Gość: Kagan
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
26.07.02, 10:21
ciągu ostatnich trzech lat Niemcy spadły na 17. miejsce w hierarchii
europejskich państw o najwyższym poziomie życia. Ponad dziesięć procent
mieszkańców Niemiec żyje poniżej poziomu minimum socjalnego. Największa bieda
panuje w stolicy kraju, Berlinie.
"Niemcy w porównaniu z innymi krajami strefy UE pozostały w tyle" - pisze we
wczorajszym wydaniu dziennik "Die Welt", analizując dane ONZ na temat poziomu
życia w poszczególnych krajach na naszym kontynencie. W ustalaniu kolejności
zamożności na naszym kontynencie brano pod uwagę m.in. średni dochód na jedną
osobę, przeciętny poziom życia obywateli, długość życia czy też wykształcenie
społeczeństwa.
Zachodni sąsiad Polski w ciągu ostatnich trzech lat pozostał zdecydowanie w
tyle za swoimi unijnymi partnerami, wyprzedzając z obszaru UE jedynie Włochy,
Grecję i Hiszpanię. Jeszcze w latach 90. Niemcy w tej klasyfikacji plasowały
się przed Wielką Brytanią, Luksemburgiem czy Belgią, ale poziom rozwoju w
tych krajach był wówczas zdecydowanie szybszy niż w Niemczech. "Nawet Polska
poprawiła swoją pozycję o sześć miejsc" - pisze niemiecki dziennik.
"Die Welt" krytykuje szczególnie niskie nakłady ponoszone przez państwo
niemieckie na szkolnictwo. Dla przykładu Dania przeznacza na ten cel 8,1
proc. produktu krajowego brutto, Norwegia 7,1 proc., a Niemcy tylko 4,8 proc.
Zdaniem gazety, owocuje to bardzo słabymi wynikami w wykształceniu
społeczeństwa (jedno z ostatnich miejsc w Europie). "W Norwegii na jeden
milion mieszkańców pracuje 4.095 naukowców, w USA 4.105, a w Niemczech tylko
2.873" - czytamy w "Die Welt".
O ciągle pogarszającej się sytuacji materialnej całego społeczeństwa w
Niemczech coraz częściej informują przedstawiciele pozarządowych organizacji
społecznych. Ponadto coraz częściej rządy poszczególnych landów zgłaszają
pretensje do władz federalnych o zbyt skromne i zdecydowanie niewystarczające
środki wpłacane do kas lokalnych. Premier Szlezwiku-Holsztynu, Heide Simonnis
(SPD), zapowiedziała, iż jeszcze w tym roku będzie zmuszona podnieść wiele
stawek podatkowych w swoim landzie, a to wpłynie jeszcze bardziej
niekorzystnie na poziom życia obywateli.
- Najgorzej jest w stolicy, gdzie 435 tys. obywateli żyje w ubóstwie -
poinformowała Heidi Knake Werner, członkini berlińskiego senatu,
odpowiedzialna za sprawy zdrowia. W takich dzielnicach jak Kreuzberg odsetek
ludzi żyjących zdecydowanie poniżej minimum socjalnego wynosi aż 26,4 proc.,
zaś w tradycyjnie uznawanym za dzielnicę robotniczą Weddingu - 23,6 proc. Dla
porównania w całym kraju odsetek ten wynosi tylko 10,1 procent.
Według senator Werner, powodem tak wielkiej biedy jest bardzo duża stopa
bezrobocia, sięgająca w Berlinie 16 proc., jak też bardzo słabe wykształcenie
społeczeństwa. Zdaniem fachowców, na polepszenie sytuacji zarówno w Berlinie,
jak i w pozostałych miastach niemieckich trzeba będzie poczekać jeszcze kilka
lat.