gargamel.z.rm
26.10.05, 22:55
Najskuteczniejszym narzędziem w walce ze złem ma być nowy kodeks karny.
(..)
Zgodnie z filozofią PiS kara nie musi pełnić funkcji wychowawczych – ma być
na tyle dolegliwa, by skazanego skutecznie wyizolować ze społeczeństwa, a na
innych podziałać odstraszająco.
Najostrzej mają być karane przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu oraz
korupcja. Choć politycy PiS popierają karę śmierci, to nie wprowadzą jej do
swego kodeksu.
(..)
PiS chce dobrać się do skóry także aferzystom – przez konfiskatę majątków,
które partia przeznaczy „na pomoc dla najbardziej potrzebujących,
praworządnych polskich obywateli”. Jednak jak zamierza to zrobić, nie ujawnia.
Część pomysłów udało się już wprowadzić w życie w Sejmie mijającej kadencji.
Od kilkunastu dni obowiązuje wprowadzony na wniosek PiS przepis, który każe
sędziemu wsadzić do więzienia na co najmniej 25 lat osobę, która zastrzeliła
człowieka. Może to być zarówno płatny morderca zabijający z zimną krwią, jak
i żona, która strzeliła do maltretującego ją latami męża. Ten między innymi
przepis Sejm przegłosował miażdżącą większością głosów niespełna dwa miesiące
przed wyborami. Rzecznik praw obywatelskich profesor Andrzej Zoll zaskarżył
go do Trybunału Konstytucyjnego.szczególnym okrucieństwem, nie może
odpowiadać jak dorosły. Ale bez szczególnego okrucieństwa – może.
– To najlepszy przykład na to, że przepisy pisali dyletanci – komentuje
profesor Zoll, który oprócz sprawowania funkcji rzecznika wykłada prawo karne
na Uniwersytecie Jagiellońskim.
www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=553&Itemid=48
Aby osiągnąć cel, w przypadku sędziów konieczna będzie zmiana obowiązującej
konstytucji, która dziś gwarantuje im pełną niezawisłość.
(..)
Wnikliwej lustracji mogą się spodziewać nie tylko politycy, ale i zwykli
obywatele. Partia braci Kaczyńskich zapowiada bowiem „lustrowanie przez
urzędy skarbowe, policję, a także Urząd Antykorupcyjny osób pozostających w
zakresie zainteresowania organów ścigania”.
Program PiS przewiduje też uchwalenie ustawy o ochronie spokoju
obywateli „wprowadzającej dotkliwe i niezwłocznie egzekwowane kary za
zachowania aspołeczne (...) takie jak naruszanie spokoju i porządku
społecznego, ciszy nocnej i obyczajności”.
(..)
Działać będą sądy 24-godzinne, które karać mają za chuligaństwo. Kto jest
chuliganem – oceniałby wyłącznie sędzia, bo według teoretyków prawa to
pojęcie niedefiniowalne. Skazany mógłby iść natychmiast do więzienia, bo w
sprawach mniejszej wagi PiS dopuszcza sytuację, by od wyroku sądu pierwszej
instancji nie przysługiwały odwołania. Andrzej Zoll ostrzega, że doprowadzi
to do jeszcze większego zapełnienia więzień, które już teraz pękają w szwach.
(..)
Będąc ministrem, Kaczyński nakazał na przykład wypuścić z aresztu związanego
z półświatkiem przestępczym mężczyznę z Sopotu, który brutalnie pobił
złodziei. Zwolnił też szefa olsztyńskiej prokuratury, by po miesiącu
przyznać, że mogła to być decyzja krzywdząca. Z kolei w Krakowie mianował
zastępcą prokuratora okręgowego Andrzeja Jędrzejczyka, człowieka, który
zasłynął głównie tym, że długo przebywał na zwolnieniach. W ostatnim dniu
urzędowania Kaczyński awansował go do Prokuratury Krajowej. Protegowany w
pracy nigdy się jednak nie pojawił. Zachorował na rok, a potem przeszedł w
stan spoczynku.
Następca Kaczyńskiego – jeszcze za rządu AWS – Stanisław Iwanicki oskarżył
ekipę swego poprzednika o to, że kultywowała „stalinowski etos”, stosowała
wzajemne donosy, wykorzystywała prawo do zabiegania o polityczną popularność,
prowadziła utajnione śledztwa poza normalną strukturą prokuratur, a na
dodatek zbierała teczki z „hakami” na polityków.
Akta tych śledztw znaleziono wtedy w gabinecie Zbigniewa Wassermanna. Dziś
Wassermann zdecydowanie zaprzecza informacjom o „hakach”. Tłumaczy, że
śledztwa dotyczyły zawieszonych lub umorzonych spraw związanych z
przestępczością zorganizowaną. Sugeruje, że jedną z zamieszanych w nią osób
jest Iwanicki, który miał mieć w Wyszkowie „grupy paliwowe”.
Wassermann znany jest z tego, że wszędzie węszy spiski. Kiedyś wezwał do domu
policję, bo rzekomo skradziono mu automatyczną bramę. Policjanci przyjechali,
nacisnęli przycisk w pilocie i brama sama się wysunęła. Nie czuł też żadnych
oporów, by w ubiegłym roku interweniować w krakowskiej prokuraturze we
własnej sprawie. Poszło o to, że Wassermann nie chciał zapłacić wykonawcy za
montaż wartej 10,5 tysiąca złotych wanny z jacuzzi, bo jego zdaniem źle
wykonana usługa mogła spowodować porażenie prądem kąpiącego się posła PiS.