Gość: doc
IP: *.194-4-62.powered-by.skynet.be
08.11.02, 23:31
Nie dajmy sobie wciskać kitu! Już na załączonym zdjęciu widać,
że łuski nie są "nowe"! Po pierwsze: posiadają napisy
określające m.in. partię produkcyjną, narkę prochu i indeks
ładunku miotającego, czyli były już co najmniej raz elaborowane
(wypełniane ładunkiem). Po drugie: na szyjkach łusek widać
wyraźne pierścieniowe wgłębienia - świadczą one o tym, że łuski
pochodzą z rozcalenia nabojów (w tym wypadku czołgowych kal. 100
mm. Łuski takie, o ile mi wiadomo, można zupełnie legalnie
zakupić "na wagę" jako złom mosiężny właśnie. Po trzecie: każda
łuska artyleryjska, zarówno mosiężna jak i stalowa, po przejściu
cyklu sprawdzeń, nadaje się do kilkakrotnego wykorzystania, więc
nie tylko "nowe" mogą posłużyć do produkcji amunicji.
Sensacyjność tego zdarzenia wynika więc prawdopodobnie głównie z
niedouczenia celników i indolencji dziennikarzy. Polecam starą
dobrą publikację pt.: "1000 słów o broni i uzbrojeniu".