bryt.bryt
04.10.06, 01:07
Sekielski z Morozowskim poszli na calosc. Puscily im hamulce, a nie powinno
sie to wydarzyc. Mieli do czynienia z kanalia, ale zapraszajac Kurskiego
wiedzieli czego sie spodziewac. I dlatego uwazam, ze powinni byli zachowac
sie inaczej. Wyszli niestety na chamow, szczegolnie Morozowski.
Nie zmienia to faktu, ze latwio mi sie wypowiadac, bo nie jestem na ich
miejscu. Wobec potoku klamst i obelg, jaki zafundowal im Kurski trudno
zachowac zimna krew, tym bardziej, gdy sytuacja jest dramatyczna.
Dramatyczna, bo Kurski oskarzyl ich o manipulacje i dzialanie na uslugach
sluzb, ktore on sam uwaza za zdradzieckie. Oskarzyl ich o udzial w spisku
majacym na celu obalenie rzadu, ktory na dodatek realizuje plan oczyszczenia
Polski ze zdrajcow i jest w przededniu odzyskania jej od ludzi. Tych ludzi
Sekielski z Morozowskim wspieraja slowem i czynem.
To sa zarzuty tak ciezkie, ze gdybym to ja je uslyszal pewnie pokuslibym sie
o cios prosto w parszywy, klamliwy ryj Kurskiego. I to jest druga strona
medalu - to nie byla normalna sytuacja dziennikarska i jestem w stanie
zrozumiec motywy Sekielskiego i Morozowskiego. O motywach Kurskiego nie
pisze, bo sa one znane wszem i wobec.
Reasumujac, moim zdaniem obaj powinni wystapic na wizji i przeprosic widzow,
ktorzy poczuli sie urazeni poziomem tej pyskowki, wyjasniajac jednoczesnie
skad wziely sie te emocje. I dodac to co powiedzial Sekielski na koniec - ze
nie beda stojakami do mikrofonow.