Gość: Oszołom z RM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
23.09.02, 10:53
Kiedyś sztuka zajmowała się inspiracją otwartych umysłów i krytyczną
prezentacją rzeczywistości. Pokazując to, co zasługuje na potępienie, dawała
jednocześnie napomnienia co do kierunku koniecznych zmian. Obecnie
pseudosztuka zajmuje się przede wszystkim niszczeniem istniejących wartości,
nie ofiarując nic w zamian. Polskiej autorce fotografii męskich genitaliów
umieszczonych na krzyżu wydaje się, że jest wielką artystką, jednak na razie
sprawą zajmie się gdański sąd. Być może spędzi nawet do dwóch lat w
więzieniu - więc może tam jej "sztuka" znajdzie zrozumienie.
Nie jest to pierwszy taki występ Nieznalskiej - wcześniej publikowała swoje
prace między innymi na cieszącej się złą sławą wystawie "Irreligia". Warto
pamiętać, że wystawa odbyła się dzięki wsparciu burmistrza gminy Bruksela-
Miasto oraz członka belgijskiej partii obrońców środowiska. Tym razem
Nieznalska postanowiła zakpić z katolickich symboli w Gdańsku (jej
pracę "Pasja" można było oglądać w gdańskiej Galerii "Wyspa" od połowy
grudnia 2001 do 20 stycznia 2002). Zdaniem prokuratury, pokazując fotografię
męskich genitaliów umieszczoną na krzyżu naruszyła art. 196 Kodeksu karnego
("Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważa publicznie przedmiot
czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów
religijnych..."). Sama autorka oczywiście do winy się nie przyznaje,
utrzymując, że przez swą pracę chciała pokazać krytykę męskości. - Krytyka
przez symbole religijne idei męskości absolutnie nie miała na celu
krytykowania symboli kościelnych - powiedziała podczas pierwszej rozprawy
przed gdańskim sądem. Tłumaczyła, że wykorzystała krzyż, bowiem jest to
tradycyjny symbol cierpienia.
Dobre, bo antykatolickie
Jednym z objawów "politycznej poprawności", której hołduje UE, jest swoista
nowomowa. Zgodnie z nią, skandaliczne w swej wymowie konstrukcje przestrzenne
(Papież przywalony meteorytem, krucyfiks zanurzony w ludzkiej urynie, obrazy
przedstawiające osoby oddające mocz na postać Chrystusa, czy wspomniany już
krzyż obdarzony męskim przyrodzeniem) określane są mianem "wolności
artystycznej wypowiedzi". Ta wolność jest jednak ślepa na jedno oko. Za dobre
i pożyteczne uznaje bowiem tylko te prace, które bezpośrednio uderzają w
wartości wypływające z religii rzymsko-katolickiej. Gdyby bowiem wyobrazić
sobie na przykład rozpiętą nad mapą Bliskiego Wschodu flagę państwa Izrael,
wypaćkaną ludzkimi odchodami, to szybko skończyłby się obszar "wolności
artystycznej wypowiedzi" a rozpocząłby się obszar
demaskowania "faszystowskich elementów". Można też wyobrazić sobie jeszcze
inną instalację - na przykład film pokazujący jak "dwoje" mężczyzn w
pseudomiłosnym uścisku spada do koryta wypełnionego gorącą lawą. Nad nimi
mogłaby stać postać ubrana na biało, ewentualnie z jakimś ptasim motywem
(skrzydła?)... oj, już widzę te nagłówki w broniących teraz Nieznalskiej
gazetach: "pochwała Inkwizycji!", "Fanatyzm w sztuce!"... Niestety,
podważanie świętości o "odbrązawianie" symboli dotyczy przede wszystkim
jednej religii: rzymsko-katolickiej.
Infantylne powielanie
"Sztuka", jaką pokazała autorka jest, wbrew pozorom, sztuką łatwą. Aby wpaść
na podobny koncept wcale nie trzeba się uczyć historii sztuki, wręcz
przeciwnie - zbyt gruntowna wiedza nie jest tu wskazana. Należy przecież
pozbyć się "skostniałych" nalotów kultury, która "hamuje" ludzki rozwój.
Swych wzorców najlepiej szukać u niezniewolonych przez współczesną kulturę
radosnych i anarchizujących grup jaskiniowców.
Prezentowana przez Nieznalską "sztuka" jest też w swej istocie banalna.
Powiela bowiem schematy po tysiąckroć już wykorzystane. Bardzo modne od wielu
już lat jest łączenie symboli religijnych z wulgarnym seksem, czy ludzkimi
ekskrementami. Nieznalska wcale nie jest oryginalna, nie jest twórcza, nic
nie odkryła, ot! podążyła za tłumem innych, podobnych jej "artystów",
powielających pomysły sprawdzone i medialnie chwytliwe.
** ** **
Skandal jest najczęściej jedyną treścią, jedynym przesłaniem, jakie płynie z
takich instalacji. Sztuka staje się tutaj tylko formalną platformą, na której
można realizować swoje własne fobie, uprzedzenia, niechęci, czy dawać upust
własnej nietolerancji czy nienawiści. Prawdziwa sztuka bowiem sławi piękno,
dobro, harmonię. Pseudosztuka przede wszystkim atakuje, niszczy, plugawi. Nie
płynie z niej żadna nauka, tak jak nie płynie żadna konkretna nauka z
oglądania "Big Brothera" - tego typu inicjatywy nie są bowiem przeznaczone
dla naszego umysłu, który się uczy, tylko dla naszych zmysłów, które tylko
czują. Aktywność zmysłów jest chwilowa, oparta na zasadzie "bodziec -
reakcja". W umyśle pozostanie wiedza, refleksja, natomiast po
obejrzeniu "sztuki" Nieznalskiej pozostanie tylko niesmak.