Dodaj do ulubionych

Michnik z Prof.Samsonowiczem w Poznaniu !?

27.06.06, 17:53
Czy to nie prawdziwy najazd "byłych komandosów". Ten drugi powołał
speckomisję komisję dzieki czemu ten pierwszy przetrząsał archiwa bezpieki.
Cóż za brak szacunku dla zamordowanych poznańskich cywili.

www.city.poznan.pl/mim/strony/czerwiec56/pages.html?co=list&id=3043&ch=3056&instance=1017&lang=pl&lhs=czerwiec56
Obserwuj wątek
    • po_godzinach to ta połówka Michnika, o którą się upominałeś 27.06.06, 17:55
      i zapraszałeś do Poznania.
      • homosovieticus Re: to ta połówka Michnika, o którą się upominałe 27.06.06, 17:59
        Obie połowki będą w Poznaniu.Czy obie te same tego nie wie narazie nikt.
    • homosovieticus Polacy i bez KOR-u walczyli o wolną Polskę 27.06.06, 19:05
      Na forum Kraj, ukształtowana przez Michnika forumowa łże-inteligencja,
      wyposażona, przez perelowskich historyków, w solidną wiedzę historyczna i
      głęboko przepojona patriotyzmem a'la Maleszka żywo dyskutuje o buncie i
      niepodległosciowym zrywie poznańskich robotników.
      niechcą nawet czytac że:
      Poznański Czerwiec doprowadził do zmian politycznych w październiku 1956 r.
      Pierwszy masowy bunt społeczny przeciwko narzuconemu systemowi komunistycznemu
      rozpoczął długą drogę do odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości.
      Dzięki zagranicznym reporterom i gościom targowym - świadkom wydarzeń Czarnego
      Czwartku - informacje o wypadkach poznańskich dotarły na zachód i uświadomiły
      opinii publicznej prawdziwy wymiar "spontanicznego" przywiązania społeczeństw
      Europy Środkowo-Wschodniej do dobrodziejstw demokracji socjalistycznej.
      Tymczasem w kraju Władysław Gomułka, który przejął władzę po październikowych
      przemianach, bardzo szybko podjął decyzję o zaciągnięciu "kurtyny milczenia"
      nad wydarzeniami poznańskimi. Przez następne 25 lat władze komunistyczne
      blokowały wszelkie informacje o krwawych wydarzeniach usiłując wymazać je ze
      zbiorowej świadomości Polaków. Historykom uniemożliwiono badania źródłowe,
      cenzura skutecznie uniemożliwiała wszelkie wzmianki o Czerwcu'56, a w
      podręcznikach szkolnych próżno było szukać informacji na ten temat. Nie
      oznaczało to wszakże, że najaktywniejsi uczestnicy tamtych wydarzeń mogli
      wrócić do spokojnego życia i pracy. Komunistyczne władze przez długie lata
      szykanowały ich i utrudniały życie. Inwigilowani, zwalniani z pracy, spychani
      na margines życia społecznego żyli w osamotnieniu lub pod opieką rodzin.
      Jednak pamięć o Czerwcu '56 trwała pielęgnowana w rodzinach uczestników
      wydarzeń i w kręgach towarzyskich. Groby ofiar, chowanych nocami i pod obstawą
      funkcjonariuszy UB, otaczał szacunek i pamięć. Pod kurtyną milczenia, przy
      braku dostępu do źródeł i archiwów, zaczęła rodzić się na podstawie wspomnień i
      ustnych przekazów legenda Czarnego Czwartku.


      W latach 70-tych ub. wieku groby ofiar Czerwca na Junikowie i na Cytadeli
      odwiedzali opozycjoniści, zamawiano rocznicowe msze św., w których
      uczestniczyło od kilku do kilkudziesięciu osób.
      Przełom w walce o pamięć Czerwca '56 nastąpił po wydarzeniach Sierpnia
      całość:
      www.city.poznan.pl/mim/strony/czerwiec56/pages.html?id=3043&ch=3744&p=3746&instance=1017&lang=pl&lhs=czerwiec56&rhs=publications
    • frau_blada Q*rwy i ..... honoru nie maja. Jak mawia stare pol 27.06.06, 19:59
      skie przyslowie.
    • homosovieticus "W wojsku faszerowano nas bzdurami" jak emerytka 27.06.06, 20:06
      Z Mieczysławem Kędziorą, żołnierzem I Brygady Korpusu Bezpieczeństwa
      Wewnętrznego (KBW), rozmawia Wojciech Wybranowski

      W 1956 roku był Pan żołnierzem okrytego złą sławą Korpusu Bezpieczeństwa
      Publicznego...
      - W tym czasie, kiedy trwała rewolucja antykomunistyczna w Poznaniu, odbywałem
      służbę wojskową. A odbywałem ją niestety w takiej jednostce, która miała
      największy udział w rozgromieniu podziemia niepodległościowego - I Brygadzie
      Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), stacjonującej w Górze Kalwarii. To
      była jednostka specjalna, której wcześniej głównym celem było
      rozbicie "reakcji" na Mazowszu oraz Podkarpaciu.
      Odbywając służbę wojskową, miałem to szczęście w nieszczęściu, że jako żołnierz
      wykazałem się dobrymi wynikami i wzięli mnie do sztabu - byłem pisarzem i
      pracowałem w mundurówce.

      Co działo się w jednostce w momencie wybuchu Powstania Poznańskiego Czerwca '56?
      - 28 czerwca rano było wcześniejsze rozprowadzenie i o godzinie wpół do
      dziewiątej byłem na swoim posterunku. Nagle przychodzi mój szef i mówi: "Wojsko
      jedzie do Poznania. Zostaw to wszystko, odwiedzisz rodziców". Poleciałem więc
      do magazynu, ubrałem się elegancko, wychodzę przed budynek, a tu okazuje się,
      że zdejmują samochody z konserwacji, żołnierzom wydają broń i amunicję. No to
      myślę sobie: "Widać nie na defiladę idziemy". Oczywiście nie powiedziano nam
      ani słowa, co się dzieje w Poznaniu, w jakim celu nas się tam wysyła. Chociaż
      wszyscy się domyślali, że dzieje się coś niedobrego. Wydano nam ubrania, które
      zakładaliśmy tylko na akcje specjalne, również samochody, którymi mieliśmy
      jechać, należały do tych przeznaczonych - ze względu na zabezpieczenia - tylko
      na wyjątkowe okazje, np. do tłumienia rozruchów. Czekaliśmy na rozkazy, na
      jakiekolwiek wiadomości, wyjaśnienia, ale nic się nie działo. Dopiero po
      południu 28 czerwca trzy samochody i jeden pluton pojechały do Poznania.

      Pan jako poznaniak i pracownik "Cegielskiego" w pacyfikacji Powstania nie brał
      udziału?
      - Dopiero 15 lipca udałem się do stolicy Wielkopolski na urlop i dopiero wtedy
      dowiedziałem się, co działo się w mieście. Wcześniej rodzina przysyłała do mnie
      listy, pisząc o Powstaniu, ale nigdy do mnie nie dotarły, cenzura wojskowa je
      wstrzymywała. Tak więc kiedy przyjechałem 15 lipca do Poznania, od razu
      poszedłem do "Ceglarza" i tam mi chłopaki powiedzieli, w czym rzecz była.
      Omawiając wydarzenia poznańskie w wojsku, faszerowano nas bzdurami o tym,
      że "rozruchy wywołały zachodnie bandy, komandosi niemieccy, którzy wylądowali w
      okolicy Szamotuł, a sami poznaniacy mają powiązania z militarystami
      niemieckimi". Ale nie wszyscy wierzyli w te brednie; może niewielu. Przypomina
      mi się taka ciekawostka - gdy wracałem do jednostki, zostałem zatrzymany przez
      patrol wojska w Sochaczewie. Oficer dyżurny mnie przesłuchał, pytając, skąd
      jadę. Kiedy powiedziałem, że z Poznania, odezwał się tymi słowami: "Tam było
      ponoć gorąco". Potwierdziłem, dodając, że strajk zaczął się od mojego zakładu
      pracy. Na to on poderwał się z miejsca i mówi: "Ty jesteś od 'Cegielskiego'?
      Jedź chłopcze, jedź!". I puścił mnie wolno.

      Proszę powiedzieć, czy wydarzenia Czerwca '56 wywołały jakiś oddźwięk w wojsku,
      czy też, jak zrobiono to w mass mediach, spuszczono kurtynę milczenia.
      - Do Poznańskiego Czerwca wracano później kilkakrotnie podczas pogadanek
      politycznych odbywających się w jednostce raz w tygodniu. W pewnym momencie,
      kiedy politruk omawiał sprawę Poznania, nie wytrzymałem: "Tak wcale nie było!".
      Publicznie opowiedziałem kolegom to, czego dowiedziałem się od
      robotników "Cegielskiego". Później zainteresowała się mną Informacja Wojskowa.
      W końcu sierpnia 1956 roku koledzy, z którymi spałem na jednej sali,
      powiedzieli mi, że byli przesłuchiwani przez Informację w sprawie moich
      opowieści. Musieli też podpisać oświadczenie, że nikomu nie będą o tym mówić.
      Chciano mnie postawić przed sądem za "szeptaną propagandę", ale nastały czasy
      Gomułki. Jednak kiedy odchodziłem do cywila, usłyszałem: "No, Kędziora, ciebie
      to towarzysz Gomułka uratował, bo byś dostał 'cztery kalendarze'".

    • homosovieticus Marsz ku wolnosci! 27.06.06, 20:08
      Jak nazwać gorące poznańskie dni roku 1956? W czasach PRL władze komunistyczne
      mówiły o nich "wypadki poznańskie", by pokazać, że to nic ważnego. Kiedy
      jesienią 1956 r. zawiały nowe wiatry ze wschodu, zgodnie z dialektyką
      marksistowską mówiono o Poznaniu, że był to "słuszny robotniczy protest", co
      też nazwać trzeba kłamstwem, bo to nie był tylko strajk robotniczy.
      Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z tych dni. Obok robotników z "Cegielskiego" i
      innych zakładów idzie polska młodzież, nastoletni chłopcy niosą okrwawione
      biało-czerwone sztandary. Jeden z nich, trzynastolatek Romek Strzałkowski,
      pozostanie na zawsze na kartach naszej historii jako symbol. To nie był strajk,
      to było powszechne powstanie, podniesienie się z kolan po okresie masowego
      terroru lat 1944-1956. Żądania socjalne stanowiły tylko pretekst do wyrażenia
      najskrytszych pragnień polskich serc, zapisanych na transparentach i napisach
      ulicznych, zachowanych do dziś w archiwach: "Precz z dyktaturą!", "Precz z
      ruską demokracją!". Ten drugi napis oddaje istotę protestu. Instalowany w
      Polsce po wojnie system sowiecki był od początku wielką mistyfikacją. Stalin
      zabronił swym gorliwym kolaborantom z przedwojennej, agenturalnej KPP używania
      nazwy "polska partia komunistyczna". Kolaborancka sowiecka partia w Polsce
      miała się nazywać "robotniczą", a nie "komunistyczną". Sowiecka dyktatura w
      Polsce nie nazywała się już "polską republiką rad", jak planowano w roku 1920,
      gdy bolszewicy stali pod Warszawą, lecz "demokracją ludową". Wprowadzono cały
      teatralny sztafaż, związany zewnętrznie z instytucjami życia demokratycznego.
      Był nawet "sejm" - nie wybierany, lecz mianowany przez politruków.
      Była "konstytucja" z odręcznymi poprawkami Stalina, były błazeńskie,
      propagandowe "ruchy w obronie pokoju", popierane przez "intelektualistów" z
      Zachodu. Przy tym wszystkim była żelazna kurtyna i pełna kontrola słów i
      czynów, dokonywana przez cenzurę i bezpiekę. Orwell nie przewidział takich
      metod. Zabrakło wyobraźni!
      Przyjęło się dziś mówić Poznański Czerwiec 1956 i pisać te słowa wielkimi
      literami. Lepsze to niż enigmatyczne "wydarzenia poznańskie". Dobrze, że rok
      1956 traktuje się jak kamień milowy na drodze Polaków do niepodległości i
      wykuwa się te cyfry na pomnikach w całej Polsce. Nasza powojenna historia
      przypomina wielki obraz, na którym z daleka świecą się krwawym blaskiem cyfry
      symbole: 1944, 1956, 1970, 1981. Dopiero gdy się podejdzie zupełnie blisko do
      tego obrazu, widać wszystko, cały ogrom zdarzeń i cierpienia. Widać strajki
      robotnicze sprzed roku 1956, których było ponad tysiąc! Widać zamordowanych
      żołnierzy antykomunistycznego podziemia zbrojnego, widać polskich patriotów
      niszczonych przez system i upokarzanych, mordowanych raz skrycie, raz w świetle
      jupiterów, podczas pokazowych procesów. Dopiero kiedy się spojrzy na te
      szczegóły, widać, że Polska czasów komunistycznych to nie tylko kamienie
      graniczne dat symboli. To nieustanna walka o wolność, która "gdy się raz
      zaczyna, z ojca krwią spada dziedzictwem na syna" (Adam Mickiewicz). Aby
      docenić szaleńczą odwagę poznańskich demonstrantów 28 i 29 czerwca 1956 roku,
      trzeba pamiętać, że oni żyli w państwie dopiero co urządzonym przez komunistów,
      w którym hycel z policji politycznej zarabiał więcej od nauczyciela, w którym
      więźniów politycznych liczono na 50 tysięcy ludzi. W takich warunkach wyjść na
      ulicę, napisać na murze: "Chleba i wolności!", wyrwać żołnierzowi karabin z
      ręki i strzelić do bezpieczniaka, który zabił demonstranta - to były akty
      najwyższej odwagi i determinacji.
      Poznański Czerwiec jest także częścią historii Kościoła. 8 maja 1953 r.
      zabrzmiało stanowcze "Non possumus" Episkopatu Polski. Jego następstwem był
      haniebny proces biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka we wrześniu 1953 roku.
      25 września komuniści aresztowali Prymasa Polski Stefana kardynała
      Wyszyńskiego. Poznańska insurekcja była w dużej mierze odpowiedzią na te
      działania. Odbyła się w drugim miesiącu Roku Królowej Polski, ogłoszonego przez
      Kościół polski od 3 maja 1956 roku. Już po Poznaniu na Jasnej Górze w obecności
      rzesz wiernych zostały odnowione śluby narodu, wreszcie na skutek żądań
      rozlegających się po całej Polsce uwolniono Prymasa Tysiąclecia.
      Polska sowiecka nie skończyła się ani na czerwcu, ani na październiku 1956
      roku. Jeden z robotników rannych na gdyńskim wiadukcie w grudniu 1970 r.
      powiedział po latach: "Wydawało się nam, że idziemy w kierunku jakiejś
      wolności". Tak było. Nie "wydarzenia", nie "wypadki", lecz nieustanny marsz ku
      wolności. Dlatego mamy prawo nieustannie pytać, jaka powinna być ta polska
      wolność naszych czasów. Mamy obowiązek nieustannie jej strzec.

      Piotr Szubarczyk
    • homosovieticus O rocznicy "czerwca 56" mówi Macierewicz 27.06.06, 20:13
      www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2349
    • homosovieticus Michalkiewicz o "Czerwcu 56" pouczjacy felieton 27.06.06, 20:26
      www.radiomaryja.pl/dzwieki/2006/06/2006.06.21.f.m3u

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka