Dodaj do ulubionych

Opowiedzieć Jacka Kuronia

20.06.05, 12:32
W maju 1967 r. ojciec wyszedł z więzienia i pojechaliśmy razem z mamą do
leśniczówki w Dolinie Kościeliskiej.
(..)
Seweryn Blumsztajn: Potulice - królestwo Kuronia
8 marca 1968 r. spotkałem się z Jackiem w zatłoczonej celi w Pałacu
Mostowskich. Był tam też chłopak, który - jak opowiadał - w asyście
milicjantów przeszedł pół miasta w płaszczu, na którym miał wypisane
kredą "Wolność słowa", a oni nie starli napisu, bo to dowód rzeczowy. I
chłopak, który był z lumpenproletariackiej rodziny na Żoliborzu, przy
przypadkowym legitymowaniu podał swoje dane, a że nazwisko miał Mickiewicz,
został zatrzymany. W tej surrealistycznej scenerii Jacek, jak nigdy poważny,
szykował się do długiej odsiadki.Po wyroku przewieźli mnie do Potulic, gdzie
Jacek siedział jakiś czas za poprzednim wyrokiem. Już w magazynie, przy
zdawaniu ubrań, usłyszałem od magazyniera: "A, to pan pewnie zna Jacka?".
Potem przybiegł jakiś chłopak i spytał z niedowierzaniem: "Kumpel Jacka?".
Poczułem się, jakbym wkroczył do królestwa Kuronia. Jego tam wszyscy znali,
cenili, poważali. Jacek nigdy tak do końca nie opowiedział, co przeżył w
więzieniu. Pamiętam, jak ktoś go kiedyś sprowokował na jakimś bankiecie.
Jacek zaczął krzyczeć: - Trzymajcie mi prawą rękę, będę go bił tylko lewą i
przyrzekam, że go nie zabiję. On musiał sobie tę odzywkę wypracować w
więzieniu.
Teresa Bogucka: Jackowy gest
To był jeden z pierwszych procesów marcowych i wiedzieliśmy, że Jacka i
Karola Modzelewskiego przywiozą na sprawę - nie pamiętam już, czy jako
oskarżonych, czy jako świadków. Większość wciąż jeszcze siedziała w
więzieniu, ale kilka osób wypuścili. Staliśmy na korytarzu przepełnieni
poczuciem winy i rozpaczy. Kiedy Jacek i Karol, jeszcze przed Marcem,
odsiedzieli wyrok za "List otwarty do partii", czekała już na nich grupa
młodych zapaleńców. Trudno było pozbyć się myśli, że to my, tworząc atmosferę
oczekiwania na wodza, który poprowadzi swoje oddziały do walki, wepchnęliśmy
ich znów do więzienia. Do tego część z nas miała do siebie pretensje za
zeznania w śledztwie, nie dość bohaterskie, mogące im zaszkodzić.Pierwszy w
asyście strażników pojawił się na korytarzu sądowym Jacek. Uśmiechał się z
daleka, całym sobą dawał do zrozumienia, że nie ma nikomu nic za złe. Jakoś
wywinął się ubekom i uściskał mnie. Minęło tyle lat, a ten jego gest wciąż
jest dla mnie ważny.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2774054.html
POolecam ten artykul wszystkim fanom trutni opluwajacym J. Kuronia.







Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka