gruby190
24.04.06, 07:33
Zacznę od historii
W 2000 r. "Gazeta Polska" chwaliła się, że "zdobyła" kwity na prezydenta i
omawiała je przez wiele tygodni na swoich łamach.
Publikacje rozpętały burzę rownież w Sejmie
Dzisiaj ja się pochwalę.
Ja też zdobyłem dokument związany z tymi kwitami
Jest to e-mail, jaki 24 marca 2000 r. został wysłany do ówczesnego Marszałka
Sejmu p. Płażyńskiego przez ... sami zobaczycie
Oto ten, zdobyty przeze mnie dokument:
******
Szanowny Panie Marszałku
Korzystając z tej najbardziej demokratycznej formy kontaktu, jaką daje
internet, ośmielam się poinformować Pana Marszałka o kilku sprawach
związanych z zataczającą coraz szersze kręgi sprawą, tzw. "kwitów na
Prezydenta Kwaśniewskiego".
Skłoniła mnie do tego publikacja kolejnego odcinka serialu sensacyjnego
wysmażanego w redakcji "Gazety Polskiej", która spowodowała, że sprawy
publiczne splotły się z moim interesem osobistym.
Motywacja publiczna, to zgroza, jaka mnie ogarnia na myśl, że Sejm mając tyle
istotnych zaległych spraw do załatwienia, po raz kolejny będzie tracił cenny
czas na roztrząsanie starych spraw, które były wielokrotnie badane i lepiej
czy gorzej, ale zostały chyba ostatecznie załatwione.
Bez fałszywej skromności uważam się za jedną z osób najlepiej w Polsce
zorientowanych w sprawach nieprawidłowości związanych z gospodarowaniem
funduszami, których dysponentem był przez pewien czas pan Aleksander
Kwaśniewski, a przynajmniej w tym zakresie, który stanowi osnowę wspomnianego
serialu "Gazety Polskiej"
Wyjaśnienie podstaw tej zarozumiałości jest bardzo proste.
Nie kto inny, tylko właśnie ja - osobiście i samodzielnie - przeprowadzałem
te kontrole KMiKF oraz UKFiT i właśnie z opracowywanych przeze mnie lub na
moje polecenie materiałów kontroli, w sposób wybiórczy i nierzetelny korzysta
redaktor Tomasz Sakiewicz rzucając kalumnie na Prezydenta Kwaśniewskiego.
Nie ulega wątpliwości, że protokoły z moich trzech kontroli, z których
materiały wykorzystuje "Gazeta Polska", to nie były laurki dla kontrolowanych
urzędów. Ale uczciwość nakazuje zachowywać właściwe proporcje w ocenie
faktów.
Takie sensacje, jakimi ekscytuje się "Gazeta Polska", zapewne znajdzie Pan
Marszałek w większości protokołów z kontroli wykonania budżetu za ubiegły
rok.
Już od kilku lat nie jestem inspektorem NIK, ale zapewniam Pana Marszałka, że
jeszcze teraz, dobrawszy sobie paru prawdziwych fachowców od kontroli, bez
większych problemów dostarczyłbym Panu Marszałkowi podobny "pasztet" z
dowolnego ministerstwa, a nawet lepszy, bo świeży.
Do wczoraj w gruncie rzeczy kibicowałem toczącej się batalii. Dzisiaj jednak
z niesmakiem zobaczyłem, że w "Gazecie Polskiej" zostało wymienione moje
nazwisko i to jest właśnie ten motyw osobisty. Po prostu nie życzę sobie, aby
moją osobą uwiarygodniano bzdury, a moje nazwisko łączono z politycznym
paszkwilem i politycznymi rozgrywkami.
Przykro mi, że nie mogę odwdzięczyć się panu Michałowi Bidasowi za
komplementy, jakimi uraczył mnie w swojej rozmowie z Tomaszem Sakiewiczem.
Pana Bidasa nie posądzam o nieuczciwość, ale moja najłagodniejsza ocena
brzmi: I wtedy i teraz porusza się w tej materii, jak dziecko we mgle.
Inaczej myślę o rzeczniku Klubu AWS panu Piotrze Żaku. Wprawdzie nie miałem
okazji poznać go osobiście, ale nigdy bym sobie nie pozwolił na uważanie go
za dziecko we mgle. Pozostaje więc tylko druga, z ww. ewentualności.
Bowiem dzisiaj na internetowej stronie PAP wyczytałem, że pan Żak
powiedział: "Nie mam pewności, czy opublikowane materiały, które złożył pan
Michał Bidas (następca Kwaśniewskiego w urzędzie), były w rękach NIK"
Wypowiedź ta sugeruje, że te tajemnicze dokumenty zebrane przez pana Bidasa,
zaginęły po drodze lub w równie tajemniczy sposób znikły z powierzchni ziemi
już w NIK.
Najwyraźniej mieliśmy z panem Żakiem różnych nauczycieli. Mnie pewne wartości
wpoili nauczyciele jeszcze przedwojenni, on pewnie wychowywał się wyłącznie
we wrogim komunistycznym otoczeniu.
Według moich nauczycieli uczciwy człowiek, jeżeli ma wątpliwości, to najpierw
je sprawdza, a dopiero potem pozwala sobie na wypowiedzi w stylu
zaprezentowanym przez pana Żaka.
A co do tych wątpliwości, to mogę je bezpłatnie rozwiać. Pakiet zebrany przez
pana Bidasa trafił do NIK. Znaczna jego część to były kserokopie fragmentów i
załączników do moich protokołów kontroli zrobionych z egzemplarzy
pozostawionych w Urzędzie!!! Oglądało je wiele osób. Przez litość nie
wspomnę, jak brzmiała dekretacja jednego z prezesów NIK, złożona na piśmie
pana Bidasa.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że połowa Izby pękała ze śmiechu słysząc
o "ministrze", który złożył donos na samego siebie.
Panie Marszałku, sprawy opisane w moich protokołach nie zakończyły się z
odejściem pana Kwaśniewskiego.
Ktoś inny decydował o olbrzymim majątku pozostałym po zlikwidowanym CFTiW.
To nie pan Kwaśniewski zadecydował, że gotówka zamiast zasilić dochody
budżetu państwa trafiła do Banku Turystyki.
Ktoś inny rozdzielał hojną ręką pieniądze z Funduszu Młodzieży. Wprawdzie
zamiast brzydkich czerwonych organizacji dostawały je organizacje w ładnych
niebieskich i czarnych barwach, ale technika pozostała taka sama i
nieprawidłowości również.
Tak się głupio złożyło, że miałem okazję rzucić na to okiem, gdy FM był już w
gestii URM i ze wstydem przyznaję, że machnąłem na to ręką mając chwilowo
dosyć walki z wiatrakami.
Takich ciągnących się spraw jest bardzo wiele.
I od pewnego momentu wina następców pana Kwaśniewskiego zaczęła być większa
niż jego pierwotne grzechy.
Pewnie dlatego dziennikarze, którzy nachodzili mnie przed poprzednimi
wyborami prezydenckimi, uprzedzeni, że "ława oskarżonych" po prawej stronie
jest dłuższa i cięższa, gwałtownie tracili zapał do przeprowadzania wywiadów.
Panie Marszałku, to, co teraz piszę nie oznacza, iż teraz inaczej oceniam
fakty, które opisałem w swoich protokołach kontroli. Nie wszystkie moje
wnioski pokontrolne zostały zaakceptowane, a mój upór w dążeniu do realizacji
wyników kontroli zapoczątkował koniec mojej "kariery" w NIK. Uważam jednak,
że obecne odgrzewanie tych spraw, to tylko podłe polityczne gierki, a nie
faktyczna troska o interesy kraju.
Z poważaniem
Xxxx Yyyyyy