Gość: Jeff
IP: *.proxy.aol.com
05.09.02, 22:01
SLD wchodzi do portfeli
Proszę wybaczyć ironię, ale pierwszym, który papieskie orędzie o szerzeniu
aktów miłosierdzia przemienił w czyn, okazał się minister finansów Grzegorz
Kołodko, który zagryzając marchewkę, przedstawił założenia ustawy powszechnie
przezwanej ustawą o abolicji podatkowej.
Oczywiście, jak przystało na urzędnika aparatu skarbowego, okazane
miłosierdzie nie było bezinteresowne, gdyż cytując wicepremiera "niemoralne
jest grzeszenie, a nie rozgrzeszanie i to jeszcze z pewną pokutą. Tutaj
pokuta ma wynosić 7,5%, i to nie trzeba porównywać z niczym".
Proponowana ustawa oraz zmiana ordynacji podatkowej dotycząca tzw. lustracji
majątkowej współgra z zaproponowanym wcześniej oddłużeniem przedsiębiorstw i
jest kolejnym przejawem braku systemowego podejścia do problemów polskich
finansów publicznych. Proponowana ustawa, która zresztą ma nikłe szanse na
uchwalenie przez Sejm (przynajmniej w zaproponowanej formie) jest szczytem
poszukiwań obecnego kierownictwa resortu finansów, poszukiwań
dotyczących "ulepszenia" systemu fiskalnego, zresztą po co zmieniać prawo
podatkowe, skoro jak twierdzi Kołodko: "patrząc w przód, wieńczymy pewien
etap polskiego systemu podatkowego, który już jest nowoczesny, przez te wiele
lat nauczyliśmy się go prawie wszyscy, mamy już wysoko nowoczesne prawo
podatkowe, mamy już także sprawne służby skarbowe".
Jak sprawny aparat skarbowy posiadamy, każdy podatnik miał pewnie okazję
przekonać się osobiście, świadczy zresztą o tym fakt zatrzymania ostatnio
przez CBŚ szefa łódzkiej "skarbówki" (biedak nie doczekał do abolicji), prawo
mamy również nowoczesne, tak nowoczesne, że art. 56 § 1 ordynacji podatkowej
stanowi, że stawka odsetek od zaległości podatkowych wynosi 200% stopy
kredytu lombardowego, ustalanej - uwaga! - przez "Prezesa Narodowego Banku
Polskiego". Jak dokładnie wszyscy wiedzą, od dobrych kilku lat funkcjonuje w
Polsce coś takiego jak Rada Polityki Pieniężnej, która na swoich
posiedzeniach podejmuje kolegialnie decyzje o wysokości stóp procentowych, w
tym stopy kredytu lombardowego. Co ciekawe, do art. 56. wprowadzano zmiany w
czerwcu 2001 r., zastępując wyrażenie "minister finansów" przez "minister
właściwy do spraw finansów publicznych" natomiast feralnego brzmienia § 1 nie
zmieniono. Przykładów nowoczesności prawa podatkowego, jak i sprawności
organów skarbowych, można podawać wiele, natomiast zasadnicze pytanie brzmi:
skoro posiadamy tak nowoczesne prawo podatkowe oraz sprawny aparat skarbowy,
skoro prawie wszyscy podatnicy prawo to znają, to skąd wzięły się te
wszystkie zaległości przedsiębiorstw z tytułu podatku dochodowego oraz ZUS
oraz jakim cudem w "przytłaczającej wielkości uczciwi obywatele i podatnicy" -
jak ich ocenia wicepremier - zapomnieli się na, bagatela, 500 mld zł, bo na
tyle ministerstwo ocenia potencjalne dochody do opodatkowania, które nie
zostały ujawnione w latach 1996-2001.
Wspomniany alzheimeryzm podatkowy został spowodowany liczbą i wysokością
obciążeń podatkowych i parapodatkowych, skutkiem czego kara za oszukiwanie
aparatu skarbowego stała się relatywnie niższa w stosunku do potencjalnej
wygranej. O tych dziwnych dla ministerialnych finansistów zależnościach pisze
Paweł M. Gaudemet w końcowym rozdziale popularnego podręcznika dla studentów
pt. "Finanse publiczne".
Abolicja podatkowa nawet w kształcie zaproponowanym przez Kołodkę miałaby
sens, ale tylko w sytuacji jednoczesnej zmiany polityki podatkowej
polegającej na likwidacji wielu publicznych danin, np. podatku od spadków
(zamiast tego w Sejmie jest rozpatrywany projekt opodatkowania zachowku i
nieodpłatnego zniesienia współwłasności) oraz istotnego zmniejszenia stopy
podatkowej. Podatnicy nie płacili podatku, gdyż stawki podatkowe były za
wysokie, obecnie nie ujawnią tych skarbowych wykroczeń, gdyż stawki dalej są
takie same, a większość z "zapominalskich" nie zamierza rezygnować z
działalności w szarej strefie. Ci ludzie nie żyli dotychczas lepiej dlatego,
że płacili podatki, ale właśnie dlatego, że ich nie płacili, gdyż jak pisał
Laffer "ludzie nie pracują po to, by płacić podatki, ale by im jak najwięcej
pozostało po ich zapłaceniu".
Odpowiedni departament w GUS wielkość szarej strefy w Polsce szacuje
ostrożnie na ok. 6% PKB, czyli ok. 44 mld zł, natomiast różne tzw. niezależne
instytuty wskazują, że udział ten wynosi po uwzględnieniu przemytu ponad 20%
PKB, czyli oscyluje wokół kwoty 150 mld zł rocznie. Według UKS-u, dzieje się
tak na skutek rosnących uszczupleń podatkowych wynikających z zaniżania
dochodów i obrotów, celnicy z kolei wskazują na rosnący przemyt (w 2000 r.
zarekwirowano ponad 181 mln sztuk papierosów wobec 97 mln dwa lata wcześniej,
co oznacza, że znacznie więcej udało się przemycić) oraz zaniżanie wartości
faktur na przewożone towary. Szerzy się również zakładanie spółek typu
offshore zarejestrowanych w innym systemie prawnym, cechującym się
sprzyjającym klimatem podatkowym.
Oczywiście można gdybać, że abolicja obejmie osoby, które dokonały
jednorazowo dużej transakcji i nie zapłaciły podatku, jednakże osoby te
podjęły wspomniane ryzyko także dlatego, że stawka podatku do zapłacenia była
zbyt duża, natomiast szansa natrafienia przez urząd skarbowy na jej ślad
wydawała się niewielka. Prawdopodobieństwo udowodnienia tej transakcji
obecnie również się nie zwiększyło, a przecież proponowana abolicja nie jest,
cytując za Kołodką "po raz pierwszy i po raz ostatni", gdyż co roku mamy do
czynienia z podobnym w skutkach zdarzeniem, które zwie się przedawnieniem.
Żadnej motywacji do ujawnienia się nie posiada osoba, która np. w świetle
obowiązującej ordynacji podatkowej dokonała wykroczenia w 1996 lub nawet 1997
r., gdyż skoro do tej pory aparat fiskalny nie wpadł na trop tego
wykroczenia, to nie dokona tego zapewne w ciągu najbliższego roku lub dwóch
lat.
Skoro rząd, jako monopolista w grach liczbowych, nauczył społeczeństwo wiary
w sukces, jeśli szansa wygranej wynosi jak jeden do czternastu milionów, to
niech teraz nie dziwi się, że społeczeństwo podejmuje z aparatem grę w
policjantów i złodziei, gdyż tutaj wygrywa się w 95 przypadkach na 100.
Jest w tym wszystkim jeszcze jedna rzecz: obłuda ministerialnych urzędników.
Kołodko powiada: "A więc uczciwi z tych naszych podatników, obywateli - a
powiadam - jest to przytłaczająca przecież większość ludzi - nie mają się
czego bać. Natomiast ci inni, no, mogą się bać... I warto śledzić, kto i
dlaczego jest tak bardzo przeciwko tej słusznej, wychodzącej naprzeciw
oczekiwaniom społecznym, koncepcji...".
Ano jak na złość następnego dnia po tej wypowiedzi Instytut Badań Opinii i
Rynku Pentor wybadał, że za wprowadzeniem abolicji opowiada się 41%
społeczeństwa, natomiast zdecydowanie przeciwnych jest 47%, co ciekawe:
najbardziej przeciwko abolicji podatkowej protestują osoby prowadzące
działalność gospodarczą, czyli ci, do których ustawa jest w dużej mierze
skierowana i ci zarazem, których działalność ma być motorem tak bardzo
oczekiwanego ożywienia gospodarczego. Oczywiście pan wicepremier może
poddawać w wątpliwość wyniki przeprowadzonego badania, ale z drugiej strony
musiałby równocześnie przyznać, że wysiłki badaczy opinii na temat poparcia
dla Unii Europejskiej również są mocno podejrzane. Znając interpretacyjne
możliwości rządowych doradców, w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu
zachowań wyniknie ustalenie, że od dzisiaj 40-procentowe poparcie będzie
oznaczało "przytłaczającą większość".
Na zachęcanie do zwykłego donosicielstwa, co w żargonie speców od zarządzania
zasobami ludzkimi nazywa się dylematem więźnia, a socjologowie nazywają grą w
TCDTS (czyli Teraz Ci Dokopię, Ty Suk...synu) wygląda treść art. 11
proponowanej ustawy, której ust. 1 rozpoczyna się od: "Jeżeli osoba, która
jest właścicielem lub posiadaczem majątku, wskaże