america
17.01.03, 08:22
CO ZA ZWYRODNIALCY ZE SKOSNYMI OCZAMI. PRZEMIELAC TYCH MORDERCOW.
Pieski żywot zwierzaków
Po naszej wczorajszej publikacji na temat rzeźni psów w Nowym Dworze
Mazowieckim w redakcji rozdzwoniły się telefony. - Jak w cywilizowanym kraju
można w tak bestialski sposób mordować zwierzęta! - oburzali się nasi
Czytelnicy.
Czytelnicy wskazywali na wiele niedociągnięć ze strony organów kontrolnych.
- To haniebne! Żyjemy w XXI w., w kraju, który stoi u progu Unii
Europejskiej, a tu nawet nie ma porządnej kontroli sanitarnej. Powinny
polecieć głowy w sanepidzie i Inspekcji Weterynaryjnej - mówi Piotr Żakowski,
lekarz weterynarii.
Przypomnijmy. Policja w Nowym Dworze Mazowieckim dokonała makabrycznego
odkrycia. W małej szopie w Cząstkowie Polskim funkcjonariusze znaleźli
poćwiartowane zwłoki zwierząt upchane w starej, lepiącej się od brudu
lodówce. Jak się okazało, nielegalna ubojnia działała od kilku miesięcy, na
przemysłową skalę. Wietnamczycy skupowali od okolicznych mieszkańców domowe
zwierzęta, a następnie w bestialski sposób je mordowali. Żywe psy, zawiązane
w worku, okładali pałkami po to, żeby mięso łatwo odchodziło od kości. Kotom
łamano kręgosłupy. Wietnamczycy sprzedawali mięso do budek z kuchnią
orientalną, m.in. na Stadionie Dziesięciolecia, ale także do ekskluzywnych
restauracji, które specjalizują się w azjatyckiej kuchni. Mięsa z psa lub
kota używano najczęściej do potraw mielonych, np. sajgonek, często także
zastępowało wieprzowinę lub cielęcinę. Policji z Nowego Dworu udało się
zatrzymać jednego z oprawców. Sprawą zajmuje się prokuratura.
Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami ustaliło, że sąsiedzi Wietnamczyka prosili
go o pokazanie, jak bić zwierzęta, aby po śmierci mięso odchodziło od kości.
Stosowano te praktyki m. in. przy zabijaniu świń.
Oburzeni Czytelnicy ŻW proponowali, jak można ukrócić taki proceder. - Jest
tajemnicą poliszynela, że kontrolujący takie budki nie są nieprzekupni.
Dlatego kontrole sanitarne powinny odbywać się w asyście policji - sugeruje
Cezary Skrzypiński, lekarz weterynarii.
- To proceder godny potępienia - komentował odpowiedzialny za ochronę
zwierząt pełnomocnik zarządu ds. bezpieczeństwa na Ursynowie Andrzej Beuth. -
Winę ponoszą też ci, którzy sprzedawali Wietnamczykom swoje zwierzęta. Pomóc
może tylko bezwzględna kontrola służb weterynaryjnych i sanitarnych, a także
straży miejskiej. Na Ursynowie działa specjalny patrol ekologiczny, który
interweniuje w takich sytuacjach.
- Należałoby ograniczyć liczbę takich barów wietnamskich i wzmóc ich
kontrolę - proponuje Piotr Żakowski. - Gołym okiem trudno odróżnić mięso psa
od wołowiny, dlatego przy kontrolach wietnamskich budek powinno się stosować
badania serologiczne, które wykorzystuje się przy wykrywaniu kłusownictwa.
Polegają one na tym, że pobierane są próbki mięs przechowywanych w lodówkach
i następnie badane w laboratorium.
Kontrolerom z sanepidu spodobały się propozycje Czytelników, ale... -
Rzeczywiście, przy rutynowych kontrolach nie sposób stwierdzić, jakie mięso
jest przechowywane w lodówce, zwłaszcza gdy jest zmielone i przyprawione -
mówi Paweł Nowak z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. -
Teoretycznie wprowadzenie na stałe badań serologicznych przy kontrolach barów
jest możliwe, gorzej z praktyką. To bardzo kosztowne i nie sądzę, żeby
znalazły się na to pieniądze.
Okazuje się, że afera w Nowym Dworze nie jest odosobnionym przypadkiem. W
prasie często pojawiają się ogłoszenia, których treść może wydawać się
podejrzana. - W jednym z wydań "Oferty" znajduje się anons "Kupię różne
mieszańce".
Łatwo się domyślić, że psy mają być przeznaczone na mięso - mówi jeden z
naszych Czytelników.
Praw czworonogów strzeże ustawa o ochronie zwierząt, ale, niestety, jej
zapisy pozostają martwe. Właściciele, którzy znęcają się nad swoimi
podopiecznymi, pozostają bezkarni. Wszystko dlatego, że brakuje mechanizmów
do egzekwowania tego prawa.
Izabella Jabłońska