x3936012
05.10.05, 17:08
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051005/publicystyka/publicystyka_a_4.html
Lider PO jest zagubiony i chyba nie potrafi uwiarygodnić się w oczach
wyborców
z Wawrzyncem Konarskim rozmawia Eliza Olczyk
Rz: Donald Tusk, który jeszcze niedawno wydawał się mieć stanowisko
prezydenta w kieszeni, nagle zaczął tracić popularność, Lech Kaczyński
zyskuje. Czym pan to tłumaczy?
Wawrzyniec Konarski: Na tę sytuację złożyło się kilka elementów. Donald Tusk
jest politykiem niespójnym pod względem ideologicznym. Z jednej strony
apeluje do biedniejszej części społeczeństwa, a z drugiej pokazuje, że każdy
jest w stanie podźwignąć się z najgorszych warunków własnymi siłami, co bez
wątpienia jest elementem filozofii neoliberalnej. W swoich spotach mówi, że
pochodzi z ludu, opowiada o ciężkiej pracy swojej mamy, własnym bezrobociu i
pracy na wysokościowcach w okresie stanu wojennego. Niestety, okazało się, że
ten człowiek z telewizyjnej reklamówki, który wisi na wieżowcu, to nie jest
Donald Tusk. I to była pierwsza wpadka lidera PO. Lech Kaczyński jest
politykiem konsekwentnym. Nie łączy w sobie rozbieżnych cech jak Tusk - mówi
o umocnieniu państwa, o wartościach konserwatywnych, o rodzinie, a
jednocześnie przez cały czas nie zapomina o biednych. Tymczasem Platforma
zgłaszając swój pomysł trzy razy 15, zupełnie nie brała pod uwagę
biedniejszej części naszego społeczeństwa. Przypomniała sobie o nim nagle,
przed wyborami. Dla elektoratu to jest zachowanie koniunkturalne. Zachowanie
Lecha Kaczyńskiego, choć często toporne, ubrane w mało finezyjne argumenty,
jest bardziej wiarygodne, bo szczere.
Rz: Ta niespójność cechowała kampanię Tuska od początku, a jednak lider PO
stale zyskiwał w sondażach.
WK: Bo pomysł na taki wizerunek był dobry, dopóki w grze był Włodzimierz
Cimoszewicz, kandydat lewicy, który skupiał jej twardy elektorat i chwiejnych
wyborców o poglądach liberalno-lewicowych. W momencie gdy Cimoszewicz wypadł
z gry, część jego elektoratu zaczęła z sympatią spoglądać na Kaczyńskiego. I
nie jest to przypadek -aż jedna trzecia wyborców SLD z 2001 roku w tym roku
zagłosowała na PiS.
Rz: Czy na spadek popularności lidera PO miała wpływ debata na temat rządu PO-
PiS, która była pomysłem Tuska?
WK: Z całą pewnością miała. Fakt, że debaty zażądał Tusk, a potem w niej nie
uczestniczył, nawet w charakterze obserwatora, musiał zaowocować spadkiem
poparcia dla lidera Platformy. Ze strony kandydata PO to był gol samobójczy.
Na dodatek telewidzowie mieli okazję się przekonać, jak bardzo politycy obu
obozów są sobie niechętni, jak dalece są niedojrzali i w jak znacznym stopniu
ich zachowanie rozmija się z frazesami na temat myślenia o Polsce. Ten
rozziew również działa na korzyść Kaczyńskiego i sprawia, że dzisiaj ma on
większe szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich niż Tusk.
Rz: Czy tendencja spadku notowań Tuska i wzrostu popularności Kaczyńskiego
będzie się utrzymywała?
WK: Sądzę, że tak, chyba że lider Platformy Obywatelskiej w ciągu paru dni
znajdzie sposób na to, by uwiarygodnić swój wizerunek w oczach wyborców.
Wydaje mi się jednak, że Tusk jest zagubiony i chyba nie jest w stanie tego
zrobić. Weźmy wczorajszy dzień - lider PO wypowiadał się na temat polityki
zagranicznej. To jest zły moment na przedstawianie takich pomysłów, skoro
jego konkurent skupiony jest na sprawach wewnętrznych i polityce społecznej.
Jeżeli w ciągu najbliższych dni nie nastąpi ewidentna wpadka sztabu Lecha
Kaczyńskiego, to Tusk będzie tracił poparcie z dnia na dzień.
Rz: Polacy źle reagowali na pomysł, że dwa najwyższe stanowiska zajmą bracia
Kaczyńscy. Dlaczego to się zmieniło?
WK: Myślę, że zapracował na to właśnie lider Platformy swoją niezbornością
ideologiczną, wpadką ze spotem reklamowym i fatalnym pomysłem debaty o
rządzie przed kamerami. Wyborcy są dzisiaj bardziej skłonni zaaprobować
obecność braci Kaczyńskich u steru władzy niż zachowanie się Tuska.
Warzyniec Konarski jest profesorem politologii na Uniwersytecie Warszawskim