Dodaj do ulubionych

Kto poza układem? - pytanie poważne

25.04.06, 09:59
W związku z tym że definicja układu jest, jak się wydaje, bardzo szeroka, nie
ma chyba większego sensu, aby wymieniać wszystko, co ten układ w swobie zawiera.
Proponuję podejść do sprawy inaczej, co wydaje się łatwiejsze.
Niech zwolennicy lub chociaż co rozumiejący w większym stopniu Kaczyńskiego
wymienią może, kto jest poza układem. Chodzi mi o media, instytucje i w ogóle
wszystko, co składa się na życie polityczne i publiczne w Polsce.
Mam nadzieję, że coś się znajdzie, bo nie chciałbym, żeby się okazało, że
wszystko jest układem.
Pytanie jest jak najbardziej poważne.
Obserwuj wątek
    • frau_blada Ja jestem poza ukladem. Tak na ten przyklad! 25.04.06, 10:03
      Poza ukladem jest od wielu lat JKM i NCz.
      Tez na ten przyklad.
      :)
      • goniacy.pielegniarz Re: Ja jestem poza ukladem. Tak na ten przyklad! 25.04.06, 10:12
        frau_blada napisała:

        > Poza ukladem jest od wielu lat JKM i NCz.
        > Tez na ten przyklad.
        > :)


        Prosiłbym jednak o przykłady elementów życia publicznego, które mają
        jakiekolwiek znaczenie w naszym kraju.
        Ta uwaga nie odnosi się oczywiście do Ciebie:)
        • goniacy.pielegniarz Re: Ja jestem poza ukladem. Tak na ten przyklad! 25.04.06, 10:20
          I żeby była jasność. Uwaga o elementach znaczących dotyczyła JKM i NCz!
          Żeby nie było, że Ciebie uważam za element mało znaczący!
          No to póki co mamy Ciebie. Jakieś media, instytucje może się uchowały jeszcze?
          • frau_blada JKM sie nie liczy? 25.04.06, 10:38
            JKM ma wplyw na elity. :) A elity na tlumy. :)

            A tak serio. Spoza ukladu jest niemal cale spolecznestwo, poza 20% z ukladu.
            Kazdy czlowiek ciezko zarabiajacy na swoje utrzymanie, nieplacacy rebuchy
            hipermarketom, lekarze i nauczysciele na szczeblu podstawowym, urzednicy
            nieuwiklani w tzw. relacja.

            18 milionow mas pracujacych! + Ci co wymienilam, to jakies 21 milionow.
            Do tego dolicz dzieci, ale nie emerytow.
            Bedzie jakies 35 milionow poza ukladem.

            :)))))))))))))
            • goniacy.pielegniarz Re: JKM sie nie liczy? 25.04.06, 10:41
              Ale mi nie chodzi o zwykłych obywateli. Już mi się nie chce kolejny raz
              tłumaczyć, o co mi chodzi:)
              • goniacy.pielegniarz p.s. 25.04.06, 10:43
                Ale cieszę się, że jestem poza układem:)
            • elfhelm jaki wpływ ma JKM na "elity" czy "elyty"?? 25.04.06, 15:03
          • libryk Re: Ja jestem poza ukladem. Tak na ten przyklad! 25.04.06, 14:07
            goniacy.pielegniarz napisał:

            > I żeby była jasność. Uwaga o elementach znaczących dotyczyła JKM i NCz!
            > Żeby nie było, że Ciebie uważam za element mało znaczący!
            > No to póki co mamy Ciebie. Jakieś media, instytucje może się uchowały jeszcze?


            ...w skrocie NCz chodzi zapewne o Czeslawa Niemena?
            Faktycznie on jest juz poza ukladem.


            Erotyka lat 50 tych w USA:
            www.bogdan.mynetcologne.de
    • kaczy.pisiorek Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 25.04.06, 10:05
      Poza ukkładem jest kaczka, druga kaczka i kot pierwszej kaczki.
      • ave_duce Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 25.04.06, 10:21
        kaczy.pisiorek napisał:

        > Poza ukkładem jest kaczka, druga kaczka i kot pierwszej kaczki.


        I First Lady Kaczka i TheirDearestMummy...

        ;)
        • a.adas Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 25.04.06, 10:24
          > I First Lady Kaczka i TheirDearestMummy...
          >
          Kto wie, kto wie... te Panie też chyba z Układu... jedna ma poważne problemy z
          wiekiem, a druga karierę zawodową robiła u łżePANa
          • ave_duce Re: Kto poza układem? - pytanie poważne.poważne 25.04.06, 17:11
            a.adas napisał:

            > > I First Lady Kaczka i TheirDearestMummy...
            > >
            > Kto wie, kto wie... te Panie też chyba z Układu... jedna ma poważne problemy z
            > wiekiem, a druga karierę zawodową robiła u łżePANa

            Hmmm, to i KLkaczki tyż są z "układu", jeśli tak na to spojrzymy,
            i same go tworzyły.

            ;)
    • indris Kto poza układem? - wg PiS... 25.04.06, 10:24
      ...poza układem są oczywiście media o. Rydzyka.
    • ayran Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 25.04.06, 10:40
      Potencjalnie w układzie jest każdy, może poza wstępnymi obu btaci i zstępnymi
      Lecha.
    • mariner4 W układzie są wszyscy przeciwnicy 25.04.06, 11:06
      jednojajecznych. Poza układem są ich zwolennicy. Układ jak więc widać, jest
      bardzo płynny. Na przykład Samoobrona. Jako twór SB była w układzie. Teraz jest
      poza ukladem, bo teraz kolaboruje z PiS. Jak Lepper podpadnie wróci do układu,
      tak jak Giertych. Jednojajeczni maja prawo nadawać i odbierać prawo do miana
      ludzi uczciwych. I tak sędziowie Trybunału Konstytucyjnego to ludzie nieuczciwi,
      podczas gdy Lepper to człowiek o kryształowej wręcz ucziwości!
      Zresztą uczciwość to pojęcie względne. Powiedział o tym premier podczas
      sławetnego "wykładu". Uznał on bowiem, że uczciwość to cnota. Nie imperatyw,
      tylko coś fakultatywnego! I tak o tym kto jest uczciwy, a kto nie, zadecyduje
      większy z jednojajecznych. Mniejszemu nawet nie warto przeszkadzać w zabawie z
      wycinankami. No i kota musi przypilnować większemu.
      Q..... Ale dom wariatów!
      M.
    • leszek.sopot Układ 25.04.06, 11:30
      Mnie się wydaje ciekawszym spojrzenie na to jak powstają układy i kto je
      tworzy. Łatwiej wówczas dojść do wniosku kto w układach nie jest. W tym
      względzie wykażę się jednak swoim lenistwem i po prostu wkleję pewien tekst z
      1989 r., w którym znakomity mistrz polskiego dziennikarstwa, Józef Kuśmierek,
      przed tym zjawiskiem ostrzegał. Opisał on mechanizm "betonowania" - pod opisem
      tego mechanizmu podpisuję się obiema rękami, bowiem jest tak, że ten kto nie
      załapał się na początku "wyścigu szczurów" na cokolwiek to nie miał szans
      znaleźć się w układzie.
      "W naszej zwichrowanej społeczności samoczynnie działa taki dziwny mechanizm –
      najpierw zbiera się dwóch, trzech ludzi zatroskanych losem „biednej Ojczyzny”
      (to z Prusa). Jeśli zachowali choć trochę życiowej energii, postanawiają coś
      zrobić. Tworzą więc komitet, grupę inicjatywną lub coś w tym rodzaju. Względnie
      szybko dobierają wśród znajomych grupę ludzi podobnie myślących, podobnie
      zatroskanych i o zbliżonym statusie społecznym. Taka grupa nie przekracza nigdy
      20-50 osób i jeśli udaje się taką partię rozszerzyć do 100 osób, to ta
      dwudziestka pozostaje decydującym jądrem. Dla uatrakcyjnienia swojej
      działalności dobierają ludzi o znanych nazwiskach, którzy zawodowo nie mają nic
      wspólnego z meritum ich zatroskania i działalnością tej grupy, ale są dobrą
      reklamą. Nie chciałbym obrazić tych kilku wielkich postaci aktorskich, naprawdę
      wielkich na scenie, naprawdę wiele znaczących w życiu kulturalnym, ale nie
      mających pojęcia o... wolnym obrocie mięsem czy mlekiem. Znam tych ludzi, cenię
      tych ludzi, zachwycam się nimi, ale na Boga, niech się nie biorą za doradzanie
      Wałęsie jak robić politykę. Poniosło mnie, przepraszam. Kiedy taka grupa się
      ukonstytuuje, wyda oczywiście oświadczenie, co jest zwykle początkiem lawiny
      kolejnych „oświadczeń”, „stanowisk” i „protestów”. Jeszcze jedno spostrzeżenie.
      W okresie organizacyjnym taka grupa otacza się szczelną tajemnicą. W państwie
      policyjnym jest to bzdura i historycy powinni wiedzieć, że o organizowaniu
      takiej grupy najpierw wie policja, a potem dowiaduje się społeczeństwo. Ta
      konspiracja nie ma na względzie wyłącznie własnego bezpieczeństwa. U kolebki
      takiej grupy tkwi nieuświadomiony sobie zamysł dobrania sobie wyłącznie
      odpowiednich ludzi... Jeśli ktoś wciśnie się do takiej grupy w trakcie jej
      organizacji, ma szansę pozostania w niej, jeśli nie, to później może pozostać
      zwolennikiem, jej kibicem, ale dostać się do środka nie może. Nie kierując się
      uprzedzeniami w wybieraniu pewnych zjawisk jako obiektu obserwacji, z
      przerażeniem muszę stwierdzić, iż podobnie rodzą się grupy w kręgach władzy, w
      ścisłych kręgach PZPR. Podobnie jest z kręgami Episkopatu.
      Betonowanie tych grup, uparte trwanie przy raz sprecyzowanych poglądach jest
      przerażające. Toczące się wokół życie, fakty i zdarzenia odbijają się o te
      betony bez szans zmiany poglądów ich kierowniczych grup, czy chociażby ewolucji
      tych poglądów. Określenie „beton” pasuje nie tylko do scharakteryzowania kręgów
      władzy. Efektem jest zaskoczenie, wielkie rozczarowanie... i wybuch zazdrości:
      jak to, my tacy mądrzy, tacy kompetentni i mielibyśmy się mylić. [...]

      (Z listu do Andrzeja Koraszewskiego z 5 czerwca 1989 r., źródło:
      www.racjonalista.pl/kk.php/s,3977)
      • haen1950 Re: Układ 25.04.06, 11:41
        Poza układem są tylko bliźniacy i połowa Dorna. Taki samotnik jak Jarosław o
        paranoicznej wprost podejrzliwości nie jest w stanie zaufać nikomu.
        • leszek.sopot Re: Układ 25.04.06, 13:28
          Kuśmierek nie bawił się w analizowanie takich drobnych przypadków. Jego tekst
          dotyczył funkcjonującego wówczas Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Ja
          na tym opisie tej struktury i tego jak to ciało powstawało porównuję sobie
          powstałe wówczas różne koterie i sitwy. Dochodzę do wniosku, że jednym, ale nie
          jedynym źródłem powstania zamkniętych elit władzy i róznych układów, był
          właśnie KO przy Wałęsie oraz setki komitetów powstałych w terenie. Na
          przykładzie Trójmiasta widać bardzo dobrze, że ci, którzy w 1989 r. "załapali
          się" na wejście do ścisłego jądra jakiegoś komitetu, partii bądź
          stowarzyszenia, to jeśli nie przydarzyło się coś bardzo złego, to są w tych
          układach do dziś.
          • haen1950 Re: Układ 25.04.06, 15:51
            Panie Leszku, nie chcę dyskutowac na temat impoderabiliów polskiej polityki,
            mam na ten temat odmienne zdanie. Ale podobno jesteś zawiedziony rządami PO w
            twoim Sopocie (twoich Sopotach brzmi lepiej) Napisz kilka obiektywnych
            informacji i swoich spostrzeżeń na ten temat. Będziemy mieli ciekawy materiał
            porównawczy z rzadami PiS w Warszawie.
            P.s. Do Trójmiasta mam osobisty, głęboki sentyment.
            • leszek.sopot Re: Układ 25.04.06, 16:06
              Jestem tak zniechęcony sopockimi władzami, wszechobecnym kolesiostwem, że nie
              chce mi się o tym pisać. Panuje tu taki układ jak panował w PRL - kto nie jest
              z nami ten nic nie załatwi, no chyba, że ma dużo kasy. Władza się wypaczyła,
              ale pewnie ta władza dalej będzie rządzić bo na horyzoncie nie widac jakiego
              atrakcyjnego kontrkandydata.
      • goniacy.pielegniarz Re: Układ 25.04.06, 14:17
        Ciekawy tekst i pokazuje głównie to, że dużo się w Polsce nie zmieniło.
        Opisuje funkcjonowanie partii politycznych, a to co chce zmieniać Kaczyński ma
        dużo szerszy wymiar. Zresztą jeśli chodzi akurat o funkcjonowanie partii, to PiS
        się chyba szczególnie nie różni i też jest tam wąski beton, a cała reszta jest
        tylko dodatkiem, mięsem sejmowym.
        • leszek.sopot Re: Układ 25.04.06, 14:26
          Dokładnie. Partie mają wymuszony przez wytyczony cel schemat postępowania. Ten
          schemat był własciwy dla PZPR i jest właściwy także dla dzisiejszych partii.
          Dlatego w ocenach działania partii zawsze, przynajmniej ja, dużą wagę
          przywiązuję do tzw. demokracji wewnątrzpartyjnej i roli partyjnych dołów w
          działaniach partyjnych liderów. Im więcej demokracji, im więcej mają wpływu
          partyjne doły tym zjawisko "betonowania" jest mniejsze. Mam nieodparte
          wrażenie, że przed młodymi ludźmi "zabetonowano" szansę kariery i wpływ na
          działania liderów. Ten wpływ mozna mieć tylko za pomoca pełnego
          podporządkowania się liderowi (np. Gosiewski czy Bielan w PiS czy Nowak w PO -
          to byli przecież kiedyś młodzi i ambitni, którzy nie chcieli mniej znaczyć od
          liderów).
    • basia.basia Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 25.04.06, 12:01
      Moim zdaniem poza układem takim czy siakim są różne uczelnie państwowe i
      prywatne, znajdzie się też trochę czasopism (za niezależne uważam np. krakowski
      Dziennik Polski, Gazetę Podhalańską, Więż, Znak), mnóstwo większych i mniejszych
      firm prywatnych. PAN, PAU, pozarądowe instytucje użytecności publicznej itd.

      Nawiasem mówiąc PiS wygenerował całkiem nowe układy - trochę ludzi związanych z
      RM objęło państwowe stnowiska:) A samo RM wespół z Naszym Dziennikiem weszło w
      układ z partią rządzącą:)
      • ppppp7 Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 25.04.06, 12:39
        basia.basia napisała:
        > Nawiasem mówiąc PiS wygenerował całkiem nowe układy - trochę ludzi związanych
        z RM objęło państwowe stnowiska:) A samo RM wespół z Naszym Dziennikiem weszło w
        układ z partią rządzącą:)

        Nie mówiąc o Jarosławie K., który właśnie wchodzi w układ
        z PSL, będącym jeszcze niedawno w układzie z PZPR,
        i z Samoobroną, którą się podejrzewa o układy z SB.
    • warka_strong Jerzy Urban 25.04.06, 12:13
      Piszę to z pełną świadomością. Urban jest w komfortowej sytuacji. Nie musi obawiać się dobrego lub złego politwiatru, może spokojnie i bez obaw pisać o wszystkim i o wszystkich, nie musi biegać do kolejnych ekip z prośbami o wsparcie i ochronę "przed atakami".

      Po prostu jest poza i nieco ponad...
      • michal00 Re: Jerzy Urban 25.04.06, 13:30
        nie moze zle pisac o sb, bo stracilby informatorow. jest od nich zalezny.
    • lortea PIS, rokitowo-gowinowe skrzydło w PO, cała masa 25.04.06, 12:28
      uczciwych ludzi w policji, gnojonych latami przez esbeckich oficerów (Rapacki i
      inni porządni), Radyjo, którego nienawidzicie z pasją godną Der Sturmera,
      Kościół-instytucja nader ważna w Polsce, setki mediów lokalnych, Rzepa-do czasu
      gdy zaczął tam rządzić ten pacan, setki prokuratorów którzy przez całe lata
      musieli zapewnić bezpieczeństwo swoim śledztwom, robiąc przecieki do prasy, bo
      tylko to gwarantowało że śledztwa nie karze umorzyć po cichu jakiś minister,
      tysięce lokalnych burmistrzów, wójtów i radnych ze wszystkich partii,
      zajmujących się swoja gminą, Gazeta Polska, Nasz Dziennik. wreszcie miliony
      normalnych uczciwych Polaków, których panowie peowcy na tym forum
      nazywają "propisowskim bydłem", czy "hołotą od Leppera".
      • goniacy.pielegniarz Re: PIS, rokitowo-gowinowe skrzydło w PO, cała ma 25.04.06, 13:14
        lortea napisał:

        > wreszcie miliony
        > normalnych uczciwych Polaków, których panowie peowcy na tym forum
        > nazywają "propisowskim bydłem", czy "hołotą od Leppera".


        Jak już taki wrażliwy jesteś, to może przypomnij, jak się tu mówi o POwcach?
        Zapodaj linki do Leszaba, pośmiejemy się wspólnie.

        A co do Rzepy to taki pewien jesteś? Myślę, że dzisiaj jest bardziej spoza
        "układu" niż jeszcze kilka lat wcześniej, podobnie jak i inne media(nie mylić z
        owczym pędem do walenia w PiS). Sęk w tym, co rozumiemy przez "układ". O ile się
        zgodzimy co do tego, że nie musi się to ograniczać do związków przestępczych czy
        paramafijnych, o tyle dalsza część definicji może już być dyskusyjna. I tak,
        jeśli definicja układu będzie zawierać w sobie także takie rzeczy jak zgoda i
        brak reakcji na pewne niedobre zwyczaje środowiskowe(przy sprawach jak
        najbardziej politycznych) i podporządkowanie się temu, to myślę, że Rzepa jak
        najbardziej łapała się pod tę definicję. Przytoczę tu aferę Rywina i fakt, że
        Rzepa nie pisnęła na ten temat nawet słówka, pomimo tego że cała warszawka o tym
        wiedziała. Michnik chyba wiedział, że nikt o tym nie napisze, a zdaje się że
        dobre ma rozeznanie w tym środowisku, więc jakieś podsatwy ku takiemu myśleniu
        miał? To są takie dziwne zwyczaje, które były wtedy oczywiste dla środowiska, a
        nie są oczywiste dla zwykłego obywatela, który powinien tu być podstawą. I zdaje
        się, że o to między innymi walczy PiS, gdy krytykuje środowisko dziennikarskie?
        Napisał o tym Wprost i to w mało poważnej rubryce. Co ciekawe Wprost jest dosyć
        często uważane za szmatę. Sęk w tym, że realnego dostępu do informacji dla
        obywateli nie tworzy się poprzez jakieś uzgodnienia moralistów, że będą
        rzetelnie informować społeczeństwo, a poprzez konkurencję, gdzie jedna szmata
        nie może sobie pozwolić na różne rzeczy i trzymanie takich afer dla siebie, bo
        ma świadomość, że inna szmata o tym napisze, bo jest walka o temat i o niusa, a
        także z powodu oczywistości skorzystania z okazji, żeby podszczypać konkurencję,
        gdy coś jest nie tak. Wtedy główna konkurentka GW nic nie napisała, co zresztą
        było to naturalne dla całego środowiska.
        Dzisiaj to już chyba trochę inaczej wygląda, paradoksalnie w dużej mierze
        właśnie dzięki aferze Rywina, ale wtedy wyglądało to właśnie tak.

        To tak na marginesie pisania o układach pod kątem sympatii politycznych.

    • emerytka2006 Podobno ja. 25.04.06, 12:34
      ... przez 50 lat przepracowałam (uczciwie!) w PZPR, z myślą liberalną (UPR,
      KLD, UD, Unia Wolności) nie mając nic wspólnego (dopiero niedawno zahaczyłam o
      PD), lokalni pisowcy już mi proponowali stanowiska na Podkarpaciu (weszłabym do
      zarządu z puli Samoobrony), więc może ja jestem spoza?
      • lauriane Re: Podobno ja. 25.04.06, 15:01
        emerytka2006 napisała:

        > ... przez 50 lat przepracowałam (uczciwie!) w PZPR, z myślą liberalną (UPR,
        > KLD, UD, Unia Wolności) nie mając nic wspólnego (dopiero niedawno zahaczyłam
        o
        > PD), lokalni pisowcy już mi proponowali stanowiska na Podkarpaciu (weszłabym
        do
        >
        > zarządu z puli Samoobrony), więc może ja jestem spoza?
        L. Ciekawym jak mozna przepracowac i na dodatek uczciwie w ORGANIZACJI
        (PZPR)....Chyba, ze tak jak buchalterzy pracuja dla mafii.....Ale oni moga sie
        wybronic niewiedza, a Ty ?
        J.C.
    • nowytor2 Wszyscy w Polsce już rządzili i wszyscy 25.04.06, 13:00
      się skompromitowali.
      Jedynie JKMandhisgroup nie rządził i nie udało mu się "ubrudzić rączek". Ogólnie
      Polacy brzydko myślą o tych którzy rządzili i może się zdarzyć, że na zasadzie
      odrzucenia tej gnojowicy, która do tej pory rozdawała karty, mogą zdecydować się
      właśnie na PJKM.

      Chociaż równie prawdopodobne, że pojawi się nowa partia, i obecni politycy będą
      tylko nawozem naturalnym na którym wyrośnie i zakwitnie, jak jakowaś "różyczka
      najśliczniejsza"
    • trevik Definiwanie ukladu na podstawie obserwacji ... 25.04.06, 13:51
      ... jego wrogow.

      Polecam nie zastanawiac sie dlugo nad wyszczegolnianiem, kto jest w ukladzie, c
      o przeskrobal, jakie sa tego powody historyczne i jaka w ukladzie pelni role.
      Nie dlatego, ze czesto trudno dotrzec do zrodel, czy przeanalizowac przeszle
      dzialania jednego z drugim a dlatego, ze wiedzac o wyjatkach (jak Lepper, Kryze
      itd.), ktore sa niepojete i mocno zaciemniaja obraz mozna znalezc lepsze
      kryterium, ktore wydaje sie dobrze funkcjonowac.

      Podzielilbym kraj na dwie czesci: tych, ktorzy sie czegos dorobili (nazwijmy ich
      umownie ludzmi podejrzanymi o przynaleznosc do ukladu) i tych, ktorzy niczego
      sie nie dorobili i niczego nie dorobia (aby uproscic, nazwe tych ludzi
      "uczciwymi").

      Juz wiemy, ze ci, ktorzy nic nie maja na pewno sa spoza ukladu - nie wazne, czy
      beda to lewi rencisci, czy beda to zwiazkowcy, ktorzy majac dobre kontakty z
      poprzednimi rzadami zalatwili dla swoich pupilkow lepsze warunki niz dla reszty.
      Oni sa uczciwi - krzycza na niesprawiedliwosc, wiec wiadomo, ze sa ok.

      Pozostaje kwestia podejrzanych o bycie w ukladzie - na pewno takim podejrzanym
      jest kazdy, kto ma pozycje i majatek, ale moze (albo mogl w przeszlosci) latwo
      wyjsc spoza podejrzen przez poparcie Kaczynskich - ci walcza z ukladem, ergo:
      popierajacy Kaczynskich nie jest z ukladu. Takim przypadkiem jest np. Kluska czy
      Lepper.

      Druga grupa, ktora mozna wyodrebnic, to krytycy Kaczynskich, ktorzy maja pozycje
      i majatek - ci na pewno sa w ukladzie, bo gdyby nie byli nie mieliby nic
      przeciwko jego likwidacji. Przyklady to wiekszosc polskiej inteligencji, cala
      PO, itd. Prosta sprawa.

      Pozostaje kwestia tylko tych, ktorzy co prawda nie krytykuja zbyt glosno
      Kaczorow, ale sa beneficjentami ostatnich 17 lat - nie byloby wiadomo, co z nimi
      zrobic, ale znajac nastawienie elektoratu partii Kaczynskich do ludzi z
      pieniedzmi (i do pieniedzy ludzi z pieniedzmi) mysle, ze mozna ta ostatnia,
      problematyczna nieco grupe rowniez zaklasyfikowac do ukladu.

      T.
      • leszek.sopot uzupełnienie obserwacji 25.04.06, 14:04
        czy do "uczciwych" zaliczasz oprócz lewych rencistów i związkowców (specjalnie
        taki zlepek?) także np. nauczycieli, służbę zdrowia, strażaków, policjantów -
        czyli tzw. sferę budżetową, która ma prawo rządac, aby o ich sprawach
        decydowali ludzie uczciwi, którzy nie będą dbali jedynie o interesy własne i
        swojej sitwy? Czyż nie jest twoim zdaniem beznadziejnym uproszczeniem podział
        ludzi na tych, którzy się dorobili i nie dorobili? Nie widzisz absurdu?
        • goniacy.pielegniarz Re: uzupełnienie obserwacji 25.04.06, 14:15
          Myślę, że użył celowo takich przykładów, żeby właśnie złamać ten prosty schemat,
          który tu opisał, a który w dużym uproszczeniu tworzy obraz, jaki się próbuje
          kreować.
          • goniacy.pielegniarz A skąd ta troska akurat o sferę budżetową? 25.04.06, 14:33
            Chyba, Leszku, masz pojęcie, na jakiej zasadzie zatrudnia się dzisiaj masę ludzi
            w sektorze prywatnym? W porównaniu z tym, sfera budżetowa ma jak u Pana Boga za
            piecem. To chyba nie przypadek, że tysiące ludzi woli jechać na zmywak do UK? Ci
            ludzie nie zakładają związków zawodowych, nie są zorganizowani, nie są w stanie
            zorganizować strajku i wykrzykiwać, że jest im źle, bo ich nie rozpieściło
            funkcjonowanie w sferze budżetowej i wiedzą, że oni, w odróżnieniu od budżetówki
            nic w tej sposób nie osiągną. Pogadaj sobie z takimi ludźmi, których ci dzielni
            pracownicy sfery budżetowej nigdy nie zrozumieją, a którzy nic nie znaczą dla
            polityków w porównaniu ze sferą budżetową.
            • leszek.sopot skąd taka pogarda dla strefy budżetowej? 25.04.06, 14:47
              Czym zawinili tobie ludzie pracujący w strefie budżetowej - czemu oni są winni
              lub gorsi od innych?
              Dałem ich przykład być może z lenistwa, lepiej by było gdybym napisał o
              wszystkich pracobiorcach. Nota bene 25 lat temu tzw. etos pracy,
              etos "Solidarności" zrodził się właśnie na gruncie troski o godność pracy i
              pracobiorców. Dziś natomiast ten etos w wykonaniu np. GW polega na tym, że z
              troską pochyla się dziennikarz na kłopotami pracodawcy - z tego też powodu
              wyśmiałem kiedyś tekścik Jarka Kurskiego, który krytykując PiS posłużył się
              przykładem pana Mirka - właściciela firmy wymieniającej opony, którego opisał z
              detalami. Nie dostrzegł, że w ten sposób widząc polską rzeczywistość, postępuje
              tak jakby 26 lat temu pojechał na reportaż do strajkującej Stoczni Gdańskiej i
              rozmawiał jedynie z dyrekcją. Dziś jest tak, że "etosowcy" z GW nie widzą
              człowieka pracy, jest to dla nich jakaś zgraja leni żądnych becikowego i
              zasiłków. Jeśli widzą człowieka pracy to tylko w ich działaniach politycznych -
              takich, które mogą posłużyć do walki z jakimś nielubianym politykiem. Po cóż
              zresztą o tym pisać, bo w jaki sposoób milionerzy z GW budujący w stoczni w
              Gdańsku jachty pełnomorskie, zrozumieją problemy ludzi budujących im ten jacht?
              W żaden sposób tego już nie pojmą.
              • goniacy.pielegniarz Re: skąd taka pogarda dla strefy budżetowej? 25.04.06, 15:22
                Nie chodzi o żadną pogardę, ani o winę. Oni po prostu walczą o swoje w takich
                warunkach, jakie znają i jakie są dla nich "naturalne", tak samo jak każdy
                walczy o swoje. Nic dziwnego w tym nie ma. Nie można mieć pretensji do kota, że
                gania za myszami, a do psa, że gania za kotami. Ale nie zapominajmy, że taki
                pies ma też swojego właściciela i o niego tutaj przede wszystkim chodzi.
                Zwróciłem tylko uwagę na ten fakt przez to, że sam wspomniałeś jedynie o sferze
                budżetowej jako o tej wobec której państwo czy politycy powinni mieć jakieś
                zobowiązania. Mam też wrażenie, że politycy z pewnych względów potrafią się
                pochylić nad troskami budżetówki, a reszta ludzi, która musi się troszczyć sama
                o siebie i która z oczywistych względów nie ma takiej siły przebicia, nie jest
                już tak atrakcyjnym celem. Zresztą sensowne pochylanie się nad sektorem
                prywatnym i tym rynkiem pracy polega na czymś innym niż pochylanie się nad
                budżetówką, której wystarczy realizacja haseł, które można koniec końców
                sprowadzić do jednego - więcej kasy od państwa. Ci drudzy nie mogą podjąć
                szantażu wobec państwa, że nie podejmą pracy, bo za ich pracę państwo nie
                odpowiada. No i pisząc o tym, że pochylanie się nad tymi zostawionymi samym
                sobie jest o wiele trudniejsze, mam na myśli przede wszystkim to, że moim
                zdaniem tutaj nie chodzi przede wszystkim o wyższe płace, bo największym
                przełomem będzie to, jeśli ci ludzie w ogóle będą mogli pracować, a jeśli
                pracować, to nie na czarno i tak żeby mogli być zatrudniani na normalnych
                warunkach.
                Ludzie ze sfery budżetowej nie są w ogóle w stanie tego pojąć, bo to są całkiem
                różne światy. I tylko o to mi chodzi. Mam też wrażenie, że politycy także nie są
                w stanie pewnych rzeczy pojąć, bo większość z nich ma taką samą mentalność jak
                ludzie z budżetówki.
                • leszek.sopot Re: skąd taka pogarda dla strefy budżetowej? 25.04.06, 15:53
                  goniacy.pielegniarz napisał:

                  > Nie chodzi o żadną pogardę, ani o winę. Oni po prostu walczą o swoje w takich
                  > warunkach, jakie znają i jakie są dla nich "naturalne", tak samo jak każdy
                  > walczy o swoje. Nic dziwnego w tym nie ma. Nie można mieć pretensji do kota,
                  że gania za myszami, a do psa, że gania za kotami. Ale nie zapominajmy, że taki
                  > pies ma też swojego właściciela i o niego tutaj przede wszystkim chodzi.
                  > Zwróciłem tylko uwagę na ten fakt przez to, że sam wspomniałeś jedynie o
                  sferze budżetowej jako o tej wobec której państwo czy politycy powinni mieć
                  jakieś zobowiązania.


                  Szczególnie oni, bo jednak jakby nie patrzeć to politycy są pracodawcami sfery
                  budżetowej a jednoczęsnie są przecież także beneficjentami tej strefy - sami
                  niczego nie produkują a tworzą najczęściej buble. Natomiast pracujący w sferze
                  prywatnej mają mniej bezpośredni kontakt z politykami, choć też decyzje
                  polityków decydują o kształcie prawa pracy, przepisach bhp czy sprawności
                  działania sądów i policji.
                  Strefa budżetowa ma więc jak gdyby lepszy mandat do tego aby wymagać od
                  polityków odpowiednie działanie cechujące się bezinteresownością i uczciwością.


                  > Mam też wrażenie, że politycy z pewnych względów potrafią się
                  > pochylić nad troskami budżetówki, a reszta ludzi, która musi się troszczyć
                  sama o siebie i która z oczywistych względów nie ma takiej siły przebicia, nie
                  jest już tak atrakcyjnym celem.


                  Bo to najłatwieejsze ze względów propagandowych, a tekże prwnych - łatwiej jet
                  po prostu załatwić problemy konkretnej grupy osób.


                  > sprowadzić do jednego - więcej kasy od państwa. Ci drudzy nie mogą podjąć
                  > szantażu wobec państwa, że nie podejmą pracy, bo za ich pracę państwo nie
                  > odpowiada. No i pisząc o tym, że pochylanie się nad tymi zostawionymi samym
                  > sobie jest o wiele trudniejsze, mam na myśli przede wszystkim to, że moim
                  > zdaniem tutaj nie chodzi przede wszystkim o wyższe płace, bo największym
                  > przełomem będzie to, jeśli ci ludzie w ogóle będą mogli pracować, a jeśli
                  > pracować, to nie na czarno i tak żeby mogli być zatrudniani na normalnych
                  > warunkach.
                  > Ludzie ze sfery budżetowej nie są w ogóle w stanie tego pojąć, bo to są
                  całkiem różne światy. I tylko o to mi chodzi. Mam też wrażenie, że politycy
                  także nie są w stanie pewnych rzeczy pojąć, bo większość z nich ma taką samą
                  mentalność jak ludzie z budżetówki.


                  Trudno się nie zgodzić z twoimi uwagami. Choć różnica dla pracownków jest chyba
                  tylko w jednym - lepszej ochronie prawnej w strefie budżetowej. Niby w
                  przedsiębiorstwach prywatnych pracobirca też jest chroniony, ale w praktyce
                  wygląda to przecież kiepsko.
                  • goniacy.pielegniarz Re: skąd taka pogarda dla strefy budżetowej? 25.04.06, 16:11
                    leszek.sopot napisał:


                    > Szczególnie oni, bo jednak jakby nie patrzeć to politycy są pracodawcami sfery
                    > budżetowej a jednoczęsnie są przecież także beneficjentami tej strefy - sami
                    > niczego nie produkują a tworzą najczęściej buble. Natomiast pracujący w sferze
                    > prywatnej mają mniej bezpośredni kontakt z politykami, choć też decyzje
                    > polityków decydują o kształcie prawa pracy, przepisach bhp czy sprawności
                    > działania sądów i policji.
                    > Strefa budżetowa ma więc jak gdyby lepszy mandat do tego aby wymagać od
                    > polityków odpowiednie działanie cechujące się bezinteresownością i uczciwością.


                    Ja to widzę inaczej. Nie widzę powodu, dla którego to pracownik sfery budżetowej
                    miałby liczyć na bardziej przychylne spojrzenia ze strony polityków, tylko
                    dlatego że pracuje na państwowej posadzie. Zgadzam się, że to może być
                    paradoksalnie chwilami łatwiejsza grupa docelowo pod kątem propagandowym, ale
                    nie powinni zasługiwać na inne traktowanie. Pisząc o pochylaniu się państwa nad
                    sektorem prywatnym i o obowiązkach państwa wobec pracobiorców(także, a może
                    przede wszystkim tych potencjalnych) z tego sektora, mam na myśli przede
                    wszystkim tworzenie optymalnych warunków dla zatrudniania ludzi i zmniejszania
                    bezrobocia. To jest nawet ważniejsze niż jakaś walka o podwyżki czy przywileje w
                    sferze budżetowej.



                    • leszek.sopot Re: skąd taka pogarda dla strefy budżetowej? 25.04.06, 16:25
                      Daleko odeszliśmy od zastanawiania się nad "układem":)
                      Ja jednak uważam, że jakość państwa, a dokładniej - odczucie społeczne
                      tej "jakości", w bardzo dużym stopniu zależy od tej strefy. Przecież we
                      wszystkich dziedzinach budżetówki wszystko kuleje - począwszy od systemu
                      sądowego a na pielęgniarkach skończywszy. Ta jakość nie jest tylko związana z
                      mechanizmami funkcjonowania ale także z "jakością" zatrudnionych tam ludzi.
                      Czy zastanawiałeś się kiedyś np. kto zostaje nauczycielem i uczy w szkołach - z
                      moich obserwacji wynikało, że zostawali nimi najmniej zdolni absolwenci. A
                      dlaczego - bo płace były bardzo nieatrakcyjne. Nie mam dokładnych danych a
                      głowie na temat reformy oświaty w II RP, ale pamiętam, że tam płace
                      nauczycielskie należały do najlepszych i ci, którzy pracowali w służbie
                      państwowej zarabiali bardzo dobrze. Tak więc i oświata była na wyższym
                      poziomie. Od 1989 r. uważałem, że wszelkie reformy w Polsce powinny zaczynać
                      się od naprawy i dofinansowania oświaty - w tym przede wszytkim chodziło o
                      pensje. Bo jak inaczej mamy dojść do normalnego społeczeństwa skoro będziemy
                      mieli marnych belfrów, a ludzie zdolni będą woleli jeździć np. do Norwegii
                      zbierać grzybki i maliny?

                      Dużo także narzeka się na jakość sądownictwa i prokuratury - bo czyż nie jest
                      tak, że najlepsi wolą pracować jako adwokaci czy radcowie? Państwo jako
                      pracodawca musi dbać o swoich pracowników bo inaczej będzie ono kiepskie, a ta
                      kiepskość odbije się na każdym, który z budżetówką nie ma nic wspólnego.
          • leszek.sopot Re: uzupełnienie obserwacji 25.04.06, 14:38
            Ci, co kreują taki schemat, a co mnie denerwowało m.in. rok temu podczas
            naszych dyskusji na forum, nie dostrzegają mechanizmów działania grup interesu.
            W tej propagandowej popisowej nagonce na rozbicie czerwono-różowego układu
            chodziło przecież nie o to, aby amienić schemat działani i funkcjonowania życia
            społecznego, aby wylansować nowy model działacza - kierującego się dobrem
            obywateli i Polski, ale jedynie tym, aby ludzi zajmujących pewne miejsca w
            strukturach państwa i administracji zastąpić innymi ludźmi. Mi osobiście to, za
            przeproszeniem, zwisa. Nieraz już pisałem dlaczego - w w tym celu często
            posługiwałem się cytatem z prymasa Wyszyńskiego, który mówił o tym, że nie
            chodzi o to aby jedna banda złodziei zastąpiła inną partię złodziei, a więc, że
            nie chodzi o wymianę ludzi w aparacie władzy, ale chodzi o "odnowę człowieka".
            Ech, tak mi się ten cytat podoba, że go jeszcze raz przypomnę:
            „w gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa
            nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to,
            aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby,
            powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej
            innej klice złodziei. Idzie o odnowę człowieka”.
            „Idzie o odnowę człowieka” – to krótkie zdanie prymasa można traktować jako
            motto, którym miała się kierować „Solidarność”. Nie była możliwa generalna
            przebudowa systemu politycznego i gospodarczego, ale możliwa była praca nad
            tym, by człowiek stał się lepszy, bo przywrócono mu godność, a człowiek godny
            miał być jednocześnie uczciwy i sprawiedliwy. Bez „odnowy człowieka”
            jakakolwiek wymiana władzy na inną nie ma sensu.
            Cóż, w Polsce wymieniono władzę, ale człowiek się dostatecznie nie zmienił.
            Zresztą przeszkodziła mu chyba w tym zbyt gwałtowan u liderów i elit władzy
            chęć pokazania, że to oni są najbardziej godni by reprezentować interes
            społeczny i zamiast wspólnie torszczyć się o "interes społeczny" zaczęłi
            troszczyć się o powodzenie swoich partii i koterii, co pociągnęlo za sobą
            wszystkie grzechy partyjniactwa i opierania się w swych działaniach na wąskich
            kręgach zaufanych znajmomych.
        • trevik Re: uzupełnienie obserwacji 25.04.06, 14:53
          > czy do "uczciwych" zaliczasz oprócz lewych rencistów i związkowców (specjalnie
          > taki zlepek?)

          Specjalnie - ci, ktorzy do osiagniecia swoich celow stosuja oszustwo polegajace
          na przekupstwie, aby zalatwic lewa rente i ci, ktorzy wykorzystuja slabosc
          panstwa aby powiekszyc stan posiadania sa po tej samej stronie w kwestii
          "uczciwosci". Laczy ich jeszcze jedno: nie mozna zrobic z tym porzadku, bo
          populisci, ktorzy rzadza Polska (a przynajmniej maja znaczacy udzial w kazdej
          wladzy od '89 roku) maja w tych grupach swoje zaplecze. Obecni rzadzacy maja w
          tej grupie zaplecze szczegolnie mocne, powiedzialbym nawet, ze to "rdzen" ich
          zaplecza.

          Co do reszty - uwazam, ze budzetowka nie ma prawa domagac sie podwyzek (chyba,
          ze panstwo nie dopelniloby warunkow indeksowania plac zawartych w umowie o
          prace), ale jak najbardziej ma prawo do tego, aby rzucic swoja robote. Lekarze
          gdy uwazaja, ze jest im niedobrze powinni albo postawic prywatne praktyki, albo
          sie zwinac do innego kraju, z nauczycielami, strazakami i cala reszta podobnie -
          gdy ich braknie bedzie wieksza wola do zwiekszania pensji a warunki zatrudnienia
          beda bardziej rynkowe. I nie uwazam, ze lekarzom placa za duzo - uwazam, ze za
          malo, ale strajki nie sa metoda dochodzenia do swoich racji.

          > zyż nie jest twoim zdaniem beznadziejnym uproszczeniem podział
          > ludzi na tych, którzy się dorobili i nie dorobili? Nie widzisz absurdu?

          Widze - szkoda tylko, ze nie zrozumiales tego, ze caly moi post byl ironia na
          tematy aktualne zwiazane z definiowaniem ukladu przez Politykow, ktorzy w swojej
          retoryce zagonili sie dawno w kozi rog z ich wlasnym elektoratem,

          T.
          • leszek.sopot związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:03
            W jaki sposób moga się ludzi bronić przed wyzyskiem pracodawcó, czy tylko
            poprzez zwolnienie się z pracy?
            PS
            Nie jestem związkowcem, jestem na "samozatrudnieniu".
            • trevik Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:05
              > W jaki sposób moga się ludzi bronić przed wyzyskiem pracodawcó, czy tylko
              > poprzez zwolnienie się z pracy?

              Co to jest wyzysk? Jesli zostala podpisana umowa o prace zgodznie z prawem a
              pracodawca sie z niej wywiazuje, to czy jest to wyzysk?
              Jesli nie ma wyzysku, to pracownik zawsze moze zmienic robote, albo jak Ty
              przejsc na samozatrudnienie,

              T.
              • leszek.sopot Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:09
                trevik napisał:

                > > W jaki sposób moga się ludzi bronić przed wyzyskiem pracodawcó, czy tylko
                > > poprzez zwolnienie się z pracy?
                >
                > Co to jest wyzysk? Jesli zostala podpisana umowa o prace zgodznie z prawem a
                > pracodawca sie z niej wywiazuje, to czy jest to wyzysk?

                Ha, ha... Nie znasz życia


                > Jesli nie ma wyzysku, to pracownik zawsze moze zmienic robote, albo jak Ty
                > przejsc na samozatrudnienie,
                >
                > T.


                Czyli uważasz, że w stosunkach pracy nie ma wyzysku, nic nie dzieje się ze
                szkodą dla pracownika i dlatego związki zawodowe są niepotrzebne. Najwidoczniej
                żyjemy na innych planetach.
                • trevik Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:20
                  > Ha, ha... Nie znasz życia

                  Znam - bywalo, ze gadalem z pracodawca przez prawnikow, bo niby czemu mam
                  tolerowac gre w kulki?
                  Zawsze tez moge sie zwolnic, jesli warunki mi nie pasuja. Mozna sie zastanowic,
                  czy niektore przestepstwa nie powinny byc solidnie penalizowane (np. za
                  zastraszanie i szantaz powinno isc sie za kraty moim zdaniem), ale nie nad tym,
                  czy pozwalac robic przepychanke silowa bez poszanowania prawa. Jesli gdzies
                  lamie sie ustalenia nalezy isc do sadu - logiczne i wydawaloby sie zrozumiale. A
                  jak sady nie dzialaja, to nalezy naprawic sady, jak pracodawca mataczy w
                  sledztwie i zastrasza pracownikow, czy naklania do falszywych zeznan nalezy go
                  zamknac, ale nie zakladac zwiazek i wyposazac go w kije bo na bezprawie nie jest
                  lekarstwem nastepne bezprawie.
                  Tak ja mysle o panstwie i stosunkach spoleczno-gospodarczych, niestety to zadkie
                  myslenie jak zauwazylem.

                  T.
                  • leszek.sopot Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:38
                    Tak, chyba rzadkim jest myśleniem o związkach zawodowych, że ich działanie
                    uwiadacznia się tym, że rozdają kije i stosują bezprawie. Nota bene, bez tych
                    związków zawodowych dziś w Polsce nie byłoby wolnego rynku, co najwyżej jakiś
                    taki chiński bądź białoruski model.
                    Mnie w działaniu związku denerwuje wiele innych spraw - głównie mieszanie się w
                    polityke i partyjniactwo, ale to zupełnie inny temat.
                    Uważam, że dziś pracobiorca jest często jak jakiś pyłek na wietrze, którego
                    zmiata się niedbałym ruchem ręki i traktuje co najwyżej jak mało istotny
                    element z "zasobów ludzkich". Człowiek dziś jest bezsilny wobec siły kapitału
                    tak samo jak kiedyś był bezsilny wobec soły jedynie słusznej ideologii. Zresztą
                    nie byłoby najgorzej, gdyby to była tylko bezsiła wobec kapitału. Przy
                    działalności gospodarczej, nawet takiej, którą próbuję prowadzić, można łatwo
                    się przekonać, że nie o wszystkim decyduje kapitał, ale różnorodne zależności
                    polityczno-partyjniacko-gospodarczo-kolesiowskie. Jest to coś normalnego i
                    naturalnego, z tym, że w takiej rzeczywistości nie można liczyć na
                    spierwiedliwość i ucziwość ale na siłe, spryt i brak zahamowań - nie każdy tego
                    chce i to potrafi.
                    • trevik Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:55
                      Zwiazki byly ta sila, z tym, ze ich dzialanie bylo dwojakie: polityczne i
                      gospodarczo-chciejskie. W zasadzie w tamtym momencie to pierwsze i to drugie
                      bylo OK - pierwsze chcialo wiecej wolnosci, drugie pogrzebalo system.

                      A poza tym to nie uwazam, ze status pracobiorcow ma byc podrzedny, ale do walki
                      o swoje prawa sluza sady a nie kije - na tym chyba polega cywilizacja,

                      T.
                      • leszek.sopot Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 16:04
                        Pewnie, że służą sądy a nie kije, ale co to ma wspólnego ze zwykłą
                        działalnością związków zawodowych? Czy wszystko co się kojarzy z działalnością
                        związków to demonstracje górników, petardy i zadymy? We Francji także miałeś
                        przykłady jak związki zawodowe wspólnie z młodzieżą wywalczyły wycofanie
                        beznadziejnej ustawy - związki na całym świecie mają prawo tak walczyć o
                        interesy ludzi pracy. W Polsce od czasu AWS związku straciły właściwie
                        jakiekolwiek znaczenie i przypisywanie im jakiejś strasznej siły sprawczej dla
                        polskich niepowodzeń to gruba przesada.
                        • trevik Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 16:18
                          "Gruba przesada"?
                          A jak skomentujesz fakt, ze przez najblizsze 20 lat na emeryturuty gornicze z
                          powodu ostatniej hucpy w tym temacie wydamy srednio na glowe w Polsce (z
                          niepracujacym dzieckiem i emerytem wlacznie) 2500PLN? Dla 4 osobowej rodziny to
                          jest 10kPLN, czyli 1kPLN/rok, co dla wielu jest niemala suma - to tez bedzie
                          "gruba przesada"?

                          Cala ta chora prywatyzacja, gdzie zamiast inwestycji negocjowano pakiety
                          socjalne a teraz wszystko upada, ciagle roszczenia finansowe najwiekszych
                          zakladow, ciagle utrzymywanie nikomu niepotrzebnych monopoli telekomunikacyjnych
                          i paliwowych ze strachu przed konkurencja a wbrew interesom konsumentow to jest
                          "gruba przesada"?

                          Czy karta nauczyciela przez ktora nie mozna zwolnic chocby najwiekszego
                          nieudacznika, ktory generuje straty niewyobrazalne (slabsze wyksztalcenie i brak
                          wiedzy o swiecie przeklada sie na mniejsze dochody takiego osobnika a dla
                          gospodarki na straty), to tez "gruba przesada"?

                          Czy korporacje zawodowe (to tez sa swego rodzaju zwiazki zawodowe, z tym, ze o
                          niewyobrazalnej wladzy) to jest "gruba przesada"?

                          Czy dzialanie sejmowych zwiazkowcow (wielu za czasow ASW bylo tam dlatego, ze sa
                          zwiazkowcami, OPZZ tez mialo swoich dzielnych fighterow), przez ktorych nie
                          udaja sie zadne reformy finansow publicznych to tez jest "gruba przesada"?

                          Czlowieku - to sa fakty!

                          Zwiazki zawodowe doprowadzaja ten kraj i jego obywateli do ruiny, zapewniajac
                          profity zdecydowanej mniejszosci,

                          T.
                          • leszek.sopot Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 16:32
                            No to ty jak skomentujesz to, że dla jakijś hucpy milardy złotych z budżetu
                            pójdą na becikowe?
                            A z górnikami to trzeba było rozmawiać, a nie ich zwodzić i prowokować do
                            demonstracji. O reformie emerytur górniczych mówiło się od dawna - przecież
                            nawet chyba ty nie wyobrażasz sobie, że górnik dołowy miałby pracować jak
                            wszyscy do 65 roku życia - jaieś przywilej mu się należą.
                            Co ma do związków zawodowych monopol telekomunikacyjny doprawdy nie wiem.
                            Każde z twoich twierdzeń należałoby traktować odzielnie i możnaby sobie
                            rozmawiać. Każdy z problemów to jednak temat na długi, osobną wątek. A na
                            przerzucanie się schematycznymi komunałami ochoty nie mam.
                            "Człowieku, to są fakty" - pisz sobie na murach.
                            • trevik Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 16:41
                              > No to ty jak skomentujesz to, że dla jakijś hucpy milardy złotych z budżetu
                              > pójdą na becikowe?

                              Nie podoba mi sie to - jesli sa problemy demograficzne zagrazajace stabilnosci
                              panstwa, czy dobrobytowi obywateli mozna prowadzic polityke prorodzinna, ale z
                              glowa.

                              > A z górnikami to trzeba było rozmawiać, a nie ich zwodzić i prowokować do
                              > demonstracji. O reformie emerytur górniczych mówiło się od dawna - przecież
                              > nawet chyba ty nie wyobrażasz sobie, że górnik dołowy miałby pracować jak
                              > wszyscy do 65 roku życia - jaieś przywilej mu się należą.

                              Uwazam, ze pod ziemia nie powinien tak dlugo pracowac, co jeszcze nie znaczy, ze
                              nie moze pracowac na ziemi. Do tego nalezy zapewnic bezpieczenstwo, czyli
                              odpowiednie zabezpieczenia itd. a przede wszystkim to sie musi oplacac -
                              warunkiem oplacalnosci moze byc energetyczny interes panstwa (nie musi byc to
                              oplacalne wylacznie rynkowo bezposrednio), ale wszystko musi miec sens. W tej
                              postaci, jak zostaly te emerytury uchwalone jest tylko chciejstwo.

                              > Co ma do związków zawodowych monopol telekomunikacyjny doprawdy nie wiem.

                              Ma bardzo duzo, zwlaszcza, ze wiadomo, iz na skutek liberalizacji uslug
                              telekomunikacyjnych duzo ludzi straci robote i zwiazki nie sa tym
                              zainteresowane. Podobnie jest z poczta.

                              > Każde z twoich twierdzeń należałoby traktować odzielnie i możnaby sobie
                              > rozmawiać.

                              Oczywiscie - wymienilem krotko, bo zdenerwowala mnie ta twoja "gruba przesada",

                              T.
                    • goniacy.pielegniarz Re: związki zawodowe są be a co jest cacy? 25.04.06, 15:57
                      O dziwo zgadzam się z Tobą w kwestii związków zawodowych. Przynajmniej po części...
                      Pomimo tego że nie wiem, co musiałoby się stać, żebym miał się w jakichkolwiek
                      warunkach związać w jakikolwiek sposób ze związkami zawodowymi, to na problem
                      można spojrzeć inaczej. Też mi się nie podoba zaangażowanie związków w politykę,
                      głównie dlatego że zwiększa to ich nieformalną siłę oddziaływania na politykę.
                      Ale nie wiem tylko, czy można winić za to głównie związki zawodowe, bo tak samo
                      nie można winić budżetówki, gdyż oni wszyscy po prostu walczą o swoje(o kasę,
                      strefuy wpływów, itp). Dlatego więc może zamiast rozpatrywać to w kategoriach
                      siły złych związków, bardziej warto rozpatrywać to w kategoriach słabości
                      polityków, którzy temu łatwo ulegają, tylko po to żeby zyskać ich życzliwość, a
                      przynajmniej nie tworzyć sytuacji, w której mogłoby dojść do walki na noże.
                      Inna sprawa, czy w Polsce z naszą strukturą społeczną i przeszłością można
                      myśleć o sprawowaniu władzy bez poparcia takich grup.
                      Może aby coś naprawdę zmienić potrzeba albo wielkiego kompromisu, albo ryzyka i
                      pójścia na noże.
    • ave_duce Re: Kto poza układem? - pytanie poważne - no i??? 26.04.06, 06:44

    • nonno1 Re: Kto poza układem? - pytanie poważne 26.04.06, 08:11
      Kto jest Żydem w Ministerstwie Lotnictwa - decyduję JA - to słowa Goeringa.

      Kto jest w UKŁADZIE, a kto poza nim - decyduję JA - może powiedzieć JK, bo tylko
      on rozszyfrował UKLAD, a Ziobro, Wasserman, Dorn oraz wszystkie służby tajne,
      jawne i dwupłciowe od pół roku się męczą i nie mogą znaleźć UKŁADU.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka