gargamel.z.rm
27.04.05, 16:38
- W jaki sposób znalazł się Ojciec w Rzymie w Ośrodku dla Pielgrzymów?
- Przypadkowo, choć głęboko wierzę, że te "przypadki" są zaplanowane przez
Opatrzność Bożą. Od 1979 r. pracowałem w watykańskiej Delegaturze Biura
Prasowego Episkopatu Polski, której biuro znajdowało się przy Via Pfeiffer -
w tym samym domu, w którym funkcjonował dom dla pielgrzymów. Po odejściu
pierwszego dyrektora domu - ks. Kazimierza Przydatka, jezuity, zlecono mi
przejęcie jego obowiązków. Wymawiałem się, jak mogłem, wiedząc jak trudna
jest ta praca. Dwa razy pisemnie odmawiałem przyjęcia tej funkcji. Ale po
kilku miesiącach ks. Stanisław Dziwisz, obecnie biskup, zaprosił mnie na
obiad do Ojca Świętego i powiedział w jego obecności: "Niech Ojciec Święty
udzieli mu błogosławieństwa, bo do tego momentu nie znaleźliśmy nikogo
lepszego na to miejsce". Papież uściskał mnie i pobłogosławił, a wątpliwości
minęły. Od grudnia 1984 r. zacząłem się zatem oficjalnie zajmować
pielgrzymami.
Na czym to konkretnie polega?
- Oczywiście, przede wszystkim chodzi o spotkania z Ojcem Świętym.
Odbywają się one według kilku schematów. Pierwszym są audiencje generalne.
Bywa na nich po kilka tysięcy Polaków. Opracowuję wówczas dla Papieża skrót
prezentacji poszczególnych grup. Bywają też okazje szczególne: beatyfikacje,
kanonizacje, pielgrzymki: narodowa, Radia Maryja, Solidarności,
rzemieślników - to wszystko przygotowuje ośrodek "Corda Cordi".
Są też spotkania indywidualne. Odbywają się one po Mszach świętych w
prywatnej kaplicy Papieża (na nie zaprasza bp Stanisław Dziwisz), ale również
podczas audiencji generalnych. Ostatnio takich sytuacji jest coraz więcej.
Czasem bowiem trudno jest zorganizować oficjalną audiencję prywatną i dlatego
wiele osób, które chciałyby osobiście spotkać się z Papieżem, zaprasza się na
audiencję generalną, a po niej podprowadza do papieskiego tronu. To jest
mniej eksponowana forma, która zastępuje audiencję prywatną.
- Kto decyduje o tym, kogo można podprowadzić do Ojca Świętego?
- W zasadzie w przypadku audiencji generalnej ja o tym decyduję, choć
oczywiście konsultuję to z Biskupem Stanisławem. Robię to przede wszystkim
wtedy, gdy chodzi o kogoś, kto mógłby budzić kontrowersje. Czasem jednak, gdy
wiem, że zastrzeżeń nie będzie, zakładam, że pozwolenie jest i sam podejmuję
decyzję. Tak było np. przed pielgrzymką Ojca Świętego na Ukrainę. Na jeden
dzień do Rzymu przyleciała matka Georgija Gongadze, zamordowanego
ukraińskiego dziennikarza. Wiadomo, że odpowiedzialnością za jego śmierć
obciążano prezydenta Kuczmę. O przyjeździe matki Gongadze dowiedzieli się
wcześniej dziennikarze. Wypytywali mnie o nią, ale nic im nie powiedziałem i
trochę "po kryjomu" usadziłem ją blisko papieskiego tronu. Po audiencji
podprowadziłem ją do Papieża. Powiedziałem mu, kim jest zbliżająca się do
niego kobieta. On wziął ją za ręce, potem objął jej głowę - ona cały czas
płakała. Na czole zrobił jej znak krzyża i uważnie słuchał. Matce
dziennikarza towarzyszyła jej przyjaciółka Polka, która usiłowała wyjaśniać
wszystko po polsku. Ojciec Święty tylko ręką dał znak, że orientuje się w
sprawie. Gdy one odeszły, zawołano mnie do Papieża, który dopytywał się o
szczegóły dotyczące tej sprawy oraz matki dziennikarza: kiedy przyjechała,
kiedy wraca, jak wygląda obecnie stan śledztwa. Chciał się z nią jeszcze
powtórnie spotkać, ale było to już niemożliwe, ponieważ tego samego dnia ona
wróciła do Kijowa.
- Czy przy okazji organizowania spotkań pielgrzymów z Papieżem zdarzały
się jakieś nieprzewidziane sytuacje lub "wpadki"?
www.niedziela.pl/xml.php?nr=6&wyd=wspontyfikat_23&doc=wspontyfikat_23.xml
Hejmo donosil pewnie takze na pielgrzymow !!