solidaruch
07.08.02, 03:04
Sukces
------------------------------------------------------------------------------
--
Od dwóch tygodni w zasadzie, poza spaniem, jedzeniem i piciem (zero alkoholu
ino mineralna niegazowana) nic innego nie robimy, tylko szukamy w mediach
informacji o namacalnych sukcesach wynikających z historycznej, wiekopomnej
wizyty prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego wraz z małżonką i dworem w USA.
Szukamy, szukamy i z tego, co widzimy, okazuje się, że sukcesem było:
- powitanie Aleksandra Kwaśniewskiego przed Białym Domem, przez Dablju Busha,
które swoim charakterem dorównało powitaniu Edwarda Gierka przez Geralda
Forda (1974 r.). Wtedy Gierek wraz z małżonką i dworem też cieszyli się jak
dzieci, że ich tak ładnie w Ameryce powitali;
- wmówienie Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Jego żonie i dworowi, że świetnym
interesem dla Polski będzie zakupienie 48 samolotów wielozadaniowych F-16, za
sumę około 20 miliardów złotych. Jan Nowak Jeziorański, który jeszcze wczoraj
pouczał nas z oddali, dziś już z bliska, powróciwszy na Ojczyzny łono
ostrzega, że nieskorzystanie z oferty Busha będzie olbrzymim błędem i
znacznie oziębi nasze gorące stosunki z Ameryką. Tak, byłby to niewybaczalny,
karygodny błąd! Zgadzamy się - biedaka nie stać na rzeczy tanie. To stara
prawda, a jakże adekwatna do obecnej sytuacji. Nie stać nas na godne podwyżki
rent i emerytur, za to stać na 48 samolotów F-16. Proponujemy pójść dalej. F-
16 tak, tyle że nie 48, a 100. I od razu, żeby być partnerem dla takiego
mocarstwa jak Ameryka, przy okazji F-16 kupmy choć ze trzy wahadłowce
kosmiczne? Też ładne i też drogie. Jak szaleć to szaleć;
- namówienie Aleksandra Kwaśniewskiego na zgodę, na zainstalowanie w Polsce
urządzeń wchodzących w skład tzw. gwiezdnych wojen, lub przynajmniej objęcie
nas parasolem ochronnym. Dzięki temu mamy szansę wejść do grona krajów
wystawionych w pierwszej kolejności na ataki terrorystów z całego świata.
Poza tym świetnie to rokuje naszym stosunkom z krajami Unii Europejskiej. Do
tej pory uważano nas za konia trojańskiego Ameryki, za to teraz awansowaliśmy
na pozycję sługusa tejże Ameryki;
- niezałatwienie przez Aleksandra Kwaśniewskiego zniesienia przez Amerykę wiz
dla obywateli III RP. Miłość miłością, ale do czego by to doszło, gdyby
służba mogła kiedy zechce najeżdżać jaśniepańskie salony Ameryki. Jesteśmy
przekonani, że prezydent Kwaśniewski nawet tego tematu w rozmowach z Dablju
nie poruszył, bo przecież nie mógłby zepsuć tak cudownej atmosfery, jaka
towarzyszyła tej niebywale przyjaznej wizycie. Wiadomo nie od dziś, że Bóg
kocha Amerykę, Ameryka Boga, zaś co do reszty, to po wizach ich miłość
poznacie;
- publiczne obdarzenie przez Dablju Aleksandra szacunkiem i dozgonną
przyjaźnią. W rewanżu Aleksander zapewnił Dablju, że Ameryka była, jest i
będzie największym przyjacielem Polski i dziękuje jej za to, że nigdy nas nie
zawiodła. Prezydent Kwaśniewski nie od dziś ma problemy z pamiątką. Kiedyś
zapomniał, że nie napisał pracy magisterskiej, a teraz wyleciała Mu z głowy
Jałta. Może to i dobrze, bo jeszcze by za nią Amerykanów przeprosił.
Ta wizyta, która jak widać była pasmem niekończących się sukcesów, zaowocuje
nie tyle korzyściami dla Polski i Polaków, co dla najjaśniejszego Pana
prezydenta, który ostatnio mniej się krajem zajmuje, a bardziej swoją
przyszłą karierą. Trzy lata prezydentury szybko zleci i trzeba będzie coś
robić. Najlepiej stając na czele liczącej się organizacji międzynarodowej. A
któż może lepiej załatwić taką karierę, jak nie prezydent największego
mocarstwa? Amerykanie są mistrzami świata w obsadzaniu stanowisk swoimi
zaufanymi i lojalnymi ludźmi, a Pan prezydent Kwaśniewski podczas ostatniej
wizyty zrobił wszystko, żeby sobie na takie miano zasłużyć.
P.S.
Patrzymy na taką Danię, Holandię, Norwegię czy Finlandię i krew nas zalewa,
że też oni nie muszą być przywiązani do jakiegoś wielkiego brata, nie muszą
składać wiernopoddańczych, dziękczynnych hołdów czy zbroić się bez sensu. A
my musimy! Taka nasza psia natura.
SOBCZAK & SZPAK