ksiundz
31.01.06, 06:39
Donald Tusk i Jarosław Kaczyński mieli zderzenie czołowe. Z jednego rozbitego
auta wysiada trochę potłuczony Kaczyński, z drugiego Tusk z kilkoma
siniakami. Kaczyński mówi: "To cud, że żyjemy". "No właśnie - to musi być
znak, żebyśmy się wreszcie pogodzili" - dodaje Tusk. "Tak, koniec waśni
między nami" - zgadza się Kaczyński. I wyciąga piersiówkę, mówiąc: "Napijmy
się, żeby to uczcić". Tusk wziął butelkę, pociągnął kilka łyków i oddał
Kaczyńskiemu. Ten nie napił się, lecz zakręcił butelkę i schował. "No co
ty?" - pyta Tusk. "A ja poczekam, aż przyjedzie policja!" - odpowiada
Kaczyński.
www.wprost.pl/ar/?O=86482