rolnikpolski
11.01.03, 19:50
Posłowie SLD, wspierani przez PO, zdecydowali, że wynik referendum, w którym
Polacy sprzeciwią się ewentualnej akcesji do UE, nie będzie wiążący.
Do skandalu, godzącego w podstawy suwerennego państwa, doszło wczoraj w
Sejmie podczas prac nad ustawą o referendach europejskich. Posłowie SLD
przyjęli przepisy całkowicie ignorujące wolę Narodu. Jeżeli ponad połowa
Polaków weźmie udział w referendum, dotyczącym ewentualnego przystąpienia
Polski do Unii Europejskiej i gremialnie powie akcesji NIE, procedura
ratyfikacyjna zostanie uruchomiona od nowa. I tak do skutku.
Podczas piątkowych prac w sejmowej Komisji Ustawodawczej nad ustawą o
referendach europejskich doszło do rzeczy wprost niewiarygodnej. Komisja
głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wspieranych przez Platformę
Obywatelską, przyjęła przepisy, które pozwalają rządzącym zignorować wolę
Narodu wyrażoną w referendum w wypadku, jeśli Naród zagłosuje "NIE dla Unii".
Chodzi o przepis art. 64 prezydenckiego projektu ustawy, regulującego kwestię
interpretacji wyników referendum. Stanowi on, że jeśli Naród powie Unii TAK i
wynik ten będzie wiążący (bo ponad połowa uprawnionych będzie uczestniczyć w
referendum), to prezydent ratyfikuje traktat akcesyjny. Przepis ten
całkowicie pomija natomiast sytuację, w której przy takiej samej frekwencji
Naród powie: NIE.
Początkowo można było sądzić, że jest to pomyłka prezydenckiego zespołu
prawników, którzy projekt przygotowali, a którym przewodniczył prof. Piotr
Winczorek. Dlatego też poseł Jerzy Czerwiński z Koła Katolicko-Narodowego
wniósł w piątek poprawkę następującej treści: "Jeżeli wynik referendum jest
wiążący, a większość głosujących powie NIE, ratyfikacja umowy międzynarodowej
nie może być ponownie poddana pod głosowanie". Wniosek ten spotkał się z
gwałtowną reakcją Bogdana Klicha z PO.
- Kategoryczny sprzeciw ze względu na szacunek dla partnera - wołał poseł
Platformy [partnera, tj. Unii Europejskiej - przyp. red.].
- Ależ panie Pośle, szacunek dla Narodu powinien być większy niż dla
instytucji międzynarodowych, bez względu na to, ile płacą - odparował
Czerwiński. Zwrócił też uwagę, że jego poprawka zamyka drogę do zignorowania
przez proeuropejskie elity woli suwerena, jakim jest Naród. - Przyjęcie tej
poprawki otwiera drogę do powtarzania referendum w tej samej sprawie aż do
skutku, aż się ten biedny Naród zmęczy - argumentował poseł Czerwiński. Taka
sytuacja jest rzeczywiście możliwa, ponieważ projekt nie przewiduje karencji
czasowej na głosowanie w tej samej sprawie. Na tle przekonujących wywodów
posła Czerwińskiego blado wypadła pokrętna argumentacja prof. Piotra
Winczorka o tym, że to drugie referendum (a w domyśle trzecie, czwarte i
dziesiąte) to "też będzie wola Narodu".
- Okoliczności faktyczne i prawne związane z umową międzynarodową mogą się
zmienić, ale dopiero po upływie pewnego czasu - zauważył mecenas Bohdan
Kopczyński (KP LPR), wiceprzewodniczący komisji.
Trafne argumenty nie przekonały jednak posłów SLD, którzy swoją decyzję
polityczną o inkorporacji Polski do Unii zamierzają wprowadzić w życie, bez
względu na wynik referendum. Kopczyński jako jedyny poparł poprawkę
(Czerwiński nie głosuje, ponieważ nie jest członkiem komisji). Posłowie
lewicy jak jeden mąż głosowali przeciwko. Część parlamentarzystów, m.in.
Zbigniew Ziobro (PiS) i Eugeniusz Kłopotek (PSL), nie wzięła udziału w tym
superważnym głosowaniu, mimo że wpisała się na listę obecności.
Lekceważą wolę Narodu
Po raz pierwszy "elity" polityczne z SLD i PO tak otwarcie zakwestionowały
zasadę SUWERENNOŚCI NARODU!
Oto uchwalono, że nawet jeśli do urn referendalnych pójdą wszyscy uprawnieni
Polacy i przygniatająca większość z nich powie NIE akcesji Polski do Unii
Europejskiej, to owe "elity" zafundują Narodowi drugie i trzecie referendum,
słowem - głosowanie aż do skutku. Nawet bez konieczności renegocjacji przez
rząd traktatu akcesyjnego, który to traktat tenże Naród przed chwilą
odrzucił. I, oczywiście, za publiczne, czyli nasze pieniądze. Jest w ustawie
i druga furtka - SLD, UP i PO same, w Sejmie i Senacie uchwalą zgodę na
wprowadzenie Polski do Unii.
Nieczęsto szafujemy porównaniem do Targowicy, ale w tym przypadku analogia
sama ciśnie się na usta. W 1791 r. część sprzedajnych elit politycznych
zawiązała spisek, mający na celu obalenie Konstytucji 3 Maja. Pod osłoną
wojsk rosyjskich Targowiczanie usuwali organy powołane przez Sejm
Czteroletni, likwidując resztki suwerenności państwowej.
Posłowie obecnego Sejmu czynią to w majestacie prawa.