Gość: Kraken
IP: *.ipt.aol.com
09.09.02, 17:42
Tekst moze dlugi-ale zapewniam-ZNAKOMITY!!!
BOGDAN MOTYL
Papież Pius IX (1846-1878) za namową jezuitów uroił sobie, że jest
człowiekiem "Nieomylnym". Co prawda o tym szczególnym "przywileju" papieży
mówiono już w XVI wieku na soborze trydenckim, ale ten "fakt", Pius IX
ogłosił całemu światu w formie dogmatu dopiero w lipcu 1870 roku na zwołanym
przez siebie soborze w Watykanie...
W sierpniu tegoż roku wybuchło w Rzymie powstanie przeciwko władzy
papieskiej. Niebawem przeprowadzone w "wiecznym mieście" referendum o
przyłączenie go do państwa włoskiego wykazało, jakim autorytetem i szacunkiem
wśród Rzymian cieszył się Namiestnik Chrystusa. Za odebraniem
Rzymu "nieomylnemu", głosowało 40.785 mieszkańców stolicy, natomiast za
papieżem opowiedziało się "aż" 46 zwolenników. Z kolei w całej prowincji
rzymskiej przeciwko Ojcu świętemu było 133.6812 osób, a za, tylko 1057.
Oczywiście taki stan rzeczy uruchomił u Piusa IX żądzą zemsty i nienawiści i
korzystając z pełnomocnictw otrzymanych od boga, wyklął tych wszystkich,
którzy wystąpili przeciwko niemu i pozbawili go władzy. Zamykając się
demonstracyjnie w Watykanie, "Nieomylny" w osobie Piusa IX ogłosił się jego
więźniem... Tym samym zakończyła się świecka władza papieży, a za nią, ku
radości Włochów, dopełnił się żywot państwa kościelnego.
NIEDOLA BOGA
Kościelni oraz prokościelni historycy dość napłodzili apologetycznych
panegiryków ku chwale chrześcijaństwa, skrzętnie pomijając to wszystko, co
nędzne i amoralne. A, że papieskie wyznanie ma sporo wrednego, antyboskiego i
antyludzkiego na sumieniu, tego dowodzi chociażby mea culpa obecnego
Namiestnika Chrystusa...
Chrześcijaństwo to często dzikie, nieludzkie i podłe czyny, jakich nie znali
nawet poganie. Ukazując te niegodziwości, zakłamanie i niebotyczną hipokryzję
kleru, nie należy dbać o ich opinię, bowiem prędzej diabelska nienawiść i
wściekłość będą u podstaw ich twierdzeń, aniżeli merytoryczne racje. A
zbrodniom Kościoła zaprzeczyć się nie da! Co najwyżej klerykalni sługusy mogą
manipulować faktami, starając się minimalizować, usprawiedliwiać lub zgoła
zaprzeczać takim czy innym wydarzeniom. Oni są gotowi wyprzeć się własnej
historii, byle dopiąć swego.
Dzieje chrześcijaństwa, jak powiedziałem, to także dzieje zbrodni; ocean
przelanej krwi, nietolerancji i zdziczenia obyczajów i moralności. Pobożne
kłamstwa, wściekły fanatyzm, siła i brutalna przemoc, pomagały budować i
utrwalać wiarę w chrześcijańskiego boga, po to tylko, aby za jego pomocą i
pod jego imieniem panować nad ludźmi, ich pieniędzmi, majątkami i
sumieniami...
Katolicki ksiądz, Jan Meslier, proboszcz z Etrepigny, zmarł w roku 1733 mając
55 lat. Zagłodził się, nie przyjmując żadnych pokarmów. Swój skromny majątek
zapisał parafianom. Jego jedynym życzeniem było, aby pochowano go w
przykościelnym ogrodzie.
Był człowiekiem skrytym, wrażliwym, uczciwym i szlachetnym. Nie aprobował
postępowania kleru z papieżem na czele. Przed śmiercią napisał na okładce
jednej z książek swojej biblioteki: "Poznałem błędy, nadużycia, próżność,
złość i głupotę ludzkość. Przyznaję, że za życia nie miałem odwagi słowa, nie
wypowiadając się tak, jak tego pragnęła dusza. Czynię to, umierając, aby
wiedziano w testamencie..."
Na wstępie owego testamentu był zawarty rodzaj przedmowy. Ksiądz Meslier
prosił w niej parafian, aby wybaczyli mu wszystkie kazania, w których nie
było słowa prawdy, chociaż mówił do nich, jak inni księża z urzędu, tj.,
powtarzał wiekowe, górnolotne i nienawistne fałsze oraz kłamstwa...
Krytykę własnych dokonań Kościół zwalczał różnymi metodami. Niegdyś przyznał
sobie prawo palenia na stosie. Obecnie w Polsce, skatoliczony wymiar
sprawiedliwości jest praktycznie do dyspozycji każdego nawiedzonego dewota
lub dewotki, dając im możliwość zadośćuczynienia "obrażonym uczuciom
religijnym", gdyż kler zdołał pozyskać świeckie prawo do obrony dobrego
imienia "swojego" boga...
Jeden z francuskich mnichów XVI wieku, doszedłszy do wniosku, iż spędził
wiele lat na jałowych i bezproduktywnych rozmyślaniach, wychodząc w świat z
klasztornej samotni, powiedział zupełnie szczerze do swoich
słuchaczy: "Jeżeli usłyszycie, że mówię o Bogu, i cokolwiek z tego
zrozumiecie, będzie to znaczyło, że się myliłem."
Istotnie! Bóg jest za nadto boski, aby mógł się zawrzeć w powijakach nawet
najznakomitszej i najdoskonalszej mowy teologów. To oni, kapłani, których bóg
nie powoływał ani mianował, otumanili człowieka, zmuszając do całowania
swoich stóp i dłoni, lizania stopni ich ołtarzy i odmawiania modłów pod
sklepieniem świątyń. Zapisano w "Dziejach Apostolskich", że bóg nie mieszka w
przybytkach ręką ludzką uczynionych... I co z tego, że zapisano, skoro kler
ma inne zdanie na ten temat, podejmując współzawodnictwo w budowie świątyń,
chełpiąc się, kto wystawi ładniejszą i okazalszą.
Starożytność także miała swoich bogów, których dzieci, żony i najbliżsi
kierowali wspólnie lub z osobna losami swoich wyznawców i świata... Ach, ten
starotestamentowy bóg! Niewyobrażalna Istność; niewysłowiona Doskonałość.
Jakże musi być jemu przykro, że jest sierotą: bez ojca i matki, bez
rodzeństwa! Nieukojony Syn samego Siebie. Nie masz u niego żadnych wspomnień
z dzieciństwa... Pustelnik samotności we Wszechświecie...
Rzeczywistość jest upadkiem marzenia i myśli! Dzieło stworzenia jest grzechem
boga. Jego zbrodnią wobec człowieka było posłanie cherubów z ognistymi
mieczami na naszych prarodziców, bowiem klątwą i czynem zaparł się własnego
dzieła. Później spuścił strugi deszczu, aby falami potopu zmyć własną hańbę,
i to "cudo", jakim byli Adam i Ewa. Mówią święte teksty, że bóg podjął
(nieudaną) próbę odnowienia ludzkości. I kogo wyznaczył do tego zadania?!
Ekshibicjonistę i pijaka, Noego, który po wypiciu sporych ilości winem,
obnażał się. Ale jego zachowanie nie podlega negatywnej ocenie, gdyż jest
ulubieńcem Wszechmocnego, i ma u niego wysokie notowania...
Ale bóg poniósł zasłużoną karę za to, że skazał pierwsze ofiary własnej
niedoskonałości. Od chwili Stworzenia ciąży na nim smutny obowiązek
bezustannego przypatrywania się swojemu dziełu, światu, pełnemu zgryzot,
nikczemności, podłości i wszelkiego łajdactwa. Cierpi, gdyż nie stworzył
idylli jaka sobie wymarzył i wyobraził.
Tak, bóg jest najnieszczęśliwszą z Istot, jaką zna człowiek: nie raduje się,
i nie smuci... Bóg sam oczekuje odkupienia od ludzi, którzy go stworzyli! A
na domiar złego teolodzy pokrzyżowali plany i zamysły boga, bowiem nie
poznawszy nigdy jego zamiarów, intencji, pragnień i nadziei, wmówili wiernym
kim jest Nieopisany i czego od ludzi żąda.. Oni to wszystko, opierając się na
spekulacjach, pomieszali, gdyż są zbyt głupi, aby poznać Nierozpoznawalne. I
swoimi błędami zarazili ludzkość. Do niech to przecież mówił Syn Boga, Jezus
Chrystus, że chociaż sami nie wchodzą do królestwa niebieskiego, nie
pozwalają wejść innym!
Wierni różnych religii skompromitowali swoich bogów, zabijając się w
religijnych wojnach w jego imieniu. Zarzynali się jak barany w wojnach
religijnych, głosząc jednocześnie miłość wyznawanego boga.
Tłumaczą swoim słuchaczom świątobliwi mężowie w powłóczystych szatach, że
Kara i Cierpienie istnieją jako efekt Zła... Czyż nie mógł bóg stworzyć ludzi
("na obraz swój na podobieństwo swoje") niezdolnych do czynienia zła, po
prostu dobrych z natury, usuwając w ten sposób powody do Kary i Cierpienia?!
Odpowiedź zostaje tylko odsunięta w czasie, ale ten problem teologiczny nadal
pozostaje zagadką.
Zło stworzone przez boga zostało uzasadnione przez "uczonych w Piśmie",
którzy dostarczając Stwórcy alibi, chronią go od odpowiedzialności. Otóż
odkryli oni coś, co nazwali "wolną wolą", która tak naprawdę nią nie jest,
gdyż zawsze podlega Dobrym lub Złym siłom! I według tych "mędrców", ta
właśnie "wolna wola" ma być tym