Dodaj do ulubionych

Dylemat zdrajcy

06.02.05, 18:15
Wiele osób emocjonuje się ostatnio sprawami agentury, różnych zdrajców,
wtyczek i tajnych współpracowników. Można czasem odnieść wrażenie, że to
najważniejszy problem współczesności: kto kogo udawał, na kogo donosił i
komu? Gdy się jednak dobrze przyjrzeć, to nie ma problemu.
Znany jest dobrze, opisany już przez starożytnych Greków, dylemat kłamcy. Czy
kłamca kłamie mówiąc, że kłamie? Jeśli skłamał, że kłamie, to prawdą jest, że
nie kłamie, czyli mówi prawdę. Z drugiej jednak strony, jeśli jest prawdą, że
kłamca kłamie, to przecież on sam to powiedział, więc - przyznając się -
powiedział prawdę.
Za zasłoną tego paradoksu skrywał się Odyseusz, który ilekroć chciał kogoś
oszukać, zaznaczał, że pochodzi z Krety, a było wiadomo, że wszyscy
Kreteńczycy to kłamcy. Przeświadczenie to przetrwało do czasów historycznych:
Święty Paweł w Liście do Tytusa pisze: „Powiedział ktoś z nich, własny ich
prorok: Kreteńczycy zawsze kłamliwi”.
Współcześnie słynny paradoks przyczynił się do klęski pozytywizmu i chyba
ogólnie Oświecenia, którego wyznawcy wierzyli w istnienie nauki, która by
umiała rozróżniać prawdę od fałszu, i spisywać księgi z samych zdań
prawdziwych. Niby niewiele, prawda? Innego zdania był Kurt Goedel, który
odgrzebał starożytny dylemat. Rozważmy, powiedział, zbiór wszystkich zdań
prawdziwych, i zróbmy coś ze zdaniem, które twierdzi „jestem zdaniem do tego
zbioru nie należącym”. Należy wtedy czy nie? No bo jeśli należy, to jest
prawdziwe, czyli nie należy, a jak nie należy, to ma rację, zatem jest
prawdziwe, a wtedy powinno jednak należeć. Okazało się, że nie może istnieć
uniwersalny sposób odróżniania zdań prawdziwych od nieprawdziwych. Pozytywizm
stał się jednym z mniemań, a nauka jedną z wielu możliwych opowieści.
Co to ma do zdrajców i agentów? Ano, trochę ma. Rozważmy bowiem
zdanie: „Nowak jest agentem czegoś tam tajnego”. Wypowiada je albo ktoś
dobrze poinformowany, czyli funkcjonariusz tego właśnie czegoś, albo jakiś
cywil, zgadujący tylko. W pierwszym przypadku informujący jest nierzetelny,
bo zdradza swą służbę czy lożę albo też celowo nas dezinformuje, w drugim zaś
przypadku niepewna jest sama informacja.
Każda zatem wypowiedź o czyjejś agenturalności albo jest rzetelna, ale
pochodzi od nierzetelnego informatora, albo pochodzi od osoby uczciwej, ale
źle poinformowanej. Coś tu musi być niegodne zaufania: albo informacja, albo
informator. Ot, i wszystko. Mówienie o czyimś uczestnictwie w różnych tajnych
rzeczach – jakichś tam policjach, lożach, sprzysiężeniach – dopóki są one
naprawdę tajne, jest więc pustym gaworzeniem.

Obserwuj wątek
    • syntatytatara bzdura 06.02.05, 18:22
      lepiej nie pisz już, mama przyniosła wino

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka