maurycy
13.06.02, 10:39
Na świecie około miliarda ludzi cierpi głód. Umierają dzieci. Całe narody
przyzwyczaiły się do rozdawnictwa żywności przez agencje międzynarodowe, w
krajach, które były niedawno eksporterami żywności, jak np, Zimbabwe,
odzwyczając ludność od efektywnej pracy na roli.
Wniosek jest prosty - jest nas miliard za dużo. Czy już nie najwyższy czas, aby
odrzucić wszelkie doktryny religijne nakazyjące nam się płodzić bez
opamiętania? Czy musimy zniszczyć naszą planetę, jedyną oazę życia w naszym
układzie słonecznym? Czy nie jest to ostatni dzwonek, aby postawić edukację
społeczeństw na pierwszym miejscu? Czy uświadomienie ludzi, że nasz ludzki
gatunek stoi przed losem jaki spotkał dinozaury nie powinno stać się naszym
priorytetem?
Rozważmy co następuje:
- Zasoby ziemi uprawnej kurczą się w zastraszającym tempie, z powodu
ekstensywnej gospodarki.
- Brakuje wody pitnej.
- Bogactwa oceanów niszczone są przez nadmierne odławianie ryb, waleni i owoców
morza.
- Niszczenie lasów na opał, powoduje zwiększanie się obszrów pustynnych.
- Zasoby paliw kopalnych, które powstawały przez miliony lat są bliski
wyczerpania - starczą maksymalnie na 50 lat.
Czy tylko klęski głodu, wojen (najczęściej religijnych), AIDS i powtórny nawrót
gruźlicy są jedynymi sposobami na rozwiązanie problemu szczurzego rozmnażania
się ludzkości?