Dodaj do ulubionych

NIE LĘKAJMY SIĘ ! "Smierć nie jest końcem

01.04.05, 09:41


PSALM 27(26)*



Może nasz dobry ziemski Pasterz zasłużył na odpoczynek i Dobry Pan, w
NAGRODĘ, przeprowadza Go do lepszego świata.Pamietajmy o przesłaniach ,które
pozostawił nam Polakom i wszystkim ludziom na Świecie nasz Rodak Jan Paweł
Wielki.

Pan moją światłością

1 Dawidowy.
Pan światłem* i zbawieniem moim:
kogóż mam się lękać?
Pan obroną mojego życia:
przed kim mam się trwożyć?
2 Gdy na mnie nastają złośliwi,
by zjeść moje ciało*,
wtenczas oni, wrogowie moi i nieprzyjaciele,
chwieją się i padają.
3 Chociażby stanął naprzeciw mnie obóz,
moje serce bać się nie będzie;
choćby wybuchła przeciw mnie wojna,
nawet wtedy będę pełen ufności.

4 O jedno proszę Pana,
tego poszukuję:
bym w domu Pańskim przebywał
po wszystkie dni mego życia,
abym zażywał łaskawości Pana,
stale się radował Jego świątynią.
5 Albowiem On przechowa mnie w swym namiocie
w dniu nieszczęścia,
ukryje mnie w głębi swego przybytku,
wydźwignie mnie na skałę.
6 Już teraz głowa moja się podnosi
nad nieprzyjaciół, co wokół mnie stoją.
Złożę w Jego przybytku
ofiary radości,
zaśpiewam i zagram Panu.

7 Usłysz, Panie, głos mój - wołam:
zmiłuj się nade mną i wysłuchaj mnie!
8 * O Tobie mówi moje serce: «Szukaj Jego oblicza!»
Szukam, o Panie, Twojego oblicza;
9 swego oblicza nie zakrywaj przede mną,
nie odpędzaj z gniewem swojego sługi!
Ty jesteś moją pomocą,
więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie,
Boże, moje Zbawienie!
10 Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka,
to jednak Pan mnie przygarnie.
11 Panie, naucz mnie Twojej drogi,
prowadź mnie ścieżką prostą,
ze względu na mych wrogów!
12 Nie wydawaj mnie na łaskę moich nieprzyjaciół,
bo przeciw mnie powstali kłamliwi świadkowie
i ci, którzy dyszą gwałtem.
13 Wierzę, iż będę oglądał dobra Pańskie
w ziemi żyjących*.
14 Ufaj Panu, bądź mężny,
niech się twe serce umocni, ufaj Panu!

Obserwuj wątek
    • verbaveritatis Nikomu się nie śpieszy! 01.04.05, 10:21
      Nawet najbardziej wierzący człowiek nie śpieszy się na "drugi świat".
      • homosovieticus "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się " 01.04.05, 10:37
        verbaveritatis napisał:

        > Nawet najbardziej wierzący człowiek nie śpieszy się na "drugi świat".

        Celem życia ziemskiego, dla każdego wierzacego człowieka, jest życie wieczne.
        Ponieważ jednak , życie ziemskie, nakłada na każdego z Nas obowiązki
        wynikającego z DEKALOGU wiec pośpiech w ich spełnianiu, rzeczywiscie, nie jest
        wskazany.
        Śpiesząc się, łatwiej popełnić błąd.

        • jtb Re: "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się 01.04.05, 10:48
          homosovieticus napisał:
          >
          > Celem życia ziemskiego, dla każdego wierzacego człowieka, jest życie wieczne.
          > Ponieważ jednak , życie ziemskie, nakłada na każdego z Nas obowiązki
          > wynikającego z DEKALOGU wiec pośpiech w ich spełnianiu, rzeczywiscie, nie
          jest
          > wskazany.
          > Śpiesząc się, łatwiej popełnić błąd.
          >
          Do Królestwa Niebieskiego idziemy nie przez dobre uczynki tu na ziemi ale przez
          wiarę w Jezusa Chrystusa. On będzie naszym adwokatem gdy staniemy przed Bogiem.
          Dobre uczynki tu na ziemi mogą być tylko pomocne. Złoczyńca, ktory wisiał z
          Jezusem na krzyżu nie miał zadnych dobrych uczynków a tylko wiara w niewinną
          śmierć Jezusa go zbawiła.
          • homosovieticus Re: "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się 01.04.05, 11:19
            jtb napisał:

            > >
            > Do Królestwa Niebieskiego idziemy nie przez dobre uczynki tu na ziemi ale
            przez
            >
            > wiarę w Jezusa Chrystusa. On będzie naszym adwokatem gdy staniemy przed
            Bogiem.
            > Dobre uczynki tu na ziemi mogą być tylko pomocne. Złoczyńca, ktory wisiał z
            > Jezusem na krzyżu nie miał zadnych dobrych uczynków a tylko wiara w niewinną
            > śmierć Jezusa go zbawiła.



            Także tak myślę i w to wierzę.!
            • pankasztelan Re: "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się 01.04.05, 15:31
              Szczera wiara w Pana sama powoduje ze czlowiek jest dobry. Wszystko ze
              wszystkim sie wiaze, ze czlowiek szczerze wierzacy jest prawy...
            • juras_z_berlina1 Re: "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się 01.04.05, 18:30
              homosovieticus napisał:

              > jtb napisał:

              > Do Królestwa Niebieskiego idziemy nie przez dobre uczynki tu na ziemi ale
              przez wiarę w Jezusa Chrystusa.(...)

              > Także tak myślę i w to wierzę.!

              I niestety chyba jednak obaj sie troche mylicie!

              Przyklad.
              Pomaranczowa rewolucja na Ukrainie. Kto wlasciwie doprowadzil do jej zwyciestwa?
              SYMPATYCY, ktorzy WIERZYLI w jej powodzenie, czy ludzie czynu, ryzykujacy
              palowanie, przeziebienie z powodu zimna - slowem wszyscy ci, ktorzy DZIALALI?

              A co mowi na ten temat Pismo sw.?

              "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego,
              lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie." (Mt 7,21)

              i dalej:

              "Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca
              mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo
              byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem
              przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem
              chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.
              Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i
              nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię
              przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy
              Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie:
              Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich
              najmniejszych, Mnieście uczynili."(Mt 25, 34-40)

              Sama WIARA w Jezusa Chrystusa nie wystarcza, Jego nalezy jeszcze NASLADOWAC!
              A On nie tylko glosil Slowo Boze, ale tez udrawial, czynil cuda, pomagal,
              TRUDZIL SIE i ODDAL ZYCIE dla Krolestwa Bozego...

              Ciesze sie jednak, ze tak zawziecie bronicie katolicymu na roznych forach, ze
              tak odwaznie DAJECIE SWIADECTWO! To wazne, szczegolnie w obliczu bliskiej
              smierci papieza CZYNU!

              Serdecznie pozdrawiam!

              Juras
              • jtb Re: "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się 01.04.05, 21:43
                juras_z_berlina1 napisał:

                > Sama WIARA w Jezusa Chrystusa nie wystarcza, Jego nalezy jeszcze NASLADOWAC!
                > A On nie tylko glosil Slowo Boze, ale tez udrawial, czynil cuda, pomagal,
                > TRUDZIL SIE i ODDAL ZYCIE dla Krolestwa Bozego...

                Przecież ten złoczyńca, który obok Jezusa wisiał na krzyżu w całym swoim życiu
                doczesnym nie naśladował Chrystusa a jednak mimo to poszedł do Boga dzięki
                temu, zże uwierzyl.
                Przypomnij sobie Ewangelje, w ktorej pan najmuje robotników do swojej winnicy.
                Ci co pracowali od wschodu słońca i ci przyszli do pracy tuż przed fajrantem
                dostali jednakową zapłatę. To samo jest z ludzmi. Ci ktorzy przez cale swoje
                życie próbowali być świadkami Ewangelji i ci co tuż przed śmiercią pogodzili
                się z Bogiem wspolnie pójdą do Krolestwa Niebieskiego.
                Za wszystkie nasze grzechy i zaniedbania Jezus Chrystus oddal dobrowolnie swoje
                życie. Wiara w to nas zbawi. Być może będzie jakis okres oczyszczenia. Nie
                wydaje mi się jednak zeby pan Bóg w swoim milosierdziu skazywał człowieka na
                piekło nie na 100 lat, nie na 1000 lat ale na wieczność.

                Jakieś 10 lat temu KK z Kosciołem Protestanckim podpisali wspólną deklaracje
                "O Usprawiedliwieniu". Treścią tej deklaracji bylo to, że do Królestwa
                Niebieskiego idzie się głównie przez wiarę w ofiarę Jezusa Chrystusa a dobre
                uczynki popełnione na ziemi mogą być tylko pomocne.
                • juras_z_berlina1 Re: "Smierć nie jest końcem" ! "Nie lekajmy się 02.04.05, 11:47
                  jtb napisał:

                  > Przecież ten złoczyńca, który obok Jezusa wisiał na krzyżu w całym swoim
                  życiu
                  > doczesnym nie naśladował Chrystusa a jednak mimo to poszedł do Boga dzięki
                  > temu, zże uwierzyl.
                  > Przypomnij sobie Ewangelje, w ktorej pan najmuje robotników do swojej
                  winnicy.
                  > Ci co pracowali od wschodu słońca i ci przyszli do pracy tuż przed fajrantem
                  > dostali jednakową zapłatę. To samo jest z ludzmi. Ci ktorzy przez cale swoje
                  > życie próbowali być świadkami Ewangelji i ci co tuż przed śmiercią pogodzili
                  > się z Bogiem wspolnie pójdą do Krolestwa Niebieskiego.

                  Naturalnie masz racje, ze nawrocenie jest ZAWSZE mozliwe, nawet w ostatniej
                  sekundzie zycia i wlasnie to jest przeslaniem perykopy o skruszonym lotrze,
                  umierajacym wraz z Jezusem na krzyzu.
                  Nie nalezy jednak zapominac, ze czlowiek ten mial ogromne 'szczescie', iz mogl
                  w drodze na Golgote towarzyszyc Zbawicielowi, widziec jego meke i pokore, a
                  potem zawisnac obok 'tego Sprawiedliwego' i wsrod mak krzyzowych skonfrontowac
                  to co zobaczyl i przezyl z nedza wlasnego zycia... Doznal wiec laski nawrocenia
                  w ostatniej chwili poprzez NIEZWYKLE okolocznosci.

                  Zachodzi wiec pytanie, czy czlowiek powinien ryzykowac wlasne nawrocenie
                  dopiero u schylku wlasnego zycia, czy wlasnie taka postawe pragnie przekazac
                  nam natchniony autor w opisie nawrocenia lotra? Mysle, ze sam Jezus daje nam
                  wielokrotnie jednoznaczna odpowiedz w innych miejscach Dobrej Nowiny, np. w
                  przypowiesci o nieroztropnych pannach, o nieprzewidywalnym zlodzieju, w
                  upomieniach, abysmy w pore odczytywali znaki czasu, abysmy ZAWSZE byli gotowi.

                  Przypowiesc o najemnikach w winnicy, na ktora sie powolujesz, absolutnie nie
                  podwaza tezy o potrzebie stalej gotowosci; symboliczy denar, ktory byl w
                  tamtych czasach wielokrotnym, wspanialomylnym wynagrodzeniem za dzien pracy
                  (normalnie dostawano za dniowke o wiele mniej!), symbolizuje niepodzielnosc
                  Nieba, niepodzielnosc nagrody zycia wiecznego z Bogiem! To jest glowne
                  przeslanie te perykopy, a nie czas pracy poszczegolnych robotnikow!
                  Zwroc uwage na pytanie najemcy i odpowiedz tych, ktorych najal on do pracy w
                  ostatniej godzinie dnia:

                  "Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich:
                  Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie
                  najął." (Mt 20,6-7)

                  "BO NAS NIKT NIE NAJAL", czyli: my BYLISMY GOTOWI, my CHCIELISMY pracowac, ale
                  POMIMO naszej gotowosci, nikt nas nie najal! I wlasnie za ta gotowosc, za ta
                  wytrwalosc zostaja tak wspanialomyslnie wynagrodzeni!

                  A poniewaz zbawienia nie da sie 'podzielic', otrzymuja ta sama zaplate jak ci,
                  ktorzy mieli wiecej szczescia i nie musieli sprawdzic swojej wytrwalosci,
                  czekajac do pozna na mozliwosc zarobku....

                  Na koniec proponuje Ci zastanowic sie, czy chrzescijnstwo byloby w ogole w
                  stanie stac sie najwieksza religia swiata, gdyby pierwsi wyznawcy
                  Zmartwychwstalego ograniczyli sie jedynie do biernej wiary w Chrystusa, gdyby
                  np. sw. Pawel nie przebyl swoich uciazliwych apostolskich podrozy, gdyby
                  chrzescijanie nawet w obliczu zagrozenia zycia, nie dawali czynnego swiadectwa,
                  nie troszczyli sie o biednych, nie byli gotowi do osobistej ofiary, nie
                  budowali Krolestwa Bozego na TEJ ziemi?

                  Serdecznie pozdrawiam

                  Juras
    • homosovieticus Trzeba koniecznie o tym pamietać ! 01.04.05, 10:47
      "Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać
      jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad
      etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w
      życiu publicznym. «Po upadku w wielu krajach ideologii, jak napisałem w
      Encyklice Veritatis splendor, które wiązały politykę z totalitarną wizją
      świata - przede wszystkim marksizmu - pojawia się dzisiaj nie mniej poważna
      groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia
      przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej
      ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem
      etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu
      odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy.
      Jeśli bowiem 'nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla
      działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację
      idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że
      demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany
      totalitaryzm'"

      Jan Paweł II, Przemówienie w Parlamencie, 11.06.1999, godz. 11.00
      • hopp Ateiści nie są istotami ludzkimi? 01.04.05, 10:54
        "potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty"

        • homosovieticus wszyscyśmy stworzeni na obraz i podobieństwo 01.04.05, 11:12
          Ależ skąd. Potrzeby, o których mówł Papież mogą być silniejszee i słabsze.
          Człowiek nie rodzi się ateistą.Staje się nim zależnie od siebie samego (wola i
          wiedza) i równocześnie zależnie od woli Boga( wiara potrzebuje łaski Boskiej).
          Tak, moim zdaniem, naucza KK.
          • hopp To źle naucza. 01.04.05, 11:31
            Nie mam ŻADNYCH potrzeb religijnych. Posiadam zdolność do czynności
            cywilnoprawnych, więc proszę mi przypadkiem nie wmawiać, że nie zdaję sobie
            sprawy z własnych potrzeb.

            W świetle słów Papieża jestem więc istotą ludzką?
            • homosovieticus Tego nie możesz wiedzieć 01.04.05, 11:37
              hopp napisał:

              > Nie mam ŻADNYCH potrzeb religijnych. Posiadam zdolność do czynności
              > cywilnoprawnych, więc proszę mi przypadkiem nie wmawiać, że nie zdaję sobie
              > sprawy z własnych potrzeb.
              >
              > W świetle słów Papieża jestem więc istotą ludzką?
              Oczywiscie.
              A Twoje wyznanie o tym,że nie masz (obecnie) żadnych potrzeb religijnych nie
              oznacza przecież ,że nie są one w Tobie zakorzenione i,że ich nie odczujesz
              później, w dalszym swoim życiu.
              Nie możesz nigdy być tego pewien.
              • hopp Re: Tego nie możesz wiedzieć 01.04.05, 13:32
                A co z ludźmi, którzy umarli i do końca swoich chwil nie mieli
                potrzeb religijnych?
                • homosovieticus Re: Tego nie wiem i wiedzieć nie mogę. 01.04.05, 13:50
                  hopp napisał:

                  > A co z ludźmi, którzy umarli i do końca swoich chwil nie mieli
                  > potrzeb religijnych?

                  Nie wiem.To Bóg, będzie rozstrzygał o "dalszym ich losie".Ten sam ,który z
                  miłości do Nich, podarował im życie.Miłosierdzie Boga jest Nadzieją, że i Oni
                  jesli nie grzeszyli przeciw Duchowi Świetemu, ogladac będa ten drugi świat.
                  Tak wierzę.
                  • hopp Ale przecież nie o to chodzi. 01.04.05, 13:59
                    Rozmawiamy przecież o słowach Papieża, czyli o tym, że wg niego potrzeby
                    religijne sa "zakorzenione w sercu każdej ludzkiej istoty" .

                    Czy w takim razie osoby, które do końca życia nie miały takich potrzeb
                    były "ludzkimi istotami", czy nie były?
                    • homosovieticus Re: Ale przecież o to chodzi, że na podobieństwo 01.04.05, 14:20
                      hopp napisał:

                      > Rozmawiamy przecież o słowach Papieża, czyli o tym, że wg niego potrzeby
                      > religijne sa "zakorzenione w sercu każdej ludzkiej istoty" .
                      >
                      > Czy w takim razie osoby, które do końca życia nie miały takich potrzeb
                      > były "ludzkimi istotami", czy nie były?
                      wszyscy ludzie są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga.Tak wierzą
                      chrzescijanie bo wynika to z Biblii, która jest dla nich Księgą Świetą.
                      Zakorzenione, to przede wszystkim, znaczy obecne, ponieważ jesteśmy dziełem
                      Stwórcy.
                      Z "drugiej strony" nigdy nie bedziesz wiedział ,czy ktoś przed śmiercią nie
                      zwrócił się do Boga i własnie, w ten sposób, potwierdził to zakorzenienie
                      potrzeb religijnych.
                      Nie masz żadnych podstaw racjonalnych twierdzić ,że byli i są ludzie
                      pozbawieni potrzeb religijnych.W różny tylko sposób te potrzeby spełniali.Do
                      dzisiaj w Świecie istnieje kilka wielkich religii i kilkadziesią sekt
                      religijnych.
                      Ateiści, można chyba tak powiedzieć,tworzą jedną z nich.
                      • hopp Ateizm i chrześcijaństwo to dwa różne wyznania?:) 01.04.05, 14:29
                        A agnostycyzm?
                        • homosovieticus Ateizm i chrześcijaństwo to wiary, nie wiedza ! 01.04.05, 14:51
                          Tu znajdziesz pełną, z punktu widzenia katolicyzmu, odpowiedź na pytanie o
                          agnostycyzm:

                          www.kul.lublin.pl/efk/pdf/a/agnostycyzm.pdf
                          • hopp Dwie wielkie religie:ateizm i anostycyzm. 01.04.05, 18:45
                            Czy to dzisiejsza data stanowi natchnienie do tych
                            fascynujących przemyśleń?
                            • homosovieticus Re: Zmęczony jestem, wybacz mi 02.04.05, 09:27
                              hopp napisał:

                              > Czy to dzisiejsza data stanowi natchnienie do tych
                              > fascynujących przemyśleń?

                              Przyjemnie mieć za rozmówcę człowieka inteligentnego i dobrą wolą obdarzonego.
        • juras_z_berlina1 Re: Ateiści nie są istotami ludzkimi? 01.04.05, 18:45
          hopp napisał:

          > "potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty"
          >

          Alez oczywiscie, ze sa istotami ludzkimi stworzonymi do zycia wiecznego!
          I na pewno posiadaja w sercu "zakorzeniona potrzebe religijna", tylko w
          odroznieniu od ludzi wierzacych, postanowili potrzebe ta
          zagluszyc 'udowadniajac' sobie 'rozumowo' jej zbednosc...
          Nie przyjmuja oni po prostu do wiadomosci, ze obok empirii istnieje takze
          metafizyka, ktorej zajwiska i reguly ponaje sie inaczej, bez 'szkielka i oka'...

          Pozdrowienia

          Juras
          • hopp Re: Ateiści nie są istotami ludzkimi? 01.04.05, 18:50
            Pisałam już wcześniej, że posiadam zdolność do czynności
            cywilno- prawnych, więc proszę - spróbuj wykazać minimum
            szacunku dla mnie i innych ateistów i nie tłumacz nam
            co sobie zagłuszamy.OK?

            I nie myl religii z metafizyką.
            • juras_z_berlina1 Re: Ateiści nie są istotami ludzkimi? 01.04.05, 19:26
              hopp napisał:

              (...)więc proszę - spróbuj wykazać minimum
              > szacunku dla mnie i innych ateistów i nie tłumacz nam
              > co sobie zagłuszamy.OK?

              Z ktorej czesci mojego postu wnioskujesz, ze nie nie darze Ciebie i innych
              ateitow szacunkiem?
              Natrafilem niezamierzenie na jakis 'nerw', piszac o tym zagluszaniu?
              A sprawa jest raczej prosta. Wystarczy skonsultowac pierwszego lepszego
              psychologa, zeby dowiedziec sie o tesknotach za niesmiertelnoscia, drzemiacych
              w KAZDYM czlowieku, o immamentnym czlowiekowi buncie przeciwko niebytowi po
              smierci itd...

              Poza tym....
              Wyobrazmy sobie kogos, kto wychowal sie w rodzine patologicznej, przez co stal
              sie zlym czlowiekiem, wszedl w konflikt z prawem, trafil do wiezienia gdzie go
              jeszcze bardziej ponizano i gnebiono...
              I wyobrazmy sobie, ze takiemu czlowiekowi mowimy o drzemiacej w nim milosci,
              dobru, szlachetnosci...
              Czy bedzie on w stanie nas zrozumiec? Czy nam uwierzy? Czy raczej zaperzy sie
              na wiesc o tym, ze takze i on zdolny jest do tych wspanialych uczuc, ze one w
              nim zawsze istnialy i byly jedynie 'zagluszone' sztraszliwymi doswiadczeniami?

              Wspominajac o metafizyce, chcialem jedynie zwrocic Ci uwage, ze pod sloncem
              istnieje wiele roznych zjawisk i roznych rzeczywistosci, ktore nie jestesmy (i
              nigdy nie bedziemy!) w stanie pojac jedynie poprzez poznanie empiryczne, a
              skoro tak jest, to decydujac sie na odrzucenie Boga, powinnismy byc ostrozni w
              probach 'udowadniania' slusznosci naszej decyzji i w ostentacyjnym 'obnoszeniu'
              sie ateizmem, bo mozemy sie jednak mylic...

              Tak nawiasem mowiac, nie mialem absolutnie zamiaru Cie obrazic, ale jesli tak
              jakos to wyszlo, to przepraszam!

              Pozdrowienia

              Juras
    • homosovieticus «Nie ma solidarności bez miłości». 01.04.05, 10:56
      "Słyszałem w Gdańsku od was: «nie ma wolności bez solidarności». Dzisiaj trzeba
      powiedzieć: «nie ma solidarności bez miłości». Więcej, nie ma szczęścia, nie ma
      przyszłości człowieka i narodu bez miłości, tej miłości, która przebacza, choć
      nie zapomina, jest wrażliwa na niedolę innych, nie szuka swego, ale pragnie
      dobra dla drugich; miłości, która służy, zapomina o sobie i gotowa jest do
      wspaniałomyślnego dawania. Jesteśmy zatem wezwani do budowania przyszłości
      opartej na miłości Boga i bliźniego. Do budowania «cywilizacji miłości».
      Dzisiaj potrzeba światu i Polsce ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze służą i
      miłują, błogosławią, a nie złorzeczą i błogosławieństwem ziemię zdobywają.
      Przyszłości nie da się zbudować bez odniesienia do źródła wszelkiej miłości,
      jakim jest Bóg, który «tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał,
      aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3, 16). "

      Jan Paweł II, Sopot, 5 czerwca 1999, godz. 18.05

      • husyta Re: «Nie ma solidarności bez miłości» 01.04.05, 11:26
        homosovieticus napisał:

        > "Słyszałem w Gdańsku od was: «nie ma wolności bez solidarności». Dz
        > isiaj trzeba
        > powiedzieć: «nie ma solidarności bez miłości».
        > Przyszłości nie da się zbudować bez odniesienia do źródła wszelkiej miłości,
        > jakim jest Bóg, który «tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego d
        > ał,
        > aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3,
        > 16). "
        >
        > Jan Paweł II, Sopot, 5 czerwca 1999, godz. 18.05
        >

        Fajne cytaty; problem w tym, że Jan 3:16 mówi o miłości AGAPE, o której
        człowiek zostaje uzdolniony jedynie wtedy, kiedy zamieszka w nim Duch Święty, a
        ten zamieszkuje człowieka tylko wtedy, kiedy ten zawierza swoje życie Jezusowi
        i staje się 'nowym stworzeniem'

        2 Kor 5,17 Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest
        stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.

        Rzym 5,5 a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach
        naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany.

        Rzym 8,9 ... Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego.


        Jednakże przez cały swój pontyfikat JP2 zamiast wzywać ludzi do zawierzania
        swego życia Jezusowi, zawierzał ich Marii ...

        Tak więc JP2 mówiąc o miłości, oczekiwał od ludzi czegoś, do czego nie byli
        zdolni i nie wskakzywał im na osobę, która mogłaby ich do tego uzdolnić!
    • husyta [...] 01.04.05, 10:56
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • homosovieticus Husyto! więcej skromności i powagi! proszę ! 01.04.05, 11:30
        To nie jest dobry moment na wczynanie potyczek słownych.Także Tobie wypada
        zachować powagę , wtedy, kiedy innym ludziom żal serce ściska.
        • husyta Re: Husyto! więcej skromności i powagi! proszę ! 01.04.05, 11:37
          homosovieticus napisał:

          > To nie jest dobry moment na wczynanie potyczek słownych.Także Tobie wypada
          > zachować powagę , wtedy, kiedy innym ludziom żal serce ściska.


          Homosovietiusie,
          Ja piszę całkiem poważnie, to ty błaznujesz, kiedy w usta umierjącego JP2
          wkładasz słowa Psalmów;
    • joannabarska Są i ateisci 01.04.05, 11:16
      na tym najcudowniejszym ze światow i trzeba ich szanować. Sprawa wiary czy
      niewiary to sprawa indywidualna kazdego człowieka i wara innym!
      • jtb Re: Są i ateisci 01.04.05, 12:12
        joannabarska napisała:

        > na tym najcudowniejszym ze światow i trzeba ich szanować. Sprawa wiary czy
        > niewiary to sprawa indywidualna kazdego człowieka i wara innym!

        Nie jest ważne czy ktoś wierzy w Boga czy nie. Ważne jest, ze Bóg wierzy w
        kazdego z nas.
    • homosovieticus "Zawierzam cały świat Bożemu miłosierdziu !" 01.04.05, 11:51
      Jan Paweł II
      Zawierzam cały świat Bożemu miłosierdziu
      17 sierpnia 2002. — Kraków-Łagiewniki. Homilia podczas Mszy św. z okazji
      konsekracji świątyni Bożego Miłosierdzia



      (...)Dlatego dziś w tym sanktuarium chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia
      świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o
      miłosiernej miłości Boga, które tutaj zostało ogłoszone za pośrednictwem
      Siostry Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich
      serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą
      umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica
      Pana Jezusa, że stąd ma wyjść «iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego
      przyjście» (por. Dzienniczek, 1732).

      Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień
      miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście!
      To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w
      Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tutaj przybywać
      będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!

      6. Boże, Ojcze Miłosierny,

      który objawiłeś swoją miłość

      w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,

      i wylałeś ją na nas

      w Duchu Świętym, Pocieszycielu,

      Tobie zawierzamy dziś losy świata

      i każdego człowieka.

      Pochyl się nad nami grzesznymi,

      ulecz naszą słabość,

      przezwycięż wszelkie zło,

      pozwól wszystkim

      mieszkańcom ziemi

      doświadczyć Twojego miłosierdzia,

      aby w Tobie, Trójjedyny Boże,

      zawsze odnajdywali źródło nadziei.

      Ojcze przedwieczny,

      dla bolesnej męki

      i zmartwychwstania Twojego Syna,

      miej miłosierdzie dla nas

      i całego świata!

      Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

      • janbezziemi Re: "Zawierzam cały świat Bożemu miłosierdziu !" 01.04.05, 11:53
        Niech będzie...
    • homosovieticus „Ojczyzno moja kochana, Polsko, " 01.04.05, 11:56
      Jan Paweł II
      PRZEMÓWIENIE POŻEGNALNE
      Ceremonia pożegnania 19.08.2002, Kraków-Balice



      1. „Ojczyzno moja kochana, Polsko, [...] Bóg Cię wywyższa i wyszczególnia, ale
      umiej być wdzięczna!" (Dzienniczek, 1038). Tymi słowami z Dzienniczka świętej
      Faustyny pragnę Was pożegnać, drodzy bracia i siostry, moi rodacy!

      W chwili, w której przychodzi mi wracać do Watykanu, spoglądam raz jeszcze na
      was wszystkich z wielką radością i dziękuję Bogu, że dane mi było znowu
      przebywać w Ojczyźnie. Myślami obejmuję kolejne etapy tej trzydniowej
      pielgrzymki: Łagiewniki, krakowskie Błonia, Kalwarię Zebrzydowską. Zachowuję w
      pamięci rozmodloną rzeszę wiernych, świadectwo wiary Kościoła w Polsce i waszej
      ufności w moc Bożego miłosierdzia. Żegnając się z Polską, pragnę was
      wszystkich, drodzy rodacy, serdecznie pozdrowić. Tak wielu mnie oczekiwało, tak
      wielu pragnęło się ze mną spotkać. Nie wszystkim było to dane. Może następnym
      razem...

      Polskim rodzinom życzę, aby w modlitwie znajdowały światło i moc do wypełniania
      swoich zadań, szerząc w swoich środowiskach przesłanie miłości miłosiernej.
      Niech Bóg, który jest źródłem życia, błogosławi wam każdego dnia. Pozdrawiam
      wszystkich, których spotkałem osobiście na pielgrzymim szlaku, i tych, którzy
      brali udział w spotkaniach tej apostolskiej podróży za pośrednictwem środków
      masowego przekazu. Dziękuję szczególnie chorym i osobom w podeszłym wieku za
      wspieranie mojej posługi modlitwą i cierpieniem. Życzę wam, aby wasza duchowa
      więź z Jezusem miłosiernym stała się źródłem ulgi w waszych cierpieniach
      fizycznych i duchowych.

      Obejmuję spojrzeniem duszy całą moją umiłowaną Ojczyznę. Raduję się z
      osiągnięć, dobrych zamierzeń i twórczych inicjatyw. Z pewnym niepokojem mówiłem
      o trudnościach i kosztach przemian, które boleśnie obciążają najuboższych i
      najsłabszych, bezrobotnych, bezdomnych i tych, którym przychodzi żyć w coraz
      skromniejszych warunkach i w niepewności jutra. Odjeżdżając, te trudne sprawy
      Ojczyzny chcę polecić Bożej Opatrzności i zachęcić wszystkich odpowiedzialnych
      za stan państwa do troski o dobro Rzeczypospolitej i jej obywateli. Niech
      zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz
      autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny.

      2. Minione dni tej krótkiej pielgrzymki były dla mnie okazją do wspomnień i
      głębokiej refleksji. Dziękuję Bogu za możliwość odwiedzin Krakowa i Kalwarii
      Zebrzydowskiej. Dziękuję za Kościół w Polsce, który w duchu wierności Bogu,
      Krzyżowi i Ewangelii od tysiąca lat dzieli z narodem jego losy, ofiarnie mu
      służy i wspiera go w jego dobrych zamiarach i dążeniach. Dziękuję Bogu, że
      Kościół w Polsce pozostaje wierny tej misji i proszę, aby tak było zawsze.

      Pragnę wyrazić wdzięczność tym wszystkim, dzięki którym to pielgrzymowanie
      miało szczęśliwy przebieg. Na ręce Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
      składam raz jeszcze podziękowanie za zaproszenie oraz za troskę o przygotowanie
      tej pielgrzymki. Dziękuję za współpracę między władzami państwowymi i
      przedstawicielami Kościoła. Dziękuję za każdy gest dobrej woli.

      Jestem wdzięczny władzom wojewódzkim, samorządowym, miejskim i gminnym -
      szczególnie Krakowa i Kalwarii - za życzliwość, troskę i wszelki trud.

      Bóg zapłać wszystkim służbom kościelnym, obsłudze telewizyjnej, radiowej,
      prasowej, dziennikarzom, służbom porządkowym: wojsku, policji, strażakom,
      służbie zdrowia - wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się, aby
      ta pielgrzymka mogła pomyślnie się odbyć. Nie chcę nikogo pominąć, więc
      wszystkim raz jeszcze z całego serca mówię: Bóg zapłać!

      3. Ze słowami szczególnej wdzięczności zwracam się do całego Ludu Bożego w
      Polsce. Dziękuję Konferencji Episkopatu Polski na czele z Księdzem Prymasem za
      zaproszenie mnie do Ojczyzny, za duchowe przygotowanie wiernych oraz za cały
      wysiłek organizacyjny związany z tą pielgrzymką. Szczególną wdzięczność wyrażam
      kapłanom, alumnom seminariów i sióstrom zakonnym. Dziękuję za przygotowanie
      liturgii i za towarzyszenie wiernym podczas naszych spotkań. Całemu Kościołowi
      w Polsce wdzięczny jestem za wspólne trwanie na modlitwie, za gorące przyjęcie
      i wielką życzliwość. Niech Chrystus Miłosierny obficie wynagrodzi waszą hojność
      swoim błogosławieństwem.

      Wśród tych podziękowań nie może zabraknąć specjalnego słowa do umiłowanego
      Kościoła krakowskiego. Księdzu Kardynałowi Franciszkowi, metropolicie
      krakowskiemu, składam serdeczne podziękowanie za gościnę i tak wspaniałe
      przygotowanie Krakowa na doniosłe wydarzenia, jakie miały miejsce w minionych
      dniach. Serdeczne Bóg zapłać Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia z Łagiewnik i
      tym, którzy trwając codziennie przed wizerunkiem miłosiernego Chrystusa,
      zanoszą modlitwy w intencji mojej apostolskiej posługi. Gratuluję archidiecezji
      krakowskiej i całej Polsce nowej świątyni, którą dane mi było poświęcić. Jestem
      przekonany, że łagiewnickie sanktuarium będzie prawdziwą stolicą i prężnym
      ośrodkiem kultu Bożego Miłosierdzia. Niech światła padające z wieży
      łagiewnickiej świątyni, które przypominają promienie z obrazu Jezusa
      Miłosiernego, rzucają duchowy blask na całą Polskę: od Tatr do Bałtyku, od Bugu
      po Odrę i na cały świat!

      4. „Bóg bogaty w miłosierdzie"! Oto słowa, które stanowiły myśl przewodnią tej
      wizyty. Odczytywaliśmy je jako wezwanie dla Kościoła i dla Polski nowego
      tysiąclecia. Życzę moim rodakom, aby potrafili przyjąć otwarym sercem to
      orędzie miłosierdzia i aby potrafili je nieść tam, gdzie ludzie potrzebują
      światła nadziei.

      Wszelkie dobro, jakie dokonało się w tych dniach pielgrzymkowych, które stało
      się moim udziałem, zachowuję w sercu. Wdzięczny za wszystko, wraz z całą
      wspólnotą Kościoła w Polsce powtarzam wobec Jezusa Miłosiernego: "Jezu, ufam
      Tobie!" Niech to szczere wyznanie przynosi ukojenie kolejnym pokoleniom w nowym
      tysiącleciu. Bóg bogaty w miłosierdzie niech wam błogosławi!

      [Papież dodał:]

      Na końcu, cóż powiedzieć: żal odjeżdżać.

      • janbezziemi Re: „Ojczyzno moja kochana, Polsko, " 01.04.05, 13:03
        To prawda. Bedziemy do tego wracac. Ale zycie ma to do siebie,ze sie
        konczy. "Ojcu świętemu" tez. Boję sie, ze dla polskich katolikow po smierci
        przesloni on Chrystusa...
        • homosovieticus Re: „Ojczyzno moja kochana, Polsko, " 01.04.05, 13:11
          janbezziemi napisał:

          > To prawda. Bedziemy do tego wracac. Ale zycie ma to do siebie,ze sie
          > konczy. "Ojcu świętemu" tez. Boję sie, ze dla polskich katolikow po smierci
          > przesloni on Chrystusa...

          Tak się nie stanie, ponieważ wypowiadamy "Jezu ufam Tobie".
    • homosovieticus Do polityków i do nas te słowa są skierowane 01.04.05, 12:43

      Fragment przemówienia JPII-giego w Sejmie (11 czerwca 1999):

      (...)Pamięć o moralnych przesłaniach "Solidarności", a także o naszych, jakże
      często tragicznych doświadczeniach historycznych, winna dziś oddziaływać w
      większym stopniu na jakość polskiego życia zbiorowego, na styl uprawiania
      polityki czy jakiejkolwiek działalności publicznej, zwłaszcza takiej, która
      jest sprawowana na mocy społecznego wyboru i zaufania.

      Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które
      zabezpiecza dobro każdego obywatela. Sobór Watykański II wypowiada się na ten
      temat bardzo jasno: "Wspólnota polityczna istnieje (...) dla dobra wspólnego, w
      którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje
      pierwotne i sobie właściwe prawo. Dobro zaś wspólne obejmuje sumę tych warunków
      życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i
      łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość. (...) Porządek zatem społeczny i
      jego rozwój winien być nastawiony nieustannie na dobro osób, ponieważ od ich
      porządku winien być uzależniony porządek rzeczy, a nie na odwrót. (...)
      Porządek ów stale trzeba rozwijać, opierać na prawdzie, budować w
      sprawiedliwości, ożywiać miłością; w wolności zaś powinno się odnajdywać coraz
      pełniej ludzką równowagę" - to są cytaty z Gaudium et spes, konstytucji
      Vaticanum II (n. 74. 26).



      W polskiej tradycji nie brakuje wzorców życia poświęconego całkowicie dobru
      wspólnemu naszego narodu. Te przykłady odwagi i pokory, wierności ideałom i
      poświęcenia wyzwalały najpiękniejsze uczucia i postawy u wielu Polaków, którzy
      bezinteresownie i z poświęceniem ratowali Ojczyznę, gdy była ona poddawana
      najcięższym próbom.



      Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez
      wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia
      społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana
      w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie
      działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy
      politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących
      państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś
      szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego
      narodu.



      Pragnę przypomnieć w tym miejscu Kazania Sejmowe ks. Piotra Skargi i jego
      żarliwe wezwania skierowane do senatorów i posłów I Rzeczypospolitej: "Miejcie
      wspaniałe i szerokie serce. (...) Nie cieśnijcie ani kurczcie miłości w swoich
      domach i pojedynkowych pożytkach, nie zamykajcie jej w komorach i skarbnicach
      swoich! Niech się na lud wszytek z was, gór wysokich, jako rzeka w równe pola
      wylewa! (...) Kto ojczyźnie swej służy, sam sobie służy; bo w niej jego
      wszystko się dobre (...) zamyka" (Kazanie drugie, O miłości ku Ojczyźnie).



      Takiej postawy, przenikniętej duchem służby wspólnemu dobru, Kościół oczekuje
      przede wszystkim od katolików świeckich. Oto cytat z dokumentu Christifideles
      laici: "Nie mogą oni rezygnować z udziału "w polityce", czyli w różnego rodzaju
      działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny
      służy wzrastaniu wspólnego dobra" (n. 42). Wraz ze wszystkimi ludźmi mają
      przepajać duchem Ewangelii rzeczywistości ludzkie; wnosząc w ten sposób swój
      specyficzny wkład w pomnażanie dobra wspólnego. Jest to ich obowiązek sumienia
      wynikający z chrześcijańskiego powołania.



      5. Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej
      współpracy wszystkich ludzi dobrej woli - nieżależnie od opcji politycznej czy
      światopoglądu wszystkich, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny.
      Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać
      jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad
      etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w
      życiu publicznym. "Po upadku w wielu krajach ideologii, tak napisałem w
      Encyklice Veritatis splendor, które wiązały politykę z totalitarną wizją
      świata - przede wszystkim marksizmu - pojawia się dzisiaj nie mniej poważna
      groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia
      przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej
      ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem
      etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu
      odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy.
      Jeśli bowiem "nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla
      działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację
      idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że
      demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany
      totalitaryzm"" (n. 101).



      Dzieląc radość z pozytywnych przemian, jakie dokonują się w Polsce na naszych
      oczach, winniśmy sobie również uświadomić, że w wolnym społeczeństwie muszą
      istnieć wartości zabezpieczające najwyższe dobro całego człowieka. Wszelkie
      przemiany ekonomiczne mają służyć kształtowaniu świata bardziej ludzkiego i
      sprawiedliwego. Pragnąłem życzyć polskim politykom i wszystkim osobom
      zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego
      państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie
      młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego
      narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego
      i słabego. (...)



      • leszek.sopot Czlowiek w centrum polityki 01.04.05, 13:03
        W centrum wysilkow ustawodawczych powinien byc czlowiek...
        audio:
        www.pielgrzymka.opoka.org.pl/warszawa10_12/jp2-19990611-3.ram
        • leszek.sopot Re: Czlowiek w centrum polityki 01.04.05, 13:05
          "Czlowiek jest soba poprzez prawde" (Gdansk 1987)

          www.opoka.org.pl/biblioteka/B/BA/jp2-19870612-1.ram
    • leszek.sopot Re: NIE LĘKAJMY SIĘ ! "Smierć nie jest końcem 01.04.05, 12:49
      Zyjacym trudno jest wyobrazic sobie, ze smierc nie jest koncem. Jednak we
      wszystkich wierzeniach pojawia sie przeswiadczenie, ze "smierc nie jest
      koncem". Na azteckiej inskrypcji odczytano napis: "snic tylko, snic tylko
      przyszlismy". Chyba wiekszosc z ludzi wierzy, ze po smierci odnajda spokoj i
      sprawiedliwosc, ze wszystkie krzywdy, ktore kogos spotkaly zostana
      wynagrodzone. Oby tak bylo, trudno w to wierzyc.

      "[...] Starałem się w swoich słowach mówić o was i mówić za was. Żywię bowiem
      głębokie przeświadczenie, iż to, co się zaczęło dokonywać tu, w Gdańsku i na
      Wybrzeżu, i w innych środowiskach pracy w Polsce, ma wielkie znaczenie dla
      przyszłości ludzkiej pracy. I to nie tylko na naszej ziemi, ale wszędzie. [...]
      Niech ten dzień pozostanie dniem naszej wspólnej modlitwy za ludzką pracę w
      Polsce, za solidarność, za wszystkie sprawy, które są tak bardzo ważne dla was,
      ludzi pracy, dla waszych rodzin, dla całego społeczeństwa, dla całej naszej
      Ojczyzny, które stanowią motywy nadziei, o jakich mówiłem już w pierwszym dniu
      mojego przybycia do Polski.
      Niech ten dzień cały pozostanie dniem modlitwy. Bardzo was o to proszę. [...]
      Niech nic tego charakteru szczególnego, na jaki wasza sprawa zasługuje, nie
      zakłóci. Nic ani nikt. [...]
      Codziennie się za was modlę, tam w Rzymie i gdziekolwiek jestem. Codziennie się
      modlę za moją Ojczyznę i modlę się za ludzi pracy, i modlę się za to
      szczególne, wielkie dziedzictwo polskiej „Solidarności”. Modlę się za ludzi,
      którzy są związani z tym dziedzictwem, w szczególny sposób za tych, którym
      wypadało czy wypada ponosić ofiary z tego powodu. I modlić się nie przestanę,
      bo wiem, że to jest sprawa wielka [...].
      Jan Paweł II, Gdańsk, 12.06.1987 r.
    • yossarian18 La muerte no es el final 01.04.05, 12:52
      perso.wanadoo.es/fnff/noeselfinal.mp3
      Sciagnalem te piosenke pare dni temu.
      Nawet nie myslalem, ze moze byc tak aktualna...
    • pan.nikt Masz rację!! 01.04.05, 12:52
      Módlmy się o zdrowie Papieża, ale
      róbmy to normalnie, bez złych emocji.
      Dajcie starszemu choremu człowiekowi dożyć w spokoju jego dni i dajcie mu
      godnie odejść do PANA. DO BOGA, W KTÓREGO WIERZY I KTÓREMU TU NA ZIEMI SŁUŻY.
      Dajcie mu odejść na wieczną służbę w niebie.

      Nie róbcie cyrku z choroby i śmierci.
    • pan.nikt Re: NIE LĘKAJMY SIĘ ! "Smierć nie jest końcem 01.04.05, 12:56

      • homosovieticus Re: NIE LĘKAJMY SIĘ ! "Smierć nie jest końcem 01.04.05, 13:14
        Nie wymagasz za dużo.
        Razem, uczynimy nasz Kraj, Ojczyzną dla wszystkich Polaków i tych ,którzy
        zechcą zamieszkać wśród nas.
    • homosovieticus Nota doktrynalna o...postępowaniu katolików .. 01.04.05, 13:29

      fragmenty;

      "Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików
      w życiu politycznym"
      Kongregacja Nauki Wiary, zasięgnąwszy również opinii Papieskiej Rady ds.
      Świeckich, uznała za stosowne opublikowanie niniejszej Noty doktrynalnej o
      niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym.
      Nota skierowana jest do Biskupów Kościoła katolickiego oraz — w szczególny
      sposób — do polityków katolickich i wszystkich wiernych świeckich powołanych do
      udziału w życiu publicznym i politycznym demokratycznych społeczeństw.

      I. Niezmienne nauczanie
      W ciągu minionych dwóch tysięcy lat historii chrześcijanin uczestniczył w życiu
      tego świata na różne sposoby. Jednym z nich był udział w działalności
      politycznej, jak pisał jeden z kościelnych autorów pierwszych wieków,
      chrześcijanie «podejmują wszystkie obowiązki w życiu publicznym jako obywatele»
      1. Pośród świętych czczonych przez Kościół wielu jest mężczyzn i kobiet, którzy
      służyli Bogu przez ofiarny udział w działalności politycznej i sprawowaniu
      rządów. Należy do nich św. Tomasz Morus, ogłoszony patronem rządzących i
      polityków, który potrafił świadczyć o "niezbywalnej godności sumienia» 2 nawet
      za cenę męczeństwa. Choć poddawany był różnym formom nacisku psychicznego, nie
      zgodził się na żaden kompromis, lecz dochowując «niezłomnej wierności
      prawowitym władzom i instytucjom», która go wyróżniała, swoim życiem i śmiercią
      potwierdził, ze «człowiek nie może oderwać się od Boga ani polityka od
      moralności" 3.

      Współczesne społeczeństwa demokratyczne, w których obowiązuje chwalebna zasada,
      ze wszyscy mogą uczestniczyć w zarządzaniu sprawami publicznymi w klimacie
      prawdziwej wolności 4, potrzebują nowych form szerszego udziału obywateli,
      chrześcijan i niechrześcijan, w życiu publicznym. Wszyscy bowiem poprzez
      głosowanie mogą mieć wpływ na wybór ustawodawców i rządzących, na inne zaś
      sposoby mogą przyczyniać się do określania kierunków polityki i prawodawstwa,
      które w ich przekonaniu lepiej służą dobru wspólnemu 5. Życie w demokratycznym
      systemie politycznym nie mogłoby się pomyślnie rozwijać bez aktywnego,
      odpowiedzialnego i ofiarnego uczestnictwa wszystkich, choć «formy tego udziału,
      płaszczyzny, na jakich on się dokonuje, zadania i odpowiedzialność mogą być
      bardzo różne i wzajemnie się uzupełniać" 6.

      Gdy wierni świeccy wypełniają wspólne powinności obywatelskie, kierując
      się «głosem sumienia chrześcijańskiego" 7 oraz zgodnie z wartościami, które ono
      dyktuje, spełniają także właściwe sobie zadanie ożywiania duchem
      chrześcijańskim porządku doczesnego, respektując jego naturę i prawowitą
      autonomię 8 oraz współdziałając z innymi obywatelami z właściwą sobie
      kompetencją i na własną odpowiedzialność 9. Z tego fundamentalnego nauczania
      Soboru Watykańskiego II wypływa wniosek, że «świeccy nie mogą rezygnować z
      udziału w 'polityce', czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej,
      społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego
      dobra» 10, a która obejmuje umacnianie i obronę takich dóbr, jak porządek
      publiczny i pokój, wolność i równość, poszanowanie życia ludzkiego i
      środowiska, sprawiedliwość, solidarność itd.

      Celem mniejszej Noty nie jest ponowne przedstawienie całego nauczania Kościoła
      na ten temat, ukazanego zresztą w podstawowym zarysie w Katechizmie Kościoła
      Katolickiego Ma ona jedynie przypomnieć pewne zasady, dyktowane przez
      chrześcijańskie sumienie, kierujące działalnością społeczną i polityczną
      katolików w społeczeństwach demokratycznych 11. Jest to o tyle uzasadnione, że
      w ostatnim okresie, często pod wpływem nawarstwiających się wydarzeń, pojawiają
      się dwuznaczne poglądy i budzące zastrzeżenia postawy, co stwarza potrzebę
      jasnego przedstawienia ważnych aspektów i wymiarów poruszanej tu problematyk




      (...) Wskazania zawarte w niniejszej Nocie maja rzucić światło na jeden z
      najważniejszych aspektów jedności chrześcijańskiego życia: zgodności wiary i
      życia, Ewangelii i kultury, o której przypomniał Sobór Watykański II. Wzywa on
      chrześcijan, aby "kierowani duchem Ewangelii starali się wiernie wypełniać
      swoje doczesne powinności. Dalecy od prawdy są ci, którzy wiedząc, że nie mamy
      tu trwałego miasta, ale szukamy przyszłego, uważają, że mogą z tego powodu
      zaniedbywać swoje obowiązki doczesne, nie zdając sobie sprawy, że właśnie przez
      wiarę są jeszcze bardziej zobowiązani do ich wypełniania, zgodnie z powołaniem,
      które każdemu zostało udzielone». Niech zatem wierni starają się «wykonywać
      swoje doczesne zajęcia, łącząc wysiłki ludzkie, domowe, zawodowe, naukowe albo
      techniczne w jedną żywotną syntezę z wartościami religijnymi; [bowiem] kierując
      się ich autorytetem, wszystko przyporządkowujemy chwale Boga» 31.

      Papież Jan Paweł II podczas audiencji w dniu 21 listopada 2002 r. zatwierdził
      niniejszą Notę, przyjętą na sesji zwyczajnej Kongregacji Nauki Wiary, i polecił
      ją opublikować.

      Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 24 listopada 2002 r., w uroczystość
      Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata

      Kard. Joseph Ratzinger
      cała Nota:
      www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/nota_polityka_24112002.html
    • hopp Niestety po angielsku, ale przynajmniej konkretnie 01.04.05, 13:36
      i rzeczowo o tym pontyfikacie:

      service.spiegel.de/cache/international/spiegel/0,1518,348471,00.html
    • leszek.sopot "S" musi wrocic do korzeni 01.04.05, 13:38
      Przemówienia Papieża do związkowców z "S", (11 listopada 2003 r., audiencja w
      Watykanie):

      [...] Serdecznie witam wszystkich tu zebranych. W sposób szczególny pozdrawiam
      pana Prezydenta Lecha Wałęsę oraz obecnego pana Przewodniczącego Związku. Witam
      księdza arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, odpowiedzialnego z ramienia
      Episkopatu za duszpasterstwo ludzi pracy. Cieszę się, że ponownie mogę gościć w
      Watykanie przedstawicieli "Solidarności".
      Wspominając datę 11 listopada nie mogę nie nawiązać do narodowej wolności, jaka
      zrodziła się tego dnia po latach zmagań, które kosztowały nasz naród wiele
      wyrzeczeń i ofiar. Ta zewnętrzna wolność nie trwała długo, ale zawsze mogliśmy
      się do niej odwoływać w walce o zachowanie wolności wewnętrznej, wolności
      ducha. Wiem jak bardzo drogi był ten dzień wszystkim, którzy w okresie
      komunizmu starali się przeciwstawiać programowemu zabijaniu wolności człowieka,
      poniżaniu jego godności i odmawianiu mu podstawowych praw. A potem z tego
      sprzeciwu zrodził się ruch, którego jesteście twórcami i spadkobiercami. I ten
      ruch również nawiązywał do 11 listopada, do tej wolności, która w 1918 roku
      znalazła swój zewnętrzny, polityczny wyraz, a zrodziła się z wewnętrznej
      wolności poszczególnych obywateli rozczłonkowanej Rzeczypospolitej i z duchowej
      wolności całego narodu.
      Ta wolność ducha, choć tłumiona od zakończenia drugiej wojny światowej i paktów
      jałtańskich, przetrwała i stała się fundamentem pokojowych przemian w naszym
      Kraju, a potem w całej Europie, jakie dokonały się także dzięki "Solidarności".
      Dziękuję Bogu za rok 1979, w którym poczucie jedności w dobrem i wspólne
      pragnienie pomyślności uciemiężonego narodu zwyciężyło nad nienawiścią i chęcią
      odwetu, i stało się zaczynem budowania demokratycznego państwa. Owszem były
      próby zniszczenia tego dzieła. Wszyscy pamiętamy 13 grudnia 1981 roku. Udało
      się te próby przetrwać. Bogu dziękuję, że w dniu 19 kwietnia 1989 roku mogłem
      wypowiedzieć takie słowa: Maryjo, "polecam Twojej macierzyńskiej
      trosce "Solidarność", która znowu może działać po ponownej legalizacji w dniu
      17 kwietnia. Polecam idący w parze z tym wydarzeniem proces, który zmierza do
      ukształtowania życia narodowego w sposób zgodny z prawami suwerennego
      społeczeństwa. Proszę Cię, Pani Jasnogórska, aby na drodze tego procesu wszyscy
      wykazywali w dalszym ciągu potrzebne męstwo, mądrość i rozwagę, służąc
      wspólnemu dobru".
      Wspominam te wydarzenia, bo mają one szczególne znaczenie w historii naszego
      narodu. A wydaje się, że uchodzą one pamięci. Młodsze pokolenia nie znają już
      tych wydarzeń z własnego doświadczenia. Można zatem pytać, czy właściwie
      docenią tę wolność, którą posiadają, jeśli nie będą znali ceny, jaka została za
      nią zapłacona. "Solidarność" nie może zaniedbać troski o tę historię, tak
      bliską, a równocześnie już odległą. Nie można nie przypominać powojennych
      dziejów odzyskiwania wolności. To jest dziedzictwo, do którego stale trzeba
      wracać, aby wolność nie przeradzała się w samowolę, ale miała kształt wspólnej
      odpowiedzialności za losy Polski i każdego jej obywatela.
      15 stycznia 1981 roku mówiłem do przedstawicieli "Solidarności": "Myślę, Drodzy
      Państwo, że macie pełną świadomość zadań, jakie stają przed wami (...). Są to
      zadania niezwykle doniosłe. Wiążą się one z potrzebą pełnego zabezpieczenia
      godności i skuteczności ludzkiej pracy poprzez uwzględnienie wszystkich
      osobowych, rodzinnych i społecznych uprawnień każdego człowieka: podmiotu
      pracy. W tym znaczeniu zadania te mają podstawowe znaczenie dla życia całego
      społeczeństwa, całego narodu: dla jego dobra wspólnego. Dobro wspólne bowiem
      społeczeństwa sprowadza się ostatecznie do tego, kim w owym społeczeństwie jest
      każdy człowiek, jak pracuje i jak żyje. Stąd też Wasza samorządna działalność
      posiada i zawsze posiadać powinna wyraźne odniesienie do całej moralności
      społecznej. Przede wszystkim do moralności związanej z dziedziną pracy, ze
      stosunkiem pomiędzy pracownikiem a pracodawcą". Wydaje się, że dziś to wezwanie
      do zabezpieczenia godności i skuteczności ludzkiej pracy nie straciło swojej
      ważności. Wiem jak bardzo ta godność i skuteczność jest dziś zagrożona. Wraz z
      rozwojem gospodarki rynkowej pojawiają się nowe problemy, które boleśnie
      dotykają pracowników.
      Wielokrotnie w ostatnim czasie mówiłem o problemie bezrobocia, który w wielu
      regionach Polski przybiera niebezpieczne wymiary. Pozornie wydaje się, że
      związki zawodowe nie mają na to wpływu. Trzeba jednak zapytać, czy nie mają
      wpływu na sposób zatrudniania, który coraz częściej ma charakter tymczasowy,
      albo na tryb zwolnień, które dokonywane są bez jakiejkolwiek troski o losy
      poszczególnych pracowników i ich rodzin.
      Owszem, w wielkich zakładach pracy, szczególnie w tych, których właścicielem
      jest państwo, "Solidarność" wykazuje dużą aktywność. Czy jednak wystarczająco
      troszczy się o losy pracowników w małych, prywatnych przedsiębiorstwach, w
      supermarketach, w szkołach, w szpitalach czy innych podmiotach gospodarki
      rynkowej, które nie mają tej siły, jaką mają kopalnie czy huty?
      Trzeba, aby wasz związek otwarcie występował w obronie ludzi pracy, którym
      pracodawcy odmawiają prawa głosu, prawa sprzeciwu wobec zjawisk urągających
      podstawowym prawom pracownika. Wiem, że zdarza się w naszym kraju, że
      pracownikom nie są wypłacane zarobki. Nie tak dawno, nawiązując do listu, jaki
      w związku z tym wystosowali polscy biskupi, powiedziałem, że grzechem wołającym
      o pomstę do nieba jest zatrzymywanie należności za pracę. "Zabija bliźniego,
      kto mu zabiera środki do życia, i krew wylewa, kto pozbawia zapłaty robotnika" -
      mówi Pismo (Syr 34, 22). To nadużycie jest powodem dramatycznej sytuacji wielu
      ludzi pracy i ich rodzin. Związek zawodowy "Solidarność" nie może pozostawać
      obojętny wobec tego niepokojącego zjawiska.
      Osobnym problemem jest często traktowanie pracowników wyłącznie jako siły
      roboczej. Zdarza się, iż pracodawcy w Polsce odmawiają podwładnym prawa do
      odpoczynku, do świadczeń lekarskich, a nawet do macierzyństwa. Czy nie oznacza
      to ograniczania wolności, o jaką walczyła "Solidarność"?
      Pozostaje wiele do zrobienia w tym względzie. Ten obowiązek spoczywa na
      władzach państwowych, na instytucjach prawnych, ale także na "Solidarności", z
      którą świat pracy różnych sektorów związał wiele nadziei. Nie można tej nadziei
      zawieść. W 1981 roku, gdy jeszcze trwał stan wojenny, mówiłem do
      przedstawicieli "Solidarności": "Działalność związków zawodowych nie ma
      charakteru politycznego, nie powinna być narzędziem działania nikogo, żadnej
      partii politycznej, aby mogła w sposób wyłączny i w pełni samorządny skupić się
      na wielkim dorobku społecznym ludzkiej pracy i ludzi pracy" (15 stycznia 1981).
      Wydaje się, że właśnie upolitycznienie związku - być może spowodowane
      historyczną koniecznością - doprowadziło do jego osłabienia. Jak bowiem pisałem
      w Encyklice Laborem exercens, ten, kto dzierży władzę w państwie, jest
      pośrednim pracodawcą, którego interesy zazwyczaj nie idą w parze z potrzebami
      pracownika.
      "Solidarność", wkraczając na pewnym etapie bezpośrednio w świat polityki i
      podejmując odpowiedzialność za rządzenie krajem, siłą rzeczy musiała
      zrezygnować z obrony interesów pracowników w wielu sektorach życia
      ekonomicznego i publicznego. Niech mi będzie wolno powiedzieć, że
      dziś "Solidarność", jeśli prawdziwie pragnie służyć narodowi, winna wrócić do
      swoich korzeni, do ideałów, jakie przyświecały jej jako związkowi zawodowemu.
      Władza przechodzi z rąk do rąk, a robotnicy, rolnicy, nauczyciele, służba
      zdrowia i wszyscy inni pracownicy, bez względu na to, kto sprawuje władzę w
      kraju, oczekują pomocy w obronie ich słusznych praw. Tu nie może
      zabraknąć "Solidarności".
      Jest to trudne i wymagające zadanie. Dlatego wszelkie wasze wysiłki otaczam co
      dnia moją modlitwą. Stając w obronie praw pracowniczych działacie w słusz
      • leszek.sopot Re: "S" musi wrocic do korzeni - dokonczenie 01.04.05, 13:40
        Jest to trudne i wymagające zadanie. Dlatego wszelkie wasze wysiłki otaczam co
        dnia moją modlitwą. Stając w obronie praw pracowniczych działacie w słusznej
        sprawie, dlatego możecie liczyć na pomoc ze strony Kościoła. Wierzę, że to
        działanie będzie skuteczne i przyniesie poprawę losu ludzi pracy w naszym
        Kraju. Z Bożą pomocą pełnijcie dzieło, które razem rozpoczęliśmy przed laty.
        Niech Bóg wam błogosławi.

        (Źródło: papiez.pap.pl/cgi-bin/document.pl?
        plik=solidarnosc&dzial=dokumentacja)
    • husyta Miłosierdzie Boże według JP2 i Faustyny 01.04.05, 14:29
      Odpisuję właściwie na posty Homosovieticusa, który w jezuickim stylu wodę mąci,
      przytaczając teksty o Bożym miłosierdziu ...

      Kiedy JP2 ustanawiał kult Bożego miłosierdzia w Łagiewnikach, to promował
      przesłanie Faustyny, które niewiele miało wspólnego z presłaniem Biblii:

      Fragmenty z innych wątków:

      [Faustyna] Gdy pracowała w Łodzi jako służąca, podczas potańcówki w parku
      Wenecja ujrzała Jezusa: "umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego
      ranami". Powiedział jej te słowa: "Dokąd cię cierpiał będę i dokąd mnie zwodzić
      będziesz?". Tak się rozpoczął jej dialog mistyczny. Zapytała Jezusa, co ma
      czynić. Usłyszała: "Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru".
      Niepostrzeżenie opuściła zabawę i poszła do pobliskiego kościoła; była to
      katedra św. Stanisława Kostki.

      Kiedy ma ochotę wystąpić z klasztoru, rzekomo znowu objawia się jej Chrystus,
      tym razem na firance:

      „"Przyszłam do celi, siostry już się położyły, światło zgaszone. Ja weszłam do
      celi pełna udręki i niezadowolenia. Nie wiem, co [z] sobą robić. Rzuciłam się
      na ziemię i zaczęłam się gorąco modlić o poznanie woli Bożej. Cisza wszędzie
      jak w tabernakulum. (...) Po chwili jasno się zrobiło w mojej celi i ujrzałam
      na firance oblicze Pana Jezusa bolesne bardzo. Żywe rany na całym obliczu i
      duże łzy spadały na kapę mojego łóżka. Nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć,
      zapytałam Jezusa: » Jezu, kto Ci wyrządził taką boleść? «. A Jezus
      odpowiedział, że: » Ty mi wyrządzisz taką boleść, jeżeli wystąpisz z tego
      zakonu. Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej, i przygotowałem wiele łask dla
      ciebie «. Przeprosiłam Pana Jezusa i zmieniłam natychmiast powzięte
      postanowienie".

      Potem miała kolejną wizję, w której otrzymała od Jezusa polecenie namalowania
      obrazu podpisanego słowami: „Obiecuję, że dusza, która będzie czcić ten obraz,
      nie zginie”.

      „"Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej.
      Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach.
      Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden
      czerwony, a drugi blady. (...) Po chwili powiedział mi Jezus: » Wymaluj mi
      obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Obiecuję, że
      dusza, która będzie czcić ten obraz, nie zginie". A potem takie słowa: "Mój
      obraz w duszy twojej jest. Ja pragnę, aby było Miłosierdzia Święto. Chcę, aby
      ten obraz, który wymalujesz pędzlem, był uroczyście poświęcony w pierwszą
      niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia. Pragnę,
      ażeby kapłani głosili to wielkie miłosierdzie moje względem dusz grzesznych.
      Niech się nie lęka zbliżyć do mnie grzesznik. Palą mnie promienie miłosierdzia,
      chcę je wylać na dusze ludzkie «".

      To przesłanie, które Faustyna rzekomo otrzymała od Jezusa jest sprzeczne z
      nauką Jezusa zawartą w Biblii. Słowo Boże wyraźnie zakazuje kultu obrazów, nie
      pozwala na malowanie ‘tego co w górze’, czyli wyobrażania sobie Boga w formie
      obrazów – drugie przykazanie Dekalogu:
      Wyjścia
      20,4 Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w
      górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią.
      20,5 Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg
      twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i
      czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą.

      Tak więc można powiedzieć, że wizje / zwidy Faustyny były sprzeczne z
      przesłaniem Biblii.
      Oddawanie czci Bogu nie polega na czczeniu obrazów z rzekomymi wizerunkami
      Jezusa, ale postępowaniu według prawdy objawionej przez Boga:
      Jan
      4,21 Rzekł jej Jezus: Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani
      na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu.
      4,22 Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, bo zbawienie
      pochodzi od Żydów.
      4,23 Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą
      oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by
      mu tak cześć oddawali.
      4,24 Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w
      duchu i w prawdzie.


      Miłosierdzie Boże według Faustyny
      Miłosierdzie Boże w zrozumieniu Faustyny jest osiągalne dla tych, którzy będą
      oddawać cześć obrazowi, który miała namalować.

      Pominę opis starań o namalowanie obrazu, w każdym bądź razie obrazków tych
      powstało więcej.


      Stosunek Świętego Oficjum do wizji Fauystyny:
      „Umarła w październiku 1938 roku. Jej ciało zostało pochowane na cmentarzu
      zakonnym w ogrodzie Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie
      Łagiewnikach we wspólnym grobowcu. Myśl o miłosierdziu odnosi zwycięstwo za jej
      grobem, ale zgoła nie zaraz. Szerzy się, owszem, ale napotyka na ostry opór
      władzy kościelnej. Dwadzieścia lat po śmierci Faustyny najwyższa instancja
      doktrynalna Kościoła rzymskokatolickiego, watykańska Kongregacja Świętego
      Oficjum, wydaje dekret stwierdzający, że przeżycia siostry Faustyny nie mają
      źródła nadprzyrodzonego i że należy wycofać modlitwy i obrazki pochodzące z
      tych rzekomych objawień.”

      Tak więc w tamtym czasie w Kongregacji Św. Oficjum miała przewagę grupa
      trzeźwo myślących ludzi, którzy zwidy Faustyny nie potraktowali jako objawienia
      Boże.

      JP2 a Faustyna
      JT pisze dalej:
      „Młyny kościelne mielą wolno, lecz czasem porządnie. Szczególnie gdy włącza się
      młynarz rosnącej rangi: Karol Wojtyła w Krakowie. Jeszcze jako biskup tego
      miasta wydeptuje w Watykanie cofnięcie dekretu. Publikacja tej zmiany następuje
      znów po dwudziestu latach. W tym samym roku Pańskim 1978 zapada w tymże
      Watykanie wiadoma decyzja, która sprzyja sprawie. Jeszcze cztery daty: 1980 -
      encyklika Jana Pawła II, druga z trzynastu, o Bożym miłosierdziu jako
      największym przymiocie Boga, 1993 - beatyfikacja Faustyny (zezwolenie na kult
      lokalny), 1995 - ustanowienie Święta Miłosierdzia Bożego, 2000 - kanonizacja
      Faustyny.

      Łagiewniki stają się ośrodkiem światowego kultu miłosierdzia Bożego.”

      Według Faustyny i JP2 milosierdzie Boże miało polegać na tym, że objawił
      Faustynie obraz, 'że dusza, która będzie czcić ten obraz, nie zginie”.
    • homosovieticus dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności 01.04.05, 14:31
      Warszawa, 8 czerwca 1991


      Szanowny Panie Prezydencie!

      Przedstawiciele Rządu i Parlamentu!

      Panie i Panowie!

      1. Pozwólcie, że rozpocznę od długiego cytatu: "Uznając, iż los nas wszystkich
      od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim
      doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z
      pory, w jakiej się Europa znajduje i z tej dogorywającej chwili, która nas
      samych sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej
      nad życie, nad szczęśliwość osobistą, egzystencję polityczną, niepodległość
      zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest
      powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i
      przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód, które w nas namiętności sprawować
      mogą, dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia ojczyzny
      naszej i jej granic, z największą stałością ducha niniejszą Konstytucję
      uchwalamy i tę całkowicie za świętą, za niewzruszoną deklarujemy, dopóki by
      naród w czasie prawem przepisanym wyraźną wolą swoją nie uznał potrzeby
      odmienienia w niej jakiego artykułu".

      2. Przytoczony tekst pochodzi z Ustawy rządowej, czyli Konstytucji uchwalonej w
      dniu 3 maja 1791 r. - przed dwustu laty. Konstytucja ta słusznie może się
      szczycić pierwszeństwem na kontynencie europejskim. Wyprzedziła ją tylko
      amerykańska Konstytucja Stanów Zjednoczonych, która do dzisiaj jest ustawą
      zasadniczą tego wielkiego mocarstwa.

      Naszej Konstytucji majowej przypadł inny los. Stała się ona raczej ostatnim
      słowem dziejów I Rzeczypospolitej, która była państwem wielu narodów. Była też
      ostatnim wyrazem mądrości obywatelskiej i odpowiedzialności politycznej, który
      przyszedł już niestety za późno i nie zdołał zahamować procesu upadku tego
      wielkiego organizmu, zagrożonego już wówczas śmiertelnie od zewnątrz, a także
      toczonego od wewnątrz ciężką chorobą.

      Niemniej ta wspaniała Konstytucja była równocześnie nowym początkiem.
      Uświadomiła, jakie powinno być nowożytne państwo polskie, a ta świadomość
      towarzyszyła wszystkim, którzy w ciągu epoki rozbiorowej o tę niepodległą
      Rzeczpospolitą walczyli, dla niej ponosili wielorakie ofiary, nie szczędząc
      także i życia, dla niej wreszcie pracowali na przestrzeni kilku pokoleń,
      zarówno na ziemi ojczystej zagarniętej przez potrójną przemoc, jak też i poza
      jej granicami. Wypada, abyśmy w dniu dzisiejszym oddali hołd im wszystkim. Jako
      syn polskiego narodu pragnę to uczynić wraz z wami, czcigodni Państwo, a także
      z wszystkimi rodakami, na szlaku mojego pielgrzymowania po ziemi ojczystej
      spotykanymi.

      3. Bez przesady można powiedzieć, iż Konstytucja 3 maja uchwalona w roku 1791
      stała się podstawą nowej polskiej państwowości w roku 1918, kiedy to klęska
      wojenna wszystkich trzech zaborców otworzyła drogę do niepodległości II
      Rzeczypospolitej.

      Jednakże również i teraz, po przełomowych wydarzeniach roku 1989, ten sam
      dziejowy dokument zasługuje, aby stał się wzorcowym punktem odniesienia dla
      nowej Konstytucji, na której oprze się życie całej państwowej wspólnoty w III
      Rzeczypospolitej.

      Kiedy wmyślamy się w tekst poprzednio odczytany, uderzają nas znamienne
      analogie. Czyż i dzisiaj nie chodzi o to, ażeby "korzystać z pory, w jakiej się
      Europa znajduje" u kresu tego stulecia, które zostało obciążone pamięcią dwóch
      wielkich wojen światowych, a bardziej jeszcze pamięcią systemów totalitarnych,
      które po upadku jednego z nich owocowały w dalszym ciągu w politycznych
      decyzjach Jałty? Czyż nie można równocześnie powiedzieć, że wydarzenia tego
      stulecia "wróciły nas sobie samym", jak to wyrażają twórcy Konstytucji sprzed
      dwustu lat?

      Tak. Zostaliśmy "sobie samym przywróceni" - przyczynił się do tego bieg
      historycznych wydarzeń, w których naród polski miał swój czynny udział. Ten
      czynny udział w I wojnie światowej zaznaczył się przede wszystkim (choć nie
      wyłącznie) jako wysiłek zbrojny aż do bitwy pod Warszawą w sierpniu 1920 roku.
      Ten czynny udział na etapie pojałtańskim zaznaczył się przede wszystkim jako
      świadomy ruch w obronie podmiotowości społeczeństwa zniszczonej przez system
      totalitarny. Ruch ten osiągnął swój najpełniejszy kształt od roku 1980 w
      polskiej "Solidarności", a pomimo delegalizacji związku w stanie wojennym nie
      przestał oddziaływać w tym samym kierunku. Oddziaływanie to okazało się
      skuteczne.

      Pozwólcie jednak, że przytoczę w tej chwili słowa współczesnego filozofa
      polskiego, które wskazują na inny jeszcze wymiar dziejowych procesów. Oto co
      pisze: "Dziś ludzkość stanowi dość spójny splot narodów mocno powiązanych
      różnymi więzami. Każdy naród i każda jednostka ma swoje powołanie. Nie jest ono
      wyznaczone jednoznacznie, dopuszcza szereg wariantów. Świata nie da się dziś
      zrozumieć inaczej, jak tylko jako będącego w dialogu z Bogiem, który wzywa,
      naprawia to, co człowiek psuje i ciągle daje nam nowe szanse" (Andrzej
      Grzegorczyk, "Solidarność" - Ethos czy przyjęcie losu?, w: "Ethos" nr 11 -
      12/1990).

      4. Dwa stulecia, jakie dzielą nas od uchwalenia Konstytucji 3 maja, były także
      czasem takiego dialogu z Bogiem. Dialog ten nie przebiegał tylko w ukryciu
      ludzkich serc i ludzkich sumień. Dialog ten stał się treścią wielorakiego
      zapisu, który wyznacza szczególny okres w dziejach polskiej kultury, zwłaszcza
      literatury. Ten zapis trwa w nowych pokoleniach - i trzeba, aby trwał, był on
      wszakże szczególnym komentarzem do Konstytucji 3 maja. Wskazywał i nadal
      wskazuje drogę ku naszej polskiej tożsamości w Europie: tożsamości jako
      społeczeństwa i jako wspólnoty politycznej.

      Jest to ważne na progu III Rzeczypospolitej, gdy "przywróceni sobie samym"
      wciąż jeszcze szukamy drogi do "siebie samych", do politycznego, a także
      ekonomicznego kształtu tej suwerennej podmiotowości, jaka jest naszym udziałem.
      Pozwólcie, że raz jeszcze przytoczę słowa współczesnego myśliciela, tym razem
      nie Polaka, lecz Włocha, który ze szczególną wnikliwością wgłębia się w naszą
      polską specyfikę: "Polacy - pisze on - mogą albo wejść po prostu do
      społeczeństwa konsumpcyjnego, zajmując w nim - jeśli się im powiedzie -
      ostatnie miejsce, zanim nie zamknie ono definitywnie swych bram dla nowych
      przybyszy, albo też przyczynić się do ponownego odkrycia wielkiej, głębokiej,
      autentycznej tradycji Europy, proponując jej jednocześnie przymierze: wolnego
      rynku i solidarności" (Rocco Buttiglione, Jan Paweł II a polska droga do
      wolności, w: "Ethos" nr 11 - 12/1990).

      Solidarność bowiem przekroczyła już granice Polski. Stała się elementem
      myślowym i wymogiem moralnym dla współczesnego świata, nie tylko dla Europy. Na
      ten temat mówiłem już przed czterema laty nad Bałtykiem, a potem powrócił on w
      pełniejszym jeszcze kształcie w encyklice Sollicitudo rei socialis, a także
      Centesimus annus na 100-lecie Rerum novarum.

      Ufajmy zatem, że wprowadzając wolny rynek, Polacy nie zaprzestaną utrwalać w
      sobie i pogłębiać postawy solidarności. Ważnym elementem tej postawy jest
      troska o prawa ludzkie, począwszy od najważniejszego z nich, prawa do życia.
      Chodzi nie tylko o to, żeby domagać się tych praw dla siebie. Solidarność to
      znaczy również zabiegać o respektowanie praw wszystkich pokrzywdzonych i
      najsłabszych. Zwłaszcza tych, którzy sami bronić się nie potrafią. Prawdziwa
      solidarność musi być integralna. Zatem nie wolno wykluczać z niej dzieci
      poczętych. One również, podobnie jak wszystkie inne istoty ludzkie, mają prawo
      do życia.

      5. "W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego". Ustawa rządowa z dnia 3 maja 1791
      r. rozpoczyna się od wezwania Imienia Bożego. Jako syn polskiego narodu, a
      równocześnie następca św. Piotra na stolicy biskupów Rzymu, odwołuję się i ja
      do tego Najświętszego Imienia wobec was, którzy reprezentujecie tutaj władze
      Rzeczypospolitej na początku nowego okresu jej dziejów.

      Tak jak wówczas, tak i teraz "niepodległość zewnęt
      • homosovieticus dla dobra powszechnego, dla ugruntowania .. cd 01.04.05, 14:32
        Tak jak wówczas, tak i teraz "niepodległość zewnętrzna i wolność wewnętrzna
        narodu", jego los, "w wasze ręce jest powierzony". Strzeżcie się więc i wy -
        jak ongiś twórcy 3-majowej Konstytucji - abyście "na błogosławieństwo, na
        wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń mogli zasłużyć" - i to "pomimo
        przeszkód, jakie i w was (jak ongiś w pokoleniu 3-majowym) mogą sprawować
        namiętności" w swej wielorakiej postaci. Pomimo wszystko.

        Wolność zawsze jest wyzwaniem. A władza jest wyzwaniem wolności. Nie można jej
        sprawować inaczej, jak tylko służąc!

        Życzę wam przeto, i o to co dzień żarliwie się modlę, abyście władzę, która
        została wam powierzona, mogli sprawować "dla dobra powszechnego, dla
        ugruntowania wolności", pamiętając, że wolności nie gruntuje się inaczej, jak
        tylko przez prawdę. Chrystus powiedział: "Prawda was wyzwoli" (J 8,32).


        • oborovy Re: dla dobra powszechnego, dla ugruntowania .. c 14.05.05, 23:41
          Widze cembale, ze sperma wali ci odbytem na dekiel ... zalosne!
    • szpikulec1 Zostan z nami ! Zostan z nami ! 01.04.05, 14:33
      • homosovieticus Rozumiem ale "Niech się dzieje Twoja wola Panie" 01.04.05, 14:55
        Bóg dał nam Go i Bóg zabiera Go do Siebie.
        ALLELUJA!
        Bóg dobrem jest.
    • leszek.sopot "Goralu wracaj do Tatr" 01.04.05, 15:03
      video:
      ww2.tvp.pl/tvppl/video/2003/10/09/7018/film.asf
      Bylem wowczas w 1979 roku w Gnieznie, gdzie na placu przy katedrze dlugo sie
      przeciagnelo spotkanie Papieza z mlodzierza... Byl to jeden z najwspanialszych
      dni w moim zyciu. Popoludnie z Janem Pawlem II konczylo sie coraz to nowymi
      piesniami, a Papiez zartowal i pozdrawial. Najwyrazniej nie chcial zejsc z
      balkonu i chcial byc jak najdluzej z ludzmi.
      Szkoda, ze na poczatku tego krotkiego filmu jest pokazany tylko Papiez na
      balkonie, a nie ma tego calego bedacego w jakims przedziwnym uniesieniu tlumu
      glownie mlodych ludzi. To byl piekny dzien...
    • homosovieticus Umiera człowiek ,który wiele dobra uczynił ludziom 01.04.05, 15:09
      Bądźmy wdzięczni Bogu ,że nasze go wydało plemie.Plemię ,które niewielu
      Wielkich i Madrych Nauczycieli życia dało Światu.
      JAN PAWEŁ WIELKI.
      Nasz Rodak, żegna sie z Nami i odchodzi do KRAINY WIECZNEGO SZCZEŚCIA gdzie
      mieszka Bóg.
      Nie smućmy się wiec.
      Starajmy się żyć jak nas nauczał i mimo łez ....weselmy się.Pamietajmy o
      radości życia, które dał nam Pan i o "kremówkach".
    • homosovieticus Piękno - praca - zmartwychwstanie: 01.04.05, 15:35
      fragment z przemówienia
      DO PRZEDSTAWICIELI ŚWIATA KULTURY ZGROMADZONYCH W TEATRZE NARODOWYM
      Warszawa, 8 czerwca 1991

      (...)Antropologia stanowi podstawę etyki. Aby dokonać pełnej interpretacji
      Dekalogu poprzez przykazanie miłości, trzeba mieć przed oczyma ten właśnie
      obraz człowieka, który przypomniał Sobór w słowach uprzednio przytoczonych.
      Słowa te są zarazem niejako przewodnikiem prowadzącym w kierunku pogłębionego
      rozumienia, a nade wszystko dojrzałego praktykowania moralności
      chrześcijańskiej - to znaczy zarazem ludzkiej, w pełni ludzkiej.

      Wypada jeszcze w tym miejscu odwołać się do ewangelicznej przypowieści o
      talentach. Pamiętamy, że aprobatę w tej przypowieści znajdują ci słudzy, którzy
      pracując pomnożyli otrzymane talenty; z dezaprobatą natomiast spotyka się ten,
      który "zakopał talent" (por. Mt 25,20-29).

      Wśród mojego dzisiejszego audytorium wyraz "talent" natrafia zapewne na żywy
      oddźwięk. Chodzi wszakże o twórców kultury, nauki, o artystów, wiadomo zaś, że
      twórczość naukowa i artystyczna zawsze zaczyna się od tego, co nazywamy
      talentem w jego wielorakiej postaci.

      Otóż pragnę podkreślić, że u podstaw każdego z tych wielu zróżnicowanych
      talentów każdy z nas, każdy bez wyjątku, również nie należący do świata kultury
      i nauki, dysponuje nade wszystko jednym: uniwersalnym talentem, którym jest
      nasze człowieczeństwo, nasze ludzkie "być" (esse). Ewangelia ze swym
      przykazaniem miłości uczy nas pomnażania tego przede wszystkim talentu: talentu
      naszego człowieczeństwa. Ostateczny osąd naszego życia będzie też tego talentu
      dotyczył nade wszystko. Ten zaś talent pomnaża się "przez bezinteresowny dar z
      siebie samego", czyli przez miłość Boga i bliźnich. Znaczy to równocześnie:
      miłość Boga poprzez miłość bliźnich-ludzi: "Kto nie miłuje brata swego, którego
      widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1 J 4,20).

      4. Przypomnienie prymatu tego talentu posiada znaczenie zasadnicze w
      dzisiejszym momencie historycznym. System ideologiczny, który nadawał ton
      naszemu życiu przez okres ostatnich dziesięcioleci, zgodnie ze swymi
      założeniami materialistycznymi przesuwał ten prymat w kierunku "mieć". Nawet
      kulturę próbowano widzieć w kategoriach produkcyjno-konsumpcyjnych. Inna rzecz,
      czy to przesunięcie było skuteczne. Myślę, że raczej okazało się mało
      skuteczne. Jednostki przywykłe do widzenia swej egzystencji wedle
      prymatu "mieć" - a więc prymatu wartości materialnych - często poszukiwały
      miejsca na Zachodzie, gdzie ów prymat ludzkiego "mieć" jest lepiej ugruntowany.
      Nie chcę przez to bynajmniej powiedzieć, że to był jedyny czy decydujący motyw
      takiej decyzji. W każdym razie materializm systematyczny, w swej formie
      dialektycznej, bardziej jeszcze może praktycznej, poświęca ludzkie "być"
      dla "mieć". Nasza młoda III Rzeczpospolita stoi na pewno wobec zadania odbudowy
      ekonomii, podniesienia stanu polskiego "mieć" wedle słusznych potrzeb, wedle
      wymagań wszystkich obywateli. Niech mi jednak wolno będzie z całą stanowczością
      stwierdzić, że również i to zadanie realizuje się prawidłowo i skutecznie tylko
      na zasadzie prymatu ludzkiego "być". Ekonomia jest ostatecznie dla kultury.
      Realizuje się również przez kulturę. Realizuje się prawidłowo przez ten
      podstawowy wymiar kultury, którym jest moralność - wymiar etyczny.
      Zabezpieczając pierwszeństwo tego wymiaru, zabezpieczamy pierwszeństwo
      człowieka. Człowiek bowiem realizuje się jako człowiek zasadniczo przez swą
      wartość moralną.

      Myślę, że w tej właśnie perspektywie - w perspektywie szukania ostatecznej
      prawdy o człowieku, w perspektywie pierwszeństwa ludzkiego "być" przed "mieć" -
      trzeba patrzeć na wzajemne relacje między Kościołem i światem kultury. Powiem
      szczerze, że byłem bardzo dumny z polskiego Kościoła, kiedy w czasach dla
      kultury trudnych starał się ułatwić twórcom wypełnianie ich obowiązków wobec
      społeczeństwa. Korzyść z udzielania przez Kościół jakiegoś azylu kulturze
      narodowej była zapewne obustronna. Twórcy kultury - oprócz tak cennych wówczas
      możliwości kontaktu ze społeczeństwem - mieli okazję poznać głębiej korzenie, z
      których wyrasta Europa, niektórzy z nich wręcz odnaleźli wiarę lub się w niej
      pogłębili. Z kolei Kościołowi dało to szansę głębszej obecności w życiu
      społecznym. Ale były to czasy nadzwyczajne, niezupełnie normalne.

      Dziś świat kultury dokonuje odbudowy należnej sobie autonomii. Jest to proces
      naturalny i słuszny.

      Ufam jednak, że okres, w którym kultura narodowa korzystała poniekąd z
      kościelnego azylu, pozostawił trwały ślad w waszych, drodzy Państwo,
      środowiskach. Ufam, że jako twórcy kultury wyraźniej teraz rozpoznajecie
      podstawowe znaki orientacyjne, umożliwiające autentyczne poruszanie się w
      dziedzinie ducha. Mam na myśli zwłaszcza głoszoną przez chrześcijaństwo prawdę
      o osobie ludzkiej oraz chrześcijańską hierarchię wartości.

      5. W ten sposób na spotkaniu ze światem kultury wracamy do przypowieści o
      talentach. Wraz z wami wszystkimi, drodzy Państwo, wraz z Kościołem i
      społeczeństwem w Polsce, jestem głęboko zatroskany o człowieka, o spełnianie
      się człowieka. A drogą do tego spełnienia - jak przypomina Sobór, a także
      doświadczenie ogólnoludzkie - jest dar, bezinteresowny dar z siebie.

      Ten dar znajduje swój dalszy wyraz w wielu różnych talentach. Na nich opiera
      się ogólnoludzka i narodowa kultura. Pragnę wszystkim tym talentom, które
      rozwijają się i osiągają ową postać piękna, które jest "kształtem Miłości"
      (Cyprian Kamil Norwid, Promethidion. Bogumił), życzyć, aby się pomnażały w
      każdej dziedzinie życia polskiego.

      Modlę się o to do Boga, który jest dawcą talentów. Modlę się, aby wszyscy
      ludzie wielorakich talentów na ziemi polskiej znajdowali warunki do twórczej
      pracy. Aby mogli nas obdarzać prawdziwym pięknem. Piękno - praca -
      zmartwychwstanie: ta Norwidowska triada pozostaje zawsze w mocy(...)
    • homosovieticus Do Wspólnoty Żydowskiej: 01.04.05, 15:40
      Jan Paweł II
      PRZEMÓWIENIE WYGŁOSZONE W CZASIE SPOTKANIA Z PRZEDSTAWICIELAMI WSPÓLNOTY
      ŻYDOWSKIEJ
      Warszawa, 9 czerwca 1991
      1. Spotkania z przedstawicielami wspólnot żydowskich stanowią stały element
      moich podróży apostolskich. Fakt ten posiada swoją wymowę, podkreśla bowiem
      jedyną w swoim rodzaju wspólnotę wiary, jaka łączy synów Abrahama, wyznawców
      religii Mojżesza i proroków, z tymi, którzy również wyznają Abrahama
      swoim "ojcem w wierze" (por. J 8,39) i przyjmują w Chrystusie, "Synu Abrahama i
      Synu Dawida" (por. Mt 1,1), także całą przebogatą spuściznę Mojżesza i proroków.

      Spotkanie z Żydami na polskiej ziemi ma jednak każdorazowo szczególne
      znaczenie. Dziś pragnę się odwołać do tego wszystkiego, co wypowiedziałem już w
      czasie poprzednich spotkań na ten temat, a co dyktuje mi moja wiara i serce.
      Zbiega się w tym niejako wspaniała i zarazem tragiczna przeszłość prawie
      tysiącletniej wspólnoty historii na polskiej ziemi, odpowiedzialność wyznawców
      Jedynego Boga za dziś i nadzieja na przyszłość, zmierzająca do przemiany świata
      przez odrodzenie i odnowę człowieka otwartego w równym stopniu na głos Boga i
      potrzeby bliźniego.

      2. W czasie mojego ostatniego spotkania z przedstawicielami wspólnoty
      izraelskiej w Polsce, w siedzibie prymasów, dnia 14 czerwca 1987 r., które
      wspominam z wdzięcznością i nie bez wzruszenia, wyraziłem myśli i uczucia, z
      jakimi ja sam oraz - myślę - olbrzymia większość Polaków patrzyliśmy bezsilnie
      na tę straszliwą zbrodnię dokonywaną na całym narodzie żydowskim. Czasem nie w
      pełni nawet wiedząc, co się dzieje, bo jednak sprawcy to ukrywali.
      Przeżywaliśmy ją - mówiłem wtedy - "w duchu głębokiej solidarności z wami.
      Wasze zagrożenie było i naszym zagrożeniem. To nasze nie zrealizowało się w
      takiej mierze, nie zdążyło się zrealizować w takiej mierze. Tę straszliwą
      ofiarę wyniszczenia ponieśliście wy; można powiedzieć ponieśliście za innych,
      którzy także mieli być wyniszczeni".

      Toteż serdecznie przyłączam się do słów, jakie znalazłem w liście pasterskim
      biskupów polskich z 30 listopada ubiegłego roku: "Ta sama ziemia, która przez
      wieki była wspólną Ojczyzną Polaków i Żydów, wspólnie przelana krew, morze
      potwornych cierpień, doznanych krzywd powinny nas nie dzielić, a łączyć. O tę
      wspólnotę wołają do nas szczególnie miejsca kaźni, a w wielu wypadkach także
      wspólne mogiły".

      Ludzka przeszłość nie przemija całkowicie. Również dzieje polsko-żydowskie,
      chociaż tak niewielu Żydów mieszka obecnie na polskiej ziemi, są wciąż bardzo
      realnie obecne w życiu zarówno Żydów, jak i Polaków. Zwróciłem na to uwagę moim
      rodakom, którzy odwiedzili mnie w Rzymie 29 września 1990 r. "Lud, który żył z
      nami przez wiele pokoleń - powiedziałem wtedy - pozostał z nami po tej
      straszliwej śmierci milionów swych synów i córek. Wspólnie czekamy Dnia Sądu i
      Zmartwychwstania" (Cykl Jasnogórski).

      3. Dziś wydaje się rzeczą wielkiej wagi, abyśmy z jednej i drugiej strony
      starali się dostrzec, ocalić i ożywić to dobro, jakie działo się między nami, a
      przecież przez całe stulecia działo się go wiele. I abyśmy szukali pojednania i
      przyjaźni pomimo zła, bo również zła było wiele w naszych dziejach.

      Niestety, i dobro, i zło, jakie się działo między nami, zostało przytłoczone
      przez to niepojęte w swojej zgrozie ludobójstwo, którego ofiarą padł naród
      żydowski. Tyle przynajmniej można powiedzieć, że nie mająca precedensu zbrodnia
      zabijania całego narodu przeraziła chrześcijańską Europę i zmobilizowała ją do
      naprawiania krzywd, jakie przez wieki były wyrządzane Żydom i które nieraz były
      wpisane w struktury myślenia i obyczaju. Po dwóch tysiącach lat przerwy Żydzi
      uzyskali wreszcie swoje własne państwo. Narody cywilizacji chrześcijańskiej
      podjęły żmudną pracę wykorzeniania ze swojej mentalności wszelkich
      niesprawiedliwych uprzedzeń wobec Żydów oraz innych przejawów antysemityzmu.

      W pracy tej aktywnie uczestniczyły Kościoły chrześcijańskie, również Kościół
      katolicki.

      W ostatnim roku Kościół powszechny, w tym także Kościół w Polsce, obchodził
      uroczyście 25. rocznicę deklaracji Soboru Watykańskiego II Nostra aetate, która
      znaczy zasadniczy przełom w stosunku chrześcijan do Żydów. Nauka Soboru została
      następnie rozwinięta w późniejszych dokumentach Stolicy Apostolskiej,
      jak "Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzenia w życie deklaracji soborowej
      Nostra aetate" z 1974 r., oraz "Żydzi i judaizm w głoszeniu słowa Bożego i w
      katechezie Kościoła katolickiego", z 1985 r. Z zadowoleniem mogłem stwierdzić,
      że wszystkie te dokumenty Kościoła, a także całość nauczania papieskiego,
      zostały staraniem polskiego Episkopatu przetłumaczone i wydane także w języku
      polskim. Cieszę się, że do zbioru tych dokumentów przybył ostatnio wspomniany
      list pasterski Episkopatu Polski z 30 listopada ubiegłego roku.

      Dzisiaj, po przeszło dwudziestu pięciu latach od Soboru Watykańskiego II,
      nadszedł czas, by podjąć szczególny wysiłek w celu urzeczywistnienia i
      wprowadzenia w życie nauki Kościoła. Niech treść tych dokumentów będzie
      inspiracją do podejmowania coraz to nowych wysiłków wszystkich Kościołów
      lokalnych, w tym także polskiego, dla przezwyciężenia krzywdzących stereotypów,
      schematów i pokutujących jeszcze tu i ówdzie wzajemnych uprzedzeń, by wobec
      współczesnego świata, w którym wiara wystawiana jest na ciężką próbę, ukazać
      piękno i głębokie prawdy jednego Boga i Ojca, który jako taki pragnie być
      poznawany i miłowany poprzez wszystkich swoich synów.

      Jednym z ważniejszych zadań Kościoła jest wychowanie młodego pokolenia w duchu
      wzajemnego szacunku, w świadomości naszych wspólnych korzeni i naszych zadań we
      współczesnym świecie, ale i poznawania własnej odrębności i tożsamości.
      Błogosławię z serca wszystkim wysiłkom, które służą temu właśnie celowi.

      Słowami Psalmisty proszę Boga wszechmogącego, aby nauczył wszystkich synów
      Przymierza pełnić Jego wolę: "Naucz mnie czynić Twą wolę, bo Ty jesteś moim
      Bogiem" (Ps 143[142],10). Shalom!


    • homosovieticus Bóg jest dla nas ucieczką i mocą: 01.04.05, 15:50


      PSALM 46(45)*



      Bóg naszą mocą

      1 Kierownikowi chóru. Synów Koracha. Na melodię: «Alamot*...». Pieśń.
      2 Bóg jest dla nas ucieczką i mocą:
      łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach.
      3 * Przeto się nie boimy, choćby waliła się ziemia
      i góry zapadały w otchłań morza.
      4 Niech wody jego burzą się i kipią,
      niech góry się chwieją pod jego naporem:
      <Pan Zastępów jest z nami,
      Bóg Jakuba jest dla nas obroną>*.
      5 Odnogi rzeki rozweselają miasto Boże* -
      uświęcony przybytek Najwyższego.
      6 Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje;
      Bóg mu pomoże o brzasku poranka*.
      7 Zaszemrały narody, wzburzyły się królestwa.
      Głos Jego zagrzmiał - rozpłynęła się ziemia*:
      8 Pan Zastępów jest z nami,
      Bóg Jakuba jest dla nas obroną.
      9 Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,
      dzieła zdumiewające, których dokonuje na ziemi.
      10 On uśmierza wojny aż po krańce ziemi,
      On kruszy łuki, łamie włócznie,
      tarcze* pali w ogniu.
      11 «Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga
      wzniosłego wśród narodów, wzniosłego na ziemi!»
      12 Pan Zastępów jest z nami,
      Bóg Jakuba jest dla nas obroną.

    • homosovieticus TRZEBA SŁUŻYĆ IDEAŁOM SOLIDARNOŚCI,... 01.04.05, 15:58
      Jan Paweł II
      TRZEBA SŁUŻYĆ IDEAŁOM SOLIDARNOŚCI, SPRAWIEDLIWOŚCI I POKOJU
      13 IX 2001 — Do ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki

      Dwa dni po ataku terrorystycznym na Nowy Jork i Waszyngton nowy ambasador
      Stanów Zjednoczonych przy Stolicy Apostolskiej James Nicholson złożył Janowi
      Pawłowi II listy uwierzytelniające. Papież zapewnił dyplomatę o swej
      szczególnej łączności duchowej z narodem amerykańskim w jego żałobie oraz o
      modlitwie za prezydenta, władze cywilne, uczestników akcji ratunkowej, ofiary
      tragedii i ich rodziny. Wyraził również nadzieję, że Ameryka pozostanie wierna
      swoim ideałom, takim jak solidarność i współpraca między narodami, poszanowanie
      praw człowieka, sprawiedliwość — niepodważalny warunek prawdziwej wolności i
      trwałego pokoju.

      Panie Ambasadorze,

      Z przyjemnością przyjmuję listy uwierzytelniające, które ustanawiają pana
      nadzwyczajnym i pełnomocnym ambasadorem Stanów Zjednoczonych Ameryki przy
      Stolicy Apostolskiej. W momencie gdy rozpoczyna pan swoją misję, pańska
      ojczyzna przeżywa wielką tragedię. W tym czasie narodowej żałoby po ofiarach
      ataków terrorystycznych na Waszyngton i Nowy Jork pragnę osobiście pana
      zapewnić, że podzielam głęboki smutek narodu amerykańskiego i gorąco modlę się
      za prezydenta i władze cywilne, za wszystkich, którzy uczestniczą w akcjach
      ratunkowych i niosą pomoc żywym, a w sposób szczególny za ofiary i ich rodziny.
      Modlę się, aby ten nieludzki akt obudził w sercach wszystkich mieszkańców ziemi
      zdecydowany sprzeciw wobec przemocy oraz pragnienie, by zwalczać wszystko, co
      rodzi nienawiść i podziały w rodzinie ludzkiej, i czynić, co możliwe, by
      nastała nowa era międzynarodowej współpracy opartej na wzniosłych ideałach
      solidarności, sprawiedliwości i pokoju.

      Podczas niedawnego spotkania z prezydentem George'em W. Bushem potwierdziłem
      swój głęboki szacunek dla bogatego dziedzictwa ludzkich, religijnych i
      moralnych wartości, które w ciągu dziejów kształtowały charakter amerykański.
      Wyraziłem przekonanie, iż podstawą trwałego autorytetu moralnego Ameryki w
      świecie jest jej wierność zasadom, na których od początku się opiera.
      Zaangażowanie, z jakim pański naród broni wolności, prawa do samostanowienia i
      równości, ma swoje źródło w zasadniczych prawdach wywodzących się z jego
      korzeni religijnych. Z nich właśnie rodzą się: szacunek dla świętości życia i
      godności każdej osoby stworzonej na obraz i podobieństwo Stwórcy;
      współodpowiedzialność za dobro powszechne; troska o wychowanie młodych i o
      przyszłość społeczeństwa oraz potrzeba mądrego użytkowania bogactw naturalnych,
      których tak obficie udzielił szczodrobliwy Bóg. Stawiając czoło wyzwaniom
      przyszłości, Ameryka musi otaczać miłością i wprowadzać w życie największe
      wartości swojego narodowego dziedzictwa: solidarność i współpracę między
      narodami; poszanowanie praw człowieka; sprawiedliwość, która jest nieodzownym
      warunkiem autentycznej wolności i trwałego pokoju.

      W otwierającym się przed nami stuleciu ludzkość będzie miała sposobność
      poczynić wielkie postępy w walce ze swoimi tradycyjnymi wrogami: ubóstwem,
      chorobami i przemocą. Jak powiedziałem w siedzibie Narodów Zjednoczonych w 1995
      r., to my powinniśmy sprawić, aby po stuleciu łez, jakim był w. XX, nastała w
      XXI w. «wiosna ludzkiego ducha». Możliwości stojące przed rodziną ludzką są
      niezmierzone, chociaż nie zawsze daje się to dostrzec w świecie, w którym zbyt
      wielu naszych braci i sióstr cierpi z powodu głodu, niedożywienia, braku opieki
      medycznej i szkolnictwa, lub też musi znosić ucisk niesprawiedliwego rządu czy
      konsekwencje konfliktu zbrojnego, przymusowego przesiedlenia i nowych form
      niewolnictwa. Przy rozpatrywaniu różnych możliwości działania potrzebna jest
      zarówno dalekowzroczność, jak i wielkoduszność, szczególnie ze strony tych,
      którzy cieszą się wolnością i dobrobytem oraz mają dostęp do obfitych zasobów
      naturalnych. Wymagające pilnego rozwiązania problemy etyczne, jakie rodzi
      podział na tych, którzy czerpią korzyści z globalizacji światowej ekonomii, i
      na tych, którzy są z tych zysków wykluczeni, domagają się nowych i twórczych
      odpowiedzi ze strony całej wspólnoty międzynarodowej. Chciałbym tutaj jeszcze
      raz wyrazić przekonanie, o którym mówiłem podczas mojego niedawnego spotkania z
      prezydentem Bushem, że w ślad za rewolucją wolności w świecie powinna
      pójść «rewolucja równych szans», która zapewni wszystkim członkom rodziny
      ludzkiej godną egzystencję i umożliwi im korzystanie z dobrodziejstw prawdziwie
      globalnego rozwoju.

      W tym kontekście nie mogę chociażby nie wspomnieć — pośród wielu trudnych
      sytuacji na świecie — tragicznej fali przemocy, która wciąż trwa na Bliskim
      Wschodzie i poważnie zagraża procesowi pokojowemu rozpoczętemu w Madrycie.
      Także dzięki udziałowi Stanów Zjednoczonych rokowania te wzbudziły wielką
      nadzieję w sercach wszystkich ludzi, dla których Ziemia Święta jest jedynym w
      swym rodzaju miejscem spotkania i wspólnej modlitwy narodów. Jestem pewien, iż
      pański kraj bez wahania będzie wspierał autentyczny dialog, który pozwoli
      zainteresowanym stronom zapewnić sobie bezpieczeństwo, sprawiedliwość i pokój,
      w duchu pełnego poszanowania praw człowieka i prawa międzynarodowego.

      Panie ambasadorze, u progu nowego wieku w szybko zmieniającym się świecie
      Ameryka musi wykazać trzeźwe spojrzenie i siłę moralną oraz odsłonić duchowe
      korzenie kryzysu, jaki przeżywają demokracje Zachodu. Charakterystyką tego
      kryzysu jest rozpowszechnianie się materialistycznego, utylitarystycznego i w
      praktyce nieludzkiego światopoglądu, który w sposób zgubny odciął się od
      moralnych źródeł cywilizacji zachodniej. Aby przetrwać i rozwijać się,
      demokracja oraz jej ekonomiczne i polityczne struktury muszą kierować się wizją
      opartą na godności osoby ludzkiej, która jest darem Boga, i na niezbywalnych
      prawach każdego człowieka, należnych mu od momentu poczęcia aż do naturalnej
      śmierci. Gdy o życiu ludzi, włącznie z nie narodzonymi, mogą swobodnie
      decydować inni, żadna wartość czy prawo nie są zagwarantowane, i w sposób
      nieunikniony społeczeństwem rządzą partykularne interesy i korzyści. W kulturze
      postrzegającej godność ludzką w kategoriach czysto utylitarystycznych nie da
      się ustrzec wolności. Nigdy dotąd nie było tak konieczne potwierdzenie wizji
      moralnej i jej imperatywów, które są niezbędne, by zagwarantować społeczeństwu
      sprawiedliwość i wolność.

      W tym kontekście moje myśli zwracają się ku amerykańskiej młodzieży, nadziei
      tego narodu. Podczas moich wizyt apostolskich w Stanach Zjednoczonych, a nade
      wszystko w Denver w 1993 r., w czasie obchodów Światowego Dnia Młodzieży,
      poznałem z bliska wspaniałomyślność i dobrą wolę młodych w pańskim kraju. Są
      oni na pewno najcenniejszym skarbem waszego narodu. Dlatego też muszą otrzymać
      pełne wychowanie, które uodporni ich na cynizm i egoizm oraz pozwoli im wejść w
      wiek dojrzały jako świadomym, mądrym i moralnie odpowiedzialnym członkom
      wspólnoty. Na początku nowego millennium trzeba uczynić wszystko, aby młodzi
      mogli stać się «twórcami nowej ludzkości, w której bracia i siostry, należący
      do jednej rodziny, będą mogli nareszcie żyć w pokoju» (Orędzie na Światowy
      Dzień Pokoju 2001 r., n. 22).

      Panie ambasadorze, w związku z rozpoczęciem pana misji przedstawiciela swojego
      kraju przy Stolicy Apostolskiej jeszcze raz wyrażam nadzieję, że podejmując
      wyzwania teraźniejszości i przyszłości, naród amerykański będzie czerpał z
      głębokich bogactw duchowych i moralnych, które były u jego podstaw, kierowały
      jego rozwojem i pozostają najpewniejszą gwarancją jego wielkości. Jestem
      przekonany, iż amerykańska wspólnota katolicka, która w przeszłości odegrała
      kluczową rolę w wychowaniu odpowiedzialnych obywateli i wspomaganiu biednych,
      chorych i potrzebujących, weźmie aktywny udział w procesie kształtowania
      przyszłości
      • homosovieticus Re: TRZEBA SŁUŻYĆ IDEAŁOM SOLIDARNOŚCI,...cd 01.04.05, 16:00
        Jestem przekonany, iż amerykańska wspólnota katolicka, która w przeszłości
        odegrała kluczową rolę w wychowaniu odpowiedzialnych obywateli i wspomaganiu
        biednych, chorych i potrzebujących, weźmie aktywny udział w procesie
        kształtowania przyszłości pańskiego kraju. Z całego serca proszę Boga, aby
        obdarzył pana, pańską rodzinę i cały naród amerykański błogosławieństwem
        radości i pokoju.


        • rolotomasi NIE LĘKAMY SIĘ ! JASNOŚĆ WIDZĘ, JASNOŚĆ ! 01.04.05, 16:53
          Może by tak KośćKatoli dał Mu chociaż umrzeć w ciszy i bez hałasu?! [?retoryczn]
          WŁAŚNIE-Dajemy radę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka