janbezziemi
02.12.05, 01:50
Dziwi mnie zacietrzewienie z jakim spotkała się informacja o zamierzonym
ułaskawieniu Zbigniewa Sobotki przez prezydenta. Przecież Aleksander
Kwaśniewski korzysta ze swych konstytucyjnych uprawnień. W dodatku chodzi o
sprawę budzącą wiele wątpliwości. Na Sobotkę wydano bowiem niezwykle surowy
wyrok - jedynie na podstawie poszlakowego procesu, bez żadnych materialnych
dowodów winy, co przyznał sam sąd. W dodatku chodzi nie o jakiegoś tam
bandziora, który z premedytacją chciał oddać policjantów w ręce swych
kolesiów. Sobotka to były wiceminister, ceniony za kompetencje i osobistą
uczciwość (tak, właśnie tak!). A za ostatnie zamieszanie wokół swej osoby
płaci już wysoką cenę - w postaci społecznego potępienia, wyroku sądowego i
ostatecznego usunięcia ze świata polityki. Czy to mało? Można oczywiście iść
dalej: skierować go w końcu między tych, których jego podwładni jeszcze
niedawno wsadzali do paki (z tego zresztą powodu nie będzie to dla byłego
ministra zwyczajna odsiadka). Tylko jaką będą mieli z tego korzyść jego
prześladowcy? Poza słodkim smakiem zemsty? - pisze nie bez racji W.S.Dębski
w "Tr."