Dodaj do ulubionych

Inny Kościół

19.06.02, 22:58
Jakże różny od Kościoła Oszołomowego.
Bądźmy wstrzemięźliwi w ocenie ludzi



Z rezerwą odnoszę się do potępień en bloc, jakie zdarzają się czasem polskim
hierarchom wobec społeczeństwa

To nie było tak, że Moskwa nagle przestała lubić polskiego biskupa. Po prostu
Watykan popełnił błąd. Nie biskup Mazur, lecz dyplomacja watykańska.
Nieopatrznie posługiwała się nomenklaturą sprzed rewolucji czy sprzed II wojny
światowej, nazywając prefekturę kościelną na południowym Sachalinie japońską
nazwą "prefektury Karafuto". To jest tak, jakby dziś biskup czy nuncjusz
powiedział zamiast Gdańsk - Danzig. Oczywiste, że Rosjan to rozsierdziło.


ROZMOWA Z KS. PROF. STANISŁAWEM OBIRKIEM SJ




- Jak by ojciec profesor zdefiniował stosunek Jana Pawła II do niewierzących?

- Od paru lat się nad tym zastanawiam i tutaj wkład Ojca Świętego oceniam jako
nieco dwuznaczny. Papież co roku zaprasza na słynne spotkania w Castel Gandolfo
ludzi, stosując jako jedyne kryterium doboru kompetencję. Stworzył Papieską
Radę Społeczną, do której również dobierał ludzi według jedynego kryterium: ich
autorytetu. Celem działania Kongregacji ds. Kultury, której szefuje przyjaciel
papieża, francuski kardynał Paul Poupard, jest także zbliżenie do
niewierzących. Jest to jednoznaczne, pozytywne wyjście do niewierzących i próba
zrozumienia tego świata. Jeśli mówię o dwuznaczności, to raczej mam na myśli
reakcję niektórych moich niewierzących przyjaciół, którzy czują się obrażeni
przez język takich zwrotów jak: "Tradycyjnie chrześcijańskie społeczeństwa
Europy żyją tak, jak by Boga nie było". Odbierają to tak: skoro ja jestem
niewierzący, to automatycznie muszę być gorszy.

- Pionierski dialog ks. Tischnera z Michnikiem i dialog, który ksiądz prowadził
na łamach redagowanego przez siebie do niedawna kwartalnika krakowskich
jezuitów "Życie Duchowe". Ale tak obiecująca rozmowa ludzi Kościoła z
niewierzącymi to raczej wyjątek. Czy w Polsce nie ma w ogóle tradycji dialogu
wierzący-niewierzący?

- I tak, i nie. Mamy znakomite tradycje, choćby księdza Kłusaka, który spierał
się z marksistami. Mamy ojca Tadeusza Ślipkę, mojego współbrata, był Tischner z
jego książką "Polski kształt dialogu". Są więc precedensy. Reprezentowali oni,
poniekąd, swoje środowiska. Kłusak - Seminarium Krakowskie, Ślipko - ATK. To
nie były przypadkowe inicjatywy. Powiedziałbym jednak, że nie mamy w tym
treningu. To jest duży problem. Ja swoją formację zakonną odbywałem równolegle
ze studiami uniwersyteckimi, gdzie niewierzący są czymś normalnym. Podobnie
było z zainteresowaniami literaturą. Gombrowicz, Lem czy nawet Kafka.

- To wszystko niewierzący...

- No właśnie. Impuls do tego dialogu otrzymałem ze strony współczesnej
humanistyki. Pytanie brzmi, ilu księży interesuje się tą literaturą, na ile
postrzegają to jako ważną część naszego obecnego doświadczenia.

- Zacytuję wydaną przez księdza książkę "Co nas łączy? - dialog z
niewierzącymi", którą wstępem opatrzył Leszek Kołakowski i która zawiera m.in.
dyskusje i polemiki prowadzone elektronicznie między księdzem profesorem a
wybitnymi "niedowiarkami", m.in. prof. Janem Woleńskim i Stanisławem Lemem.
Kołakowski napisał: "Wiara jest prawomocna. Niewiara jest prawomocna. Nie są to
jednak dwa sprzeczne wzajem korpusy doktrynalne, dwa zbiory twierdzeń, ale
raczej przeciwstawne postawy umysłowe i moralne. Mniemam, że obie są potrzebne
naszej kulturze". Mogę to, zapewne, potraktować jako założenie programowe tego
zbioru polemik?

- Nie ukrywam, że bardzo jestem dumny z tej przedmowy Leszka Kołakowskiego, bo
przecież w Polsce nikt jak on właśnie miał prawo i kompetencje do napisania
tego tekstu. Czy jest programowy? I tak, i nie. Tak, bo odpowiada ogólnemu
założeniu wzajemnego szacunku do siebie wierzących i niewierzących, ale
jednocześnie brak w nim jednoznacznej deklaracji, która jest obecna w tekstach
pomieszczonych w naszym tomie. Inaczej mówiąc, Leszek Kołakowski nie
zdeklarował się, po której właściwie stoi stronie.

Dialog z prawosławiem to wielka porażka tego pontyfikatu

- Przejdźmy do dialogu z wyznawcami innych religii. Wynikłe w znacznej mierze z
niezrozumienia, o co w istocie chodzi, poruszenie polskiej opinii publicznej
wywołała sprawa niewpuszczenia przez władze rosyjskie biskupa Mazura z powrotem
do jego diecezji na Syberii. Była to inicjatywa moskiewskiego patriarchatu
prawosławnego. Ale oto podczas podróży papieża do Bułgarii w maju tego roku
Kościół prawosławny, po tylu staraniach Jana Pawła II, właściwie po raz
pierwszy wyszedł naprzeciw jego wezwaniom do dialogu.

- Dialog z prawosławiem to wielka porażka tego pontyfikatu. Tak to trzeba na
pewno ująć i jest to źródło jeśli nie frustracji, to wielkiego bólu papieża.
Dialog z Żydami wychodzi bardzo dobrze. Z islamem, przynajmniej na szczytach, z
buddyzmem nawet, z dalajlamą itd., to wszystko się jakoś dobrze układa. A tutaj
papież napotykał mur. Zwłaszcza ze strony Cerkwi moskiewskiej. I oto nagle się
okazuje, że ten dialog jest możliwy, bo z ust przeora Rylskiego Monastyru w
Bułgarii padają pamiętne już dzisiaj słowa o murach wzniesionych przez ludzi,
które "nie sięgają nieba" i które "ludzie mogą obalić".

Mówi się: papież naucza. Ale on się też dużo uczy. I te trudności z
prawosławiem to wielka lekcja pokory. Uświadamiają i papieżowi, i Rzymowi, że
to nie chodzi o to, iż ja chcę prowadzić dialog, że ja chcę zbliżenia. Ale że
są pewne warunki, które stawia druga strona i których nie można pomijać. Nie
wolno widzieć tylko złej woli. Myślę, że prawosławie sformułowało taki punkt
widzenia: dobrze, jedność jest marzeniem nas wszystkich, ale nie ustalajcie
reguł gry. Zobaczcie, czy tutaj partner nie ma czegoś do powiedzenia
Obserwuj wątek
    • Gość: Tomasz Re: Inny Kościół IP: *.ifj.edu.pl 20.06.02, 15:57
      Bardzo ciekawy tekst. Subtelna krytyka papieza - rzecz w Polsce nieslychana - a
      przede wszystkim wyjscie poza zaklety krag pytan z gory rozstrzygnietych i
      odpowiedzi "jedynie slusznych".
      Jezuici przeszli bardzo pozytywna ewolucje. Mam zreszta wrazenie, ze ostatnio
      czesciej mozna spotkac odwazne wypowiedzi.
      Pozdrawiam.
    • Gość: Paweł Re: Inny Kościół IP: *.bielsko.dialog.net.pl 20.06.02, 16:15
      Księża to też ludzie. Są lepsi i gorsi. U nas ostatnio ci gorsi są
      najgłosniejsi, ale mówienie, ze wszyscy księża są be jest taka sama gupota jak
      to wszyscy sa cacy.
    • Gość: ania Re: Inny Kościół IP: 217.11.142.* 20.06.02, 16:36
      swietne, oby tak dalej
    • Gość: Kagan Re: Inny Kościół IP: *.vic.bigpond.net.au 20.06.02, 17:04
      dixi13 napisał(a):
      Jakże różny od Kościoła Oszołomowego.
      Bądźmy wstrzemięźliwi w ocenie ludzi
      Z rezerwą odnoszę się do potępień en bloc, jakie zdarzają się czasem polskim
      hierarchom wobec społeczeństwa
      To nie było tak, że Moskwa nagle przestała lubić polskiego biskupa. Po prostu
      Watykan popełnił błąd. Nie biskup Mazur, lecz dyplomacja watykańska.
      Nieopatrznie posługiwała się nomenklaturą sprzed rewolucji czy sprzed II wojny
      światowej, nazywając prefekturę kościelną na południowym Sachalinie japońską
      nazwą "prefektury Karafuto". To jest tak, jakby dziś biskup czy nuncjusz
      powiedział zamiast Gdańsk - Danzig. Oczywiste, że Rosjan to rozsierdziło.
      K: Watykan dlugo nie uznawal przynaleznosci np. Wroclawia do Polski...

      ROZMOWA Z KS. PROF. STANISŁAWEM OBIRKIEM SJ
      - Jak by ojciec profesor zdefiniował stosunek Jana Pawła II do niewierzących?
      - Od paru lat się nad tym zastanawiam i tutaj wkład Ojca Świętego oceniam jako
      nieco dwuznaczny. Papież co roku zaprasza na słynne spotkania w Castel Gandolfo
      ludzi, stosując jako jedyne kryterium doboru kompetencję. Stworzył Papieską
      Radę Społeczną, do której również dobierał ludzi według jedynego kryterium: ich
      autorytetu. Celem działania Kongregacji ds. Kultury, której szefuje przyjaciel
      papieża, francuski kardynał Paul Poupard, jest także zbliżenie do
      niewierzących. Jest to jednoznaczne, pozytywne wyjście do niewierzących i próba
      zrozumienia tego świata. Jeśli mówię o dwuznaczności, to raczej mam na myśli
      reakcję niektórych moich niewierzących przyjaciół, którzy czują się obrażeni
      przez język takich zwrotów jak: "Tradycyjnie chrześcijańskie społeczeństwa
      Europy żyją tak, jak by Boga nie było". Odbierają to tak: skoro ja jestem
      niewierzący, to automatycznie muszę być gorszy.
      K: A co z misjonarzami? Ja sie ich zadania maja do owego "dialogu"?
      Czemu niewierzacy sa wciaz obrazani na ramach tego forum?
      Uwazani wrecz za zboczencow czy tez zwierzeta?

      - Pionierski dialog ks. Tischnera z Michnikiem i dialog, który ksiądz prowadził
      na łamach redagowanego przez siebie do niedawna kwartalnika krakowskich
      jezuitów "Życie Duchowe". Ale tak obiecująca rozmowa ludzi Kościoła z
      niewierzącymi to raczej wyjątek. Czy w Polsce nie ma w ogóle tradycji dialogu
      wierzący-niewierzący?
      - I tak, i nie. Mamy znakomite tradycje, choćby księdza Kłusaka, który spierał
      się z marksistami. Mamy ojca Tadeusza Ślipkę, mojego współbrata, był Tischner z
      jego książką "Polski kształt dialogu". Są więc precedensy. Reprezentowali oni,
      poniekąd, swoje środowiska. Kłusak - Seminarium Krakowskie, Ślipko - ATK. To
      nie były przypadkowe inicjatywy. Powiedziałbym jednak, że nie mamy w tym
      treningu. To jest duży problem. Ja swoją formację zakonną odbywałem równolegle
      ze studiami uniwersyteckimi, gdzie niewierzący są czymś normalnym. Podobnie
      było z zainteresowaniami literaturą. Gombrowicz, Lem czy nawet Kafka.
      K: Lem jakby sie zaczal "nawracac" na starosc... :)

      - To wszystko niewierzący...
      - No właśnie. Impuls do tego dialogu otrzymałem ze strony współczesnej
      humanistyki. Pytanie brzmi, ilu księży interesuje się tą literaturą, na ile
      postrzegają to jako ważną część naszego obecnego doświadczenia.
      - Zacytuję wydaną przez księdza książkę "Co nas łączy? - dialog z
      niewierzącymi", którą wstępem opatrzył Leszek Kołakowski i która zawiera m.in.
      dyskusje i polemiki prowadzone elektronicznie między księdzem profesorem a
      wybitnymi "niedowiarkami", m.in. prof. Janem Woleńskim i Stanisławem Lemem.
      Kołakowski napisał: "Wiara jest prawomocna. Niewiara jest prawomocna. Nie są to
      jednak dwa sprzeczne wzajem korpusy doktrynalne, dwa zbiory twierdzeń, ale
      raczej przeciwstawne postawy umysłowe i moralne. Mniemam, że obie są potrzebne
      naszej kulturze". Mogę to, zapewne, potraktować jako założenie programowe tego
      zbioru polemik?
      K: A co z esejem Lema "Wiara i wiedza" (Faith and Knowledge)
      w: "Bez Dogmatu" Nr. 36
      www.medianet.pl/~kip/lem36.htm
      Subject: Conflict between religion (faith) and science (knowledge).

      - Nie ukrywam, że bardzo jestem dumny z tej przedmowy Leszka Kołakowskiego, bo
      przecież w Polsce nikt jak on właśnie miał prawo i kompetencje do napisania
      tego tekstu.
      K: Oj mial. Kolakowski, czolowy Stalinista, ktory w latach 1950tych
      atakowal niemarksistow, a nawet umiarkowanych marksistow za niedosc
      enuzjastyczne pochwaly tow. Stalina. Kolakowski to czlowiek-choragiewka.
      Poglady zmienia jak rekawiczki. Godny mistrz dla Obirka...

      Czy jest programowy? I tak, i nie. Tak, bo odpowiada ogólnemu
      założeniu wzajemnego szacunku do siebie wierzących i niewierzących, ale
      jednocześnie brak w nim jednoznacznej deklaracji, która jest obecna w tekstach
      pomieszczonych w naszym tomie. Inaczej mówiąc, Leszek Kołakowski nie
      zdeklarował się, po której właściwie stoi stronie.
      K: Po stronie wladzy i pieniedzy! Zawsze i wszedzie!

      • Gość: Kagan Re: Inny Kościół CD IP: *.vic.bigpond.net.au 20.06.02, 17:08
        Dialog z prawosławiem to wielka porażka tego pontyfikatu
        - Przejdźmy do dialogu z wyznawcami innych religii. Wynikłe w znacznej mierze z
        niezrozumienia, o co w istocie chodzi, poruszenie polskiej opinii publicznej
        wywołała sprawa niewpuszczenia przez władze rosyjskie biskupa Mazura z powrotem
        do jego diecezji na Syberii. Była to inicjatywa moskiewskiego patriarchatu
        prawosławnego. Ale oto podczas podróży papieża do Bułgarii w maju tego roku
        Kościół prawosławny, po tylu staraniach Jana Pawła II, właściwie po raz
        pierwszy wyszedł naprzeciw jego wezwaniom do dialogu.

        - Dialog z prawosławiem to wielka porażka tego pontyfikatu. Tak to trzeba na
        pewno ująć i jest to źródło jeśli nie frustracji, to wielkiego bólu papieża.
        K: Myslalem, ze boli go kolano... ;)

        Dialog z Żydami wychodzi bardzo dobrze.
        K: Jak zydowi z zydem... :)

        Z islamem, przynajmniej na szczytach, z buddyzmem nawet, z dalajlamą itd., to
        wszystko się jakoś dobrze układa. A tutaj papież napotykał mur. Zwłaszcza ze
        strony Cerkwi moskiewskiej. I oto nagle się okazuje, że ten dialog jest
        możliwy, bo z ust przeora Rylskiego Monastyru w Bułgarii padają pamiętne już
        dzisiaj słowa o murach wzniesionych przez ludzi,
        które "nie sięgają nieba" i które "ludzie mogą obalić".
        K: A dialog z protestantami? Nawet prosta wspolna modlitwa glowy kosciola kat.
        i glowy kosciola anglikanskiego (JKM Elzbiety II) NIE mogla dojsc do skutku...
        Po tym, jak papiez oglosil te koscioly jako "nieprawdziwe"... :)

        Mówi się: papież naucza. Ale on się też dużo uczy. I te trudności z
        prawosławiem to wielka lekcja pokory. Uświadamiają i papieżowi, i Rzymowi, że
        to nie chodzi o to, iż ja chcę prowadzić dialog, że ja chcę zbliżenia. Ale że
        są pewne warunki, które stawia druga strona i których nie można pomijać. Nie
        wolno widzieć tylko złej woli. Myślę, że prawosławie sformułowało taki punkt
        widzenia: dobrze, jedność jest marzeniem nas wszystkich, ale nie ustalajcie
        reguł gry. Zobaczcie, czy tutaj partner nie ma czegoś do powiedzenia
        K: No comment!
    • Gość: Dzik Re: Inny Kościół IP: *.pse.pl 20.06.02, 17:50
      dixi13 napisał(a):

      > To nie było tak, że Moskwa nagle przestała lubić
      > polskiego biskupa. Po prostu Watykan popełnił błąd.
      > Nie biskup Mazur, lecz dyplomacja watykańska.
      > Nieopatrznie posługiwała się nomenklaturą sprzed
      > rewolucji czy sprzed II wojny światowej, nazywając
      > prefekturę kościelną na południowym Sachalinie japońską
      > nazwą "prefektury Karafuto". To jest tak, jakby dziś
      > biskup czy nuncjusz powiedział zamiast Gdańsk - Danzig.
      > Oczywiste, że Rosjan to rozsierdziło.

      to nie tak oczywiste.

      po pierwsze,
      o ile wiem zatrzymanie biskupa nastąpiło już po (!)
      zmianie nazwy prefektury na akceptowaną przez Moskwę.
      po wyjaśnieniu sprawy można było biskupa wpuścić.
      po drugie,
      Sachali jest terytorium Japonii okupowanym od 1945 przez
      Rosję i uznanie go za teren Rosji może się spotkać
      z protestem władz Japonii. Postępując jak Rosja, w
      obecnej sytuacji Japonia mogłaby nie wpuścić biskupa
      Mazura jako wysłannika Watykanu.
      Tak żle i tak niedobrze.
      A polskość Gdańska nie jest przez Niemcy podważana.

      Uważam, że cała sprawa jest obroną pozycji przez kośćiół
      prawosławny, który tak widać czuje się niepewny, że
      protestuje już nawet przeciwko telekonferencjom papieża.

      >
      >
      > ROZMOWA Z KS. PROF. STANISŁAWEM OBIRKIEM SJ
      >
      > - Jak by ojciec profesor zdefiniował stosunek Jana
      > Pawła II do niewierzących?
      >
      > - Od paru lat się nad tym zastanawiam i tutaj wkład
      > Ojca Świętego oceniam jako nieco dwuznaczny. [...]
      > Jeśli mówię o dwuznaczności, to raczej mam na myśli
      > reakcję niektórych moich niewierzących przyjaciół,
      > którzy czują się obrażeni przez język takich zwrotów
      > jak: "Tradycyjnie chrześcijańskie społeczeństwa
      > Europy żyją tak, jak by Boga nie było". Odbierają to
      > tak: skoro ja jestem niewierzący, to automatycznie
      > muszę być gorszy.
      >
      e,
      trudno się zgodzić z ojcem profesorem lub opinią
      którą powtórzył.
      Dlaczego zdanie:
      "Tradycyjnie chrześcijańskie społeczeństwa Europy żyją
      tak, jak by Boga nie było".
      ma być obraźliwe i to właśnie dla niewierzących ?
      Z której cżęści tego zdania wynika, że niewierzący
      automatycznie muszą być gorsi ?

      Szkoda, że osoba prowadząca wywiad nawet tego nie
      skomentowała.
      Przecież faktem jest, że większość społeczeństw Europy
      jest tradycyjnie chrześcijańska i nie ma w tym
      stwierdzeniu niczego obraźliwego dla niechrzęścijan.
      Faktem jest też, że społeczeństwa Europy żyją dziś tak
      jakby Boga nie było. Nie chcą Go nawet w konstytucji
      Europy.
      Ale to wszystko nie jest obraźliwe dla niewierzących.
      To jest raczej oskarżenie osób wierząacych (!), do nich
      głownie adresowane. To oni powinni się zastanowić jakie
      jest dziś miejsce i rola Boga w ich życiu społecznym.
      W imię tolerancji i postępu zgodzono się, że Bóg jest
      sprawą prywatną. Krzyż, tak, byle w domu po kryjomu.
      Stanowczo nie zgadzam się z ojcem profesorem,
      i dziwię się, że to powiedział.

      Jako wierzący coraz częściej czuję się w tej Europie
      gorszy, jakiś taki niedzisiejszy i głupi, z tymi swoimi
      "wartościami" i zasadami - nie kradnij, nie cudzołóż,
      nie pożądaj, nie kłam.
      To mnie nie wolno wyrażać publicznie moich przekonań bo
      'nie wypada'.

      Dalszy ciąg wywiadu ojca profesora SJ skomentuję starą
      anegdotą.
      Jest kilka rzeczy, o których nawet sam Pan Bóg nie wie,
      między nimi: ile jest żeńskich zakonów i co myślą Jezuci.

      • Gość: Dr.KrisK To chyba nie tak... IP: *.eng.fsu.edu 20.06.02, 18:55
        Gość portalu: Dzik napisał(a):


        > W imię tolerancji i postępu zgodzono się, że Bóg jest
        > sprawą prywatną. Krzyż, tak, byle w domu po kryjomu.
        A czy nie sądzisz, że wiara/światopogląd (czy jak to nazwiesz) są prywatną sprawą
        pojedynczego człowieka? Bóg jest sprawą prywatną! "Prywatnie" rodzimy się i
        umieramy, prywatnie żyjemy. Dla mnie wszystkie kościoły i wyznania sa jedynie
        protezą mającą uprościć kontakty czlowieka z Bogiem, i nie maja nic wspólnego z
        wiarą.
        No i dlaczego "w domu po kryjomu"? Czy to źle, czy dom jest gorszym miejscem na
        manifestację wiary niz Urząd Pocztowy w Bolejewie? Ja myślę, że znacznie lepszym!
        Zwlaszcza że obaj listonosze to pijaki, biją żony, panienka od paczek zdradza
        męża, itp., itd.

        >
        > Jako wierzący coraz częściej czuję się w tej Europie
        > gorszy, jakiś taki niedzisiejszy i głupi, z tymi swoimi
        > "wartościami" i zasadami - nie kradnij, nie cudzołóż,
        > nie pożądaj, nie kłam.
        > To mnie nie wolno wyrażać publicznie moich przekonań bo
        > 'nie wypada'.
        >
        A tu mnie Dziku miły zastrzeliłeś! Jak to "nie wypada"? Czy naprawdę czujesz
        jakąś presję, która stawia wierzących w gorszej pozycji? Czy twoje przekonania
        potrzebują społecznej akceptacji? Zresztą ja mógłbym napisać to samo, to są
        również moje wartości (choć czasem pożądam.. ale bez narzucania się!), choć
        raczej na codzień nie myślę o Bogu.
        Oj coś płaczliwy jesteś, jak na Duże Silne Zwierze Leśne.
        Pozdrawiam serdecznie
        KrisK
        • Gość: Dzik Re: To chyba nie tak... IP: *.pse.pl 21.06.02, 12:25
          Gość portalu:
          Dzik napisał(a):
          W imię tolerancji i postępu zgodzono się, że Bóg jest
          sprawą prywatną. Krzyż, tak, byle w domu po kryjomu.

          KrisK:
          A czy nie sądzisz, że wiara/światopogląd (czy jak to
          nazwiesz) są prywatną sprawą pojedynczego człowieka ?
          Bóg jest sprawą prywatną !
          "Prywatnie" rodzimy się i umieramy, prywatnie żyjemy.

          Dzik:
          Relacje z Bogiem są rzeczywiście prywatne i dużo
          bardziej intymne niż z ludźmi. To nasza prywatna
          sprawa. Dlatego nigdy nikogo nie pytam czy jest
          wierzący ? Ludzi sądzę po słowach i czynach a nie
          stosunku do Boga. Znam wielu deklarujących się jako
          wierzący, którzy zachowują się jak niewierzący i wielu
          'niewierząch', którzy mogliby być z powodzeniem
          uczniami Chrystusa.
          Umieszczanie Boga na transparentach partii
          politycznych, hasła typu "Gott mit uns", uważam za
          świętokradcze i bluźniercze.
          Tak, ale chodziło mi o to na ile zmienił się świat w
          tym względzie. Kiedyś rzeczą normalną, która nie
          budziła niczyjej agresji, było stawianie krzyża na
          rozstajach dróg lub kapliczki z frasobliwym Chrystusem
          przy drodze.
          A wyobrażasz sobie dziś dyskusję w samorządzie na ten
          temat ? Ile by było protestów, że to kosztuje i narusza
          neutralność światopoglądową.
          Odnoszę wrażenie, że już sam widok krzyża przeszkadza
          wielu Polakom prawie tak jak Żydom. Nigdy nie zapomnę
          słów naczelnego rabina Polski, że krzyż jest dla Żydów
          znakiem obrazy i już sam jego widok powinien na zawsze
          zniknąć z terenu oświęcimskiej żwirowni. I nie ważne,
          że są tam pochowani katolicy. A przecież dobrze
          rozumiany krzyż łagodzi obyczaje. Nie jest znakiem
          agresji. Dla chrześcijan jest znakiem nadziei.
          A ja tego wszystkiego nie rozumiem, bo nie przeszkadza
          mi ani gwiazda Dawida ani półksiężyc - przynajmniej tak
          długo jak długo nikt mi nie każe oddawać pokłonów
          Allahowi czy Mahometowi.

          KrisK:
          Dla mnie wszystkie kościoły i wyznania sa jedynie
          protezą mającą uprościć kontakty czlowieka z Bogiem,
          i nie maja nic wspólnego z wiarą.

          Dzik:
          teza, że kościoły i wyznania nie mają nic wspólnego z
          wiarą jest mocno ryzykowna i kontrowersyjna.
          Oczywiście można wierzyć nie chodząc do kościoła, ale
          czy kościół bez wiary ma religijny sens ? Być może są
          takie kościoły, w których chodzi wyłącznie o
          wykorzystanie łatwowiernych ludzi (jakaś sekta Moona
          czy t.p.) ale i te bez tej łatwej wiary nie mogłyby
          istnieć.

          KrisK:
          No i dlaczego "w domu po kryjomu"? Czy to źle, czy dom
          jest gorszym miejscem na manifestację wiary niz Urząd
          Pocztowy w Bolejewie? Ja myślę, że znacznie lepszym!
          Zwlaszcza że obaj listonosze to pijaki, biją żony,
          panienka od paczek zdradza męża, itp., itd.

          Dzik:
          UP w Bolejewie ? Dlaczego właśnie w Bolejewie ? Ani UP
          ani nawet pełne kościoły nie są najlepszym miejscem na
          rozmowę z Bogiem. Lepszy może być spokojny dom, a
          najlepsze brzeg morza lub jakiś pierwszy lepszy szczyt
          niekoniecznie powyżej 1000 m nad poziom tego morza.
          Najbliżej Boga jesteśmy w samotności lub radości.
          W cierpieniu. Można Go zobaczyć nawet w oczach małego
          dziecka. A niektórzy mówią, że Go nigdzie nie ma.

          -----

          Dzik:
          Jako wierzący coraz częściej czuję się w tej Europie
          gorszy, jakiś taki niedzisiejszy i głupi, z tymi swoimi
          "wartościami" i zasadami - nie kradnij, nie cudzołóż,
          nie pożądaj, nie kłam. To mnie nie wolno wyrażać
          publicznie moich przekonań bo 'nie wypada'.

          KrisK:
          A tu mnie Dziku miły zastrzeliłeś! Jak to "nie wypada"?
          Czy naprawdę czujesz jakąś presję, która stawia
          wierzących w gorszej pozycji? Czy twoje przekonania
          potrzebują społecznej akceptacji?

          Dzik:
          Nie jest tu najważniejsze czy wierzę w Boga, bo problem
          dotyczy wszystkich ludzi którzy jeszcze wierzą w jakieś
          zasady (!). Presja, o której piszesz dotyczy po prostu
          wszystkich ludzi przyzwoitych.
          Przesadziłem, że nie wolno mi wyrażać przekonań.
          Chwilowo wolno. Ale wspominanie w obecności wielu
          biznesmenów czy polityków przykazania 'nie kradnij'
          jest powiedzmy ryzykowne, bo duża szansa, że potraktują
          to jak oskarżenie.
          Wiesz w domu powieszonego nie rozmawia się o stryczku.
          Moje przekonania nie potrzebują akceptacji, chciałbym
          jedynie by były może bardziej popularne.
          Słowa takie jak przywoitość czy honor wychodzą z
          użycia, budzą uśmiech politowania.
          Nawet w tzw dobrym towarzystwie częściej usłyszysz
          słowo 'kurwa' niż 'honor'.
          Honor to śmieszne, co to w ogóle jest ???
          Ojczyzna ? - "postaw sukna".

          Kiedyś człowiek honorowy (a był taki gatunek)
          przyłapany na kłamstwie mógł sobie strzelić w łeb, dziś
          kłamią politycy, kłamią dziennikarze, kłamią uczeni,
          kłamią biskupi i nic !
          Najczęściej żadnych (ziemskich) konsekwencji !!!
          To czasem wręcz sposób na robienie kariery.
          W końcu nikt już nie wie co jest prawdą a co nie.
          A przecież stosunki między ludźmi między firmami,
          między państwami trzeba budować na prawdzie !

          Z mediów i kolorowej - wysoko nakładowej - prasy możemy
          się dowiedzieć kto z kim, ile razy i za ile.
          Dowiadujemy się o kolejnych ślubach jakiejś tam
          artystki czy artysty. Przecież to paranoja ! Ktoś komuś
          ślubuje miłość i wierność, a po może miesiącu może roku
          stwierdza, że to pomyłka, rozwód i dalej, nic się nie
          stało, może jakiś problem z podziałem majątku, bardzo
          fajnie, temat na kolejny artykulik, następny(a) proszę.
          W telewizyjnym reality show młodzi ludzie postanawiają
          wziąć oraz biorą (!) ślub na oczach zidiociałej widowni
          i mamy mocne podstawy do podejrzeń, że chodzi o
          oglądalność - o kasę.
          Kusi nas życie łatwe i przyjemne.
          'Nie stać nas' na dziecko ? - no problem - skrobanka.
          Chora ciotka a może nawet matka staruszka ? - no
          problem - dom starców lub eutanazja.
          'Przygoda bez miłości' i 'wszystko na sprzedaż'.

          To wszystko jest nieprzyzwoite !!!
          Przecież to upadek obyczajów a jestem pewien że wiele
          osób nawet na tym Forum powie, że nie mam racji.

          Takie tempora taki mores.

          >
          Krisk:
          Zresztą ja mógłbym napisać to samo, to są również moje
          wartości (choć czasem pożądam.. ale bez narzucania
          się!), choć raczej na codzień nie myślę o Bogu.

          Dzik:
          Ważne że On myśli o nas.
          Ale to co piszę ma mam nadzieję sens uniwersalny.

          KrisK:
          Oj coś płaczliwy jesteś, jak na Duże Silne Zwierze
          Leśne.

          Dzik:
          coś mi wpadło do oka.
          i nie była to żadna
          pożądana lub niepożądana,
          porządna lub nieporządna loszka
          ale kropla goryczy.

          Pozdrawiam
          serdecznie
          • Gość: Dr.KrisK Oj, panie Dziku.. IP: *.eng.fsu.edu 22.06.02, 02:35
            Coś widzę, że się w tobie żal jakiś przelewa. Rozumiem, bo ja też wolałbym, żeby
            było inaczej - mądrzej, uczciwiej, lepiej. A przecież nie trzeba do tego
            pieniędzy, specjalnych środków: wystarczyłoby trochę dobrej woli, empatii,
            altruizmu, czy jak to tam nazwać. Ale do rzeczy, bo przecież nie jesteśmy tu aby
            sobie dusery prawić, jeno po łydkach się kąsać!

            > Dzik:
            > Relacje z Bogiem są rzeczywiście prywatne i dużo
            > bardziej intymne niż z ludźmi. To nasza prywatna
            > sprawa. Dlatego nigdy nikogo nie pytam czy jest
            > wierzący ? Ludzi sądzę po słowach i czynach a nie
            > stosunku do Boga. Znam wielu deklarujących się jako
            > wierzący, którzy zachowują się jak niewierzący i wielu
            > 'niewierząch', którzy mogliby być z powodzeniem
            > uczniami Chrystusa.
            > Umieszczanie Boga na transparentach partii
            > politycznych, hasła typu "Gott mit uns", uważam za
            > świętokradcze i bluźniercze.
            Podpisuję się pod tym obiema rękami.

            > Tak, ale chodziło mi o to na ile zmienił się świat w
            > tym względzie. Kiedyś rzeczą normalną, która nie
            > budziła niczyjej agresji, było stawianie krzyża na
            > rozstajach dróg lub kapliczki z frasobliwym Chrystusem
            > przy drodze.
            > A wyobrażasz sobie dziś dyskusję w samorządzie na ten
            > temat ? Ile by było protestów, że to kosztuje i narusza
            > neutralność światopoglądową.
            > Odnoszę wrażenie, że już sam widok krzyża przeszkadza
            > wielu Polakom prawie tak jak Żydom. Nigdy nie zapomnę
            > słów naczelnego rabina Polski, że krzyż jest dla Żydów
            > znakiem obrazy i już sam jego widok powinien na zawsze
            > zniknąć z terenu oświęcimskiej żwirowni. I nie ważne,
            > że są tam pochowani katolicy. A przecież dobrze
            > rozumiany krzyż łagodzi obyczaje. Nie jest znakiem
            > agresji. Dla chrześcijan jest znakiem nadziei.
            > A ja tego wszystkiego nie rozumiem, bo nie przeszkadza
            > mi ani gwiazda Dawida ani półksiężyc - przynajmniej tak
            > długo jak długo nikt mi nie każe oddawać pokłonów
            > Allahowi czy Mahometowi.
            Mnie też to nie przeszkadza. W sprawie żwirowiska uważam, że ani środowiska
            żydowskie, ani tzw."obrońcy krzyża" nie zachowali się odpowiednio. Nie godzi się
            robić jarmarku idei w miejscu zbrodni. Właściwa jest cisza i modlitwa, a nie
            wrzaski. Ale myślę, że tobie również metody Świtonia nie odpowiadają...



            > teza, że kościoły i wyznania nie mają nic wspólnego z
            > wiarą jest mocno ryzykowna i kontrowersyjna.
            Może źle to napisałem - według mnie jednak ograniczanie wiary do kościołów i
            wyznań jest niesłuszne. Jeżeli interesuje cię mój pogląd w sprawie wiary i Boga,
            to chętnie spróbuje ci to wyłuszczyć, ale nie chciałbym cię nudzić.


            > UP w Bolejewie ? Dlaczego właśnie w Bolejewie ? Ani UP
            > ani nawet pełne kościoły nie są najlepszym miejscem na
            > rozmowę z Bogiem. Lepszy może być spokojny dom, a
            > najlepsze brzeg morza lub jakiś pierwszy lepszy szczyt
            > niekoniecznie powyżej 1000 m nad poziom tego morza.
            > Najbliżej Boga jesteśmy w samotności lub radości.
            > W cierpieniu. Można Go zobaczyć nawet w oczach małego
            > dziecka. A niektórzy mówią, że Go nigdzie nie ma.
            Według mnie Bóg może jednocześnie istnieć i nie! Tak więc logiczna odpowiedź na
            głupie pytanie "czy Bog może stworzyć kamień, którego sam nie podniesie" brzmi -
            oczywiście!!

            > Jako wierzący coraz częściej czuję się w tej Europie
            > gorszy, jakiś taki niedzisiejszy i głupi, z tymi swoimi
            > "wartościami" i zasadami - nie kradnij, nie cudzołóż,
            > nie pożądaj, nie kłam. To mnie nie wolno wyrażać
            > publicznie moich przekonań bo 'nie wypada'.
            Nie tylko ty - ale ja się tak chyba nie przejmuję. Zresztą nie sądze aby te
            wartości były kiedykolwiek bardzo przestrzegane. To po prostu teraz przestaliśmy
            się okłamywać. No bo jak można było próbowac z ludzi robić mydło, to co warta
            jest nasza moralność i zasady? Wiek XX ukatrupił ostatecznie naszą wątłą wiarę w
            człowieka. No bo jak to - przez kilka lat mordujemy się na wszystkie mozliwe
            sposoby, bez litości, a potem troche posprzątamy, pochowamy zabitych i znowu
            słuchamy Bacha? To nie takie proste..

            > Takie tempora taki mores.
            No tak. Ale trzeba trzymac fason, żeby bigbrothery nie myśleli że nas wszystkich
            mają w garści.

            > Pozdrawiam
            > serdecznie
            Ja tez wzajemnie.
            KrisK

            • Gość: Dzik Re: Oj, panie dziejku ... IP: *.pse.pl 24.06.02, 12:11
              Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):


              > > Takie tempora taki mores.
              > No tak. Ale trzeba trzymac fason, żeby bigbrothery nie
              > myśleli że nas wszystkich mają w garści.

              no to tak trzymać




        • dixi13 Re: To chyba nie tak... 22.06.02, 00:02
          Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

          > Gość portalu: Dzik napisał(a):
          >
          >
          > > W imię tolerancji i postępu zgodzono się, że Bóg jest
          > > sprawą prywatną. Krzyż, tak, byle w domu po kryjomu.
          > A czy nie sądzisz, że wiara/światopogląd (czy jak to nazwiesz) są prywatną spra
          > wą
          > pojedynczego człowieka? Bóg jest sprawą prywatną! "Prywatnie" rodzimy się i
          > umieramy, prywatnie żyjemy. Dla mnie wszystkie kościoły i wyznania sa jedynie
          > protezą mającą uprościć kontakty czlowieka z Bogiem, i nie maja nic wspólnego z
          >
          > wiarą.
          > No i dlaczego "w domu po kryjomu"? Czy to źle, czy dom jest gorszym miejscem na
          >
          > manifestację wiary niz Urząd Pocztowy w Bolejewie? Ja myślę, że znacznie lepszy
          > m!
          > Zwlaszcza że obaj listonosze to pijaki, biją żony, panienka od paczek zdradza
          > męża, itp., itd.
          >
          > >
          > > Jako wierzący coraz częściej czuję się w tej Europie
          > > gorszy, jakiś taki niedzisiejszy i głupi, z tymi swoimi
          > > "wartościami" i zasadami - nie kradnij, nie cudzołóż,
          > > nie pożądaj, nie kłam.
          > > To mnie nie wolno wyrażać publicznie moich przekonań bo
          > > 'nie wypada'.
          > >
          > A tu mnie Dziku miły zastrzeliłeś! Jak to "nie wypada"? Czy naprawdę czujesz
          > jakąś presję, która stawia wierzących w gorszej pozycji? Czy twoje przekonania
          > potrzebują społecznej akceptacji? Zresztą ja mógłbym napisać to samo, to są
          > również moje wartości (choć czasem pożądam.. ale bez narzucania się!), choć
          > raczej na codzień nie myślę o Bogu.
          > Oj coś płaczliwy jesteś, jak na Duże Silne Zwierze Leśne.
          > Pozdrawiam serdecznie
          > KrisK
          ===========================================
          Doktorze KrisK, Dzik, w odróżnieniu od zidiociałego Oszoloma budzi mój szacunek
          za wyważone słowa. Insekty oszołomopodobne należy niszczyć.
          Chociaż z innej strony rzecz traktując- "...bardzo lubię jak ludzie bałwanieją do
          kwadratu" J.Hasek

          • Gość: Dr.KrisK Re: To chyba nie tak... IP: *.eng.fsu.edu 22.06.02, 01:51
            No - też go lubię, tego Dzika (Dziku, jak czytasz, to przestań, bo jeszcze ci
            się w głowie przewróci, a szkoda by było).
            Tak w ogóle, to mi żal ludzi głęboko wierzących: wystawieni są na cięzkie
            próby. Z jednej strony ich własny Kościół funduje im jakieś Rydzyki, z drugiej
            strony są obiektem niewybrednych drwin jakiś antykościelnych przygłupów (np.
            byt o nazwie Pipin-2, albo nieszczęsny Kagan). I choć się z nimi nie zgadzam w
            wielu sprawach, nie przeszkadza mi to przyjaźnić się z nimi (nawet jest
            ciekawiej, jak się czasem posprzeczamy trochę).
            A Oszołek - toż to przecież kolejne wcielenie GMR-a, który niezadowolony z
            własnej osobowości, wciela się a to w Oszołoma,a to w Skina, a to jeszcze w
            inne postaci. Dlatego z nim nie gadam.
            Pozdrawiam
            KrisK
            • dixi13 Re: To chyba nie tak... 22.06.02, 23:19
              Gość portalu: Dr.KrisK napisał(a):

              > No - też go lubię, tego Dzika (Dziku, jak czytasz, to przestań, bo jeszcze ci
              > się w głowie przewróci, a szkoda by było).
              > Tak w ogóle, to mi żal ludzi głęboko wierzących: wystawieni są na cięzkie
              > próby. Z jednej strony ich własny Kościół funduje im jakieś Rydzyki, z drugiej
              > strony są obiektem niewybrednych drwin jakiś antykościelnych przygłupów (np.
              > byt o nazwie Pipin-2, albo nieszczęsny Kagan). I choć się z nimi nie zgadzam w
              > wielu sprawach, nie przeszkadza mi to przyjaźnić się z nimi (nawet jest
              > ciekawiej, jak się czasem posprzeczamy trochę).
              > A Oszołek - toż to przecież kolejne wcielenie GMR-a, który niezadowolony z
              > własnej osobowości, wciela się a to w Oszołoma,a to w Skina, a to jeszcze w
              > inne postaci. Dlatego z nim nie gadam.
              > Pozdrawiam
              > KrisK

              =============================================
              Widzę, że mamy podobne spojrzenia na wiele spraw. To cieszy, boć to jakowyś
              wyjątek na tym forum. A jak waćpan znajdujesz?
              Pozdrowienia
              Dixi13
              • Gość: Dr.KrisK Re: To chyba nie tak... IP: *.eng.fsu.edu 23.06.02, 02:20
                Znajduję podobnie i kłaniam waszeci!
                KrisK - Doctorus Sarmatiae
    • Gość: mariusz do panow : Dzik, Dr.KrisK, dixi 13 IP: *.reykir.is 24.06.02, 21:35
      Panowie,
      Jestem zaskoczony, oczywiscie pozytywnie:)
      Rozne poglady, ale jak budujaca, rzeczowa i taktowna rozmowa.
      Po lekturze takiej wymiany pogladow, swiat wydal sie ciutke lepszy:)

      jam blizej pogladow Dzika,
      alem tez krytyczny wobec Kosciola jako strukturze

      Pozdrawiam serdecznie
      Mariusz
      • Gość: Dzik Re: do mariusza IP: *.pse.pl 25.06.02, 08:04
        Gość portalu: mariusz napisał(a):

        > Panowie,
        > Jestem zaskoczony, oczywiscie pozytywnie:)
        > Rozne poglady, ale jak budujaca, rzeczowa i taktowna
        > rozmowa.

        takie to właśnie marne czasy, że zwykła wymiana myśli (!)
        a nie inwektyw czy głupot, że wzajemny szacunek i
        otwartość na rozmowę może znienacka zaskoczyć.
        zapraszam do udziału w takim nieformalnym wirtualnym
        kółku dyskusyjnym, do rozmowy na dowolnie wybrany temat,
        "na dowolnie wybranym boku".

        kółko, by nie stało się graniaste i czterokanciaste,
        powinno być elitarne tj. zamknięte przed osobnikami typu
        Kagan, skin, kraken, czy palme (cytuję z pamięci,
        przepraszam tych, których pominąłem).

        > Po lekturze takiej wymiany pogladow, swiat wydal sie
        > ciutke lepszy:)

        :-)
        "świat nie jest taki zły,
        świat nie jest taki zły,..."

        czasem z ludzmi gorzej.

        >
        > jam blizej pogladow Dzika,

        ja też !

        > alem tez krytyczny wobec Kosciola jako strukturze

        ja też !

        >
        > Pozdrawiam serdecznie
        > Mariusz

        wzajemnie
        Andrzej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka