Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
03.10.02, 23:55
Narewka, niewielka miejscowość położona w sercu Puszczy Białowieskiej.
Polskie lasy... Ilu ludziom ratowały życie? Ile razy stawały się schronieniem
dla walczących o wolność, a przekleństwem dla najeźdźców? Stoję pośród
ogromnych dębów i przypominam sobie słowa partyzanckiej pieśni, ulubionej
piosenki Danusi Siedzikówny "Inki" - dzisiejszej bohaterki: "i szumi stary
las/ przyjaciel wierny druh/ do snu kołysze nas/ swą pieśnią budzi nas ze
snu".
To właśnie tu wychowała się i wzrastała "Inka" - bohaterska sanitariuszka V
Wileńskiej Brygady mjr. "Łupaszki", tu "uczyła się lasu" i znaczenia trzech
najważniejszych dla Polaka pojęć: Bóg, Honor, Ojczyzna.
Czy musiała zginąć?
W Gminnym Ośrodku Kultury robi się tłoczno. Mieszkańcy Narewki, młodzież i
dorośli, przedstawiciele IPN i kombatanci zebrali się, aby oddać hołd
niezwykłej dziewczynie z podlaskiej wsi, bestialsko zamordowanej przez
funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa. Starsi ludzie z zadumą na twarzach
oglądają fotografie tych, którzy się nigdy nie poddali.
Korespondent "Trybuny" zastanawia się głośno: "Czy ona musiała zginąć?".
Dobre pytanie, ale powinien je skierować do swoich popleczników z SLD.
Uroczystość otworzył dyrektor białostockiego oddziału IPN prof. Cezary Kuklo,
następnie zabrał głos wiceprezes IPN Janusz Krupski. Chwilę później popłynęła
opowieść o wojnie, cierpieniu i bohaterstwie. O żołnierskim honorze, miłości
do Ojczyzny, o męczeństwie i hańbie, zdradzie i podłości. Jerzy Kułak z
białostockiego Biura Edukacji IPN przedstawił szlak bojowy V Wileńskiej
Brygady AK, jej działalność na Podlasiu i Pomorzu. To właśnie z tą brygadą
związali swe losy obecni na sali żołnierze: Jerzy Fijałkowski "Stylowy",
Aleksander Wołonciej, i Danusia Siedzikówna.
Niezwyczajni
Piotr Szubarczyk z gdańskiego IPN-u opowiedział zebranym o rodzinie
Siedzików, zwyczajnych ludziach, którym przyszło żyć w niezwyczajnych
czasach. Ojciec Danki, Wacław, po powrocie z zesłania (spędził na Syberii 13
lat - zesłany w 1913 r. powrócił do Polski dopiero w 1926 r.) został
leśniczym. Miejscowi wspominają go jako człowieka mądrego i sprawiedliwego.
Kiedyś zatrudnił w swoim leśnictwie marynarza z "Aurory". Ludzie
pytali: "Bolszewika pan zatrudnia?". A on niezmiennie odpowiadał: "To biedny
człowiek, ma siedmioro dzieci". 10 lutego 1940 r. Wacław Siedzik został
wywieziony ponownie. Po wyjściu z sowieckiej niewoli, wycieńczony pracą w
kopalni złota, wstąpił do Armii Andersa. Zmarł na obczyźnie. Grób leśniczego
Siedzika znajduje się daleko od domu - na polskim cmentarzu w Teheranie.
Matka Danusi, Eugenia, zaangażowana w działalność konspiracyjną, na skutek
denuncjacji konfidenta została aresztowana przez gestapo i po ciężkim
śledztwie rozstrzelana. Nie wiadomo, gdzie znajduje się jej grób. Córka
szpicla jest dziś znaną w Białymstoku dziennikarką. Kiedy w narewczańskim GOK-
u miało paść nazwisko zdrajcy, obecna na sali pani Wiesława Korzeniowa
(siostra Danusi, jedyna żyjąca dziś osoba z rodziny) poprosiła: "Nie
wymieniajcie nazwisk, mama im przebaczyła". Tak wypełnił się testament pani
Eugenii, która w ostatnim grypsie do córek napisała: "Zemstę zostawcie
Bogu". - Jeśli rodzice dali taki przykład, to czy wybór córki mógł być inny? -
pytał zebranych na sali Piotr Szubarczyk.
"Wróg ludu"
Po śmierci matki Danusia podjęła decyzję o włączeniu się w szeregi armii
podziemnej. Na krótko przed przyjściem Sowietów złożyła przysięgę "w imię
Boga Wszechmogącego...".
Przeszedł front, ale nie skończyła się wojna. Danusia pracowała w
nadleśnictwie jako kancelistka, miała wtedy siedemnaście lat. Pewnego dnia UB
aresztowało wszystkich pracowników - od nadleśniczego do kancelistki.
Prowadzonych przez las aresztantów odbił oddział pod dowództwem Stanisława
Wołoncieja "Konusa". Po kilkumiesięcznym pobycie w oddziale partyzanckim, za
sprawą babci, Danusia wróciła do "legalnego życia" pod fałszywym nazwiskiem.
Okazało się jednak, że swoim istnieniem "zagraża ustrojowi państwa". UB,
poszukując Danki, aresztowało jej siostrę Wiesię. Na skutek szczęśliwego
zbiegu okoliczności starsza siostra "wroga ludu" została uwolniona. W tej
sytuacji panna Obuchowicz (tak brzmiało fałszywe nazwisko Danusi) przeniosła
się do Miłomłyna koło Ostródy, gdzie ponownie podjęła pracę w nadleśnictwie.
W pobliżu operowali partyzanci z wileńskiej AK. Danka porzuciła pracę i
wstąpiła do szwadronu "Żelaznego", wchodzącego w skład brygady "Łupaszki".
Kilkudziesięciokilometrowe marsze, świerzb, wszy i zwycięskie potyczki z
komunistami stały się codziennością. "Inka" (taki wybrała pseudonim)
opatrywała rany nie tylko swoim, ale również wrogom - tak jak nakazywało jej
sumienie. Koledzy wspominają ją jako obowiązkową i nigdy nie narzekającą na
trudności.
19 lipca 1946 r. w mieszkaniu przy ulicy Wróblewskiego 7 w Gdańsku-
Wrzeszczu "Inka" została aresztowana. Potem już było "zwyczajnie" - tortury,
poniżenia, obelgi, fałszywe zeznania "świadków" i trwający 13 dni "proces".
Jako jedyna kobieta była więziona w męskim pawilonie. Zapadł wyrok śmierci.
28 sierpnia 1946 r., godzina 6.00. Do gdańskiego więzienia zgłosił się
dziesięcioosobowy oddział KBW. Miał wykonać wyrok na "bandytach". Jak pisze
Piotr Szubarczyk, więźniowie wiedzieli o egzekucji, "według relacji,
niektórzy z nich zaczęli odmawiać 'Anioł Pański'". Naprzeciw Feliksa
Selmanowicza i Danuty Siedzikówny ustawił się pluton egzekucyjny. Padła
komenda: "Po zdrajcach narodu, serią, ognia!". "Inka" i "Zagończyk"
krzyknęli: "Niech żyje Polska", sala wypełniła się hukiem i dymem, ale kule
ledwo drasnęły skazańców. Żołnierzy KBW ruszyło sumienie - strzelali "Panu
Bogu w okno". Oszołomiona hukiem Danka podniosła się i krzyknęła: "Niech żyje
Łupaszko". Obecny przy egzekucji funkcjonariusz UB podszedł do skazanych,
wyjął pistolet i wobec niesubordynacji plutonu zamordował oboje strzałem w
głowę. Ubek miał się wyrazić: "Nie chciała umrzeć, skacina, trzeba ją było
dobić...".
Bohaterscy żołnierze odeszli po nagrodę do Pana. Siedemnastoletnia "Inka" nie
prosiła o łaskę, w ostatnim grypsie napisała: "Jest mi smutno, że muszę
umierać, powiedzcie babci, że zachowałam się, jak trzeba".
Mordercy są bezkarni
W ciszy opuszczaliśmy salę domu kultury, uczestniczyliśmy w Mszy św. w
intencji "Inki" i poległych w obronie Ojczyzny żołnierzy AK. Ksiądz Wojciech
Karśnicki w pięknej homilii wskazał na "Inkę" jako wzór dla młodzieży, nie
tylko tej pochodzącej z Narewki. Podkreślił, że szczególnie w dzisiejszych
czasach utraty świadomości i tożsamości narodowej, konsumpcjonizmu, takie
postacie przypominają nam o tym, co najważniejsze. Eucharystię uświetniły
połączone chóry z Wileńszczyzny - "Lira" i "Rudniczanka" pod dyrekcją
Władysława Korkucia (wieloletniego więźnia Workuty i harcerza
wileńskiej "Czarnej Trzynastki").
Po Mszy Świętej zapłonęło ognisko, a białowieskie knieje, jak przed laty,
wypełniły się partyzancką pieśnią.
Następnego dnia w sali gimnastycznej VIII Liceum Ogólnokształcącego w
Białymstoku zebrana licznie młodzież wysłuchała prelekcji o żołnierzach V
Wileńskiej Brygady AK. Dobitnie zabrzmiały słowa Edmunda Krasowskiego,
dyrektora gdańskiego oddziału IPN, o tym, że nie można tolerować sytuacji,
gdy komunistyczni zbrodniarze unikają sprawiedliwości. Przytoczył kuriozalny
wyrok sądu III RP, uznający, że "Inka" walczyła o niepodległość Ojczyzny, a
jednocześnie zdejmujący odpowiedzialność z jej morderców.
Uroczystość zakończył koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu chórów z
Wileńszczyzny. Zgromadzona młodzież owacyjnie przyjęła pieśń "My, Polacy z
Wileńszczyzny... my żyjemy dla Ojczyzny". Należy pogratulować IPN-owi pomysłu
prelekcji dla młodzieży, tym bardziej że w VIII LO mieści się Centrum
Informacji Europejskiej, co może niekorzystnie wpływać na postawy
patriotyczne młodych ludzi. Myślę, że rodzina Siedzi