dixi13
19.06.02, 22:58
Jakże różny od Kościoła Oszołomowego.
Bądźmy wstrzemięźliwi w ocenie ludzi
Z rezerwą odnoszę się do potępień en bloc, jakie zdarzają się czasem polskim
hierarchom wobec społeczeństwa
To nie było tak, że Moskwa nagle przestała lubić polskiego biskupa. Po prostu
Watykan popełnił błąd. Nie biskup Mazur, lecz dyplomacja watykańska.
Nieopatrznie posługiwała się nomenklaturą sprzed rewolucji czy sprzed II wojny
światowej, nazywając prefekturę kościelną na południowym Sachalinie japońską
nazwą "prefektury Karafuto". To jest tak, jakby dziś biskup czy nuncjusz
powiedział zamiast Gdańsk - Danzig. Oczywiste, że Rosjan to rozsierdziło.
ROZMOWA Z KS. PROF. STANISŁAWEM OBIRKIEM SJ
- Jak by ojciec profesor zdefiniował stosunek Jana Pawła II do niewierzących?
- Od paru lat się nad tym zastanawiam i tutaj wkład Ojca Świętego oceniam jako
nieco dwuznaczny. Papież co roku zaprasza na słynne spotkania w Castel Gandolfo
ludzi, stosując jako jedyne kryterium doboru kompetencję. Stworzył Papieską
Radę Społeczną, do której również dobierał ludzi według jedynego kryterium: ich
autorytetu. Celem działania Kongregacji ds. Kultury, której szefuje przyjaciel
papieża, francuski kardynał Paul Poupard, jest także zbliżenie do
niewierzących. Jest to jednoznaczne, pozytywne wyjście do niewierzących i próba
zrozumienia tego świata. Jeśli mówię o dwuznaczności, to raczej mam na myśli
reakcję niektórych moich niewierzących przyjaciół, którzy czują się obrażeni
przez język takich zwrotów jak: "Tradycyjnie chrześcijańskie społeczeństwa
Europy żyją tak, jak by Boga nie było". Odbierają to tak: skoro ja jestem
niewierzący, to automatycznie muszę być gorszy.
- Pionierski dialog ks. Tischnera z Michnikiem i dialog, który ksiądz prowadził
na łamach redagowanego przez siebie do niedawna kwartalnika krakowskich
jezuitów "Życie Duchowe". Ale tak obiecująca rozmowa ludzi Kościoła z
niewierzącymi to raczej wyjątek. Czy w Polsce nie ma w ogóle tradycji dialogu
wierzący-niewierzący?
- I tak, i nie. Mamy znakomite tradycje, choćby księdza Kłusaka, który spierał
się z marksistami. Mamy ojca Tadeusza Ślipkę, mojego współbrata, był Tischner z
jego książką "Polski kształt dialogu". Są więc precedensy. Reprezentowali oni,
poniekąd, swoje środowiska. Kłusak - Seminarium Krakowskie, Ślipko - ATK. To
nie były przypadkowe inicjatywy. Powiedziałbym jednak, że nie mamy w tym
treningu. To jest duży problem. Ja swoją formację zakonną odbywałem równolegle
ze studiami uniwersyteckimi, gdzie niewierzący są czymś normalnym. Podobnie
było z zainteresowaniami literaturą. Gombrowicz, Lem czy nawet Kafka.
- To wszystko niewierzący...
- No właśnie. Impuls do tego dialogu otrzymałem ze strony współczesnej
humanistyki. Pytanie brzmi, ilu księży interesuje się tą literaturą, na ile
postrzegają to jako ważną część naszego obecnego doświadczenia.
- Zacytuję wydaną przez księdza książkę "Co nas łączy? - dialog z
niewierzącymi", którą wstępem opatrzył Leszek Kołakowski i która zawiera m.in.
dyskusje i polemiki prowadzone elektronicznie między księdzem profesorem a
wybitnymi "niedowiarkami", m.in. prof. Janem Woleńskim i Stanisławem Lemem.
Kołakowski napisał: "Wiara jest prawomocna. Niewiara jest prawomocna. Nie są to
jednak dwa sprzeczne wzajem korpusy doktrynalne, dwa zbiory twierdzeń, ale
raczej przeciwstawne postawy umysłowe i moralne. Mniemam, że obie są potrzebne
naszej kulturze". Mogę to, zapewne, potraktować jako założenie programowe tego
zbioru polemik?
- Nie ukrywam, że bardzo jestem dumny z tej przedmowy Leszka Kołakowskiego, bo
przecież w Polsce nikt jak on właśnie miał prawo i kompetencje do napisania
tego tekstu. Czy jest programowy? I tak, i nie. Tak, bo odpowiada ogólnemu
założeniu wzajemnego szacunku do siebie wierzących i niewierzących, ale
jednocześnie brak w nim jednoznacznej deklaracji, która jest obecna w tekstach
pomieszczonych w naszym tomie. Inaczej mówiąc, Leszek Kołakowski nie
zdeklarował się, po której właściwie stoi stronie.
Dialog z prawosławiem to wielka porażka tego pontyfikatu
- Przejdźmy do dialogu z wyznawcami innych religii. Wynikłe w znacznej mierze z
niezrozumienia, o co w istocie chodzi, poruszenie polskiej opinii publicznej
wywołała sprawa niewpuszczenia przez władze rosyjskie biskupa Mazura z powrotem
do jego diecezji na Syberii. Była to inicjatywa moskiewskiego patriarchatu
prawosławnego. Ale oto podczas podróży papieża do Bułgarii w maju tego roku
Kościół prawosławny, po tylu staraniach Jana Pawła II, właściwie po raz
pierwszy wyszedł naprzeciw jego wezwaniom do dialogu.
- Dialog z prawosławiem to wielka porażka tego pontyfikatu. Tak to trzeba na
pewno ująć i jest to źródło jeśli nie frustracji, to wielkiego bólu papieża.
Dialog z Żydami wychodzi bardzo dobrze. Z islamem, przynajmniej na szczytach, z
buddyzmem nawet, z dalajlamą itd., to wszystko się jakoś dobrze układa. A tutaj
papież napotykał mur. Zwłaszcza ze strony Cerkwi moskiewskiej. I oto nagle się
okazuje, że ten dialog jest możliwy, bo z ust przeora Rylskiego Monastyru w
Bułgarii padają pamiętne już dzisiaj słowa o murach wzniesionych przez ludzi,
które "nie sięgają nieba" i które "ludzie mogą obalić".
Mówi się: papież naucza. Ale on się też dużo uczy. I te trudności z
prawosławiem to wielka lekcja pokory. Uświadamiają i papieżowi, i Rzymowi, że
to nie chodzi o to, iż ja chcę prowadzić dialog, że ja chcę zbliżenia. Ale że
są pewne warunki, które stawia druga strona i których nie można pomijać. Nie
wolno widzieć tylko złej woli. Myślę, że prawosławie sformułowało taki punkt
widzenia: dobrze, jedność jest marzeniem nas wszystkich, ale nie ustalajcie
reguł gry. Zobaczcie, czy tutaj partner nie ma czegoś do powiedzenia