Dodaj do ulubionych

LUKA RYDZYKA

IP: *.proxy.aol.com 01.12.02, 17:15
Luka Rydzyka
Niedziela, 01 grudnia 2002 - 11:10 CET (10:10 GMT)


To nie Tadeusz Rydzyk jest winien tego, że Radio Maryja nie figuruje w żadnym
spisie podatników i nie płaci podatków. Winna jest ustawa podatkowa.

Winien jest swego rodzaju paragraf 22 w ustawie o podatku dochodowym. Ojciec
Rydzyk tylko wykorzystuje lukę w ustawie, wedle której (art. 17), kościelna
osoba prawna jest zwolniona z podatku dochodowego. Nie płacąc podatku
dochodowego, nie musi też prowadzić "dokumentacji wymaganej przez przepisy
ordynacji podatkowej". Podmioty kościelne mogłyby być kontrolowane przez
organy skarbowe tylko wtedy, gdyby na podstawie dokumentacji można było
udowodnić, że niektóre ich przychody podlegają jednak opodatkowaniu, bo
pochodzą z działalności gospodarczej. Tyle że nie można tego zrobić, bo nie
istnieją zapisy księgowe pozwalające to stwierdzić. Działa tu dokładnie ten
sam mechanizm, który Joseph Heller opisał w "Paragrafie 22". Mechanizm jest
logiczny, tyle że jest to logika absurdu: "Nie musisz więcej latać, jeśli
jesteś szalony, ale nie chcąc latać, dowodzisz, że nie jesteś szalony, bo
tylko wariat może chcieć brać udział w niebezpiecznych lotach. W efekcie
musisz jednak latać, bo jesteś zdrowy".
Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych zwalnia od tego podatku dochody
kościelne uzyskiwane "z niegospodarczej działalności statutowej" oraz z innej
działalności "w części przeznaczonej na cele kultu religijnego, oświatowo-
wychowawcze, naukowe, kulturalne, charytatywno-opiekuńcze oraz na konserwację
zabytków, prowadzenie punktów katechetycznych, inwestycje sakralne".
Prowadzenie Radia Maryja przez zakon redemptorystów można bez trudu
zakwalifikować jako działalność religijną, oświatowo-wychowawczą bądź
kulturalną. W 2001 r. osiągnięty przez kościelne podmioty dochód wolny od
podatku wyniósł prawie 100 mln zł. Nie sposób ustalić (paragraf 22), czy jest
to dochód związany z misją religijną, czy pochodzi z normalnej działalności
gospodarczej. Istnienie kościelnego paragrafu 22 jest wręcz zachętą do
nadużyć. Radio Maryja i związane z nim fundacje nie są wcale pierwszymi
podmiotami, które przeprowadzają dziwne operacje finansowe jako kościelne
osoby prawne. Rok temu ujawniliśmy ("Grzeszni dobroczyńcy", nr 47), że pod
szyldem Towarzystwa Świętego Franciszka Salezego, czyli zakonu salezjanów,
przeprowadzano operacje finansowe służące praniu brudnych pieniędzy.
Najważniejszym ogniwem tych nielegalnych interesów była Fundacja Pomocy dla
Młodzieży im. św. Jana Bosko, która powstała w Lubinie w czerwcu 1992 r.
Pranie brudnych pieniędzy było możliwe przez kilka lat, bo urzędnicy skarbowi
nie potrafili stwierdzić, jakie inicjatywy salezjanów były realizacją
kościelnej misji, a jakie były normalną działalnością gospodarczą. Kościelny
paragraf 22 umożliwił też zaciąganie długów (około 3,3 mln zł) księdzu Janowi
Halberdzie z Elbląga. Dopiero gdy poszkodowani zaczęli składać doniesienia o
popełnieniu przestępstwa, sprawa wyszła na jaw. Gdyby proboszcz Halberda
(przy okazji dyrektor ekonomiczny diecezji elbląskiej) prowadził księgowość,
nie powstałaby spirala długów. W styczniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy w
Lublinie skazał 12 duchownych z archidiecezji lubelskiej za udział w
przemycie 61 samochodów. Sprowadzono je jako dary umożliwiające wypełnianie
misji religijnej i natychmiast sprzedano. Przykład lubelski, a także
sprowadzanie przez Radio Maryja sprzętu radiowego i samochodów jako
przedmiotów służących krzewieniu kultu religijnego, dowodzi, że nie prowadząc
księgowości, można ukryć każdą kontrabandę.

Paragraf 22 w ustawie o podatku dochodowym to tylko jeden z przykładów
uregulowań prawnych (a właściwie ich braku) spychających finanse Kościoła w
szarą strefę. Paradoksalnie, Kościół jest w III RP bodaj jedyną instytucją,
której finanse i działalność gospodarcza podlegają regułom obowiązującym w
PRL. Wtedy Kościół bronił się przed ingerencją władz w swoje dochody, bo to
gwarantowało zachowanie niezależności. Ustrój się zmienił, ale przyjęte wtedy
zasady pozostały. Sankcjonuje je zresztą konkordat głoszący, że państwo i
Kościół są "niezależne i autonomiczne", co de facto oznacza, że Kościół w
niewielkim stopniu podlega powszechnemu ustawodawstwu.

W Stanach Zjednoczonych podstawowa działalność kościelna, czyli świadczenie
posług religijnych, jest zwolniona z opodatkowania. Przedsięwzięcia o
charakterze komercyjnym są jednak opodatkowane tak jak normalna działalność
gospodarcza. Parafie i diecezje prowadzą normalną księgowość, a urzędy
podatkowe (Internal Revenue Service) mogą je kontrolować tak jak zwykłe
firmy. Sprawy sporne są rozstrzygane przed sądem. W Niemczech opodatkowaniu
podlega działalność zarobkowa Kościoła, z której środki nie są przeznaczone
na cele charytatywne. We Włoszech Kościół może zbierać środki na działalność
opiekuńczą (na przykład domy dla chorych na AIDS), ale musi prowadzić
szczegółową księgowość. Wgląd do tych dokumentów może mieć nie tylko urząd
skarbowy, ale też każdy obywatel.

W Polsce Kościół katolicki czerpie dochody głównie z tacy i ze zbiórek
publicznych. Osobiste dochody księży pochodzą z tzw. prawa stuły, czyli
dobrowolnych opłat za czynności duszpasterskie: msze intencyjne, śluby,
chrzty czy pogrzeby. Zarówno środki ze zbiórek, jak i z opłat znajdują się
praktycznie poza kontrolą ofiarodawców i państwa Tylko dwie diecezje -
lubelska i radomska - zdecydowały się na opublikowanie sprawozdań
finansowych. Brak kontroli nad pieniędzmi zbieranymi przez Kościół
sankcjonuje art. 21 konkordatu. Stanowi on, że polskie przepisy prawa o
zbiórkach publicznych (konieczna jest na to zgoda ministra) nie mają
zastosowania do gromadzenia ofiar na cele religijne, charytatywne, naukowe,
oświatowe i utrzymanie duchownych. Księża nie płacą też obowiązującego innych
obywateli podatku od dochodów osobistych. Płacą tylko podatek ryczałtowy,
zależny od liczby parafian: proboszcz płaci maksymalnie 1136 zł na kwartał,
wikariusz - 372 zł.

Nawet obowiązujący w wielu krajach przepis umożliwiający podatnikom
odliczenie darowizn na cele kultu religijnego (do wysokości 10 proc. dochodu)
był w Polsce postawiony na głowie. Do tego roku wystarczało, że ksiądz
poświadczał przyjęcie darowizny. Nie wymagano, żadnej dokumentacji
potwierdzającej, że darowizna w ogóle wpłynęła. Dopiero od tego roku organy
skarbowe będą mogły żądać przedstawienia dowodu wpłaty na rachunek bankowy
parafii.

Krzysztof Łoziński


Poslowie LPR nie walcza oczywiscie o dobre prawo, o wyeliminowanie tego typu
luk (celowych ??!!). Nie ludzmy sie, ze wystapia w Sejmie z odpowiednimi
propozycjami w tej sprawie.
Obserwuj wątek
    • Gość: == Re: LUKA RYDZYKA IP: *.ipt.aol.com 01.12.02, 18:46

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka