Gość: echtom Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 09:51 Sama zajmuję się tłumaczeniami i wiem, ze dobre tłumaczenie wymaga przestrzegania paru zasad. Przede wszystkim, tłumacz musi znać się na dziedzinach, w których wykonuje tłumaczenia - niekoniecznie być wybitnym specjalistą, ale przynajmniej znać podstawowe pojęcia, a wszystkie słowa i zwroty, których nie jest pewien, sprawdzać nie tylko w słowniku, lecz także w literaturze fachowej lub konsultować z profesjonalistami. No i oczywiście każdy tekst musi być weryfikowany, bo nawet najbardziej sumienny tłumacz może się "walnąć" na jakiejś frazie, zwłaszcza gdy jest mętnie sformułowana w oryginale. Ale to niestety wymaga czasu i zwiększa koszty, więc w naszych realiach jest mało prawdopodobne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZZ Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.top.net.pl 10.01.05, 09:59 Dokładnie o to chodzi. Znam przypadek, gdy pani filolog, humanistka (po polsku oznacza to: noga w dziedzinie nauk ścisłych i technicznych) pomyliła cyanide (cyjanek) i cyanite (cyjanian). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tłumacz literatury Złe tłumaczenia nie tylko w Polsce!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 10.01.05, 10:17 Gdyby Wisława Szymborska wiedziała, jakie bzdury powyprawiał z jej tekstami nagradzany i obsypany pochwałami oraz orderami sławny Karl Dedecius, to by ze śmiechu pękła! Nie wspominając poetów już dawno nieżyjących. A uchodzi za "papieża polskiej literatury" w Niemczech. Wynalazł słowa, których nie ma w żadnym niemieckim słowniku! Bzdurne tłumaczenia to nie tylko polska plaga, choć w Polsce wyjątkowo horrendalna! A żeby ktoś zobaczył jak tłumaczone są (przez polskich tłumaczy w Warszawie - na angielski, francuski czy niemiecki - groza!) dialogi polskich filmów za granicą! Już nie raz spadłem z kinowego fotela. O tym reżyserzy też nie mają pojęcia. Odpowiedz Link Zgłoś
sensei4 No to chłopcy spracowali ! 10.01.05, 09:58 Tak powiadają parasolarze na spieprzoną robotę. A skąd takie powiedzenie ? Też wynik tłumaczenia. Tym razem z rosyjskiego. " Kak KAP ( to ...awtomat paraszuta) nie srabotajet ...." przetłumaczono wg "wzoru" robota - praca; srabotat`- spracować. I wyszło " jak KAP nie spracuje, to należy ......". Jest nawet: "czasza ( spadochronu) mu nie spracowała" . Parasolarze przyjęli słowo "spracować" w znaczeniu "spieprzyć coś" , nawet w mocniejszym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mw Re: No to chłopcy spracowali ! IP: *.aster.pl 10.01.05, 10:40 Chłopie tak nabełkotałeś, że ja muszę przetłumaczyć twój tekst z polskiego na nasze, bo ludzie spoza branży nic nie pojmą. parasolarz - spadochroniarz KAP - automat otwierający spadochron (gdy skoczek "nawali", lub za wcześnie gdy zle nastawiony) spracować - z ros. zadziałać stąd środowiskowe "spracować jak KAP" oznacza zepsuć coś lub lub nie w porę coś powiedzieć, wyjść przed szereg, czyli właśnie sp...ić ja napisałeś. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: org100h Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: 217.153.50.* 10.01.05, 10:00 Ludzie, kiedy ktos w koncu wpadnie na pomysl by w naszej administracji stosowac metode inspekcji. Ile mialoby szanse powstac dobrych ustaw, tlumaczen i innych dokumentow. Ale zaraz, zaraz - musieliby to wtedy robic ludzie kompetentni a nie "krewni i znajomi Krolika". No tak to oznacze, ze nigdy. Tu nawet nie winilbym tlumaczy tylko procedury, a raczej ich, jak sie domyslam, brak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambik Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 10:03 Jakim cudem na Litwie, Łotwie i w Estonii poradzili sobie z tymi tłumaczeniami w terminie (my jesteśmy strasznie spóźnieni) i na odpowiednim poziomie?!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żółć mnie zalewa Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: 57.66.195.* 10.01.05, 13:31 A jakim cudem w Holandii nie wyprowadza się psów pod balkonami sąsiadów? Trzeba być po prostu porządnym narodem, szanującym jakość pracy i życia i szanujacym innych, np. odbiorców naszej pracy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambik Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 13:49 Otóż to. I nie możemy się w tym wypadku tłumaczyć historią i trudami transformacji, bo oni mieli jeszcze gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mw Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.aster.pl 10.01.05, 10:11 I co się czepiacie tłumaczy. Na pewno kończąc szkoły mieli zaświadczenie o dyslekcji. Wszak nie wypada śmiać się z ludzkiej ułomności. A zresztą co za różnica; wwóz - wywóz, import - eksport itp. Toż na tym portaslu dyżurni "artykułopisacze", bo trudno nazwać ich dziennikarzami mylą np. adopcję z adaptacją, czy też km z KM (kilogram, koń mechaniczny). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: echtom Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 10:18 Małe sprostowanie: km to raczej kilometr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mw Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.aster.pl 10.01.05, 10:46 mea culpa , sam to napisałem i patrzyłem w ten tekst nie mogąc pojąć co mnie drażni. Czyli chochlik czuwa, może to samo było w tekstach unijnych? Składam samokrytykę i idę do kąta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MG Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 10:20 Jestem tłumaczem przysięgłym języka rosyjskiego, zatem przekłady dokumentów unijnych są poza mną, jednak chciałabym zwrócić uwagę na sprawy, które dotykają zapewne wszystkich tych, którzy zajmują się przekładami. Chodzi przede wszystkim o warunki pracy. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale firmy i instytucje zlecają tłumaczenia dosłownie w ostatniej chwili - dokumenty zazwyczaj są wystawione i przyjęte trzy, cztery miesiące wcześniej, natomiast zlecenie przekładu trafia do mnie z określeniem zapotrzebowania "na wczoraj". Pośpiech, zmęczenie, stres związany z ciągłym ponaglaniem (np telefony, czy już) powodują ogromny dyskomfort pracy, co może przełożyć się na jej jakość. Wszyscy tłumacze mają świadomość niedoskonałości słowników, które nie nadążają za rozwojem języka, do wielu rzeczy trzeba dochodzić samemu, sprawdzać w internecie. Trwa prawdziwy wyścig z czasem. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Niestety - zasada ilość albo jakość sprawdza się tutaj w całej rozciągłości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polgot Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: 210.23.160.* 10.01.05, 10:28 G...o prawda!Polska jezyk jest tak samo trudny jak kazdy inny,wszystko zalezy od tego,jak gleboko chce sie poznac jakis jezyk.A u nas namnozylo sie tlumaczy [nie wiem gdzie sie uczyli obcych jezykow]myslacych tak:jak sie zna bardzo trudny dla obcokrajowcow jezyk polski,to inne jezyki to juz pestka!SHIT! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.kielce.net.pl 10.01.05, 10:29 HAHAHAHAHA!!!!!!!!! 15 % tłuszczu w mleku!!!! Ten tłumacz chyba z księżyca spadł. Nie wystarczy znać język , trzeba jeszcze myśleć, mysleć..... Odpowiedz Link Zgłoś
maurycy Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó 10.01.05, 10:35 Jestem tłumaczem od wielu wielu lat i wiem jak się to odbywa. Duże kontrakty bierze Warszawka, która następnie szuka tanich tłumaczy - często studentów, którym płaci wiele poniżej obowiązujących stawek, które są też bardzo niskie - wszystko to dla maksymalizacji własnych zysków. Przetargi na tłumaczenia powinny być robione przez Brukselę, a nie przez skorumpowany poski aparat rządzący. Obecnie minimalna stawka za tłumaczenia na język polski w strefie Euro wynosi 6 eurocentów za słowo - tyle płacą agencje. Wynosi to 15 Eur za standardową stronę 1800 znaków x 4 = 60 PLN lub 9,36 Eur za standardową stronę tłumacza przysięgłego (1125 znaków). Kto tyle zapłaci tłumaczowi w Polsce? Pracując bez pośrednika można uzyskać nawet do 12 eurocentów/słowo. Obecne stawki tłumaczy przysięgłych wynoszą po przeliczeniu około 3,5 eurocenta za słowo. Trzeba jeszcze pamiętać, że tłumacz przysięgły nie jest gwarancją dobrego tłumaczenia. Istnieje duża specjalizacja wśród tłumaczy i nie można się spodziewać, aby tłumacz bez przygotowania prawnego lub wieloletniej praktyki, nawet będąc tłumaczem przysięgłym, mógł tłumaczyc teksty prawne. U nas dalej pokutuje zasada - znasz angielski - to tłumacz - i wychodzą głupoty. Papryka po angielsku capsicum - potocznie peppers. Pepper - to pieprz. Róznica jedynie w zasosowaniu "s" - pluralis. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Centrala Nie będzie lepiej. IP: *.cec.eu.int 10.01.05, 11:08 Tłumaczenia są tragiczne z wielu powodów. To nie tylko wina "przetargów" czy amatorszczyzny owych automatycznych tłumaczy. To także "zasługa" naszych wspaniałych polskich prawników (legal revisers), którzy pracują w Brukseli (za ciężkie pieniądze) "przeglądają" przetłumaczone dokumenty. Smutne jest także to, że nasi robią tłumaczenia w większości z angielskiego a ten język, jeśli chodzi o prawo wspólnotowe nie jest najlepszym wyborem. Złe tłumaczenia nie skończą się na specjalnym wydaniu Dziennika Urzędowego UE (nota bene do końca jeszcze daleko). Pojawiają się wciąż nowe "kfiatki" (przykład w OJ nr 3 z 2005 roku: europa.eu.int/eur-lex/lex/JOHtml.do? uri=OJ:L:2005:003:SOM:PL:HTML) i będą się zawsze pojawiać. Moja rada - oprócz wersji polskiej czytać także inne. Zawsze! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Link Re: Nie będzie lepiej. IP: *.cec.eu.int 10.01.05, 11:10 europa.eu.int/eur-lex/lex/JOHtml.do?uri=OJ:L:2005:003:SOM:PL:HTML Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: laser3m Czy to nie żony posłów tłumaczyły? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.05, 10:36 Coś mi się o uszy obiło - biura tłumaczeń żony Pan Posła Andrzeja P. (Łódź, ul.Smutna) i Pan Poseł Piotr PPS Ikonowicz tyż poliglota? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jagnieszka Potrzebna jest interwencja RPO. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 10:36 Natychmiastowa. Nie wolno obywateli polskich zmuszać do stosowania przepisów zapisanych w innym niż polski języku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hm Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.mofnet.gov.pl 10.01.05, 10:51 i gdzie tu porównywać "lub czasopisma" ? Odpowiedz Link Zgłoś
xxara Tłumacze unijni po znajomości 10.01.05, 10:52 Zaden profesjonalny tlumacz przysięły nie poełniłby tak banalnych błędów. Radzę przyjrzeć się procedurom mianowania tłumaczy. Czy są jakieś testy kwalifikacyjne, a może wystarczy poparcie eurodeputowanego, np. jakiegos Rysia Czarneckiego? Zeby tlumaczyc powstajace na zywo akty prawne, trzeba nie tylko znac jezyk, ale i prawo i miec doswiadzcenie, nie wystarczy byc panienka po filologii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Jak się ma cena do jakości IP: 57.66.195.* 10.01.05, 11:17 Jestem panienką (o przepraszam, panią) po filologii i po 12 lat uprawiania zawodu tłumacza całkowicie się zgadzam. Ale niestety sytuacja w Polsce się nie zmieni dopóki nie będzie żadnego uregulowania dostepu do zawodu tłumacza (terminowanie u doświadczonych tłumaczy dla poznania warsztatu, a potem jakaś forma zaliczenia, niekoniecznie egzamin) i dopóki agencje będą zlecały tłumaczenia byle komu (czasem wystarczy FC), po to tylko, żeby dla siebie zatrzymać więcej kasy. Dla tych niezorientowanych: jeżeli nawet agencja otrzymuje zlecenie za 120 zł od strony, to tłumacz i tak dostaje cenę rynkową, (w rozumieniu agencji) czyli poniżej 30 zł. To są stawki głodowe, za które nie da się zrobić porządnie tłumaczenia, bo żeby zarobić, trzeba się potwornie spieszyć. Oczywiście nie pzoostawia to już w ogóle czasu na normalne uczenie sie języka. Filolodzy albo więc pozotają filologami, bo nie mają czasu na wyspecjalizowanie się, albo rozstają sie szybko z zawodem, bo nie sa w stanie się z tego utrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumacza IP: 80.72.39.* 10.01.05, 12:05 To typowo polskie podejście do sprawy: jak coś nie gra, to wprowadźmy kolejne regulacje. Jeśli utworzymy komisyjny egzamin na tłumacza, to prędzej czy później będziemy mieli to samo co w zawodzie architektów czy prawników: mimo ogromnego wzrostu popytu (spraw w sądach mamy kilkakrotnie więcej niż 15 lat temu; absolwentów prawa też) adwokatów przybyło bardzo mało, bo na aplikację dostają się tylko nieliczni, głównie znajomi królika. Nie wyobrażam sobie też, jak komisja miałaby jednocześnie zweryfikować umiejętności tłumacza sztuk Szekspira, aktów prawnych UE, dokumentacji petrochemii i oprogramowania ruterów. Efekty byłyby wyłącznie negatywne: wzrost cen i ograniczenie dostępu do dobrych tłumaczeń. A właściwe rozwiązanie jest proste - trzeba uczciwie przeprowadzać przetargi i tak ustalać ich warunki, by jakość i doświadczenie miały odpowiednią wagę, a nie tylko cena. Sektor prywatny jakoś potrafi sobie z tym poradzić i wybierać agencje i tłumaczy, którym można zaufać. A tak na marginiesie, w Polsce jest wiele osób, dla których stawka 30 zł za stronę (co daje 30-60 zł za godzinę pracy) nie tylko nie jest głodowa, ale wręcz niewyobrażalna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumaczy IP: 57.66.195.* 10.01.05, 12:32 Po pierwsze strony tłumaczenie specjalistycznego nie zrobi się w godzinę (mam na myśli teskty rzeczywisście specjalistyczne, np. przegląd broni białej używanej na terenach polskich w XVIII w., a nie korespondencję między dwoma producentami piwa). PO drugie - nie pisałem o stawce 30-60 zł, tylko np. 25 albo nawet 13 (z taką propozycją zadzwoniło do mnie ostatnio jakieś biuro z Krakowa). Prosze się z tego utrzymać płącąc ZUS i jeszcze poświęcając odpowiednio dużo czasu na kształcenie się we własnym zawodzie. A co do dopuszczania do zawodu i kontroli jego wykonywania, to jest ono niezbędne. Aby zapobiec wynaturzeniom wystarczy nie ograniczać ilości uprawnień na gminę. I nie musi tego robić państwo. W innych krajach, gdyby się Pan zorientował, tłumacze też należą do różnych organizacji branżowych, które są gwarancją jakości. Jakoś dziwnie w przypadku innych dziedzin nie słychac głosów oburzenia - w Polsce jest np. Izba Turystyki - jeżeli biuro podróży do niej nie należy, to od razu wiadomo, że jest podejrzane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 13:38 Nie mam nic przeciwko organizacjom branżowym. W Polsce też jest Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich, Stowarzyszenie Polskich Biur Tłumaczeń, NOT, tłumacze przysięgli... I bardzo dobrze. Byleby tylko członkostwo w nich nie było obowiązkowe. Miałem okazję oceniać pracę dosłownie setek tłumaczy, w tym wielu przysięgłych, z certyfikatami NOT, a nawet należących do zarządu STP. Niestety, te formalne kwalifikacje często nie szły w parze z faktycznymi, a przynajmniej umiejętności ich posiadaczy okazywały się nieodpowiednie dla mnie, bo np. tłumacz być może świetnie radzący sobie z tekstami prawniczymi nie potrafił przetłumaczyć tekstu dotyczącego oprogramowania. Z drugiej strony, współpracuję z wieloma znakomitymi tłumaczami, którzy nawet nie ukończyli filologii, i w sytuacji ograniczenia dostępu do zawodu musieliby wypaść z rynku. Mam wrażenie, że to typowe myślenie korporacjonistyczne. Ograniczmy dostęp do zawodu, to nie wpuścimy tam nowych, konkurencja będzie niższa. Wprowadzimy ceny minimalne i nie będziemy musieli się tak starać. Niech o cenach decyduje rynek - jeśli są za niskie, ci którym się to nie opłaca rezygnują, i ceny rosną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 14:27 Apropos praw rynkowych, to poniżej ktoś się już wypowiedział. Nie działają. I nie tylko dlatego, że przetargi są fingowane. W spółkach handlowych szacunek dla jakości tłumaczeń jest taki sam, może nawet gorszy niż w urzędach, bo tam liczy się tylko każde 50 gr. Znam to aż za dobrze. Dlaczego nie protestuje Pan przeciwko uprawnieniom energetycznym? One też ograniczają wolny rynek w zawodzie energetyka. Albo przeciwko uprawnieniom budowlanym? Zleciłby Pan budowę swego domu komuś, kto nigdy nie uczył się tego fachu? Dałby Pan sobie zrobić zabieg w ośrodku wiedząc, że pani, która ma go wykonać nie chodziła do szkoły pielęgniarskiej, tylko po prostu doszła do wniosku, że lubi, a że jeszcze nie miała wpadki, to ją tam trzymają? Jest pewna strona internetowa – nie pamiętam nazwy firmy – z Krakowa, robiąca tłumaczenia medyczne. Na stronie podano typowe błędy tłumaczeniowe. Wyraźnie widać, które błędy wzięto z tłumaczeń wykonywanych przez filologów, którzy nie znają się na medycynie, a które przez lekarzy, którzy fach swój znają, ale wystarczy jeden niezbyt filuterny idiom, by ich zupełnie rozłożyć. Dlatego (między innymi) mam stosunek nader ostrożny do „fachowców” zajmujących się tłumaczeniami. Uprawnienia do wykonywania zawodu nie muszą wykluczać ludzi spoza grona filologów - jest to dość logiczne. Ale potwierdzenie przygotowania jest konieczne, również z punktu widzenia klienta. Zwłaszcza w tej dziedzinie, gdzie klient nieczęsto nie jest w stanie ocenić jakości usługi. Tu efekty pracy nie są tak oczywiste, jak w przypadku lekarza, który albo wyleczy, albo nie, albo w przypadku prawnika, który albo wygra sprawę, albo nie. Przynależność powinna być dla klienta gwarancją jakości, bo samo biuro, jako instytucja powołana do prowadzenia działalności zarobkowej, taką gwarancją być nie może. I nie jest – świadczy o tym poziom tłumaczeń wypuszczanych przez większość biur. Rzecz w tym, by w tym kraju, gdzie takie rzeczy rzadko się udają, powołać organizację, która będzie uczciwie godziła interesy i tłumaczy, i ich klientów, a nie będzie jeszcze jednym miejscem spotkań towarzyskich utytułowanych ciotek. STP jest organizacją martwą, wystarczy wejść na ich stronę. Tłumaczom potrzebny jest związek zawodowy – ale to z kolei nie byłoby w Pana interesie, więc nie dziwię się, że Pan polemizuje. Inna optyka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 14:52 Współpracuję ze znakomitym architektem, który niedawno nie zdał egzaminu organizowanego przez Izbę Architektoniczną czy coś takiego, nie wiem dokładnie jak się to ciało nazywa. Na pisemnym miał prawie maksymalną ocenę, a na ustnym go z błahego powodu "uwalili". Teoretycznie nie powinien wykonywać zawodu, w praktyce jego projekty podpisuje kolega z uprawnieniami, a wśród klientów opinię ma doskonałą. Podobnie jest z adwokatami, radcami prawnymi, notariuszami, geodetami... Jakoś tak już jest, że wszędzie tam, gdzie wprowadzono ograniczenia dostępu do zawodu, egzaminy, "aplikacje", skutkuje to natychmiast powstaniem pewnego rodzaju sitwy, która broni własnych interesów kosztem konkurencji i klientów (żeby nie być gołosłownym, polecam raport UOKiK pt. "Analiza ograniczen konkurencji w sektorze wolnych zawodow", jest na stronie www.uokik.gov.pl) Też się zżymam na biura i tłumaczy chałturników, którzy zbijają ceny. Ale chcę walczyć z nimi uczciwie - jakością. I uważam, że skoro istnieją, to widocznie rynek ich potrzebuje. Są klienci, którym zależy na jakości i którzy gotowi są za to zapłacić. I są tacy, których na tym nie zależy i którzy będą walczyć o każde 10gr. Dlaczego im tego zabraniać? I jeszcze jedno - wcale nie jestem przeciwny obiektywnej weryfikacji umiejętności tłumaczy. Wręcz przeciwnie, gdyby była naprawdę obiektywna, bardzo ułatwiłaby mi pracę, bo nie musiałbym sam sprawdzać setek tłumaczy, tekstów próbnych, referencji, ankiet... Ale po pierwsze, musiałaby to być dobrowolna "ocena jakości", a nie warunek wykonywania zawodu, a po drugie, dotychczasowe próby (NOT, STP) w praktyce jakoś się nie sprawdzają (w tym akurat jesteśmy zgodni), więc sceptycznie podchodzę do tego, czy taka weryfikacja jest możliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 15:10 Być może jestem naiwna, ale wierzę, że kiedyś uda się stworzenie takiej organizacji, a to dlatego, że wydaje mi się, iż ludzie w tym zawodzie nie są jeszcze przeżarci karierowiczostwem. Co do formy dopuszczenia, to tak jak wspomniałam na początku, nie chodzi mi o egzamin, bo to najgorsze wyjście. I korupcjogenne, i sprzyjające sitwom. Myślę, że możliwe jest wymyślenie innej formy, np. oceny kogoś na kształt patronów, ale wydawane wedle gwarantujacych obiektywizm procedur. Zapewne nie jest to łatwe, ale może można podglądnąć jakieś wzory. I jeszcze i UOKiK - jeżeli stwierdził oficjalnie jakieś wynaturzenia, to niech doprowadzi do likwidacji korporacji lekarskich i prawniczych, a wtedy wszytskim (tłumaczom też) będzie się lepiej żyło. Ale do tego nie dojdzie, bo w UOKiK są też prawnicy. Natomiast zapewne okażą się bardzo skuteczni w zapobieganiu tworzenia jakiejkolwiek formy zrzeszenia zawodowego np. tłumaczy, bo to prostsze. I dlatego tym bardziej takie zrzeszenie winno powstać. Argument, że jak ktoś chce tanio, choć źle, to niech ma, do mnie nie przemawia. Dlatego że z powodu takiej właśnie filozofii, znalezienie dobrego fachowca do położenia płytek w łazience graniczy z cudem. Zostali prawie sami źli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 15:49 UOKiK wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego, Trybunał zakwestionował prawo Adwokatury do organizowania egzaminów na aplikacje adwokackie, i teraz Sejm musi to zmienić. Czy zmieni tak, że dostęp do zawodu się otworzy, to już inna sprawa... A co do spadku jakości, to chyba ogólniejszy problem. Zamiast szynki też mamy ścięgna zmieszane z soją, napompowane wodą, pokolorowane i połączone emulgatorem, zamiast restauracji McDonaldy, zamiast ciekawych filmów i programów reality show... Nie wiem, czy da się temu zapobiec. Ale dobrego glazurnika to Ci mogę polecić :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.lipska.net / *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 21:34 Ale dlaczego ja mam szukać glazurnika przez piętnastu znajomych, a nie mogę mieć pewnosci, że jeżeli zlecę pracę legalnie działającej firmie zrzeszonej w cechu, to nie będę się musiała bać, że wyniosą mi pół domu, a płytki odlecą po pół roku? A porównanie z szynką nie jest dobre - wystarczy ją wziąć do ust, by wiedzieć co się je. W tłumaczenianch partactwo dociera do ludzi dopiero, gdy się z tego zrobi afera. Klient, żeby był w stanie ocenić dobrze tłumaczenie, musiałby znać język obcy, a gdyby go znał, to pewnie by to tłumaczenie zrobił sobie sam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 11.01.05, 10:58 Dlatego że wszystko na tym świecie kosztuje i zawsze jest coś za coś. Cech kosztuje, komisja egzaminacyjna i rzesze urzędników nadzorujących wykonanie ustawy kosztują, ograniczenie konkurencji powoduje wzrost cen, za to niekoniecznie wzrost jakości. Tworzy się monopol. Uważam, że to do niczego dobrego nie prowadzi, a zamierzony efekt można osiągnąć raczej działaniami oddolnymi, np. przez rekomendacje czy referencje. Klient nie musi znać języka obcego, ale może zapytać kogoś, kto go zna. Jeśli np. znajoma firma z branży powie mu, że współpracuje z danym tłumaczem lub biurem od lat i jest zadowolona, to czy nie będzie to wystarczająca rekomendacja? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 11.01.05, 12:18 Witam w nowym dniu i już odpowiadam: monopol tworzy się wtedy, gdy - jak u prawników lub lekarzy - ogranicza się przyjęcia do zawodów przez ustalanie liczby aplikacji czy specjalizacji. I to właśnie jest chore. Gdyby kryterium był prezentowany poziom, problemu by nie było. Osiągniesz go - pracujesz. Jesteś niedouczony - to się doucz, albo przestaw na coś innego. A że będą koszty? No cóż, czy obecne (artykuł) są na pewno mniejsze? Czy na pewno średniowieczne cechy i systemy terminowania były aż takim wypaczeniem? To jak to jest, że ciągle się słyszy, że kiedyś to byli fachowcy…? W sprawie referencji i ich sprawdzania nie będę się rozpisywać, bo mam dziś sporo pracy, ale naprawdę decydujący głos ma z reguły tylko cena – znam to boleśnie z własnego doświadczenia: pomimo znakomitych referencji i gremialnego poparcia i żądań ze strony pracowników pewnej firmy, jej dyrektor zaopatrzenia postanowił zrezygnować z moich usług, bo jest mnóstwo firm stosujących ceny dumpingowe, więc po co przepłacać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość tłumacz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.01.05, 15:53 "STP jest organizacją martwą, wystarczy wejść na ich stronę." A kiedy ostatni raz tam Pan zaglądał? Może warto zajrzeć znowu? www.stp.org.pl Trochę się zmieniło. Od Wigilii 2004 roku działa nowa witryna. Ale bardzo trudno jest zachęcić członków by tchnęli w nią ducha. Dziwi też, że tłumacze wstydzą się wypowiadać na własnym forum. Wszyscy zgodnie twierdzą, że STP nie spełnia właściwej roli. Ale pytani czego oczekują, nie potrafią nic wyartykułowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 14:30 Jeszcze jedno, w sprawie tłumaczenia oprogramowania. Jako filolog zrobiłam niejedno, np. bankowe. Nie było problemu, pomoc bankowców wywtarczyła. Ale za to nie potrafię korzystać z polskiego Helpa do programów microsoftu, tłumaczonego przez - zapewne - wyspecjalizowaną firmę "lokalizacyjną". Korzystam zawsze z angielskiego - przynajmniej rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agnus Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.eu.org 10.01.05, 15:47 Kulą w płot. Swoje tłumaczenia Microsoft robi sam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 15:52 A co to za różnica, kto to firmuje? Ważne kto robił. Nie robił tego Gates, tylko ktoś, kto nie zna składni języka polskiego i nie wie, co to kalka w tłumaczeniu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 16:57 Nieprawda. Oprogramowanie Microsoftu lokalizuje m.in. Bowne Global Solutions, dawniej Berlitz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niniejszy Skandal Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 18:07 Dużo, byle jak i prędko - to może robić tłumacz książki, której i tak nie warto czytać. Teksty o określonej wadze wymagają uwagi i refleksji. Najgorzej, gdy przemyślane dzieło trafia w łapy weryfikatora spryciarza - spłyciarza, który je porżnie po swojemu zanim zdąży zrozumieć. Po takiej operacji tłumacz musiałby robić wszystko od nowa, jednak nikt mu nie da takiej szansy, i oto na łamy trafia sieczka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość tłumacz Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.01.05, 17:41 Z weryfikacją przez rynek jest jeden problem. Nawet klienci stawiający na jakość tłumaczeń, ze względu na recesję zaczęli szukać ostrych oszczędności, także na tłumaczeniach. A jak mi powiedział chcący zachować anonimowość szef wielkiej firmy, zasada oszczędzania jest prosta - "a co za to grozi?" I dopóki nic nie grozi i nie będzie groziło, dopóty jakiekolwiek proby obrony rynku czy to w drodze wprowadzania licencji zawodowych poprzez powołanie izby (moim zdaniem pomysł nietrafiony), czy to w drodze tworzenia związku zawodowego (po co komu związek, jeżeli nie będzie wymogu zatrudniania członków tego związku) będą skazane na niepowodzenie. Jak widać z przytoczonej zasady, jedynym mechanizmem jest bat na wypuszczających kiepskie tłumaczenia do obiegu publicznego. Ale ustawa o języku polskim takiego bata nie przewiduje. We Francji za "puszczenie bełkotu" można było zapłacić słoną grzywnę. I to jest najlepsza mitygacja - bo jeżeli klient końcowy zapłaci karę, to drugi raz nie weźmie taniej niesolidnej agencyjki ściągającej amatorów do zawodu tłumacza. Zamiast się mnożyć jak króliki, takie agencje poupadają i rynek się wyreguluje - chcąc zatrudniać zawodowców, agencje będę musiały im rzetelnie płacić. Większość pseudoagencji to tak naprawdę nikomu niepotrzebne wrzody na tyłkach - tłumacza i klienta. Klient potrzebuje tłumaczenia, a tłumaczenie robi tłumacz, nie agencja. Wartość pani z telefonem, która ma kajecik z telefonami i mailami do tłumaczy jest żadna, tylko przeszkadza w kontakcie tłumacza z bezpośrednim klientem, niezbędnym do sprawnej konsultacji tekstów. Na rynku jest miejsce dla profesjonalnych integratorów, umiejących prowadzić projekty tłumaczeniowe, ale tych jest mało, bo zabijają ich cenami właśnie pseudoagencje - profesjonalne kierowanie projektem też musi swoje kosztować. I jeżeli odpowiedzią na sakramentalne pytanie "a co za to grozi" będzie np. "a co tam, najwyżej w prasie nas opluję', to nic nie zmieni, możemy sobie tylko o tym jałowo pogadać na forum. Owo pytanie zresztą nie dotyczy tylko tłumaczeń, a każdej dziedziny życia. Właśne dlatego im nowsze samochody, tym bardziej są awaryjne - bo co za to grozi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bez Złudzeń Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 18:00 Oczywiście, że nadal będą dopuszczane pociotki, tylko córka sołtysa będzie podnajmować za 13 zet na godzinę bezrobotnych tłumaczy wyżartych przez ustosunkowanych, którzy się załapali na gminne ograniczenia za łapówę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misza Re: Tak dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.lipska.net / *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 21:28 Niekoniecznie, bo jeżeli zawód wykonywać będą ci, którzy się na tym znają, to odmówią pracy za 13 zł z szacunku dla siebie i zawodu. A teraz, jeżeli odmówi jeden i drugi tłumacz, to zawsze znajdzie się sąsiadka, która była trzy lata na Greenpoint i "przecież zna angielski". Proszę nie zakladać z góry, że tłumacze to tacy sami sitwiarze jak prawnicy czy lekarze, którym nota bene uchodzi na sucho i nepotyzm, i cenzura, i wiele innych rzeczy, a wszystko to w majestacie prawa - vide dzisiejsza GW, a zwłaszcza wypowiedź Radziwiłła. Wielu tłumaczy jest zdesperowanych nie dlatego, że ich nie stać na trzecią chałupę, ale dlatego, że nie moga sobie pozwolić na mieszkanie z oddzielnym pokojem do pracy i legalny zakup Office'a. A programy wspomagajace, których wymaga większosć przebojowych biur tłumaczeń płacąca ok 12 zł za stronę, kosztują nawet do 800 euro. Trzeba trochę poznać realia, żeby się wypowiadać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamut Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 12:33 Jasne, teraz nie ma ogranczeń i jest fajnie. Stąd ten artykuł w GW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 13:40 Fajnie nie jest. Ale ograniczenia dostępu to nie panaceum na wszystkie kłopoty. Gdyby przeprowadzono porządny przetarg, nie byłoby tego artykułu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zezen Przetargi "brukselskie" IP: 213.134.138.* 10.01.05, 16:11 czyli organizowane bezpośrednio przez unijne instytucje, przynoszą też smutne a gorzkie owoce: owszem, wygrywa je z 10 firm (przeważnie 60% wagi to cena, 40% to oferowana jakość), ale prawie wszystkie zlecenia dostają dwie najtańsze, o stawce trzykrotnie niższej od średniej rynkowej (patrz <http://ted.publications.eu.int/>, wpisz "translation" lub "polish"). Wątpię, by w swojej procedurze kontroli jakości mogły one uwzględnić konsultacje z prawnikami itp. (NB, cena godziny pracy takiego specjalisty to ponad 300 zł) lub pełną kontrolę jakości. Jeśli więc zauważyliście błędy w tłumaczeniu, które zostało wykonane za wasze pieniądze, i chcecie tę sytuację naprawić - piszcie sami, jako obywatele UE, skargi do: Translation Centre For the Bodies of The European Union www.cdt.eu.int oraz Translation Service of the European Commission Ja tak uczyniłem, gdym trzy miesiące temu ujrzał podstawowe, jeżące sierść i wszelkie inne owłosienie błędy w pewnym unijnym 'polskawym' formularzu testowym: oficjalny list od Komisji w tej sprawie otrzymałem, więc droga ta jest już przetarta... Nil desperandum: kupą a hurmą ze skargami do Brukseli, nadobne Panie i mości Panowie! ;) English Polish translator www.abovetranslations.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gringo Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 12:42 Mądry tłumacz, który specjalizuje się w literaturze, nie weźmie się za petrochemię, głąbie, bo ma świadomosć własnej wiedzy/niewiedzy. Weryfikacja wiedzy specjalistycznej nie jest aż tak konieczna, bo to robi klient albo konsultant, wystarczy pewne pojęcie. Jakbyś popracował rzetelnie i odpowiedzialnie w tym w zawodzie to byś wiedział. Weryfikować trzeba umiejętnosci warsztatowe i znajomość języków (obcych i rodzimych bez różnicy) bo z tym jest dramatycznie. Poza tym konieczne jest terminowanie (staż, coś jak prawnicza aplikacja), by stwierzić, czy kandydat wykazuje elementarną intuicję, konieczną w tym zawodzie, jeśli o tym nie wiesz, to albo ne masz pojęcia o tłumaczeniach, albo jesteś tłumaczem do bani, a wtedy rzeczywiście stawka 30 zł powinna być dla Ciebie marzeniem ściętej głowy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 13:25 Po pierwsze, dziękuję za uznanie dla mojej wiedzy ("głąbie") i dobre wychowanie. Po drugie, trafiłeś niestety kulą w płot ("jakbyś popracował rzetelnie i odpowiedzialnie w tym zawodzie...", "nie masz pojęcia o tłumaczeniach..."). Od 10 lat z powodzeniem prowadzę biuro tłumaczeń i coś na ten temat wiem. Po trzecie, wiem doskonale co to znaczy wdrożyć dobrego tłumacza i doskonale umiem odróżnić dobrego od złego. A weryfikacja merytoryczna i językowa każdego tłumaczenia to w naszej firmie standard. Pozwól więc, że nadal sam będę decydować, z kim chcę współpracować, a z kim nie. Zapewniam Cię, że zrobię to lepiej niż ustawa i komisja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wkurzona Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 13:49 Ach, pośrednik, no więc w3szystko jasne, trudno spodziewać się innej odpowiedzi. Od klienta bierze 35 zł, z tego opłaca tłumacza, konsultanta, redaktora, korektora i jeszcze sam na tym zarabia. I oczywiście jakość jest 'premium'. Znam takich. Gdy im tłumacz mówi, że chciałby wyrobić 2 tys. w miesiącu, bo splaca mieszkanie, to słyszy, że mu się w głowie wywraca. Proszę popracowac trochę tylko i wyłacznie z własnej pracy i poślęczeć po 12 godzin przed komputerem za 15 zł za stronę, to pogadamy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 80.72.39.* 10.01.05, 13:57 A więc możemy pogadać. Rzadko schodzę poniżej 12 godzin dziennie przed komputerem. Jeśli jest Pani niezadowolona z dotychczasowego pracodawcy, zapraszam do współpracy. U nas zarobi Pani więcej. Szukamy tłumaczy i redaktorów doskonale znających się na informatyce i finansach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wkurzona Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 14:37 Za te branże chwytam się w ostateczności - znam swoje możliwości i nie będę udawać, że jestem mądrzejsza, niż jestem, a nie spotkałam jeszcze biura, które jest gotowe przyuczać tlumaczy do danej dziedziny Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wkurzona Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 14:56 Zapomniałam dodać, że ja na szczęście nie muszę pracować za 15 zł, ale kilku moich znajomych tak. Chwilowo udało mi się wyzwolić spod dyktatu agencji. Ich stawki, a przede wszystkim tempo pracy (zwłaszcza jeżeli ich klientami są duże korporacje) nie sprzyjają miłości do tego zawodu. Ja się nie nadaję do fabryki. Wolę mieć pewność, że to co robię, robię jak najlepiej. I cały czas wierzę, ze idealiści kiedyś na tym wygrają Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.toya.net.pl 10.01.05, 14:59 Znów zatrudnili swoich ludzi znajomków do tłumaczenia. Łatwe pieniądze. No cóż, u nas zatrudnia się znajomków, albo umówione firmy, ale nie profesjonalistów. A czy byl jakis w ogole przetarg na to zlecenie???? GŁUPIE PYTANIE!!! Nawet jezeli byl, to i tak swoi wygrają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ; Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: *.fastdatatech.com / 209.245.22.* 10.01.05, 16:48 Czy to pani Monika z Opola. Jezeli tak to znam pania jako doskonala tlumaczke. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wypadłem z rynku Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 12:47 Bez ograniczeń jest wolna amerykanka, tak jak z tzw. fachowcami. Nie widac, by wolny rynek cokolwiek tu regulował. Prawdziwi fachowcy biedują, bo są mało przebojowi, a cwaniaczki zarabiają dwa razy więcej niż tłumacz. Ja już przez to nie tłumaczę, bo mam rodzinę na utrzymaniu. Cieszy sie Skrivanek itp. - sami fachowcy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kolejna do komplet Re: Nie dla ograniczania dostępu do zawodu tłumac IP: 57.66.195.* 10.01.05, 13:11 Jak ktoś robi 2 str na godzinę, to potem jest taki efekt, jak opisywany w artykule. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Tłumacze unijni po znajomości IP: *.lexmedia.com.pl / 195.116.80.* 10.01.05, 12:30 Filologia to nie wszystko - a czasem za mało - jestem prawnikiem, pracowałam przy tekstach unijnych jako weryfikator - tłumaczenia z francuskiego na polski. Teraz też trochę tłumaczę. Znajomość specjalistycznej terminologii wśród tłumaczy jest koszmarnie niska. Magister filologii nie jest mi potrzebny, żeby poprawnie składać zdania w języku polskim, natomiast znajomość terminologii praniczej jest tłumaczowi niezbędna, aby poprawnie dokonać tłumaczenia. Efekty braku w wykształceniu i niechęci do dalszego podnoszenia kwalifikacji widać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m Re: Tłumacze unijni po znajomości IP: *.echostar.pl 10.01.05, 15:10 taa. profesjonalny tłumacz przysięgły, mówisz. dobrze, że dodajesz "profesjonalny", bo ja akurat doskonale wiem, w jaki sposób moi znajomi tłumacze "dostawali" w prezencie przysięgłego. wystarczy przemeldować się do niewielkiego miasteczka... i już. przysięgły jak się patrzy. niezależnie od talentów, umiejętności, wiedzy. ale to ja słyszę od laików: co z ciebie za tłumacz, nawet przysięgła nie jesteś. otóż nie jestem i nie będę, bo mi to do rozwoju zawodowego nie jest potrzebne. jestem dobrym tłumaczem i wiem o tym. i moi klienci o tym wiedzą. wystarczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambik NB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 11:24 "Paprika" to tylko przyprawa, słodka czerwona sproszkowana papryka. Odpowiedz Link Zgłoś
japico Re: NB 10.01.05, 11:44 Gość portalu: bambik napisał(a): > "Paprika" to tylko przyprawa, słodka czerwona sproszkowana papryka. porównaj co piszą na ten temat Niemcy: Paprikaschoten {pl} paprika peppers; bell peppers Paprika {m} (Gewürz) paprika Paprika {f} (Schote) green pepper; sweet pepper; capsicum Peperoni {pl}; scharfer Paprika red peppers; chile pepper; chili; chiles scharfe Paprikas chilies Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: student umcs Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: 62.233.195.* 10.01.05, 11:30 Niektóre z tych błędów wynikają z braku wykształcenia prawniczego u tłumaczy. Język prawny jest specyficzny i wymaga pewnego obycia z nim. Humaniście wydaje się że zastąpienie jednego wyrazu jego synonimem, będzie poprawną forma stylistyczną, jednakże akty prawne wymagają ścisłości i zwięzłości wypowiedzi. Tłumacze powinni wspłópracować z prawnikami z pewny doświadczeniem praktycznym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieprawnik Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: 57.66.195.* 10.01.05, 13:08 Tłumaczom nic się nie wydaje tylko nie daje im się możliwości konsultowania tektów. A bez tego niczego sie nie nauczą. Odczytuję w podtekście, że takie tłumaczenia powinni robić prawnicy. Nic bardziej mylnego! Wtedy byłoby to zupełnie nie do przeczytania, bo prawników nie uczą języka ojczystego na studiach, a przede wsyztskim szacunku do tego języka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: *** Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 14:05 Znam przypadek "dokorantki" filologii z "wykształceniem" prawniczym - na skandalicznie niskim poziomie merytorycznym. Droga pani S. telenowela to "feuilleton", a nie "sit-com". : D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: artur bo nasi tłumacze to... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 11:35 Jeśli dokumenty tłumaczą absolwenci lingwistyki stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego (najmniej profesjonalni,chwalący się tylko pieczątką na niewiele wartym dyplomie swojej uczelni-kombinatu), to zupełnie mnie takie błędy nie dziwią... Oby szybko weszła ustawa o tłumaczu publicznym, żeby wreszcie specjaliści mogli wykonywać ten zawód. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambik Ba! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 11:48 Mogą je też tłumaczyć absolwenci łódzkiej WSHE, która chlubi się tym, że jako jedna z dwóch niepublicznych szkół w Polsce może wypuszczać magistrów filologii angielskiej. Prowadzą tzw. studia uzupełniające magisterskie oraz licencjackie. Rozmowa kwalifikacyjna na te drugie to czysta kpina, przyjmują wszystkich jak leci, to samo dotyczy magisterskich - niby jest egzamin, ale nikogo przecież nie skrzywdzą (przy czym w żaden sposób nie sprawdza się predyspozycji do zawodu, co załatwiłby np. egzamin z polskiego, tylko jaką taką znajomość angielskiego). Szkoła tłucze na tych biednych marzycielach ciężkie pieniądze, bo popyt na dyplom magistra anglistyki wielki jest w naszej nacji!!! Otwierają w mniejszych ośrodkach swoje filie, gdzie raz na dwa tygodnie odbywają się zajęcia - w tym roku powstało ich mnóstwo!! Po dwóch latach będziemy mieć tabuny świeżutkich magistrów anglistyki. Oczywiście, jedną z koronnych specjalności stanowią tłumaczenia unijne i tu brak mi już słów, bo miałem do czynienia z takimi przeszkolonymi licencjatami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz Re: bo nasi tłumacze to... IP: 57.66.195.* 10.01.05, 12:03 Oj, człowieku, trochę orientacji: tłumacze publiczni to odpowiedznik przysięgłych, czyli sądowych. A reszta tlumaczeń będzie jak nadal. Ta ustawa nic nie zmienia poza stworzeniem nowej okazji do korupcji i wymuszeniem od dotychczasowych tłumaczy po 250 zł za aktualizację pieczątki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bronka burak JAK ZWYLKE POLACZKI CWANIACZKI IP: 217.152.182.* 10.01.05, 11:45 niedouki, kurcze cwaniaki i na skroty byle by szmal wyciagnac, scagnac oszukac zaszpanowac pierdzacym sztosem. Oto opinie o niektorych EXPERTACH i tlumaczach polskich, zagranica. Unia placi i wymaga. Precz z niedouctwem i domoroslym ekonomizmem. Jak sie nie wstydzicie wyludzac pieniadze z Unii. Nieuki beztalencia. Znowú skandal´za skandalem. Czyzby w kraju sie ostali jedynie debile i karierowicze ??? Wstyd !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magister noster ga Re: JAK ZWYLKE POLACZKI CWANIACZKI IP: 217.152.182.* 10.01.05, 11:50 Zadnych tlumaczen. Nie kompetentnych wyrzucic a nieco lepszych douczyc i wymagac bo za to dostaja kase i to nie zla. Ile jeszcze wstydu i hanby pryjdzie zniesc za niedoukow. SPRAWDZIC KOMPETENCJE TLUMACZY TZW PRZYSIEGLYCH !!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szajgec Re: JAK ZWYLKE SZACHRAJSTWO Z IL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 11:54 Szachrajstwo z israela nie przepuści okazaji do brzucania błotem Polaków ,martw się o swoich pobratymców i uważaj czy ci jakiś arabus pigułki nie podłożył....mędrcu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bronka burak Re: JAK ZWYLKE SZACHRAJSTWO Z IL IP: 217.152.182.* 10.01.05, 12:20 Szagajec tobie kroliki sie slizgaja po mozgu a moze niech mamusia ci kupi lotnisko z przerzutka bos cymbal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szajgec Re: JAK ZWYLKE SZACHRAJSTWO Z IL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 12:23 Z wzajemnością,z wzajemnością tępy israelito z Petach Tikva cz innego kibucu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bronka burak Re: JAK ZWYLKE SZACHRAJSTWO Z IL IP: 217.152.182.* 10.01.05, 16:05 Szagajec jak cie nie wylecza z rozumu to niech cie XX Rydzyk popiesci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz PIEPRZ I PAPRYKA DLA ZAINTERESOWANYCH IP: 57.66.195.* 10.01.05, 11:59 Nie bardzo wiem, jaki naprawdę był błąd w tłumaczeniu, bo GW raz pisze "pieprz zamiast papryki" a raz "papryka zamiast pieprzu". W każdym razie - w odpowiedzi innym forumowiczom: pieprz to tylko i wyłacznie “black pepper” “pepper” albo “peppers” to papryka (zależnie od liczby i policzalnosci – kontekst decyduje) “paprika” to mielona papryka jako przyprawa UWAGA na powszechny błąd importerów: „cayenne pepper” to nie pieprz cayenne, ale mielone papryczki cayenne (coś jak bliższe nam geograficznie czuszki) Widocznie importerzy też oszczędzają na tlumaczach Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miszmasz apel do tłumaczy IP: 57.66.195.* 10.01.05, 12:14 Tłumacze, łączcie się. Trzeba zorganizować cech (korporacje), ktora będzie bronić naszych praw, uświadamiać narodowi, na czym ten zawód polega i która rozwiąże problem dopuszczania do wykonywania tego zawodu. Lekarze, prawnicy, elektrycy potrafią - dlaczego tłumaczenie nie moga? A zacznijmy od tego, by zmusić ustawodawcó, by GUS wyłączył tłumaczenia spod kategorii usług sekrtetarskich, bo to poniżające dla wiedzy, jaką rzetelny tłumacz musi posiadać. I nie zgadzajcie się pracować za 25 zl/1800! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: EUROSCRIPT - Polska Sp. z o.o. IP: *.lexmedia.com.pl / 195.116.80.* 10.01.05, 12:24 Spółka została stworzona pod ten przetarg i tylko dla tego kontraktu. Dostała kontrakt - odwaliła fuchę (np weryfikatorami - weryfikacja poprawności tłumaczeń terminologii prawniczej byli studenci warszawscy po 5 zł za stronę)- po zamknięciu kontraktu firma przestała istnieć. Oto Polska właśnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ola Niewola Seargent PEPPERS ? ten z bitelsow ? Jaka papryka ? IP: *.mclnva23.covad.net 10.01.05, 18:08 . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciekawy Miller Cimoszewicz nie dosyc ze podpisal cos czego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 12:37 nie przeczytali to jeszcze podpisali cos czego nie przetlumaczyli poprawnie!! Brawo panowie europejczycy, brawo moze wyrek smierci im podunac albo dymisjie do podpisania ???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.mofnet.gov.pl 10.01.05, 12:38 "Potem zysk poprawiono na „dochody" lub „przychody”, co bardziej odpowiada polskiej terminologii" - Czyzby autor artykulu nie odroznial dochodu od przychodu ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: W KOLEJNY PRZYKŁAD IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 12:41 Kolejny przykład "Brazil nuts" - przetłumaczone jako "orzech z Brazylii" zamiast "orzechy brazylijskie" (odmiana orzechów - a nie kraj pochodzenia!). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jerry moze umowy o tlumaczenie dostali znajomi... IP: 82.148.37.* 10.01.05, 12:48 ...pracownikow tych instytucji. i teraz sie to msci. Odpowiedz Link Zgłoś