Dodaj do ulubionych

Dzem z prezerwatyw

30.05.02, 00:06
Cała prawda o unijnych mitach

Pod każdą szerokością geograficzną ludzie skarżą się na głupie nieżyciowe
przepisy. Ale żadne nie wywołują takiej niechęci i szyderstw jak prawdziwe czy
zmyślone reguły Unii Europejskiej. Są ulubionym tematem eurosceptyków, którzy z
lubością piętnują rzekome standardy długości prezerwatyw czy normy krzywizny
banana.

JACEK SAFUTA

Korespondencja z Brukseli

Na próżno urzędnicy Komisji Europejskiej dementują wiele z nich jako euromity.
Na próżno tłumaczą, że te, które mitem nie są – na przykład zaliczenie marchwi
do owoców – mają sens. Wprowadzają standardy chroniące w jednakowy sposób
wszystkich unijnych konsumentów i umożliwiają znoszenie ukrytych barier
wewnętrznych w handlu na jednolitym rynku. Często też stanowią zaporę przed
zalewem tanich produktów spoza Unii i chronią rodzimych producentów. A jeśli
nawet zasługują na krytykę, to wymyśliła je nie Komisja, lecz jakieś lobby i
narodowi biurokraci z państw członkowskich. Mimo to utrwalają one wizerunek
Unii jako starej, sklerotycznej ciotki, która zatruwa życie zwykłym ludziom i
przedsiębiorcom. Może i jest bogata, ale bez szans w rywalizacji z wciąż młodą,
krzepką Ameryką, w której panuje niczym nie skrępowana wolność.

Zwolennicy i sceptycy

W demaskowaniu brukselskich biurokratów przodują brytyjscy eurosceptycy. Co i
rusz znajdują nowy przykład „bzdurnych, nikomu niepotrzebnych” przepisów.
Pokaźną dokumentację można znaleźć na stronach internetowych Komisji
Europejskiej, jej delegacji w Londynie i brytyjskiego MSZ. Od lat pracowicie
gromadzą one euromity pojawiające się w prasie i w listach od obywateli,
dementują je i wyjaśniają. Mimo to Brytyjczycy są jedynym unijnym
społeczeństwem, w którym odsetek uczestników sondaży opinii publicznej nieufnie
nastawionych do Unii bije na głowę odsetek darzących ją względnym zaufaniem.

„Prasa brytyjska wydaje się nie tyle opiniotwórcza co populistyczna –
odzwierciedla to, co postrzega jako popularną opinię. To głęboko zakorzeniona
podejrzliwość wobec wszystkiego co europejskie” – uważa profesor Jo Groebel,
dyrektor generalny Europejskiego Instytutu Mediów w Düsseldorfie. Na przykład
prasa francuska i niemiecka ma według niego znacznie mniej tego rodzaju
antyeuropejskich uprzedzeń. Sądząc po sukcesach odnoszonych przez euromity w
Polsce, mamy niestety skłonności do tego, aby szybko dołączyć do sceptycznych
Wyspiarzy. Chyba że zmądrzejemy przed szkodą i na zimno rozważymy, czy rację
mają oni, czy też może bardziej ufający Unii Grecy, Hiszpanie, Irlandczycy,
Portugalczycy czy Włosi.

Suwerenność

Przykłady zabawnych euromitów i eurofaktów, z których wszyscy lubimy się
podśmiewać, podajemy w ramkach. Spróbujmy się zmierzyć ze znacznie
poważniejszymi strachami – tymi spędzającymi sen z powiek ludziom, którzy widzą
Polskę jako ważny podmiot w zjednoczonej Europie. Na szczęście w mit utraty
tożsamości nikt już nie wierzy, bo to tak, jakby negował historię obrony
polskości w ostatnich dwustu latach. Sporo zamieszania wywołuje natomiast mit,
że Polska straci suwerenność, bo wchodząc do Unii odda ją na talerzu Brukseli,
Zachodowi, eurokratom, Niemcom, Francuzom i Bóg wie komu jeszcze.Problem polega
na tym, że nigdy nie było nic takiego jak absolutna suwerenność. Suwerenność w
sensie niczym nie skrępowanej swobody działania jest nonsensem. Państwa nie
mogą liczyć, że uda się im robić wszystko w pojedynkę” – mówi unijny komisarz
Chris Patten, brytyjski konserwatysta. Lubi on cytować premier Margaret
Thatcher z czasów, gdy nie popadła jeszcze w eurofobię: „Niemal wszystkie
większe narody były zmuszone pod presją powojennego świata do uwspólnienia
znaczących obszarów swojej suwerenności, żeby stworzyć efektywniejszą
polityczną całość”.

Według Pattena, „jednym z najbardziej skrajnych przykładów poświęcenia
suwerenności w imię większego dobra jest członkostwo NATO”. Co do Norwegii i
Szwajcarii, zdaniem brytyjskiego komisarza, ich elity polityczne należą do
najbardziej sfrustrowanych w Europie, bo chcąc zachować dostęp do jednolitego
rynku „muszą dostosowywać się do praw i przepisów, w których kształtowaniu nie
odgrywają żadnej roli i których nie mają możliwości zablokować”. W Polsce
problem polega na tym, że większość polityków popierających przystąpienie do
Unii nie ma odwagi powiedzieć tego wszystkiego Polakom. A jeśli któryś się
odważy, mówi o „oddawaniu suwerenności Brukseli”. A przecież decyzje podejmuje
nie jakaś mityczna Bruksela, tylko ministrowie wysyłani na posiedzenia unijnej
rady. Wśród nich będzie Polak i jego w tym głowa, żeby ostateczny kształt
decyzji był jak najbliższy polskim interesom i oczekiwaniom.

Kto decyduje?

I tak przeszliśmy do rozpowszechnionego stereotypu, że w Unii „decyzje
podejmują oderwani od swoich narodów biurokraci”. Czyżby byli nimi ministrowie
zasiadający w unijnej radzie? A może przygotowujący ich decyzje dyplomaci
państw członkowskich? Trudno chyba uznać za oderwanych od ojczyzny bezdusznych
biurokratów 50 posłów do Parlamentu Europejskiego, których wyłonimy w wyborach
bezpośrednich, żeby współdecydowali z radą i patrzyli na ręce Komisji
Europejskiej. To prawda, że większość projektów unijnych decyzji i aktów
prawnych wychodzi właśnie z niej. Ale jej urzędnicy nie biorą pomysłów z
sufitu. Większość podsuwają im rozmaite lobby i pozostające pod ich wpływem
rządy unijne – na przykład w nadziei, że jeśli przeforsują normy wielkości i
jakości pewnych towarów, to uda się im ukrócić konkurencję spoza Unii. Swoistym
zabezpieczeniem dla Polski jest to, że w Komisji będą też pracowali Polacy
(docelowo 1200–1800 osób na 24 tys.).

Formalnie powinni wprawdzie działać w interesie ogólnoeuropejskim, ale funkcje
obrońców polskich interesów już na etapie inicjatyw Komisji spełnią nasi
przedstawiciele w działających przy niej komitetach. Wszelkie jej pomysły
wymagają bowiem konsultacji lub wręcz aprobaty wyspecjalizowanych komitetów, w
których zasiadają eksperci państw członkowskich. Nawet jeśli komitet da zielone
światło i propozycja trafi do rady i parlamentu, Polacy w obu instytucjach będą
jeszcze mieli czas, żeby się jej dobrze przyjrzeć i zawetować lub znaleźć
sojuszników, żeby nie dopuścić do jej przyjęcia. Albo przeciwnie – forsować ją,
jeśli będzie nam odpowiadała.

Niestety, w praktyce okazuje się, że rządy bardzo chętnie i często przerzucają
odpowiedzialność za niepopularne wspólne decyzje na barki „Brukseli”. Polskie
rządy nauczyły się tego na długo przed członkostwem, równocześnie udając, że
szalenie zależy im na przekonaniu Polaków do Unii. I tak prawo unijne jakoby
nie pozwalało rządowi Buzka wystąpić odpowiednio wcześnie o okres przejściowy
pozwalający utrzymać dłużej obniżony VAT na budownictwo. Z kolei rząd Millera
przez pewien czas utrzymywał, że forsując ograniczenia koncentracji mediów
prywatnych odwołuje się do rzekomych reguł unijnych w tym względzie.

Biurokracja i przekręty

Skoro za wszystko odpowiedzialni są eurokraci, to wiadomo, że biurokracji nie
będzie końca, zwłaszcza w rozdziale unijnych pieniędzy, w tym pomocy dla
kandydatów. Nic tylko procedury, papierkowa robota, audyty, kontrole. Być może,
ale nie bez związku z wymaganiami stawianymi przez państwa członkowskie i
podatników, mającymi na celu zapobieganie niewłaściwemu wykorzystaniu wspólnych
pieniędzy. Ponadto 80 proc. unijnych pieniędzy wypłacają administracje państw
członkowskich, czyli spoczywa na nich cztery piąte odpowiedzialności za
niewłaściwe ich wydawanie. Surowi audytorzy z Izby Obrachunkowej (unijna NIK)
oceniają zakres nieprawidłowości na 5 proc. unijnego budżetu. To nie znaczy, że
co roku sprzeniewierzane jest 5 mld euro (budżet sięg
Obserwuj wątek
    • kimmjiki Dzem z prezerwatyw 2 30.05.02, 00:08
      Skoro za wszystko odpowiedzialni są eurokraci, to wiadomo, że biurokracji nie
      będzie końca, zwłaszcza w rozdziale unijnych pieniędzy, w tym pomocy dla
      kandydatów. Nic tylko procedury, papierkowa robota, audyty, kontrole. Być może,
      ale nie bez związku z wymaganiami stawianymi przez państwa członkowskie i
      podatników, mającymi na celu zapobieganie niewłaściwemu wykorzystaniu wspólnych
      pieniędzy. Ponadto 80 proc. unijnych pieniędzy wypłacają administracje państw
      członkowskich, czyli spoczywa na nich cztery piąte odpowiedzialności za
      niewłaściwe ich wydawanie. Surowi audytorzy z Izby Obrachunkowej (unijna NIK)
      oceniają zakres nieprawidłowości na 5 proc. unijnego budżetu. To nie znaczy, że
      co roku sprzeniewierzane jest 5 mld euro (budżet sięga prawie 100 mld), lecz że
      sprawozdania finansowe i rachunki na tę sumę nie spełniają wszystkich
      wyśrubowanych wymogów. W Polsce procedury wydawania unijnych pieniędzy wywołują
      irytację, bo okazuje się, że nie wystarczy „pogadać z kim trzeba” i bardzo
      trudno uniknąć całej tej papierkowej roboty.

      Mit nadmiernej biurokracji rozciąga się na wszystko, czym zajmuje się Unia. W
      Komisji Europejskiej pracuje 20 tys. urzędników, a po przystąpieniu 10 nowych
      państw ich liczba ma się zwiększyć do 24 tys. Tyle co w administracji jednego
      wielkiego miasta. Warto przy tym pamiętać, że Komisja stoi na straży prawa
      unijnego, które liczy 80 tys. stron. Dużo, ale te przepisy regulują wiele
      aspektów życia gospodarczego prawie 400 mln ludzi. „Unia jest wspólnotą prawa” –
      podkreśla profesor Luc Bernard, belgijski europeista z Uniwersytetu
      Katolickiego w Louvain-la-Neuve.

      To wymaga kodyfikacji wielu spraw po to, żeby naturalne spory między państwami,
      firmami i ludźmi toczyły się na gruncie prawa, w salach konferencyjnych i
      sądowych, a nie na polach bitew. „Dziwię się akurat Polakom, że tego nie
      doceniają” – mówi unijny dyplomata. Apeluje, żeby nie zapominać również o tym,
      że Unia jest często motorem usprawniania i upraszczania procedur i przepisów
      tam, gdzie państwa członkowskie zagalopowały się w biurokracji. Dla przykładu
      Piętnastka zobowiązała się, że będzie skracać czas i redukować koszty niezbędne
      do założenia nowej firmy.

      Rodzimi eurosceptycy niedwuznacznie sugerują, że brukselska biurokracja działa
      w imieniu wielkiego kapitału zachodnioeuropejskiego. Najpierw zmusiła nas do
      zniesienia barier w handlu, mimo że ich zdaniem nic tak nie sprzyja rozwojowi
      gospodarczemu jak dążenie do autarkii, czyli samowystarczalności gospodarczej
      narodu. Potem ogłupiła Polaków, żeby kupowali za bezcen zachodnie buble i w ten
      sposób „wykończyła kwitnący polski przemysł”. Produkował tyle stali, cementu,
      czołgów, samochodów i komputerów, że byliśmy 10 potęgą gospodarczą świata.
      Niestety, zakłady upadały jeden po drugim, bo Polacy, nieświadomi przewagi
      własnych wyrobów, woleli samochody i komputery z importu.

      Teraz zagraniczni inwestorzy wykupią resztę upadających zakładów, zamkną je i
      już na zawsze skażą nas na los konsumentów zachodnich bubli. Tylko z czego
      będziemy za nie płacić? Od 1989 r. już i tak dołożyliśmy do Unii ponad 60 mld
      euro. Tyle wynosi zsumowany deficyt handlowy Polski z Unią, czyli o tyle więcej
      zapłaciliśmy za europejskie towary niż Europejczycy za nasze. Wprawdzie dzięki
      otwarciu Polski pojawiły się wreszcie nowoczesne, konkurencyjne firmy, które
      odnoszą sukcesy eksportowe wbrew umacnianiu się złotówki i zastojowi na
      unijnych rynkach, ale zdaniem przeciwników Unii nie tędy droga.

      Co tam Grecja, Hiszpania i Portugalia, które jakoś nie występują z Unii, mimo
      że notują wciąż wysokie deficyty w handlu z resztą UE. Nawet ścigały się, żeby
      zdążyć w pierwszym terminie do unii walutowej, ale pewnie nie wiedzą, co
      czynią, pewnie kazali im eurokraci. Albo wciąż wierzą w te wielomiliardowe
      wypłaty z unijnej kasy, które myśmy już zdemaskowali jako wirtualne. Kraje te
      nie zostały też jeszcze w całości wykupione przez kapitał zagraniczny, który
      nie zamknął u nich wszystkich zakładów, choć faktycznie coraz trudniej tam
      znaleźć cuchnące huty i kopalnie. Grecy, Hiszpanie i Portugalczycy woleli
      usługi, zwłaszcza turystyczne, a Irlandczycy najnowocześniejsze technologie.

      Można jeszcze zgłosić akces do Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym
      Handlu (NAFTA). Amerykańskie artykuły rolne też wykończyłyby niejednego
      polskiego rolnika, ale zagralibyśmy Unii na nosie. To jeden z popularnych
      miraży brytyjskich eurosceptyków. „Interesom Zjednoczonego Królestwa lepiej
      służy trwałe członkostwo w UE. Żeby przystąpić do NAFTA, musielibyśmy wystąpić
      z UE. To zmniejszyłoby nasze wpływy w Ameryce, w Europie i na świecie.
      Brytyjskie wpływy w USA mają bezpośredni związek z naszymi wpływami w UE.
      Dokonując sztucznego wyboru między Europą a Ameryką, zepchnęlibyśmy się na
      margines” – komentuje brytyjskie MSZ.

      I kto to mówi? Rząd kraju, który ma niepomiernie większe znaczenie polityczne,
      gospodarcze i militarne dla USA niż Polska i znacznie silniejsze powiązania
      ekonomiczne i finansowe z Ameryką Północną. Wybór autarkii lub NAFTA oznaczałby
      trwałe bariery dla Polaków na unijnym rynku pracy. Nie dostalibyśmy też nawet
      tego miliarda euro rocznie, który przysługuje nam w tej chwili w ramach
      programów pomocowych Unii. Dla eurosceptyków to niewielka strata. Polska
      przeżyje bez Unii. Tak, oczywiście, tylko komu będzie żyło się lepiej?

      Zrodlo - najnowszy numer Polityki.
    • Gość: zyx Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.rdu.bellsouth.net 30.05.02, 00:11
      w restauracji musi byc przyrzadzony wg. przepisow federalnych , ktore to przepisy
      zawarte sa w formie KSIAZKI. Calej poswieconej hamburgerowi. W czym problem? LPR
      toleruje muchy w miesie jako "zdrowa polska zywnosc".
      kimmjiki napisał(a):

      ) Cała prawda o unijnych mitach
      )
      ) Pod każdą szerokością geograficzną ludzie skarżą się na głupie nieżyciowe
      ) przepisy. Ale żadne nie wywołują takiej niechęci i szyderstw jak prawdziwe czy
      ) zmyślone reguły Unii Europejskiej. Są ulubionym tematem eurosceptyków, którzy z
      )
      ) lubością piętnują rzekome standardy długości prezerwatyw czy normy krzywizny
      ) banana.
      )
      ) JACEK SAFUTA
      )
      ) Korespondencja z Brukseli
      )
      ) Na próżno urzędnicy Komisji Europejskiej dementują wiele z nich jako euromity.
      ) Na próżno tłumaczą, że te, które mitem nie są – na przykład zaliczenie ma
      ) rchwi
      ) do owoców – mają sens. Wprowadzają standardy chroniące w jednakowy sposób
      )
      ) wszystkich unijnych konsumentów i umożliwiają znoszenie ukrytych barier
      ) wewnętrznych w handlu na jednolitym rynku. Często też stanowią zaporę przed
      ) zalewem tanich produktów spoza Unii i chronią rodzimych producentów. A jeśli
      ) nawet zasługują na krytykę, to wymyśliła je nie Komisja, lecz jakieś lobby i
      ) narodowi biurokraci z państw członkowskich. Mimo to utrwalają one wizerunek
      ) Unii jako starej, sklerotycznej ciotki, która zatruwa życie zwykłym ludziom i
      ) przedsiębiorcom. Może i jest bogata, ale bez szans w rywalizacji z wciąż młodą,
      )
      ) krzepką Ameryką, w której panuje niczym nie skrępowana wolność.
      )
      ) Zwolennicy i sceptycy
      )
      ) W demaskowaniu brukselskich biurokratów przodują brytyjscy eurosceptycy. Co i
      ) rusz znajdują nowy przykład „bzdurnych, nikomu niepotrzebnych” prze
      ) pisów.
      ) Pokaźną dokumentację można znaleźć na stronach internetowych Komisji
      ) Europejskiej, jej delegacji w Londynie i brytyjskiego MSZ. Od lat pracowicie
      ) gromadzą one euromity pojawiające się w prasie i w listach od obywateli,
      ) dementują je i wyjaśniają. Mimo to Brytyjczycy są jedynym unijnym
      ) społeczeństwem, w którym odsetek uczestników sondaży opinii publicznej nieufnie
      )
      ) nastawionych do Unii bije na głowę odsetek darzących ją względnym zaufaniem.
      )
      ) „Prasa brytyjska wydaje się nie tyle opiniotwórcza co populistyczna ̵
      ) 1;
      ) odzwierciedla to, co postrzega jako popularną opinię. To głęboko zakorzeniona
      ) podejrzliwość wobec wszystkiego co europejskie” – uważa profesor Jo
      ) Groebel,
      ) dyrektor generalny Europejskiego Instytutu Mediów w Düsseldorfie. Na przykład
      ) prasa francuska i niemiecka ma według niego znacznie mniej tego rodzaju
      ) antyeuropejskich uprzedzeń. Sądząc po sukcesach odnoszonych przez euromity w
      ) Polsce, mamy niestety skłonności do tego, aby szybko dołączyć do sceptycznych
      ) Wyspiarzy. Chyba że zmądrzejemy przed szkodą i na zimno rozważymy, czy rację
      ) mają oni, czy też może bardziej ufający Unii Grecy, Hiszpanie, Irlandczycy,
      ) Portugalczycy czy Włosi.
      )
      ) Suwerenność
      )
      ) Przykłady zabawnych euromitów i eurofaktów, z których wszyscy lubimy się
      ) podśmiewać, podajemy w ramkach. Spróbujmy się zmierzyć ze znacznie
      ) poważniejszymi strachami – tymi spędzającymi sen z powiek ludziom, którzy
      ) widzą
      ) Polskę jako ważny podmiot w zjednoczonej Europie. Na szczęście w mit utraty
      ) tożsamości nikt już nie wierzy, bo to tak, jakby negował historię obrony
      ) polskości w ostatnich dwustu latach. Sporo zamieszania wywołuje natomiast mit,
      ) że Polska straci suwerenność, bo wchodząc do Unii odda ją na talerzu Brukseli,
      ) Zachodowi, eurokratom, Niemcom, Francuzom i Bóg wie komu jeszcze.Problem polega
      )
      ) na tym, że nigdy nie było nic takiego jak absolutna suwerenność. Suwerenność w
      ) sensie niczym nie skrępowanej swobody działania jest nonsensem. Państwa nie
      ) mogą liczyć, że uda się im robić wszystko w pojedynkę” – mówi unijn
      ) y komisarz
      ) Chris Patten, brytyjski konserwatysta. Lubi on cytować premier Margaret
      ) Thatcher z czasów, gdy nie popadła jeszcze w eurofobię: „Niemal wszystkie
      )
      ) większe narody były zmuszone pod presją powojennego świata do uwspólnienia
      ) znaczących obszarów swojej suwerenności, żeby stworzyć efektywniejszą
      ) polityczną całość”.
      )
      ) Według Pattena, „jednym z najbardziej skrajnych przykładów poświęcenia
      ) suwerenności w imię większego dobra jest członkostwo NATO”. Co do Norwegi
      ) i i
      ) Szwajcarii, zdaniem brytyjskiego komisarza, ich elity polityczne należą do
      ) najbardziej sfrustrowanych w Europie, bo chcąc zachować dostęp do jednolitego
      ) rynku „muszą dostosowywać się do praw i przepisów, w których kształtowani
      ) u nie
      ) odgrywają żadnej roli i których nie mają możliwości zablokować”. W Polsce
      )
      ) problem polega na tym, że większość polityków popierających przystąpienie do
      ) Unii nie ma odwagi powiedzieć tego wszystkiego Polakom. A jeśli któryś się
      ) odważy, mówi o „oddawaniu suwerenności Brukseli”. A przecież decyzj
      ) e podejmuje
      ) nie jakaś mityczna Bruksela, tylko ministrowie wysyłani na posiedzenia unijnej
      ) rady. Wśród nich będzie Polak i jego w tym głowa, żeby ostateczny kształt
      ) decyzji był jak najbliższy polskim interesom i oczekiwaniom.
      )
      ) Kto decyduje?
      )
      ) I tak przeszliśmy do rozpowszechnionego stereotypu, że w Unii „decyzje
      ) podejmują oderwani od swoich narodów biurokraci”. Czyżby byli nimi minist
      ) rowie
      ) zasiadający w unijnej radzie? A może przygotowujący ich decyzje dyplomaci
      ) państw członkowskich? Trudno chyba uznać za oderwanych od ojczyzny bezdusznych
      ) biurokratów 50 posłów do Parlamentu Europejskiego, których wyłonimy w wyborach
      ) bezpośrednich, żeby współdecydowali z radą i patrzyli na ręce Komisji
      ) Europejskiej. To prawda, że większość projektów unijnych decyzji i aktów
      ) prawnych wychodzi właśnie z niej. Ale jej urzędnicy nie biorą pomysłów z
      ) sufitu. Większość podsuwają im rozmaite lobby i pozostające pod ich wpływem
      ) rządy unijne – na przykład w nadziei, że jeśli przeforsują normy wielkośc
      ) i i
      ) jakości pewnych towarów, to uda się im ukrócić konkurencję spoza Unii. Swoistym
      )
      ) zabezpieczeniem dla Polski jest to, że w Komisji będą też pracowali Polacy
      ) (docelowo 1200–1800 osób na 24 tys.).
      )
      ) Formalnie powinni wprawdzie działać w interesie ogólnoeuropejskim, ale funkcje
      ) obrońców polskich interesów już na etapie inicjatyw Komisji spełnią nasi
      ) przedstawiciele w działających przy niej komitetach. Wszelkie jej pomysły
      ) wymagają bowiem konsultacji lub wręcz aprobaty wyspecjalizowanych komitetów, w
      ) których zasiadają eksperci państw członkowskich. Nawet jeśli komitet da zielone
      )
      ) światło i propozycja trafi do rady i parlamentu, Polacy w obu instytucjach będą
      )
      ) jeszcze mieli czas, żeby się jej dobrze przyjrzeć i zawetować lub znaleźć
      ) sojuszników, żeby nie dopuścić do jej przyjęcia. Albo przeciwnie – forsow
      ) ać ją,
      ) jeśli będzie nam odpowiadała.
      )
      ) Niestety, w praktyce okazuje się, że rządy bardzo chętnie i często przerzucają
      ) odpowiedzialność za niepopularne wspólne decyzje na barki „Brukseli”
      ) ;. Polskie
      ) rządy nauczyły się tego na długo przed członkostwem, równocześnie udając, że
      ) szalenie zależy im na przekonaniu Polaków do Unii. I tak prawo unijne jakoby
      ) nie pozwalało rządowi Buzka wystąpić odpowiednio wcześnie o okres przejściowy
      ) pozwalający utrzymać dłużej obniżony VAT na budownictwo. Z kolei rząd Millera
      ) przez pewien czas utrzymywał, że forsując ograniczenia koncentracji mediów
      ) prywatnych odwołuje się do rzekomych reguł unijnych w tym względzie.
      )
      ) Biurokracja i przekręty
      )
      ) Skoro za wszystko odpowiedzialni są eurokraci, to wiadomo, że biurokracji nie
      ) będzie końca, zwłaszcza w rozdziale unijnych pieniędzy, w tym pomocy dla
      ) kandydatów. Nic tylko procedur
      • kimmjiki Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. 30.05.02, 14:00
        Powiedz to eurofobom, a szczegolnie tym, ktorzy tak chca do NAFTA w blogim
        przeswiadczeniu, ze tam nie ma zadnych norm. A dla LPR polska zywnosc jest
        zdrowa z definicji, wiec nie ma o czym mowic;-).
        • Gość: Jaceq Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.szeptel.net.pl 30.05.02, 14:06
          kimmjiki napisał(a):

          > Powiedz to eurofobom,...

          To tak, jakbyś chciał przekonać osła, że ma długie uszy.
          • kimmjiki Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. 30.05.02, 14:39
            Nawet osla mozna czasem przekonac - musisz tylko byc bardziej uparty od niego.
        • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.acn.pl / 10.134.128.* 30.05.02, 14:17

          Jasne. Na przyklad oscypki truja kazdego, kto tylko na nie spojrzy. A jak sie
          napisze 1000 stronicowa norme dla oscypka, to nagle truc przestana...
          • Gość: Jaceq Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.szeptel.net.pl 30.05.02, 20:33
            Gość portalu: ktos napisał(a):

            > Jasne. Na przyklad oscypki truja kazdego, kto tylko na nie spojrzy. A jak sie
            > napisze 1000 stronicowa norme dla oscypka, to nagle truc przestana...

            skoro tak uważasz...
            • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.pl 30.05.02, 21:41

              > skoro tak uważasz...

              Nie, nie; to WY tak uwazacie. To wg. WAS biurokracja, koncesje i inne
              zezwolenia, hordy urzedasow i tony przepisow sa lepsze od zdrowego rozsadku
              konsumenta. I tansze, nieprawdaz?
              • kimmjiki Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. 30.05.02, 22:19
                Po lekturze tego artykulu (o ile go przeczytales) nalezaloby moze zastanowic
                sie nad sensem takich "argumentow"?
                • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.pl 30.05.02, 22:37
                  kimmjiki napisał(a):

                  > Po lekturze tego artykulu (o ile go przeczytales) nalezaloby moze zastanowic
                  > sie nad sensem takich "argumentow"?

                  Z oscypkowym problemem to nieprawda? Moze zacytuje:

                  "W demaskowaniu brukselskich biurokratów przodują brytyjscy eurosceptycy. Co i
                  rusz znajdują nowy przykład „bzdurnych, nikomu niepotrzebnych” przepisów.
                  Pokaźną dokumentację można znaleźć na stronach internetowych Komisji
                  Europejskiej, jej delegacji w Londynie i brytyjskiego MSZ. Od lat pracowicie
                  gromadzą one euromity pojawiające się w prasie i w listach od obywateli,
                  dementują je i wyjaśniają."

                  Okazuje sie, ze unijni biurokraci dokumentuja nawet "przyklady „bzdurnych,
                  nikomu niepotrzebnych” przepisow". Buhahahahahahahahahahahahahaha!!!

                  Co JESZCZE dokumentujecie? To jest chyba jakas choroba.

                  Ale sie wylozyles. Hahahahaha!!!!!!!!!!!!
                  • kimmjiki Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. 30.05.02, 23:39
                    Jacy "my"? Ja do Komisji Europejskiej nie naleze, wiec nie do mnie z tymi
                    pretensjami. Poza tym to akurat sprowokowala eurofobiczna propaganda swoim
                    maniakalnym wyszukiwaniem (i duzo czesciej wymyslaniem) smiesznych przepisow -
                    trzeba bylo w koncu jakos na to zareagowac. Swoja droga jestes doskonalym
                    przykladem bezkrytycznej eurofobii - z calego, dosc dlugiego artykulu
                    wyszukales jeden krotki fragment, zeby tylko sie do czegos przyczepic, a reszta
                    najwyrazniej jednym okiem wleciala, drugim wyleciala. I pewnie dalej jestes
                    swiecie przekonany, ze w UE mierzy sie krzywizne banana...
                    • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.pl 31.05.02, 00:26

                      > Jacy "my"? Ja do Komisji Europejskiej nie naleze, wiec nie do mnie z tymi
                      > pretensjami.

                      Tak mi sie napisalo. Wiem, nazwac kogos komisarzem europejskim to obelga;
                      przepraszam. A pretensje wynikaja z tego, ze chcesz Polske wciagnac do ZSRE.

                      > Poza tym to akurat sprowokowala eurofobiczna propaganda swoim
                      > maniakalnym wyszukiwaniem (i duzo czesciej wymyslaniem) smiesznych przepisow -
                      > trzeba bylo w koncu jakos na to zareagowac.

                      I trzeba to dokumentowac? NIEPRAWDZIWE (jak twierdza) zarzuty? Po co???

                      > Swoja droga jestes doskonalym
                      > przykladem bezkrytycznej eurofobii - z calego, dosc dlugiego artykulu
                      > wyszukales jeden krotki fragment, zeby tylko sie do czegos przyczepic, a reszta
                      > najwyrazniej jednym okiem wleciala, drugim wyleciala. I pewnie dalej jestes
                      > swiecie przekonany, ze w UE mierzy sie krzywizne banana...

                      Wiesz, dlugo nie szukalem - to (chyba) drugi akapit z Twojego 2-czesciowego(!;
                      ach, znowu to tworzenie papierzysk, juz sie widac zaraziles) postu.

                      Ty o bananie a ja o oscypku: ja czegos nie rozumiem. Po co to specjalne
                      traktowanie? Jesli dlatego, ze truje, to chyba nie powinno sie w ogule dopuscic
                      do sprzedazy; jesli nie truje, to po co specjalne zezwolenia?
                      • kimmjiki Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. 31.05.02, 13:21
                        Gość portalu: ktos napisał(a):

                        > > Jacy "my"? Ja do Komisji Europejskiej nie naleze, wiec nie do mnie z tymi
                        > > pretensjami.
                        >
                        > Tak mi sie napisalo. Wiem, nazwac kogos komisarzem europejskim to obelga;
                        > przepraszam.

                        Nie obelga, tylko o to chodzi, ze masz do mnie pretensje, tak jakbym mial w tej
                        sprawie cos do powiedzenia.

                        > A pretensje wynikaja z tego, ze chcesz Polske wciagnac do ZSRE.

                        Jesli juz, to do USE.

                        > > Poza tym to akurat sprowokowala eurofobiczna propaganda swoim
                        > > maniakalnym wyszukiwaniem (i duzo czesciej wymyslaniem) smiesznych przepis
                        > ow - trzeba bylo w koncu jakos na to zareagowac.
                        >
                        > I trzeba to dokumentowac? NIEPRAWDZIWE (jak twierdza) zarzuty? Po co???

                        Po to, zeby bylo wiadomo, ze sa nieprawdziwe. Tak trudno to zrozumiec? Inna
                        sprawa, ze specjalnie skuteczne to nie jest - eurofobom w ogole to nie
                        przeszkadza w powtarzaniu tych bredni w nieskonczonosc.

                        > Wiesz, dlugo nie szukalem - to (chyba) drugi akapit z Twojego 2-czesciowego(!;
                        > ach, znowu to tworzenie papierzysk, juz sie widac zaraziles) postu.

                        2-czesciowy to on byl nie dlatego, ze tak mi sie zachcialo, tylko dlatego, ze w
                        jednym kawalku sie nie zmiescil, ignorancie. Istnieje cos takiego jak
                        ograniczenie dlugosci postu. Ale przynajmniej sie przyznales, ze daleko nie
                        doszedles - bo po co, przeciez Ty i tak wiesz lepiej.

                        > Ty o bananie a ja o oscypku: ja czegos nie rozumiem. Po co to specjalne
                        > traktowanie? Jesli dlatego, ze truje, to chyba nie powinno sie w ogule dopuscic
                        > do sprzedazy; jesli nie truje, to po co specjalne zezwolenia?

                        Nie wiem, o czym mowisz.
                        • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.acn.pl / 10.134.128.* 31.05.02, 14:10

                          > Jesli juz, to do USE.

                          A od kiedy to unia jest taka liberalna jak USA? Bo wg. mnie, to zwycieza myslenie
                          socjalistyczne a nie wolnorynkowe (przyklad: ciagle walki o jakies dotacje i
                          subwencje, dyktat zwiazkow zawodowych, itd. itp.; skutek: porownaj sobie
                          bezrobocie i dochod na jednego mieszkanca).

                          > Po to, zeby bylo wiadomo, ze sa nieprawdziwe. Tak trudno to zrozumiec?

                          Strasznie trudno, ja nadal nie rozumiem, ale niewazne... Dodam tylko, ze wg. mnie
                          ten fragment sie nadaje do watku o blyskotliwych wypowiedziach.

                          > Inna
                          > sprawa, ze specjalnie skuteczne to nie jest - eurofobom w ogole to nie
                          > przeszkadza w powtarzaniu tych bredni w nieskonczonosc.

                          No, wiec po co, skoro nie skuteczne?

                          > 2-czesciowy to on byl nie dlatego, ze tak mi sie zachcialo, tylko dlatego, ze w
                          > jednym kawalku sie nie zmiescil, ignorancie. Istnieje cos takiego jak
                          > ograniczenie dlugosci postu.

                          No wlasnie! Wypowiedz byla taka dluga, ze _nie_zmiescila_sie_ w jednym poscie. O
                          to mi chodzilo.

                          > Ale przynajmniej sie przyznales, ze daleko nie
                          > doszedles - bo po co, przeciez Ty i tak wiesz lepiej.

                          Fakt, ze znalazlem od razu cos, co moglem wykorzystac nie znaczy, ze nie
                          przeczytalem calosci; co takze nie znaczy, ze przeczytalem (a dalej mozna znalezc
                          cos rownie wesolego? - bede musial doczytac do konca!!!).

                          > Nie wiem, o czym mowisz.

                          O tym, ze oscypek nie bedzie mogl trafic na unijny rynek (ze wzglegow
                          sanepidopodobnych) i w zwiazku z tym musi dostac specjalny status (produktu
                          narodowego, czy cos w tym rodzaju - Ty wiesz lepiej jak to sie nazywa).
                          • kimmjiki Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. 31.05.02, 20:51
                            Gość portalu: ktos napisał(a):

                            > > Jesli juz, to do USE.
                            >
                            > A od kiedy to unia jest taka liberalna jak USA?

                            A od kiedy jest taka socjalistyczna i totalitarna jak ZSRR?

                            > > Po to, zeby bylo wiadomo, ze sa nieprawdziwe. Tak trudno to zrozumiec?
                            >
                            > Strasznie trudno, ja nadal nie rozumiem, ale niewazne... Dodam tylko, ze wg. mn
                            > ie ten fragment sie nadaje do watku o blyskotliwych wypowiedziach.

                            To go tam wstaw i nie marudz.

                            > > Inna
                            > > sprawa, ze specjalnie skuteczne to nie jest - eurofobom w ogole to nie
                            > > przeszkadza w powtarzaniu tych bredni w nieskonczonosc.
                            >
                            > No, wiec po co, skoro nie skuteczne?

                            Juz mowilem - do KE nie naleze, nie mam tam znajomosci, wiec nie do mnie z tymi
                            zazaleniami.

                            > No wlasnie! Wypowiedz byla taka dluga, ze _nie_zmiescila_sie_ w jednym poscie.
                            > O to mi chodzilo.

                            Bo wiesz, artykuly w Polityce nie sa przeznaczone do mieszczenia sie w jednym
                            poscie...

                            > > Ale przynajmniej sie przyznales, ze daleko nie
                            > > doszedles - bo po co, przeciez Ty i tak wiesz lepiej.
                            >
                            > Fakt, ze znalazlem od razu cos, co moglem wykorzystac nie znaczy, ze nie
                            > przeczytalem calosci; co takze nie znaczy, ze przeczytalem (a dalej mozna znale
                            > zc cos rownie wesolego? - bede musial doczytac do konca!!!).

                            Ano nie zaszkodziloby.

                            > > Nie wiem, o czym mowisz.
                            >
                            > O tym, ze oscypek nie bedzie mogl trafic na unijny rynek (ze wzglegow
                            > sanepidopodobnych) i w zwiazku z tym musi dostac specjalny status (produktu
                            > narodowego, czy cos w tym rodzaju - Ty wiesz lepiej jak to sie nazywa).

                            Wreszcie jakis eurofob przyznaje, ze ja lepiej sie znam na Unii od niego;-).
                            Niestety w tym przypadku nie jestem za dobrze poinformowany, bo niewiele mnie
                            obchodza jakies oscypki i inne duperele bez znaczenia dla negocjacji.
              • Gość: Jaceq Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.lomza.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 12:04
                Gość portalu: ktos napisał(a):

                >
                > > skoro tak uważasz...
                >
                > Nie, nie; to WY tak uwazacie. To wg. WAS biurokracja, koncesje i inne
                > zezwolenia, hordy urzedasow i tony przepisow sa lepsze od zdrowego rozsadku
                > konsumenta. I tansze, nieprawdaz?

                Skoro tak nie uważasz, to po co propagujesz takie głupoty?
                • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.acn.pl / 10.134.128.* 31.05.02, 14:12
                  Gość portalu: Jaceq napisał(a):

                  > Gość portalu: ktos napisał(a):
                  >
                  > >
                  > > > skoro tak uważasz...
                  > >
                  > > Nie, nie; to WY tak uwazacie. To wg. WAS biurokracja, koncesje i inne
                  > > zezwolenia, hordy urzedasow i tony przepisow sa lepsze od zdrowego rozsadk
                  > u
                  > > konsumenta. I tansze, nieprawdaz?
                  >
                  > Skoro tak nie uważasz, to po co propagujesz takie głupoty?

                  Kolega nie wie, co to drwina?

                  A drwie z tego: w obronie wlasnego radosnego mnozenia dokumentow przedstawiacie
                  hamburgera, ktory takze ma norme. Wybacz, ale mnie to smieszy. Hamburgerowa norma
                  tez jest zreszta bzdura.
                  • Gość: Ania Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.upc.chello.be 31.05.02, 14:16
                    Gość portalu: ktos napisał(a):

                    > Gość portalu: Jaceq napisał(a):
                    >
                    > > Gość portalu: ktos napisał(a):
                    > >
                    > > >
                    > > > > skoro tak uważasz...
                    > > >
                    > > > Nie, nie; to WY tak uwazacie. To wg. WAS biurokracja, koncesje i inne
                    >
                    > > > zezwolenia, hordy urzedasow i tony przepisow sa lepsze od zdrowego ro
                    > zsadk
                    > > u
                    > > > konsumenta. I tansze, nieprawdaz?
                    > >
                    > > Skoro tak nie uważasz, to po co propagujesz takie głupoty?
                    >
                    > Kolega nie wie, co to drwina?
                    >
                    > A drwie z tego: w obronie wlasnego radosnego mnozenia dokumentow przedstawiacie
                    >
                    > hamburgera, ktory takze ma norme. Wybacz, ale mnie to smieszy. Hamburgerowa nor
                    > ma
                    > tez jest zreszta bzdura.

                    Mam za malo czasu ale jak przeczytam N Cz to porozmawiamy o bzdurach,ktore
                    wypisuje JKM .
                    • Gość: ktos Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.acn.pl / 10.134.128.* 31.05.02, 14:56

                      > Mam za malo czasu ale jak przeczytam N Cz to porozmawiamy o bzdurach,ktore
                      > wypisuje JKM .

                      Swietnie, czekam.
                  • Gość: Jaceq Re: Hamburger w USA. Muchy w miesie w Polsce. IP: *.szeptel.net.pl 31.05.02, 17:03
                    Gość portalu: ktos napisał(a):


                    > hamburgera, ktory takze ma norme. Wybacz, ale mnie to smieszy. Hamburgerowa nor
                    > ma tez jest zreszta bzdura.

                    Daruj, mnie to nie interesuje zupełnie (tzn. hamburgery).
    • Gość: Oszołom Re: Dzem z prezerwatyw IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 17:38
      No tak artykuł z Polityki.. i wszystko już jest jasne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka