swiatlo
27.07.06, 18:21
Oto artykuł: serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3506892.html
Przyznam że jak słyszę kombinację słów "Bóg i Ojczyzna" to odczuwam takie
samo wymiotne odczucie jak kiedyś kiedy słyszałem kombinację "Partia i Naród".
Czym więc jest dla mnie tzw "Polska"? Nie wiem. Urodziłem się tam,
wychowałem, tam mam większość rodziny, mówię tamtejszym językiem, kibicuję
naszym na zawodach sportowych i we wszelkich wyzwaniach gospodarczo-
politycznych. Czyli jak z rodziną, możesz jej nie cierpić, ale jesteś jej
częścią. Po prostu się ją ma i tyle. Nawet jak ci uwiera na zasadzie czyraka
na skórze.
Co do symboliki patriotycznej, to nie cierpię jej organicznie. Rozdrapywanie
strupów narodowych w stylu Konrada, rozszarpywanie szat, czy spazmatyczne
śpiewanie "Boże coś Polskę" wzbudza u mnie fizjologiczne konwulsje.
Jedyną manifestację patriotyzmu jaką toleruję, a jaką właściwie lubię bardzo,
można zobaczyć na następujących zdjęciach (w wydaniu amerykańskim, nie mam
stosownych zdjęć polskich):
www.pbase.com/barryvaught/image/63888758
albo
www.pbase.com/barryvaught/image/63115323
No na zdrowy rozsądek: kiedy człowiek czuje się bardziej pozytywnie związany
z Polską - czy kiedy stare baby z żylakami i w moherach zawodzą
skrzekliwie "Boże coś Polskę" czy też kiedy młoda dziewczyna pozuje swoje
swoje nagie ciało pomalowane na biało-czerwony kolor?
Chętnie bym jeszcze bardziej lubił Polskę, gdyby tylko wykopano stamtąd cały
ten PiS-owski motłoch kościelno-parafialny, wszystkich tych dziadów z cepami
i te baby wymachujące różańcami mi przed nosem.
Jeżeli ten post czyta jakiś przedstawiciel tego kościelno-narodowego motłochu
to ja ci mówię wprost - gardzę tobą.