leszek.sopot
03.11.06, 17:01
Z uwagą wysłuchałem dziś premiera Giertycha. Nareszcie można było zapoznac
się dokładniej na czym mają polegac zmiany w szkołach. Są one logiczne i
łączą się z systemem nagród i wyróznień, bez których wstępne wypowiedzi
wicepremiara zapowiadające tylko kary i represje spotkały się z zasłużoną
krytyką. Cieszy zapowiedź uruchomienia kilkuset milionów złotych na zajęcia
pozalekcyjne w szkołach - nasuwa się jednak pytanie, dlaczego dopiero teraz
po tragedii? Pedagodzy alarmowali przecież od dawna. Za PRL zajęcia
pozalekcyjne były prawie w 90 proc. szkół, dziś tylko w ok. 15 proc. Podobała
mi się odpowiedź na jedno z ostatnich pytań dziennikarzy, że hasło "zero
tolerancji" dotyczy także jego zachowania i zachowań innych polityków, że nie
może byc tak, że jedynie w szkołach będzie się karać młodzież za przemoc
fizyczną i słowną, a politycy właśnie za sprawą radykalnych sformułowań będą
zabiegać nadal o popularność. To przecież nie kwestia "poprawności
politycznej" a kultury i dawania przykładu młodemu pokoleniu. Czyżby LPR i MW
chieli zmienić swoją retorykę opartą na agresji? Cieszyłbym się z tego.
Mam jednak kilka zastrzeżeń do wystąpienia ministra edukacji. Po pierwsze, że
praca nie może poniżać i chańbić tego, kto ją wykonuje. Praca nie może być
karą. Giertych podał przykład, że kara może polegać np. na zamiataniu liści
ze szkolengo podwórka. Czyli ta praca w jego ocenie, jak i w ocenie uczniów
ma być karą, ten kto sprząta ma być kimś gorszym, ta praca ma hańbić -
inaczej nie mogłaby być uznana za karę.
Żadna praca nie hańbi, każdy pracujący musi być szanowany niezależnie od tego
co robi jeśli pracę swoją wykonuje sumiennie. O przywrócenie godności ludziom
pracy toczyła się walka w sierpniu 1980 r. w Stoczni Gdańskiej. Dlatego
apeluję do ministra edukacji - nie karać pracą! Sprzątanie placów i podwórek,
mycie toalet i korytarzy nie jest pracą niegodną, ktoś ją musi wykonywać i za
swoją pracę musi dostawać godziwe wynagrodzenie. Wyrokowanie, że jedna praca
jest godna a inne są karą nie jest godne rządu, który odnosi się do
ideałów "Solidarności".
Utrzymanie czystości i porządku to obowiązek. Jeśli szkoła nie ma pieniędzy
na zatrudnienie woźnych i sprzątaczek to sama młodzież musi się troszczyć by
przebywać w estetycznym i czystym otoczeniu. Niech nikogo nie hańbi grabienie
liści czy zbieranie śmieci ze szkolnego boiska. Praca może bowiem wychowywać,
może uczyć solidarności jeśli tylko stanie się wspólnym obowiązkiem a nie
karą.
Po drugie, nie bardzo nadal rozumiem w jaki sposób nauczyciele mają
dowiadywać się i odpowiadać za akty przemocy jeśli uczniowie o tym nie mówią,
a ci, którzy mogliby o tym powiedzieć są następnie sekowani jako donosiciele
przez pozostałych uczniów? To nie jest takie proste. O tym, że Ania była
prześladowana od początku roku szkolnego jej koleżanki z klasy powiedziały
dopiero po tragedii. Jak więc nauczyciele i dyrektor ma za to odpowiadać? Jak
ma zauważyć w klasie liczącej ponad 30 uczniów, że dzieje się coś niedobrego,
gdy goni go program i ma masę spraw do zrobienia poza samym nauczaniem? Bez
odchudzenia klas i podziału szkół molochów na mniejsze nic z tego nie
wyjdzie.