Dodaj do ulubionych

Wildstein cofnął juz TVP do poziomu z czasów PRL

08.12.06, 18:31
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2884
Paw to piękny ptak... Ale paw, któremu z kupra wyrwą pióra, którego oskubią i
rzucą na chłodniczą ladę, będzie takim samym śmiesznym ochłapem mięsa jak
oskubana kaczka. Takim oskubanym pawiem jest dziś prezes TVP, Bronisław
Wildstein. Pawie pióra wyrwali mu koledzy. Dziennikarze
prawicowego „Dziennika” i „Newsweeka Polska”. Przypominam o tym, bo okazuje
się, że są wraże siły, które na oskubanego polują: „Chcą mnie odwołać na
różnym poziomie: było kilka wniosków na posiedzeniach rady nadzorczej, ale
też media co jakiś czas pisały, że ten i ten chce mnie odwołać”. „Jestem
atakowany jako człowiek, który przyszedł tu z zamiarem dokonania zmiany i
stopniowo tej zmiany dokonuje”. „Jeśli ktoś czeka na moją rezygnację, to
niech wie, że szansa na to nie jest duża”.

Myśliwi

Na Wildsteina polują: „Gazeta Wyborcza”, „Przekrój”, „Super Express”, TVN,
programy Lisa, „Press”, TOK FM, nie mówiąc o „Przeglądzie” i „Trybunie”.
Poluje też członek rady nadzorczej telewizji publicznej, niejaki Robert
Rynkun-Werner („Rzeczpospolita” 21.11.2006)
Kim dla pawia jest Rynkun-Werner? To „adwokat mianowany przez
Samoobronę”, „człowiek, który zachowuje się w sposób, który urąga normom
cywilizowanego działania”. Czego nie wie „adwokat mianowany przez
Samoobronę”? „Nawet nie wie, jakie są kompetencje rady nadzorczej. Ona nie
zajmuje się sprawami programowymi”.
Czym jest rada nadzorcza? Grupą, która „ma nadmiar kompetencji, ale są w niej
ludzie, jak przewodniczący Sławomir Siwek, z którymi moja współpraca układa
się jak najlepiej, i są postacie jak Rynkun-Werner, na które jesteśmy
skazani”. Co zarzuca Wildsteinowi „postać”? Zarzuca mu „brak kompetencji”.

Krótkie korepetycje

Rada nadzorcza jest organem spółki skarbu państwa, który ma uprawnienia
kontrolne. Nie musi się znać na tworzeniu ramówki ani na poziomie programów,
ale musi umieć liczyć pieniądze. Musi wiedzieć, co jest dla spółki dobre, a
co wprost przeciwnie. Jakie działania przynoszą spółce pieniądze, a jakie są
wyrzucaniem tych pieniędzy w błoto. I nie jest ważne, czy na czele zarządu
stoi Wildstein, czy inny namaszczony politycznie paw. Ważne, by jego
działania były czytelne, przejrzyste i były podejmowane dla dobra spółki.
Telewizji publicznej, mającej obowiązki wobec widzów, którzy na utrzymanie
tej spółki łożą z własnej kieszeni. Płacą abonament i płacą podatki.
Jeśli program jest kiepski, jeśli nie ma pomysłu na ramówkę, jeśli prezes
telewizji pozwala amatorom przeprowadzać doświadczenia na widzach, a widownia
odpływa do konkurencji, to psim obowiązkiem rady nadzorczej jest pytać o
kompetencje prezesa. I nie chodzi tu o tytuł magistra, którego Wildstein nie
ma, lecz o zdolności menedżerskie potrzebne do kierowania tak specyficzną
spółką, jaką jest telewizja publiczna. Wildstein jest amatorem, który psuje
telewizję, bo najzwyczajniej w świecie nie zna się na telewizji. Bo zatrudnia
ludzi, którzy też nie znają się na telewizji. Którzy tak jak on wpadli tu na
chwilę.

Plusy ujemne

„...jednak mimo wszystko dużo się nam udało”. Tak mówi Wildstein.
Przypomnijmy, co mu się udało. Najpierw „udana”, bezstronna kampania
wyborcza. Popatrzmy na PiS, z którego namaszczenia Wildstein włada telewizją,
i na koalicyjną Samoobronę. PiS odniosło pewien wyborczy sukces. Samoobrona
porażkę.
W telewizyjnej Jedynce materiały o PiS stanowiły aż 65% czasu poświęconego
wyborom. O Samoobronie – 19%. 77% materiałów wyborczych w „Kurierze
Warszawskim” dotyczyło PiS. 6% – Samoobrony.
Ze szczegółowej analizy Fundacji Batorego, która przygotowała raport o
zachowaniu telewizji publicznej w trzech tygodniach kampanii wyborczej,
wynika, że aż 90% najważniejszych tematów „Kuriera” dotyczyło PiS. 6% tematów
dotyczyło Samoobrony. Koalicyjna Samoobrona przez trzy tygodnie poprzedzające
wybory dostała od TVP mniej czasu niż opozycja. Popatrzmy na inne badania,
dotyczące głównego wydania „Wiadomości”, „Panoramy” oraz programów
informacyjnych w Białymstoku, Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i Warszawie.
Wniosek z tych badań jest jeden. Wildstein umie się odwdzięczyć za posadę
prezesa.
Przez analizowany miesiąc w „Wiadomościach” 69% czasu poświęconego materiałom
wyborczym dostało PiS. PO – 44%. „Telewizyjny Kurier Warszawski” – według
Andrzeja Krajewskiego z fundacji – „uprawiał nachalną prezentację Kazimierza
Marcinkiewicza”. 76% czasu w materiałach wyborczych poświęcił PiS, 30% PO, 5%
Samoobronie. W zapowiedziach głównych informacji „Kuriera” utrzymywała
się „porażająca dysproporcja”. 89% zapowiedzi dotyczyło PiS, 36% PO i LiD, po
9% Samoobrony i LPR. Przez 70 minut telewizja Wildsteina transmitowała „na
żywo” konwencję PiS. Konwencji Hanny Gronkiewicz-Waltz „Kurier” poświęcił
zaledwie kilka sekund.
Najśmieszniejsze jest to, że tyle pary poszło w gwizdek. Marcinkiewicz
przegrał, PiS poniosło wyborczą porażkę. „Nie trzeba nawet czytać raportu
Fundacji Batorego, by pobieżne oglądanie informacji »publicznych« kojarzyło
się z okresem minionym, gdzie doniesienia o sukcesach I sekretarza, zwłaszcza
zaś relacje z jego osobistych wizyt i ciężkiej pracy codziennej, przeplatały
się z ukazywaniem równie codziennych problemów obywateli lub po
prostu »piękna Polski«. Oczekiwanie na samoloty, które zakupił sobie nasz
rząd (za potworne pieniądze), przypominało oczekiwanie na pierwsze dostawy
rudy ze Związku Radzieckiego (za które aż tyle płaciliśmy), krzątanina
Marcinkiewicza po Warszawie, mieście, którego nie zna, pokazywana była tak,
by przeciętny warszawiak uwierzył, że wszystko, co mamy w stolicy – szpitale,
porody, drogi i mosty, szkoły i autobusy, wszystko prócz Pałacu Kultury to
dzięki niemu”. Tak pisała 15 listopada w „Gazecie Wyborczej” dr Magdalena
Środa.

Strażnik „niezależności”

W świetle tego, co napisałem wyżej, dwie wypowiedzi z opublikowanego
w „Rzeczpospolitej” wywiadu z Wildsteinem warte są komentarza.
„– Kto dziś trzyma parasol ochronny nad panem? Szefowa KRRiTV Elżbieta Kruk?
– Z Krajową Radą i Panią Kruk współpracuje mi się dobrze. Pani Kruk robi
wszystko, co w jej mocy, żeby utrzymać niezależność telewizji...
– Kiedy następna próba pana odwołania?
– Być może po wyborach jacyś politycy poczują się niedowartościowani i wrócą
do tego tematu. Pytanie, czy znajdą ludzi w radzie nadzorczej, którzy złożą
formalny wniosek w tej sprawie”.
Wildstein doskonale wie, co mówi. Nikt go nie będzie próbował odwołać. Bo i
po co? Gdzie można znaleźć drugiego, tak „niezależnego”, jednocześnie tak
oddanego protektorom szefa telewizji? Sztukę autoreklamy Wildstein, podobnie
jak Marcinkiewicz, opanował do perfekcji. „Nie jest” pisowski, choć z
namaszczenia PiS dostał posadę. Ciągle ktoś chce go odwołać, choć przy takim
zestawie rady nadzorczej dopóki jest wygodny dla rządzącego PiS, nic mu nie
grozi. Rządzi niepodzielnie, choć formalnie w pięcioosobowym zarządzie. Radę
nadzorczą ma w głębokim poważaniu, bo wie, że ani LPR, ani Samoobrona w niej
nie podskoczą, może więc spokojnie mówić o nich per „postacie, na które
jesteśmy skazani” i oskarżać o działanie na szkodę spółki. Ba, Wildstein ma w
tak głębokiej pogardzie niepisowskich członków rady nadzorczej, że o
przedstawicielu
Obserwuj wątek
    • kronopio77 c.d. 08.12.06, 18:32
      Wildstein doskonale wie, co mówi. Nikt go nie będzie próbował odwołać. Bo i po
      co? Gdzie można znaleźć drugiego, tak „niezależnego”, jednocześnie tak oddanego
      protektorom szefa telewizji? Sztukę autoreklamy Wildstein, podobnie jak
      Marcinkiewicz, opanował do perfekcji. „Nie jest” pisowski, choć z namaszczenia
      PiS dostał posadę. Ciągle ktoś chce go odwołać, choć przy takim zestawie rady
      nadzorczej dopóki jest wygodny dla rządzącego PiS, nic mu nie grozi. Rządzi
      niepodzielnie, choć formalnie w pięcioosobowym zarządzie. Radę nadzorczą ma w
      głębokim poważaniu, bo wie, że ani LPR, ani Samoobrona w niej nie podskoczą,
      może więc spokojnie mówić o nich per „postacie, na które jesteśmy skazani” i
      oskarżać o działanie na szkodę spółki. Ba, Wildstein ma w tak głębokiej
      pogardzie niepisowskich członków rady nadzorczej, że o przedstawicielu
      Samoobrony mówi: „przez pół roku tolerowałem jego publiczne wystąpienia, w
      których działał na szkodę firmy, o której dobro dbać powinien”. Proszę
      zauważyć – Wildstein przez pół roku to tolerował! Teraz nie zamierza! Nie
      będzie mu jakiś członek mieszał w garach i zadawał pytań dotyczących spółki.
      Wildstein nie jest „przyśrubowany”, ale dopóki realizuje politykę programową i
      personalną gwarantującą zadowolenie tego, kto z pominięciem konkursu,
      przymykając prawe i sprawiedliwe oko na jego brak kwalifikacji, na stanowisko
      prezesa go powołał, może spać spokojnie. A czy się odwdzięcza? Wystarczy
      popatrzeć na programy i obecność w nich polityków PiS. Wystarczy popatrzeć na
      publicystykę pod hasłem „Nie ma przebacz”.

      Wildstein samowładny

      „Prezes TVP Bronisław Wildstein znalazł sposób na odsunięcie Samoobrony od
      realnego wpływu na rządzenie telewizją... przeforsował nowy regulamin telewizji
      publicznej, który przenosi na niego większość kompetencji Milewskiej, przede
      wszystkim w sprawach programowych i finansowych... Na otarcie łez [Milewska] ma
      dostać nadzór nad mało ważnym Biurem Koordynacji Przychodów Handlowych”
      („Newsweek Polska” 19.11.2006).
      Anna Milewska to członek zarządu rekomendowany przez Samoobronę. W gestii
      Milewskiej pozostanie więc głównie reklama, promocja, gabinet, służbowa fura i
      sekretarka. Co na to Milewska? „O sprawach korporacji porozmawiamy w TVP we
      własnym gronie – ucina krótko”. Skoro tak, to może Wildstein Samoobronę
      lekceważyć. Opinia publiczna wie przecież, że Samoobrona ma telewizję, bo ma
      swojego człowieka w zarządzie i swoich ludzi w radzie nadzorczej. Gdzie
      Wildstein ma Samoobronę? Tam, gdzie ma zarząd i radę nadzorczą.
      Adwokat z Samoobrony, Robert Rynkun-Werner, zamiast nękać Wildsteina za to, że
      oddał czas kumplom z „Dziennika” i zafundował im w wyborczy wieczór darmową
      promocję przed wielomilionową widownią, powinien przeanalizować całą
      działalność prezesa pod kątem działania na szkodę telewizji publicznej. Po
      podsumowaniu zysków i strat zapytać prezesa o kwalifikacje do zarządzania
      spółką. Powodów jest wiele.
      W kolejnym odcinku, „Paw oskubany (2)” (Przegląd nr 41), napisałem i muszę to
      koniecznie przypomnieć. „Muszę nieskromnie powiedzieć, że każdy układ, który
      będzie chciał mnie połknąć, udławi się” („Ozon” 18.05.06). „Był pan już kiedyś
      prezesem? – Byłem szefem Radia Kraków i orkiestry symfonicznej, i chóru
      oratoryjnego... – Dlaczego sądzi pan, że może być dobrym prezesem? – Bo sądzę,
      że potrafię to robić”. („Przekrój” 18.05.2006). „Ozonu” już nie ma. Czytelnicy
      olali prawicowych publicystów, kumpli prezesa, i wydawca zwinął interes. Chór i
      orkiestra odetchnęły, gdy szefowi odebrali pałeczkę. A telewizja publiczna pod
      wodzą dyrygenta?

      Na łeb na szyję

      TVP 1 odnotowała we wrześniu dwuprocentowy spadek widowni w stosunku do
      września 2005 r. W październiku odnotowała czteroprocentowy spadek udziałów w
      rynku (23,13%). Jeszcze większy spadek, bo o 6%, odnotowała
      Dwójka. „Wiadomości” w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku straciły
      w październiku 6% widzów. „Teleexpress” w ubiegłym roku zajmował drugie
      po „Wiadomościach” miejsce wśród programów informacyjnych. Obecnie wyprzedziły
      go „Fakty” TVN. Oglądalność „Teleexpressu” spadła o 8%, a udziały w rynku o 5%.
      TVP 3 odnotowała trzyprocentowy spadek udziałów w rynku (dane według AGB
      Nielsen Media Research). Pierwsze trzy wydania programu „Ring” prowadzonego
      przez Rafała Ziemkiewicza, publicystę „Gazety Polskiej”, przyciągnęły o 27%
      mniej widzów, niż wynosiła widownia tego pasma w ubiegłym roku.
      Magazyn kulturalny „ZAP” ogląda 976 tys. widzów. „Łossskot”, drugi program
      kulturalny wprowadzony na antenę Jedynki za Wildsteina, ogląda aż 504 tys.
      widzów. Magazyn filmowy „Kinematograf” trochę więcej – 530 tys. To przecież
      śladowa widownia. Zaledwie 1,4%. To są te hity programowe? Nowe, udane programy
      kulturalne?
      A gdzie np. chluba telewizji publicznej, wypromowany i wywalczony przez
      Andrzeja Fidyka dokument? Odpowiada reżyser filmu dokumentalnego Marcel
      Łoziński („Życie Warszawy” 24.11.2006): „Niestety skończył się dobry czas dla
      tego gatunku w publicznej telewizji. Od roku nie podpisano ani jednej umowy z
      producentami zewnętrznymi. Taka sytuacja wynika, moim zdaniem, z ogólnego
      bałaganu na Woronicza i braku decyzyjności. Częste zmiany na stanowisku szefa
      Redakcji Filmów Dokumentalnych na wiele miesięcy dodatkowo unieruchamiają
      produkcję. I o ile teraz pojawiają się jeszcze premiery – ze starych zapasów –
      o tyle za rok będziemy świadkami zapaści”.

      Plusy dodatnie

      Ewidentna porażka programów publicystycznych Jedynki skłoniła dyrektora anteny
      do zmian. Jakie zmiany obiecuje widzom faworyt Wildsteina, przeniesiony z
      Wrocławia do Warszawy dyrektor Maciej Wojciechowski? Powiem krótko.
      Rewolucyjne. Przemyślane i gwarantujące sukces. Ale tego można było się
      spodziewać po fachowcu. Ta decyzja kadrowa Wildsteinowi się udała. Dyrektor
      Wojciechowski wyrzuci z anteny „Sprawę dla reportera”, bo formuła programu się
      zestarzała. Zrezygnuje ze stałej pory nadawania programów publicystycznych, bo
      nic tak dobrze nie robi antenie, jak ruchoma ramówka. Nic tak nie przywiązuje
      do anteny widzów jak gra w ciemno. Taki nieustający quiz. Włączasz telewizor i
      nie wiesz, co cię czeka. To rewelacyjne, nowatorskie podejście do ramówki. A
      jaki szacunek do widzów. Do ich upodobań. Sukces murowany. Już widzę, jak to
      posunięcie przyciągnie widzów. Do TVN i Polsatu rzecz jasna.
      Co jeszcze zafunduje nam fachowiec?
      W piątki dwa filmy jeden po drugim. A dlaczego nie trzy lub cztery? Dlaczego
      nie codziennie? Filmem można zatkać każdą dziurę. Genialne w swojej prostocie.
      Proponuje „dokumenty” odkłamujące historię, realizowane przez młodych
      gniewnych, fachowców z IPN. Że też nikt do tej pory nie wpadł na takie
      rozwiązanie! A co z hitami w rodzaju „A dobro Polski?”, czy „Polacy”? Co z
      pasmem „Nie ma przebacz”? No niestety. „Mimo dobrej pory nie mają wysokiej
      widowni”. Widownia nie doceniła Gawryluk, Ziemkiewicza, Pawlickiego czy dzieł
      pod redakcją Anity Gargas.
      Każde z trzech pierwszych wydań nowego programu publicystycznego „Polacy”,
      prowadzonego brawurowo przez odkrycie Wildsteina i Wojciechowskiego, Macieja
      Pawlickiego, który jest i prowadzącym, i autorem programu, i jego producentem,
      odpędziło od telewizorów aż 24% widzów, w porównaniu z wielkością widowni, jaką
      miało pasmo o godz. 22 w 2005 r. Czy to nie sukces? Jeden program i taka wielka
      klapa. Nie każdy tak potrafi.
      Fachowiec Wildstein pozostawi w jesiennej ramówce „Kwadran
      • kronopio77 c.d. 2 08.12.06, 18:33
        Fachowiec Wildstein pozostawi w jesiennej ramówce „Kwadrans po jedenastej”
        prowadzony przez Dorotę Wysocką-Schnepf. To nic, że „Kwadrans po jedenastej”
        jest emitowany czasem przed jedenastą. Ramówka to nie rozkład jazdy.
        Program „Łossskot” przeniesie się na czwartek, a nieudany „Ring” z piątku na
        poniedziałek. „Misja specjalna”, po klapie w czwartki, zostanie skrócona i
        przeniesiona na wtorek. Ponieważ klapą okazał się też autorski program Doroty
        Gawryluk „A dobro Polski?”, zastąpi się go dłuższą debatą polityczną w
        czwartkowy wieczór.
        Jakie inne pomysły zapracują na „sukces” telewizji Wildsteina? Od poniedziałku
        do czwartku, po filmie, Jedynka zafunduje nam „Komentarz dnia”. Takie radio w
        telewizji w wykonaniu Semki, Zaremby, Michalskiego czy innego niezależnego
        publicysty. TVP 3 pozbędzie się Andrzeja Turskiego i jego programu „7 dni
        świat”. Sukces będzie podwójny, bo zniknie z ekranu ostania rozpoznawalna twarz
        telewizji publicznej i ostatnia osobowość odnosząca sukcesy.
        „Panorama” w Dwójce po eksperymencie, który kosztował utratę kilkuset tysięcy
        widzów, znowu wróci na godz. 22. A jak się nie uda, to można ją skasować,
        skrócić, zmienić prowadzącego albo scenografię. Wildstein potrafi. Po co
        prowadzono eksperyment z przeniesieniem programu na 22.30, nikt nie wie i nikt
        za utratę widowni nie odpowie.

        Na ratunek

        Łatwość, z jaką kierownicze kadry Wildsteina rządzące telewizją zmieniają
        programy, dni nadawania i godziny emisji dowodzi kompletnego braku koncepcji
        programowej i szacunku do widzów. Szacunku do marki telewizji publicznej. To
        wszystko pozwala odpowiedzieć na pytanie, dlaczego spadają udziały, dlaczego
        telewidzowie odchodzą od telewizji publicznej. Dlaczego nie chcą na nią płacić.
        Spadek oglądalności to prosta droga do upadku telewizji. I do tego doprowadzi
        Wildstein, jeśli „adwokat mianowany przez Samoobronę” i inni członkowie rady
        nadzorczej nie zrozumieją, do czego prowadzi amatorskie zarządzanie telewizją.
        Skoro Wildstein nie jest „przyśrubowany do tego miejsca”, to czas najwyższy, by
        rada nadzorcza wystawiła mu rachunek i by opuścił to miejsce zajmowane nie z
        racji kwalifikacji, lecz z racji politycznego namaszczenia. Strat, jakie
        telewizja publiczna poniosła pod jego nadzorem, i tak już nie da się odrobić.
        Ten pociąg już odjechał.
        „Tylko radykalna postawa społeczeństwa obywatelskiego i wspólne działania
        polityków, zakończone uchwaleniem nowej ustawy, jedynie odważna ekipa
        niezależnych fachowców w zarządzie i radzie nadzorczej oraz najwyższej jakości
        program odróżniający ją od komercji – mogą uratować telewizję publiczną”,
        napisał medioznawca, prof. Wiesław Godzic („Życie Warszawy” 29.11.2006). Ma
        rację. Ale czy rozumieją to politycy? Czy ta racja do nich trafi? Wątpię. Mam
        świeżo w pamięci dwie konferencje prasowe. Platformy Obywatelskiej i SLD. Na
        obydwu konferencjach politycy skarżyli się na telewizję Wildsteina, bo nie
        traktowała ich na równi z PiS. Nie chodziło ani o telewizję, ani o telewidzów.
        Politycy tych partii zapomnieli, że ludzi nie interesuje, ile czasu na ekranie
        byli Tusk czy Kalisz. Ludzi interesuje to, czy znajdują w telewizji publicznej
        to, czego szukają, kogo lubią słuchać, co lubią oglądać. Czy znajdują w
        programach ludzi, których identyfikują z anteną.
        Media publiczne powinny być traktowane jak dobro wspólne, jak coś, do czego
        ludzie mają prawo. I o tym powinni myśleć politycy. Walka o media przyjmowana
        jest zawsze jako walka o wpływy i czas antenowy. O wąskie interesy partyjne.
        Takie, jakich strażnikiem jest obecnie „niezależny” Wildstein.
        Raz jeszcze zacytuję medioznawcę, bo warto zastanowić się nad tym, co
        napisał: „Pamiętam dość powszechną metaforę telewizji publicznej ostatnich
        miesięcy Roberta Kwiatkowskiego. Pisano o TVP jako o dryfującym okręcie albo
        nawet osuwającym się w głębinę „Titanicu” (a orkiestra grała). I co się
        następnie stało? Przyszła ekipa Jana Dworaka: pozamieniała i poprzesuwała
        ludzi, programy i godziny emisji. I firma jakoś się kręciła. Wreszcie nastała
        ekipa Bronisława Wildsteina: na potęgę pozmieniała, wyrzucała, urlopowała – jak
        za poprzednika – ale w dodatku odtrąbiła, że „telewizja została odzyskana”.
        Niestety, nic z takiego odzysku – telewizja publiczna, czyli jednostka flagowa
        polskiej kultury, nabrała wody bardziej niebezpiecznie, niż nam się wydaje”.
        Ratujmy ją, nim utonie. Pomysł na prywatyzację jeszcze się przecież nie
        zestarzał. Dla przypomnienia: deklarowane zaufanie do TVP SA w latach 1998-2003
        według TNS OBOP. Rok 1998 – 77%, 1999 – 77%, 2000 – 76%, 2001 – 79%, 2002 –
        73%, 2003 – 65%. Czy Wildstein wie, kto był wtedy prezesem TVP SA? Czy potrafi
        porównać te wyniki z sondażem CBOS, opublikowanym 29 listopada? Ilu telewidzów
        oglądających telewizję publiczną uważa ją za stronniczą i nieobiektywną? – 35%.
        Ilu za wiarygodną? – 53%. Aż 61% osób deklarujących oglądanie TVP uważa, że TVN
        i Polsat w większym stopniu odzwierciedlają różnorodność poglądów politycznych
        w kraju. TVP stosunkowo często postrzegana jest przez swoich widzów jako
        nadawca sprzyjający rządowi.
        Paw to ptak o pięknym upierzeniu. Paw oskubany jest śmieszny i żałosny jak
        oskubana kaczka czy gęś. Pal sześć pawia. Ratujmy telewizję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka