Gość: Anna
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
23.11.02, 21:43
Faszyzm i Komunizm mial trwac 1000lat a kosciol jest 2000 lat i dzieki bogu
Ustalenia Jałty, potwierdzone w Poczdamie w 1945 r., utrwaliły na
dziesięciolecia sowiecką dominację w Polsce, której stróżami stali się
członkowie PPR/PZPR i funkcjonariusze UB. Opanowanie terytorium Europy
Środkowej przez komunistów oznaczało nadejście czasów konfrontacji pomiędzy
totalitarnym, ateistycznym reżimem a Kościołem i wierzącym społeczeństwem.
Już w 1945 r. został przez komunistów zerwany konkordat zawarty między II RP
a Watykanem. Był to dopiero przedsmak tego, co czekało Kościół w Polsce w
nadchodzących dziesięcioleciach. Działania komunistycznych władz skierowane
przeciwko Kościołowi i wierzącym Polakom można prześledzić na przykładzie
represji, jakich doznał Kościół katolicki na terenie Dolnego Śląska i
Opolszczyzny. Temu tematowi była poświęcona sesja naukowa we Wrocławiu 6-7
listopada, zorganizowana przez wrocławski Oddział IPN i Papieski Wydział
Teologiczny.
Polska chce być katolicka
W wyniku zmian granic po II wojnie światowej cały Śląsk wszedł w granice
państwa polskiego, uszczuplonego z kolei o Kresy Wschodnie. Te przesunięcia
spowodowały trwającą przez kilka lat "drugą wędrówkę ludów" ze wschodu na
zachód. Przesiedlani kresowianie godzili się na zamieszkanie na obcym terenie
jedynie pod warunkiem, że w danej miejscowości obecny będzie ksiądz. Potrzeba
budowy struktury kościelnej na tych terenach stała się koniecznością.
Powracający do kraju w lipcu 1945 r. ks. Prymas August Hlond zaopatrzony
został w pełnomocnictwo wydane przez Watykan do uregulowania polskiej
administracji kościelnej "in tutto territorio polacco". Ksiądz Prymas na
terenie wcześniejszej archidiecezji wrocławskiej ustanowił trzy nowe
jednostki administracyjne i nominował administratorów apostolskich z
siedzibami w Opolu, Gorzowie i Wrocławiu. Podział miał dwa zasadnicze cele:
szybką organizację posługi duszpasterskiej oraz zerwanie z przeszłością
niemiecką na tych terenach.
Kościół katolicki jako pierwszy podjął działania integrujące na ziemiach
zachodnich i północnych. Swą posługę mógł początkowo rozwijać zasadniczo bez
większych przeszkód, komunistyczny reżim (jeszcze zbyt słaby, by otwarcie
zwalczać Kościół) skupił się na szerzeniu ideologii.
Nawrót barbarzyństwa
Od roku 1948 r. zaznacza się zdecydowana zmiana polityki wobec Kościoła na
ziemiach zachodnich. Przedmiotem szantażu ze strony władz były m.in. przejęte
przez Kościół świątynie. Nieuregulowany status prawny (brak aktów własności)
miał stać się kartą przetargową w wymuszeniu uległości władz kościelnych na
tych terenach. We wrześniu 1949 ogłoszono powołanie grupy tzw. księży
patriotów organizowanych przez Urząd Bezpieczeństwa - WUBP na Dolnym Śląsku
okazał się najszybszy, bo grupę "montowano" tu już od maja tego roku. W
styczniu 1950 r., pod pretekstem rzekomych malwersacji finansowych,
upaństwowiono Caritas, które to przejęcie "spontanicznie" poparli "księża
patrioci". W kwietniu Episkopat podpisał porozumienie z rządem
komunistycznym, lecz już po kilku miesiącach zostało ono pogwałcone.
W styczniu 1951 r. rząd obwieścił, że usuwa administratorów apostolskich na
Ziemiach Odzyskanych, a na ich miejsce zostaną powołani wikariusze kapitulni
("księża patrioci"). Godziło to w Kościół i polską rację stanu, wywoływało
poczucie tymczasowości i niestabilności, podważało autorytet polskiej
administracji kościelnej. Poza tym było niezgodne z Kodeksem Prawa
Kanonicznego. Działania swe komuniści motywowali tym, że hierarchia kościelna
(Pius XII i Episkopat Polski) sprzyja "imperialistom i rewizjonistom" z
Zachodu, nie chcąc powołać stałych biskupów na tych ziemiach. Warto
pamiętać,że powołanie administratorów było wstępem do nominacji biskupów
diecezjalnych. Wrocławski administrator ks. Karol Milik został internowany w
Rywałdzie Królewskim (do Rywałdu dwa lata później trafi aresztowany ks.
Prymas Stefan Wyszyński), a wikariuszem kapitulnym został ks. Kazimierz
Lagosz - postać kontrowersyjna i tragiczna. Ksiądz Prymas, zapobiegając
schizmie w łonie Kościoła w Polsce, zaakceptował wybór wikariuszy. Intencje
komunistów stały się jasne, kiedy Prymas Wyszyński uzyskał nominację na
biskupów rezydencjalnych na Ziemiach Odzyskanych, jednak władze nie zgodziły
się na objęcie przez nich diecezji.
Komuniści, dążąc do rozsadzenia Kościoła od środka, ogłosili 9 lutego 1953 r.
dekret, w którym uzurpowali sobie prawo do decydującego głosu przy obsadzeniu
stanowisk kościelnych (w tym biskupich!). Doprowadziło to do ogłoszenia
słynnego listu Prymasa Wyszyńskiego "Non possumus".
Rozbijanie od środka
Postępowanie komunistów wobec Kościoła miało swój wcześniejszy wzorzec w
Związku Sowieckim. Polegał on na niszczeniu fizycznym ludzi Kościoła i
rozbijaniu go od wewnątrz. Do pierwszoplanowych zadań UB należało
pozyskiwanie agentów wśród duchownych lub w ich najbliższym otoczeniu. W tej
materii stosowano przekupstwa, szantaż, zastraszenia. W zależności od potrzeb
tajni współpracownicy zajmowali się przekazywaniem wszelkich informacji
związanych z funkcjonowaniem Kościoła. Do zadań lepiej umocowanych agentów
należało wpływanie na obsadę stanowisk kościelnych i w seminariach
duchownych, przeniesienia do innej parafii lub wydalanie z diecezji,
wywieranie nacisku na liczne uczestnictwo w wiecach i manifestacjach. W celu
kompromitacji środowiska podrzucano materiały ośmieszające duchowieństwo.
Oczywiście niepoślednią rolę odgrywała propaganda i media, wśród których
figurowali współpracownicy bezpieki.
Dla walki z Kościołem w 1950 r. powołano Urząd do spraw Wyznań. Wszystkie
sprawozdania naczelnika tejże instytucji trafiały na biurko szefa UB.
Od 1954 r. wrocławski Urząd Bezpieczeństwa przeprowadzał tajną i długofalową
operację, mającą na celu obsadzenie kluczowych w Kurii urzędów przez osoby
pozyskane do współpracy. Operacja była na tyle tajna, że nie wiedział o niej
I sekretarz KW PZPR. Fotografowano i inwigilowano osoby mające jakikolwiek
związek z Kurią. Szczególnie bolesnym ciosem dla Kościoła stała się akcja
wymierzona w zakony: Urząd Bezpieczeństwa wraz z tzw. aktywem partyjnym
autobusami z napisem "wycieczka" wywoził osoby konsekrowane z ich domów
zakonnych. Nierzadko celem były obozy pracy w Gostyniu, Kobylinie, Bojanowie
etc.
"Aspołeczny zawód"
Swoje działania komuniści kierowali również przeciw seminariom.
Zainteresowaniem UB "cieszyli się" zwłaszcza profesorowie i wykładowcy,
przeciwko którym zbierano materiały. Jednym z nich był ks. Marcinkowski,
ówczesny rektor seminarium we Wrocławiu. Samych zaś kleryków zmuszano do
pracy fizycznej w gospodarstwach rolnych m.in. w Wojcieszycach.
Dalszy etap szykan PRL wobec kleryków to powoływanie ich od 1959 r. do
odbywania czynnej służby wojskowej. Początkowo alumnów wcielano do różnych
jednostek, jednak kiedy zauważono ich wpływ na innych żołnierzy, utworzono
trzy kompanie kleryckie: w Bartoszycach (zwanych "największym seminarium
duchownym w Polsce"), Brzegu i Szczecinie. Z biegiem lat zostały
przekształcone w bataliony. W jednostkach tych pracowała starannie
wyselekcjonowana kadra dowódcza i podoficerska. Klerycy byli pod stałą
obserwacją wywodzących się z ZMS, ZMW żołnierzy "świeckich". W razie
opuszczenia seminarium obiecywano im zwolnienie z wojska, studia, stypendium.
Klerycy otrzymywali przepustki w porach, gdy nie było Mszy św., w dni postne
przyrządzano potrawy mięsne, obowiązkowe było uczestnictwo w szkoleniach
politycznych, na których atakowano Kościół. Nierzadkie były próby urządzania
potańcówek z dziewczętami i pokazy filmów o nieprzyzwoitych treściach.
Instrukcja, jaką otrzymali dowódcy jednostek kleryckich od gen.
Jaruzelskiego, brzmiała: "Należy wpajać im dogłębne przekonanie o aspołecznym
charakterze zawodu księdza, rozbudzając wiarę w idee socjalizmu i osiągnięcia
Polski Ludowej"