Gość: Artur z Gdanska to podwaza zaufanie IP: *.uk.ibm.com 10.01.05, 13:28 A zaufanie to rzecz bezcenna. Kto zatrudnial tych tlumaczy, kto nadzoruje ich prace? kto ich rozlicza z jakosci pracy ? OTO osoba odpowiedzialna - do zwolnienia w trybie NATYCHMIASTOWYM. Jaki Pan taki kram - najmadrzejsze polskie przyslowie ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: powiesic dziada Rząd Millera winn , rząd Millera rządem do d... IP: 193.151.96.* 10.01.05, 13:40 ukarać Millera , ja za jaki kolwiek brak jakościowy w pracy ponoszę odpowiedzialnośc , dlaczego Miller nie ma odpowiadac za buble swego rzadu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mic Ten tekst to glupota. IP: 5.5.* / 80.58.35.* 10.01.05, 13:50 Ale sie autor popisal. A co to do cholery sa Unijne sady. Jesli to jest Europejski Trybunal Sprwiedliwosci to radze temu niedouczonemu pismakowi przeczytac, kiedy on sie zajumje jakas sprawa! W dalszym ciagu pierwsza instancja sa sady krajowe (mozne je nazwac unijnymi, bo sa z krajow czlonkowskich UE). Jesyk polski jest tak samo oficjalny i oryginalny jak inne jezyki w UE! A ze debile tluamacza to juz inna sprawa. W polskim sadzie obowizuje polska wersja Dziennika Urzedowego UE. Przez takich debili jak ten autor (przy pomocu kancelari prawnych, ktore zrobily sobie reklame) wzbudza strach przed UE. a to wynika z jego niedouczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polip kstati o pticzkach IP: *.dgt.com.pl / *.dgt.com.pl 10.01.05, 14:00 kiedyś na potrzeby mojego zakładu tłumacz (z gdańskiego NOT-u) przetłumaczył "przewijanie do tyłu" (chodziło o przewijanie taśmy magnetofonowej) jako "pieriemotka w zad" czyli przewijanie w dupę. Najgorzej jak za tłumaczenia biorą się goście w ogóle nie czujący bluesa. Dla nich wszystko jedno czy tłumaczy sie materiał o srodkach spożywczych czy generatorach teletaksy czy pieluszkach tetrowych. A i weryfikatorzy też z reguły nie są od nich lepsi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: glottoman tłumaczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 14:05 Większość tych tłumaczy (przeważnie dość młodych) zna ten drugi język przeważnie w drugiej kolejności, a nie od dziecka, brak im koniecznej długoletniej praktyki w kraju danego języka, i nie ograniczają się do jednej branży, ale tłumaczą "wszystko jak leci". Pośpiech zaś jest, jak wiadomo, wskazany tylko przy łapaniu pcheł. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: adam Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.NAT.WRO.Korbank.PL 10.01.05, 14:16 Tłumacz powinien mieć wykształcenie /a przynajmniej blade pojęcie/ w dziedzinie, z której tekst tłumaczy.Nic nie warte jest tłumaczenie pisane poprawną polszczy- zną a mające mało wspólnego z merytoryczną treścią orginału.Pozwoli to uniknąć takich nonsensów jak na przykład w "Oficjalnym tłumaczeniu na język polski tekstu Wspólnego Słownika Zamówień - CPV".Ktoś,kto chce z teg kożystać ma dużo zabawy/przez łzy/. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agga Brawo! Tłumaczenie zrobione przez tłumoka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 14:19 Oczywiście, he, he - pepper to w tłumockim pieprz. Tak jak górnik to miner, miner to saper, a supper to kolacja - oczywiście w tłumockim tłumaczeniu. A najsmutniejsze jest to, że ja - jako podatnik - za to zapłaciłam - BRAWKA!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tlumacz Jakosc idzie zawsze w parze z cena! IP: *.chrchv01.md.comcast.net 10.01.05, 14:30 Jakosc tlumaczenia zalezy od tego komu ono jest zlecone i za ile. Towar dobrej jakosci nie jest towarem najtanszym, to samo z uslugami. Tlumaczenie dokumentow to nic innego jak usluga wymagajaca glebokiej wiedzy, wyjatkowej znajomosci obu jezykow, jak tez realiow obu stref jezykowych. Profesjonalni tlumacze sa kosztowni: licza sobie 18 - 20 centow USA za slowo; w ostatnich latach widze oferty, glownie z Polski, wycenione na 5-7 centow USA za slowo. Jesli firma, ktora jest odpowiedzialna za calosc tlumaczen dla UE szuka intensywnie najtanszego tlumacza i zatrudnia pieciocentowego goscia to takie wlasnie rezultaty tlumaczen nie sa zakakujace. Mata co chceta i za co zaplacilista!!!! Hahahahah! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda, Re: Błąd na błędzie w tej katedrze - Babel IP: *.z064220066.chi-il.dsl.cnc.net 10.01.05, 14:36 To jest poczatek nieporozumien w tej globalnej beczce Unii Europejskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: projektant Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 14:37 A jaka rozpaczliwa polszczyzna w wytycznych ZPORR do opracowywania "STUDIÓW WYKONALNOŚCI" . Ponadto nadużuwanie słów ,których nie ma w słownikach wyrazów obcych. a wogóle .... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yoga Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.dip.t-dialin.net 10.01.05, 15:04 Tak to jest jak sie zleca takie prace kolesiom, krewnym i znajomym krolika. Chcialbym wiedziec, ile dostali ci wspaniali "tlumacze". I love this country!!! Odpowiedz Link Zgłoś
wicurpix Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó 10.01.05, 15:13 Nic mnie juz nie zdziwi a najmniej bledy w tlumaczeniach.Prace na tlumaczenia dostali tlumacze nie z kwalifikacjami tylko z ukladami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: domk WAŁĘSA TŁUMACZYŁ!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 15:20 Został przeciez doradcą Unii Europejskiej. To znaczy, że Unia już się kończy.... Odpowiedz Link Zgłoś
wisienka281 Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó 10.01.05, 15:20 Brak mi slow. Nie rozumiem jak mozna podejmowac sie tlumaczenia jakiegos tekstu nie majac o nim zielonego pojecia. Skonczylam kierunek dla tlumaczy, wiec wiem, o czym mowie. Jesli moge komus cos zarzucic to tylko tlumaczom, ktorzy podjeli sie zadania przerastajacego ich mozliwosci. Bledy wymienione w artykule sa tak banalne, ze nie bardzo rozumiem jak je mozna bylo popelnic. Nie dziwie sie juz niczemu. Przyjaciolka w swoim CV napisala, ze zna jezyk slowenski..Nigdy w zyciu nie uczyla sie tego jezyka. W ogole to okazalo sie, ze miala na mysli jezyk slowacki, no ale nie wazne, tego drugiego tez sie nie uczyla.. W kazdym razie stwierdzila, ze im wiecej tym lepiej, a faktyczna wiedza nie ma znaczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TŁUMACZ UNIJNY tlumaczenia unijne IP: *.plusgsm.pl 10.01.05, 15:45 Jestem tłumaczem kilku projektów europejskich i uważam, że jest to wina błędów politycznych. Porządna firma z tradycjami nie pozwoli sobie na wypuszczenie tekstów z takimi błędami, jak w artykule. W każdej, dla której robię jest wielostopniowy system korekty tekstów: najpierw tekst jest tłumaczony, potem korygowany przez korektora stylistycznego (w przypadku tekstu tłumaczonego na język obcy przez tzw. native'a) a potem przez korektora merytorycznego. Ponownie trafia do tłumacza, który widzi od razu wszystkie swoje błędy. Porządne firmy korzystają z porządnego oprogramowania uniemożliwiającego błędy typu: 15 zamiast 1,5 = po prostu tego typu fragmenty są tak zaznaczoen, że ich się nie tłumaczy w ogóle. Im większa (i niestety czasem droższa) firma tym porządniejsza praca. Im bardziej wyspecjalizowany zespół (nieważne czy przysięgłych tłumaczy ale zawodowych a to różnica)tym lepszy efekt. Trzeba się zastanowić nad kontrolą merytiryczną i wagą tłumaczonych dokumentów wystawianych do takich przetargów. Czasem należy zlecić coś po prostu specjalistom albo zaostrzyć warunki przetargu. Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy nasz prezydent albo premier przed wyjazdem za granicę ogłasza przetarg na tłumacza do jego podróży zagranicznej?! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tłumaczkaJoanna Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.acn.waw.pl 10.01.05, 16:19 Wytumaczenie jest banalnie proste. Stawki oferowane tłumaczom przez ministerstwa są tak śmiesznie niskie, że zainteresoawni sa jedynie studenci oraz agencje zatrudniające studentów właśnie. Profesjonalni tłumacze znają swoją wartość, mają dużo zleceń i nie pracują za grosze. Często tłumaczenia są wykonywane przez praconików ministerstw jako "fuchy", zresztą w godzinach pracy, w ramach "dorobienia sobie".... Bo "przecież każdy kto zna język może tłumaczyć" - a efekty widać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: axel Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.man.rsk.pl 10.01.05, 16:55 to ci biegli z angielskiego,o stopniu podstawowym,same pocioty Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.devs.futuro.pl 10.01.05, 17:25 Trudna trudna. Ale z ciekawe, czy autor artykułu wie ile jest sprostowań w aktów w innych językach. Druga sprawa to ważność aktu. Aby akt był prawnie wiążący w kraju, należy dokonać jego transpozycji do polskiego ustawodawstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: klik ktos zaplacil ktos przetlumaczyl IP: *.cable.mindspring.com 10.01.05, 18:39 no jak myslisz koteczku kto zarobil i kto sie klepie po brzuszku, Odpowiedz Link Zgłoś
gnostyk17 Re: ktos zaplacil+przetlumaczyl-UKIE+ Euroscript 10.01.05, 19:03 Jak już odpowiedziałam poprzednikom, wiadomo kto przetłumaczył - firma Euroscript Polska Sp. z o.oo To prawda, że firma Euroscript Polska została założona tylko i wyłącznie pod kątem wygrania lukratywnych przetargów tłumaczeniowych organizowanych przez UKIE. Została zarejestrowana w lipcu 2001r., większościowym udziałowcem była firma luksemburska wydająca akty prawne UE + udziałowcy którzy najwyraźniej nie chcieli się uajwnić (brak danych w KRS) i reprezentowało ją dwóch "frontmentów" - młodzieńców bez żadnego wcześniejszego doświadczenia w tym zakresie. Jeden z nich miał wcześniejsze układy z MSZ, a o drugim nic zupełnie nie wiadomo, chyba dopiero co skończył jakieś studia. Okazało się jednak, że młodzieńcy, lub ich mocodawcy, byli chyba wyjątkowo utalentowanymi menadżerami bo już w niecałe 3 miesiące po zarejestrowaniu spółki wystartowała ona do kluczowego przetargu UKIE na kilka milionów PLN i, ku zdumieniu wszystkich, wygrała go. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że spółka ta nie spełniała kilku podstawowych warunków SIWZ, do których należały przede wszystkim warunek "min. 3 lata doświadczenia na polskim rynku", tudzież wykazanie się odpowiednim potencjałem, dorobkiem i kadrą (w Polsce) etc. Potem sprawy potoczyły się gładko, Euroscript dał ogłoszenie do gazety i na uniwersytetach, wynajął biuro, zebrał ludzi z ulicy, kupił komputery, zainstalował trochę Tradosów i uruchomił fabrykę tłumaczeń. Było to o tyle ułatwione, że w drodze postępowania przetargowego decydenci z UKIE byli pod tak wielkim wrażeniem tej firmy, że oddali jej w prezencie nie tylko całe swoje bazy terminologiczne (wówczas dostępne tylko dla wybrańców) ale również listy + namiary wszystkich tłumaczy, z którymi UKIE do tamtej pory współpracowało. Współpraca kwitła, Euroscript wygrał jeszcze kilka przetargów i dostał kilka wspaniałych kontraktów z tzw "wolnej ręki". Po kilku latach, jak już pieniądze wypompowano i zaczął się robić szum wokół beznadziejnej jakości tych tłumaczeń, firma zamknęła podwoje przekazując swój "know-how" i wszystkie kontakty zaprzyjaźnionej firmie o podobnej renomie - "Europejskiemu Centrum Tłumaczeń" na ul. Brackiej w W-wie. Nieprawdą jest natomiast, że jedynie doświadczeni tłumacze współpracujący wcześniej na zasadzie freelance z UKIE oraz STP protestowali w sprawie takiego sposobu zlecania tłumaczeń. Protestowały przede wszystkim firmy, które były najbardziej poszkodowane, czyli te które wydały fortunę na inwestycje w sprzęt, szkolenie ludzi, gromadzenie zasobów terminologicznych, subskrypcje do baz danych UE, gwarancje bankowe oraz ogromne koszty przygotowania tych ofert. Protestowało też bardzo ostro Polskie Stowarzyszenie Biur Tłumaczeń (PSBT), które napisało w tej sprawie m.in. do NIK i UZP, z prośbą o przeprowadzenie kontroli i ukarania winnych ewidentnych uchybień. Wszystkie sprawy zostały wyciszone przez UKIE, a dziennikarze którzy się tymi sprawami interesowali mieli jedynie nieprzyjemności - wszystko pod płaszczykiem zapobiegania aferom przed naszym wejściem do UE. PSBT zresztą do dnia dzisiejszego nie doczekało się nawet żadnej odpowiedzi na swoje interwencje. Różnie można oceniać skutki tych praktyk ale jedno jest pewne, UKIE we współpracy z frimą Euroscript na długie lata zniszczyło rynek tłumaczeń aktów europejskich w Polsce bo firmy, które wtedy oszukano nie miały już możliwości dalej rozwijać swoich zespołów tłumaczy i inwestować w ten segment rynku. Skutki tego bandyckiego procederu będziemy więc wszyscy, zarówno tłumacze, polskie firmy tłumaczeniowe z tradycjami oraz zwykli użytkownicy tych dokumentów, odczuwać jeszzcze przez wiele lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misza Nie tylko Euroscript IP: *.lipska.net / *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 21:51 Nic dodać, nic ująć. Może jedynie to, że takich cwaniaków, którzy wykończą rynek nie tylko tłumaczeń unijnych, ale też korporacyjnych, jest więcej. Niech napisze ktoś, kto pracuje dla Skrivanka, ile mu płacą za specjalistyczne tłumaczenie. Mojemu znajomemu zaproponowali 15 zł. I jak ja mam potem wytłumaczyć klientowi, że to jest po prostu czysty dumping, którego UOKiK udaje, że nie widzi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dyzio a swistak siedzi i zawija w papierki IP: *.cable.mindspring.com 10.01.05, 19:02 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szpilka Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.wlb.vectranet.pl / 195.116.150.* 10.01.05, 19:07 Jestem tłumaczem i jak to czytam, to krew mnie zalewa. Brałam udział w testach kompetencji na tłumacza w unii. Potem dowiedziałam się, że tłumaczami mogli tylko zostać ci z różnymi dojściami, np. partyjni, związkowcy, kolesie, rodzina. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misza Re: Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.lipska.net / *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 21:37 To dobrze, że w ogóle brałaś udział. Ja nie bylam w stanie nawet się dowiedzieć, jak się na te testy zapisać - mur i zmowa milczenia, nawet na oficjalnej infolinii, której numer podano oficjalnie w radio. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jerzy Błąd na błędzie w tłumaczeniach unijnych aktó IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 19:35 A kto to tłumaczył ? Kolesie, znajomi tych co decydowali o tych co tłumaczą... ? Wyobrażam sobie ile wzięli tłumacze za swoją pracę. Może prokurator się tym zainteresuje ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NOT'owy tłumacz Jaki pan taki kram IP: 62.29.254.* 10.01.05, 20:27 Na samym początku lat siedemdziesiątych tłumaczyłem w biurze tłumaczeń wojewódzkiego oddziału NOT. NOT ustanawiał tłumacza po pomyślnie zdanym egazminie. Jeżeli tłumacz nie miał w skali roku przetłumaczonej odpowiedniej ilości stronic to co kilka lat musiał egzamin ponawiać. Jeden tłumacz tłumaczył, a drugi weryfikował. Jak zleceniodawca zlecił weryfikację branżową to trzecia osoba mająca uprawnienia specjalisty z danej branży czytała to jeszcze raz. Wyrywkowo tłumaczenia czytał kierownik biura i członkowie zarządu biura, których opłacano z części kwot za tłumaczenia. Pozwalało to eliminować nieformalne związki osób wzajemnie się weryfikujacych. Zleceniodawcy przed zapłaceniem czytali tłumaczenie. Tym razem sprawdzając ze swojego punktu widzenia poprawność i kompletność tłumaczenia. Tak zrobione tłumaczenie nie miało prawa mieć pomyłek ani językowych ani merytorycznych. Przytoczone błędy świadczą o tym, że tłumacz działał sam. Nie wspierał go weryfikator, nie było weryfikacji branżowej, ich honoraria zagarnęło biuro, a zleceniodawca zapłacił bez przeczytania tego co otrzymał. Na pewno części błędów można by uniknąć gdyby tłumacz miał czas na przeczytanie pracy po sobie. Sądząc po skutkach nie miał na to czasu, albo nie było to wliczone w cenę. Część błędów świadczy także o braku kwalifikacji językowych i fachowych tłumacza. Wszystko to świadczy o fatalnym przygotowaniu specyfikacji istotnych warunków zamówienia przez organa zlecające tłumaczenie i świadome zaniżeniu jakości przekładu przez położenie nacisku w kryteriach oceny ofert na termin wykonania i cenę przy braku odpowiednich wymagań zabezpieczających jakość. Koszty tego wszystkiego zapłacą podatnicy. Zamiast śmiać się z tłumaczy należy rozliczyć tych co merytorycznie przygotowywali przetarg i tych co go przeprowadzili. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misza Re: Jaki pan taki kram IP: *.lipska.net / *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 21:42 Tylko kto to zrobi w tym kraju? Znowu spadnie na dziennikarzy. Klasa urzędnicza jest niekompetentna do bólu, jak widać (ponownie) z omawianej sytuacji. Nie tylko nie zna języków, ale nawet nie stara się najpierw poznać istoty pracy tłumacza, by wiedzieć, co oceniać w przetargu, a bierze się za jego organizowanie. Ale za to urzędnik ma władzę i tego mu nikt nie odbierze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Polak Zatrudnili "samych swoich" do tlumaczenia IP: 218.145.25.* 10.01.05, 21:43 Gdzie sa w polsce szkoly wyzsze dla tlumaczy ?! Absolwenci filologii nie maja pojecia ani o jezyku prawniczym, ani ekonomicznym ani zadnym innym fachowym. Jak widac nie znaja rowniez popularnego slownictwa. Skandal ! Przepisy prawne to nie powiesci dla kucharek,ktore oni byliby zdolni tlumaczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambik Re: Zatrudnili "samych swoich" do tlumaczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 22:25 Nie ma żadnych szkół wyższych specjalnie dla tłumaczy i słusznie. Są odpowiednie kierunki na studiach. żadne studia nie robią z człowieka tłumacza, to są lata pracy po studiach i zdobywania doświadczenia. Tłumacz jest jak wino. Odpowiedz Link Zgłoś