leszek.sopot
09.10.06, 23:35
Mam przeczucie, że w okresie 1992-1993 komuś koniecznie zależało na
podgrzewaniu atmosfery i rozbijaniu obozu postsolidarnościowego. Sparawa
Lesiaka jakby mi to potwierdza. Milczanowski mówił dziś, że otrzymywał
wówczas od służb setki róznych dokumentów, w których opisywano mu jak ohydnie
działają ugrupowania opozycyjne wobec Wałęsy. Swoją syntezę tych notatek
przekazywał radzie ministrów rządu Suchockiej. Jakiej "klasy" były to analizy
można przeczytać na razie tylko z kilku odtajnionych dokumentów. Politycy z
partii koalicyjnych rządu Suchockiej na własną ręke także analizowali
posunięcia przeciwników politycznych, mieli też pewnie własne niezależne
źródła informacji. Jednocześnie do partii opozycyjnych docierały informacje
o "podejrzanych" działaniach konkurencji politycznej, plotki o
agenturalności, do prawdziwych faktów o przekrętach i aferach dopisywano
nieprawdziwe osoby, a także odbywały się jakieś tajemne spotkania - jak np.
te u Wieśka Walendziaka, podczas których analizowano materiały z jakichś
teczek, które nie wiadomo skąd i dlaczego wyciekły.
Gdybym był Kwaśniewskim lub Kiszczakiem tak bym sterował swoimi byłymi
kolegami z esbecji by judzili na siebie "solidaruchów", by ci się na wzajem
bili, szarpali, palili kuły, wyzywali itd. Wiedziałby, że część solidaruchów
ma nadszarpane nerwy lub jest wygłodniała na luksusy i wszystko kupi by
dowalić przeciwnikowi. Jeśliby go nie było to należałoby go stworzyć aby
odzyskac władzę w kraju. Ten plan się im powiódł. Ten plan nie był opracowany
w UOP, choć w części przez ten funkcjonariuszy tego urzędu mógł być
realizowany. Nota bene szafa Lesiaka, o czym przypomniał Milczanowski,
przydała się po raz pierwszy postkomunistom - w tydzień po wydrukowaniu
w "Zyciu" tekstu "Wakacje z agentem" ogłoszono, że "postolidaruchy" same
siebie inwigilowały na co dowód znaleziono w szafie. Szafa miała "przykryć"
aferę Kwaśniewski-Ałganow i odnowić spory solidarnościowej opozycji, która
jednoczyła się w AWS.
Dziś szafą gra Kaczyński. Szkoda, że nie rozumie, że szafa to atut w rękach
SLD. Im bardziej będzie się kłócił PiS z PO tym lepiej dla tych, którzy w
1993 r. wygrali wybory. Dziś, jak i wówczas, w sporach nie występuje SLD.
Koncentruje się tylko na wbijaniu szpil - co jest zadaniem łatwym, bo każdą
reakcję Kaczyńskiego można przewidzieć na kilka ruchów na przód.