kawa_poranna11
16.01.26, 20:37
Podpis Nawrockiego miał być jak pieczęć lakowa: krótko, godnie, bez histerii.
Niby gest, ale taki, który mówi: „Państwo stoi za tą decyzją, Państwo Polskie
tym podpisem przydaje świetności ”.
Tymczasem Nawrocki robi z tego podpis-rozliczenie, podpis-warunkowy.
Decyzje zapadły. Prezydenta dodaje się do tego przydając świetności - podobnmie jak zapraszają księdza na wesele. Ksiądz nie decyduje już, to już została zadecydowane!
Zamiast powagi urzędu — zapowiedzi „analizowania zanalizowanego”, „przyglądania się po przeglądzie”, „zaglądania w teczki po weryfikacji”.
Czyli nie prezydent jako zwieńczenie procedury, tylko jako pan z okienka: „następny, dokumenty, uzasadnienie, a może jeszcze opinia z parafii”.
Tylko że to jest właśnie pomylenie funkcji.
Albo podpis nadaje rangę, albo jest narzędziem do pokazowego trzymania ludzi na smyczy.
Nie da się jednocześnie wręczać awansów i udawać wewnętrznego audytora z misją „sprawdzę wam życiorysy”.
To jakby w czasie przysięgi wojskowej ktoś krzyczał: „pięknie, pięknie, ale teraz poproszę o teczki i test lojalności”.
Co więcej: ta Nawrockiego pisowska mentalność kontroli, blokowania, utrudniania i chęć położenia swojej łapy na decyzjach w których nie ma prawa decyzji to jest wirus.
Skoro prześwietlonych oficerów trzeba prześwietlać przed podpisem Nawrockiego, to czemu nie jubileusze małżeńskie?
Gratulacje dla par z 50-letnim stażem też można przecież „zweryfikować”.
Zajrzeć w życiorys, przeanalizować pożycie, poprosić o wykaz sprzeczek z lat 80., bilans cichych dni, rekomendację od sąsiadów i księdza i protokół, czy na weselu tańczyli „przyzwoicie”.
Może jeszcze komisja parafialna ds. jakości małżeństwa i audyt intymności: czy zasługują na list gratulacyjny, czy jednak „wstrzymujemy do czasu wyjaśnień przez Kancelarię Rezydenta Nawrockiego?”.
A w obydwu przypadkach chodziło jedynie o dodanie powago nominacji, gratulacji podpisem Prezydenta RP.
Nawrocki tego nie ogarnia.
Brzmi groteskowo? No właśnie. Państwo, które nie potrafi odróżnić ceremonii od przesłuchania, robi z godności urzędu tani reality show. W tym modelu podpis nie jest już symbolem ciągłości państwa, tylko kijem z napisem „zależy, czy mi się spodobasz”. A powaga? Powaga nie rodzi się z zaglądania w teczki. Rodzi się z tego, że instytucje działają, a urząd nie udaje policjanta obyczajowego.
W efekcie ten podpis, zamiast dodawać rangi, dodaje tylko jedno: nerwowe pytanie „czy dziś łaska?” I to jest jedyna „powaga”, jaka z tego zostaje — powaga kaprysu