sverir
18.04.25, 07:25
Inicjatywa premiera, aby powołać polskiego Muska do "deregulacji" już trochę trwa i jest parę pomysłów przekazanych do rządu. Nie będę oceniał indywidualnie czy są to dobre, czy złe pomysły, ale pozwolę sobie na krótkie podsumowanie idei "walki z biurokracją".
Dotychczas wydawało mi się - jak widać błędnie - że przyczyną wszelkiego zła w biurokracji jest gromadzenie zbędnych, niepotrzebnych danych i papierów (jak u Papcia Chmiela na wyspie papierolubków "Tutaj nawet żeby kupić lody trzeba mieć świadectwo wycięcia migdałków"). Spodziewałby się człowiek, że w ramach walki z biurokracją kolejne pomysły wyeliminują konieczność gromadzenia papierów.
Na przykład jednym z najpopularniejszych pomysłów jest "Koniec z wymaganiem przez urzędy publicznie dostępnych danych od obywateli i przedsiębiorców", co samo w sobie brzmi dobrze. Uzasadnienie też trzyma się kupy - po co obywatel ma przynosić papiery do organu, skoro organ sam może zweryfikować dane, do których ma dostęp? Natomiast ciekawie brzmią przewidywane skutki, bo wśród nich czytamy:
Zmniejszenie biurokracji – skrócenie procedur administracyjnych i podatkowych.
Szybsze i mniej uciążliwe procedury administracyjne dla obywateli.
I generalnie tak jest z większością pomysłów dotyczących odbiurokratyzowania kraju - urzędy mają gromadzić dane, tak jak gromadziły dotychczas, tylko że mają to robić we własnym zakresie. W mojej ocenie może to przyspieszy kompletne złożenie jakiegoś wniosku (bo będzie składał się z jednej kartki z podpisem), ale samej procedury nie przyspieszy - znacznie jednak łatwiej jest weryfikować dostarczony dokument, niż najpierw go pozyskać, a potem i tak weryfikować.
Jeśli tak ma więc wyglądać deregulacja, to ja spodziewam się raczej rychłego zwiększenia zatrudnienia w urzędach i wydłużenia postępowań, choć z pewnością będzie łatwiej obywatelowi, skoro nic nigdy nie będzie musiał poza zamanifestowaniem chęci.