Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
01.06.02, 17:50
Dlaczego młodzi ludzie rezygnują z uciech życia i wybierają drogę kapłańską? To
pytanie nurtuje każdego, kto spotyka młodego człowieka w stroju duchownym.
Niektórzy mniej odważnie, półszeptem, mówią: Szkoda chłopaka, przystojny,
inteligentny... Inni dopowiadają z przekąsem: Panu Bogu też się coś należy, ale
szkoda...
Co powoduje, że wielu chłopaków po maturze puka do drzwi wyższych seminariów
duchownych?
Kiedyś mówiono: Księżom się dobrze powodzi, dlatego warto zostać księdzem. Dziś
niektórzy podejrzewają, że wielu młodzieńców szuka miejsca w szeregach
kapłańskich, bo wzrasta bezrobocie.
Co mówią sami zainteresowani, ci, którzy wstępują do seminariów? Dlaczego chcą
być kapłanami?
Może jednak najpierw o motywach nieistotnych. Dla ogromnej większości
przebadanych kandydatów do seminariów żadnego znaczenia nie miało to, że
wstąpienie do seminarium pozwala uniknąć służby wojskowej bądź też umożliwia
uzyskanie pewnej pozycji materialnej. Pomimo iż bycie duchownym stanowi "jakiś
sposób na życie", wiąże się z osiągnięciem pewnej pozycji społecznej i - jak
się mówi - chroni przed trudami wyzwań życia w świecie, to jednak motywy te są
obecne w świadomości kandydata do kapłaństwa w niewielkim wymiarze bądź wcale
są nieobecne. Co ciekawe, niewielu spośród badanych wstępujących do seminariów
ocenia jako istotny dla siebie motyw zostania księdzem dotrzymanie złożonej
kiedyś, w trudnej sytuacji, przysięgi. Wydaje się zatem, że przyszli duchowni
nie są w swoich dążeniach interesowni, ich decyzje nie są też wywołane jakimś
lękiem.
Co zatem zaważyło na tym, że młodzi ludzie zdecydowali się na bądź co bądź
radykalny krok - drogę do kapłaństwa? Przede wszystkim wewnętrzna potrzeba,
którą określają oni jako poczucie woli Bożej, a więc Boże powołanie. Jest to z
pewnością czynnik o charakterze wewnętrznym, trudny do obiektywnej oceny,
jednak musi być na tyle mocnym doświadczeniem, że nie pozwala pozostać
obojętnym wobec niego.
A co oznacza w praktyce powołanie? Co z niego wynika? Można powiedzieć, że
młodzi ludzie na ów wewnętrzny głos Boga odpowiadają podobnie jak prorok: "Oto
ja, poślij mnie" (Iz 6, 8). Przede wszystkim chcą więc służyć: Bogu, ludziom,
Kościołowi.
Jest coś pięknego, porywającego w tym pragnieniu oddania się na służbę Bogu. To
najpiękniejszy z motywów, jaki można sobie wyobrazić, myśląc o powołaniu - i
okazuje się, że jest to główny, pierwszorzędny motyw u przeważającej większości
kandydatów do stanu duchownego. I jeszcze jedno. Owo pragnienie służby
kandydaci do seminariów łączą zazwyczaj z pragnieniem większego zbliżenia się
do Boga. To istotnie bardzo ważne połączenie: aby zrealizować Boże powołanie,
aby służyć całym swoim życiem - potrzeba, by człowiek sam był blisko Pana Boga.
Czynniki drugorzędne, choć ważne dla przyszłych kapłanów, to: dążenie do
osiągnięcia świętości i - co ciekawe - zachęcający przykład poznanych księży.
Powiadali starożytni: Verba docent, sed exempla trahunt - słowa uczą, ale
przykłady pociągają. Okazuje się zatem, że aby wydobyć z młodego człowieka
tlące się w nim powołanie, potrzeba żywych świadków Dobrego Pasterza. Można
zaryzykować twierdzenie, że osobowość dobrych, oddanych Bogu i człowiekowi
kapłanów działa jak swoisty wywoływacz, a więc to, dzięki czemu istniejący już,
ale utajony obraz może ujawnić się, ukazując bogactwo barw - swoje piękno.
Wiele działań podejmuje się w Kościele pod hasłem akcji powołaniowej. Z
pewnością to wszystko jest ważne i potrzebne, ale najpewniejszą, najbardziej
skuteczną akcją powołaniową jest zwykła, codzienna posługa dobrych księży. Nie
muszą oni mówić o powołaniu, wystarczy, że odprawiają Mszę św., spowiadają,
katechizują, pracują z ministrantami, a w tym wszystkim kochają Boga i
człowieka. To właśnie zachwyca, to pociąga, to uświadamia młodym ludziom, że
noszą w sobie skarb podobnego powołania.
Mówi się, że w naszych czasach coraz trudniej być księdzem. To prawda. Sam
Ojciec Święty nieustannie wzywa kapłanów do tego, by odkrywali tożsamość swojej
posługi, bo niektórzy duchowni mają z tym kłopoty. Stan duchowny ma bowiem swój
urok, ale jest on okupiony niemałym doświadczeniem bólu i zwątpienia. Młodzi
adepci do kapłaństwa zdają się to zauważać. Doceniają ludzką atrakcyjność bycia
księdzem, ale wpływa to na ich decyzję w niewielkim stopniu. Podobnie rzecz się
ma z możliwością uzyskania w seminarium formacji teologicznej.
A jak postrzegają samo kapłaństwo ci, którzy z przytoczonych wyżej motywów
decydują się na wstąpienie do seminarium?
Przeważająca większość określiła kapłaństwo jako służbę - a więc zgodnie z
nauczaniem Kościoła, w którym jest mowa o kapłaństwie służebnym w odróżnieniu
od kapłaństwa powszechnego. Co piąty badany uznał natomiast, że kapłaństwo to
przede wszystkim poświęcenie. Choć nie jest to istota posługi kapłańskiej,
jednak bez różnie rozumianego poświęcenia rzeczywiście trudno sobie wyobrazić
posługę kapłanów. Z tą wizją kapłaństwa koresponduje jednocześnie sposób
postrzegania współczesnych księży przez młodych ludzi. Jeśli mają oni im coś do
zarzucenia, to chodzi przede wszystkim o to, co stanowi zaprzeczenie idei
służby i poświęcenia, a więc konsumpcyjne podejście do życia, brak
zaangażowania czy pokory. Według wstępujących do seminarium, bycie dobrym
księdzem wymaga pobożności, wytrwałości, posłuszeństwa i umiejętności
przemawiania. Bardziej niż przeciętnemu człowiekowi potrzeba też kapłanowi
cierpliwości, wyrozumiałości i skromności. Można z tego wnioskować, że są to
równocześnie cechy, które muszą w sobie wypracować przyszli seminarzyści.
Jak to osiągnąć? To zadanie stojące nie tylko przed przyszłymi seminarzystami,
lecz również przed osobami odpowiedzialnymi za ich formację. Spotkanie ideałów
i rzeczywistości odbywa się najpierw podczas lat seminaryjnych, które z jednej
strony stanowią okazję do "doświadczenia dwunastu" (bycia blisko Pana Jezusa we
wspólnocie uczniów), z drugiej zaś strony przynosi doświadczenie pustyni
(miejsce zmagania, doświadczenia bolesnej prawdy o sobie i braciach). Z jednej
strony młodzi ludzie przychodzą do seminariów pełni ideałów, z drugiej strony -
przynoszą ze sobą całą biedę tego świata. Nie jest możliwe, by samo fizyczne
przebywanie w budynku seminarium przyniosło ugruntowanie ideałów i eliminację
ludzkich wad i słabości. Potrzeba wielkiej pracy nad sobą, by zrealizować
ideał, o którym się marzy. Potrzeba też wielkiej wrażliwości wychowawców
seminaryjnych, by zapewnić kandydatom do kapłaństwa wszelką pomoc w owym
procesie wypracowywania w sobie pięknej, dojrzałej osobowości. A wszystko po
to, by Pan Jezus miał do dyspozycji takich ludzi, którzy w swojej posłudze Go
nie przysłonią, którzy owocnie pełnić będą misje pasterzy "według Bożego serca".