leszab
25.12.05, 23:13
Panika w TVP.Okazuje się nagle że wszyscy głosowali na PIS.
Waldemar Łysiak
"To były piękne dni. Najpierw kilka dni głośnych medialnych karceń: pisowski
rząd krzywdzi Polaków, bo chce zwiększyć akcyzę benzyny! Potem premier
ogłasza, że akcyza zostanie taka, jaka jest. Przez kilka kolejnych dni te
same media malkontentują: pisowski rząd krzywdzi Polskę, bo niepodwyższenie
akcyzy oznacza katastrofę dla budżetu! Pycha. Ten akcyzowy casus winien
zostać odnotowany w kronikach jako symbol etyki polskich „niezależnych
mediów”.
Wśród polskich „niezależnych mediów” palmę popularności dzierży bezsprzecznie
szklany ekran. Miło jest obserwować jak trzy główne telewizje reagują na
smutną dla nich rzeczywistość –– na cięgiem rosnące słupki sondażowe PiS–u i
gwiazd PiS–u. Biura badania opinii publicznej mocno się przestraszyły
kompromitacją z okresu kampanii wyborczej, więc teraz robią swoje bardziej po
ludzku niż po cwaniacku, nie trzeba do publikowanych wyników PiS–u dodawać 16–
25 proc., starczy 6–8 proc. Reakcje trzech głównych nadawców telewizyjnych ––
TVP, TVN i Polsatu –– są o tyle ciekawe, że są bardzo różne:
Najbardziej antypisowsko bojowy stał się Polsat, gdzie strategią informacyjną
dyryguje redaktor Lis. Klęska PO (Lis wspomagał tę partię jak mógł, kładąc na
szalę całą swą mniemaną wiarygodność) została chyba odebrana przezeń jako
osobiste Waterloo, bo teraz pan oberredaktor zatracił wszelkie hamulce,
niczym człowiek ciężko chory, i dlatego codzienne polsatowskie „Wydarzenia”,
zwłaszcza te prowadzone przez serdeczną koleżankę pana Lisa, panią redaktor
Smoktunowicz, osiągnęły już taki poziom antypisowskiej drastyczności, który
jest bliski komizmu. Pan Solorz (szef Polsatu) zezwala na to, bo mając –– jak
pamiętamy –– sześć czy siedem różnych paszportów, nie musi się bać żadnej
władzy, ani tym bardziej żadnych samych swoich „służb”. Plotki, iż wkrótce
nazwę Polsat będzie się pisało: PO–lsat, wydają się jednak mimo wszystko
przedwczesne.
TVN, chociaż ma proweniencję identycznie samą swoją po linii „służbowej”,
zmiękła nieco od czasu kampanii, i gryzie PiS oraz Kaczorów delikatniej, bez
tryskającej śliną pasji (tak charakterystycznej dla neurotycznych „Wydarzeń”
Polsatu), a jedynie dwaj uważający się za dowcipnych panowie z
programu „Teraz MY” ścigają jeszcze pisożerczy styl pary Lis–Smoktunowicz,
lecz wdzięku w tym za grosz –– ta kopia antykaczyzmu jest równie żałosna jak
oryginał. Dzięki miernocie podobnych redaktorek i redaktorów, PiS oraz
Kaczyńscy też zyskują w sondażach –– mierny złośliwiec zawsze odstręcza
publiczność, która swą sympatię kieruje ku celowi jego ataków. Sumując: TVN
uplasował się na skali telewizyjnego antypisizmu w środku między furią
Polsatu a podkulonym ogonem TVP.
Gdy bliźniaki wygrały obie batalie, kierownikom TVP zmiękła rura i telewizja
zwana Publiczną przestała kontrpisowsko jątrzyć. Coraz głośniej mówi się, że
pisowska miotła dokona dużej czystki w TVP. Równie głośno się mówi o
rozpaczliwych wysiłkach drużyny Dworaka, żeby przestać być dworakami PD i PO
(to jest durczokami), a zostać dworakami PiS–u. Tak głośno, że sam „Newsweek”
zamieścił dwukolumnowy artykuł na ten temat, wytykając TVP gwałtowną zmianę
frontu („Przestraszeni prezesi i telewizyjni dyrektorzy na gwałt odświeżają
stare znajomości z politykami PiS. Telefonują do prawicowych publicystów,
proponując im współpracę”; „W Jedynce zaczęto nieoczekiwanie odkurzać
scenariusze na nowe programy, które wiele miesięcy temu bezskutecznie
składali publicyści o prawicowej orientacji. Ale czy prezesom i dyrektorom
starczy czasu, aby uwiarygodnić się w oczach braci Kaczyńskich?”; itp.).
Jednym z uwiarygodniaczy miałem być ja. Odkąd bliźniaki zwyciężyły we
wszystkich wyborach, rozdzwonił się mój telefon nękany przez ludzi telewizji.
Różnych telewizji, nawet TV 4 zaproponowała mi rolę gwiazdy kulturalnego
programu „Sztukateria”. Ale najciekawsze były propozycje TVP. Jedynka
wyobraziła sobie hagiograficzny program o Waldemarze Łysiaku, czyli o ––
cytuję reżysera i producenta –– „człowieku, który nigdy nie zmienił swych
przekonań, obronił je i zwyciężył”, tudzież o „pisarzu, który jest systemowo
zamilczany przez literackie kręgi opiniotwórcze, a mimo to ma rzesze
czytelników, co stanowi jedyny taki przypadek w dziejach wysokiej
literatury”. Znani mądrzy ludzie mieli w tym programie dobrze o Łysiaku
mówić, a on miał się uśmiechać i też coś ględzić. Podziękowałem –– nie pragnę
TV–pomnika, niech dobrze mówią o kimś innym. Podziękowałem również panu red.
Pospieszalskiemu, który zaprosił mnie do swego talk–show „Warto rozmawiać” w
TVP 2. Odbyliśmy ciekawy telefoniczny dialog. Ja: „Ile już tych pańskich
programów wyemitowano?”. On: „Sto”. Ja: „I dopiero teraz, po paru latach,
przypomniał pan sobie, że jest facet zwany Łysiak, akurat wtedy, kiedy dzięki
urnom zwyciężyły ideały tego faceta, prawicowość, konserwatyzm,
chrystianizm?” On: „Zapewniam pana, że to całkowity przypadek. W Polsce jest
co najmniej 500 ciekawych rozmówców...” (ergo: musiał pan czekać na swoją
kolej).
Problem pana Pospieszalskiego (tudzież innych facetów robiących w telewizji)
jest ten –– czego oni być może nie wiedzą, zatem informuję ich niniejszym ––
że Łysiaka nie uda się im wyjąć z żadnej kolejki, bo on w żadnej kolejce do
kamer nigdy nie stał, nie stoi i stał nie będzie. To pewnie jakaś choroba
psychiczna lub weneryczna, ale Łysiak nie cierpi telewizji. Czasami ogląda
(wiadomości, filmy przyrodnicze i dokumenty historyczne, bywa że klawy mecz
lub klawe fabularne kino), jednak generalnie uważa, że szklany ekran to
złodziej czasu, który wzbogaca człowieka mniej więcej tak, jak picie mleka z
gipsem poprawia kontur libido. Zaś jeszcze bardziej niż oglądać telewizji,
Łysiak nie lubi produkować się w telewizji. Między jego Wieżą z Kości
Słoniowej a publicznością funkcjonuje tylko jedna komunikacja –– druk. I
niech tak zostanie, bo to mi odpowiada. Angole zwą tę chorobę
terminem: „splendid isolation”.
Zamiast post scriptum –– memento dla PiS-u. Był już (w III RP) pewien rząd
patriotyczny, który zlekceważył konieczność utemperowania Telewizji
Publicznej przez władzę –– rząd Olszewskiego. Dzięki temu zaniedbaniu nie
miał właściwej komunikacji ze społeczeństwem (miał rytualny bojkot na
szklanym ekranie) i padł nim upłynęło pół roku."
Waldemar Łysiak