązanie tej sytuacji. Ułatwi życie tysiącom dzieci i ich rodziców, a urzędnikom i lekarzom pozwoli zająć się realną pracą na rzecz pacjentów i pacjentek.
Posłanka zapowiedziała, że będzie trzymać ministra za słowo.
To jest normalnie zdrada, żeby podpowiadać rządzącym jakieś sensowne rozwiązania! Jeszcze je wprowadzą w życie i nabiją sobie punktów u wyborców. Jak tak można? Przecież powinna obowiązywać zasada "im gorzej, tym lepiej".
Już na poważnie, to tak właśnie wyobrażam sobie sensowną pracę Sejmu, a nie piaskownicę i przekrzykiwanie się, kto głośniejszy - czy ci krzyczący "Ja-ro-sław!", czy ci skandujący "będziesz siedział".
Chyba pierwszy raz w życiu mogłem tak zagłosować, że potem ani razu nie musiałem jeszcze żałować oddanego na Marcelinę głosu.