axermann
22.12.02, 19:50
Polska będzie rosła w siłę, a ludziom będzie żyło się dostatnio. Wiadomo to
już na pewno od 13 grudnia, to jest od zakończenia szczytu Unii Europejskiej
w Kopenhadze. - Spełniają się marzenia pokoleń - powiedział w telewizorze na
tę okoliczność premier Miller. Bo pomoc przyjdzie z Unii na pewno. Jak
bratnia pomoc ze Związku Sowieckiego, której nikt nie widział, ale wiadomo
było, że idzie. W razie wejścia do Unii stanieją markowe perfumy, sprzęt
elektroniczny, bilety lotnicze, zdrożeje - żywność, czynsze mieszkaniowe,
ogrzewanie. Dobrobyt.
Składkę mamy opłacać w pełnej wysokości, a z budżetu UE nasza gospodarka ma
być zasilana połową tego, co dostają kraje Piętnastki. U Orwella też były
zwierzęta równe i równiejsze, więc w sumie nic nowego.
- Nie może być tak, że w jakimkolwiek organizmie międzynarodowym, gdzie są
suwerenne państwa, będą kraje równe i równiejsze - to jest dla naszego Narodu
upokorzeniem - powiedział pan poseł Wrzodak z LPR. Nie dopatrzył
się "wielkiego sukcesu", czy jak? Pan wicepremier Kołodko, taki twardziel, a
co rusz zmieniał w Kopenhadze koszule. Tak się dla nas spocił i uszarpał. Nie
mówiąc o premierze Millerze, który "wziął wszystko na siebie i stał się
głównym negocjatorem", aż nabawił się od tego podwójnego ciśnienia. Tak
opowiadał przynajmniej pan wicepremier Kalinowski. Całe szczęście, że wylewu
nie dostał od tego ciśnienia. Stracilibyśmy patriotę i znawcę dziejów Polski,
dla którego integracja z UE to wydarzenie rangi porównywalnej do przyjęcia
przez Polskę chrztu czy do Unii Lubelskiej. Adam Michnik, także patriota, nie
miałby kogo wyściskać. A tak historia zatoczyła koło. 50 lat temu też się
ściskali nasi okupanci, mniej więcej tatusiowie tych, co dzisiaj. I też
obiecywali raj na ziemi.
Według pana ministra Kalinowskiego, po Kopenhadze "przed polskim rolnictwem
jest wręcz epokowa szansa". Nie przypuszczam, by chodziło akurat o BSE, ale z
pewnością o dobrobyt. Pani minister Danuta Huebner mówi, że w 2010 r. polscy
chłopi dostaną 100 procent dopłat bezpośrednich, jak ich koledzy z
Piętnastki. Pozostaje tylko pytanie, ilu ich dotrwa do roku 2010 w niedoli na
roli. Na wszelki wypadek minister Cimoszewicz powinien już zacząć rozwozić
rolnikom te 2 miliony broszur. Bo wieś nie daje jakoś wiary, że na wierzbie
mogą euro wyrosnąć, nawet i na unijnych nawozach. "Wzywamy wszystkich do
jedności i uczestnictwa w narodowej debacie, a następnie masowego udziału w
referendum. Do powiedzenia jednym głosem 'Nie Unii na takich warunkach'" -
napisali sygnatariusze "Apelu lubelskiego" reprezentujący środowiska
rolnicze, m.in. Związek Zawodowy Rolników "Ojczyzna" i "Solidarność" Rolników
Indywidualnych.
Obawy te na psa urok potwierdziła unijna komisarz ds. budżetu pani Michaele
Schreyer. Kraje kandydackie po wstąpieniu do UE dostaną na rozwój
infrastruktury, dopłaty dla rolników i inne cele zaledwie "ułamek tego, co
dostaje wielu obecnych - a przy tym znacznie bogatszych - członków Unii". -
Rozszerzenie okazało się o wiele tańsze, niż przewidywano. Trudno o
korzystniejszą cenę - mówi pani komisarz. Przywódcy UE zapewniają, że
rozszerzenie wspólnoty na Wschód kosztować miałoby ok. 40 mld euro, podczas
gdy rzeczywisty koszt, jak ujawniła komisarz Schreyer, jest cztery razy
niższy. Darmocha i taniocha, zważywszy, że 10 krajów starających się o
członkostwo w Unii stanie się terenem ekspansji gospodarczej dla Piętnastki.
Nawet by to korespondowało z wyliczeniem przedstawionym przez pana posła
Wrzodaka, że do Unii dopłacimy: "W 2004 r. pomoc unijna dla polskiego budżetu
wyniesie ok. 1,5 mld euro i pokryje w 40 proc. wydatki, które będzie musiała
ponieść Polska na rzecz Unii".
Nie powinno dziwić zadowolenie kanclerza Schroedera: "poszerzenie odpowiada
własnym, narodowym interesom Niemiec". Jak ma nie odpowiadać duży, 40-
milionowy rynek zbytu, jaki stanowi Polska. "Poszerzenie Unii na Wschód
stwarza wielką szansę dla Niemiec - przede wszystkim dla niemieckiej
gospodarki i rynku pracy" - zachwala Schroeder. Obroty handlowe Niemiec z
krajami Europy Środkowej i Wschodniej są już wyższe niż obroty handlowe z
USA. Polska ma za to ujemny bilans w handlu z Unią rzędu 5 mld dolarów
rocznie. W rezultacie czego u nas ubywa miejsc pracy, w UE przybywa. Gdy po
ewentualnej akcesji nasz rynek zostanie zupełnie otwarty, ta tendencja się
przecież nie odwróci, ale utrzyma i pogłębi.