kronopio77
08.12.06, 18:31
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2884
Paw to piękny ptak... Ale paw, któremu z kupra wyrwą pióra, którego oskubią i
rzucą na chłodniczą ladę, będzie takim samym śmiesznym ochłapem mięsa jak
oskubana kaczka. Takim oskubanym pawiem jest dziś prezes TVP, Bronisław
Wildstein. Pawie pióra wyrwali mu koledzy. Dziennikarze
prawicowego „Dziennika” i „Newsweeka Polska”. Przypominam o tym, bo okazuje
się, że są wraże siły, które na oskubanego polują: „Chcą mnie odwołać na
różnym poziomie: było kilka wniosków na posiedzeniach rady nadzorczej, ale
też media co jakiś czas pisały, że ten i ten chce mnie odwołać”. „Jestem
atakowany jako człowiek, który przyszedł tu z zamiarem dokonania zmiany i
stopniowo tej zmiany dokonuje”. „Jeśli ktoś czeka na moją rezygnację, to
niech wie, że szansa na to nie jest duża”.
Myśliwi
Na Wildsteina polują: „Gazeta Wyborcza”, „Przekrój”, „Super Express”, TVN,
programy Lisa, „Press”, TOK FM, nie mówiąc o „Przeglądzie” i „Trybunie”.
Poluje też członek rady nadzorczej telewizji publicznej, niejaki Robert
Rynkun-Werner („Rzeczpospolita” 21.11.2006)
Kim dla pawia jest Rynkun-Werner? To „adwokat mianowany przez
Samoobronę”, „człowiek, który zachowuje się w sposób, który urąga normom
cywilizowanego działania”. Czego nie wie „adwokat mianowany przez
Samoobronę”? „Nawet nie wie, jakie są kompetencje rady nadzorczej. Ona nie
zajmuje się sprawami programowymi”.
Czym jest rada nadzorcza? Grupą, która „ma nadmiar kompetencji, ale są w niej
ludzie, jak przewodniczący Sławomir Siwek, z którymi moja współpraca układa
się jak najlepiej, i są postacie jak Rynkun-Werner, na które jesteśmy
skazani”. Co zarzuca Wildsteinowi „postać”? Zarzuca mu „brak kompetencji”.
Krótkie korepetycje
Rada nadzorcza jest organem spółki skarbu państwa, który ma uprawnienia
kontrolne. Nie musi się znać na tworzeniu ramówki ani na poziomie programów,
ale musi umieć liczyć pieniądze. Musi wiedzieć, co jest dla spółki dobre, a
co wprost przeciwnie. Jakie działania przynoszą spółce pieniądze, a jakie są
wyrzucaniem tych pieniędzy w błoto. I nie jest ważne, czy na czele zarządu
stoi Wildstein, czy inny namaszczony politycznie paw. Ważne, by jego
działania były czytelne, przejrzyste i były podejmowane dla dobra spółki.
Telewizji publicznej, mającej obowiązki wobec widzów, którzy na utrzymanie
tej spółki łożą z własnej kieszeni. Płacą abonament i płacą podatki.
Jeśli program jest kiepski, jeśli nie ma pomysłu na ramówkę, jeśli prezes
telewizji pozwala amatorom przeprowadzać doświadczenia na widzach, a widownia
odpływa do konkurencji, to psim obowiązkiem rady nadzorczej jest pytać o
kompetencje prezesa. I nie chodzi tu o tytuł magistra, którego Wildstein nie
ma, lecz o zdolności menedżerskie potrzebne do kierowania tak specyficzną
spółką, jaką jest telewizja publiczna. Wildstein jest amatorem, który psuje
telewizję, bo najzwyczajniej w świecie nie zna się na telewizji. Bo zatrudnia
ludzi, którzy też nie znają się na telewizji. Którzy tak jak on wpadli tu na
chwilę.
Plusy ujemne
„...jednak mimo wszystko dużo się nam udało”. Tak mówi Wildstein.
Przypomnijmy, co mu się udało. Najpierw „udana”, bezstronna kampania
wyborcza. Popatrzmy na PiS, z którego namaszczenia Wildstein włada telewizją,
i na koalicyjną Samoobronę. PiS odniosło pewien wyborczy sukces. Samoobrona
porażkę.
W telewizyjnej Jedynce materiały o PiS stanowiły aż 65% czasu poświęconego
wyborom. O Samoobronie – 19%. 77% materiałów wyborczych w „Kurierze
Warszawskim” dotyczyło PiS. 6% – Samoobrony.
Ze szczegółowej analizy Fundacji Batorego, która przygotowała raport o
zachowaniu telewizji publicznej w trzech tygodniach kampanii wyborczej,
wynika, że aż 90% najważniejszych tematów „Kuriera” dotyczyło PiS. 6% tematów
dotyczyło Samoobrony. Koalicyjna Samoobrona przez trzy tygodnie poprzedzające
wybory dostała od TVP mniej czasu niż opozycja. Popatrzmy na inne badania,
dotyczące głównego wydania „Wiadomości”, „Panoramy” oraz programów
informacyjnych w Białymstoku, Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i Warszawie.
Wniosek z tych badań jest jeden. Wildstein umie się odwdzięczyć za posadę
prezesa.
Przez analizowany miesiąc w „Wiadomościach” 69% czasu poświęconego materiałom
wyborczym dostało PiS. PO – 44%. „Telewizyjny Kurier Warszawski” – według
Andrzeja Krajewskiego z fundacji – „uprawiał nachalną prezentację Kazimierza
Marcinkiewicza”. 76% czasu w materiałach wyborczych poświęcił PiS, 30% PO, 5%
Samoobronie. W zapowiedziach głównych informacji „Kuriera” utrzymywała
się „porażająca dysproporcja”. 89% zapowiedzi dotyczyło PiS, 36% PO i LiD, po
9% Samoobrony i LPR. Przez 70 minut telewizja Wildsteina transmitowała „na
żywo” konwencję PiS. Konwencji Hanny Gronkiewicz-Waltz „Kurier” poświęcił
zaledwie kilka sekund.
Najśmieszniejsze jest to, że tyle pary poszło w gwizdek. Marcinkiewicz
przegrał, PiS poniosło wyborczą porażkę. „Nie trzeba nawet czytać raportu
Fundacji Batorego, by pobieżne oglądanie informacji »publicznych« kojarzyło
się z okresem minionym, gdzie doniesienia o sukcesach I sekretarza, zwłaszcza
zaś relacje z jego osobistych wizyt i ciężkiej pracy codziennej, przeplatały
się z ukazywaniem równie codziennych problemów obywateli lub po
prostu »piękna Polski«. Oczekiwanie na samoloty, które zakupił sobie nasz
rząd (za potworne pieniądze), przypominało oczekiwanie na pierwsze dostawy
rudy ze Związku Radzieckiego (za które aż tyle płaciliśmy), krzątanina
Marcinkiewicza po Warszawie, mieście, którego nie zna, pokazywana była tak,
by przeciętny warszawiak uwierzył, że wszystko, co mamy w stolicy – szpitale,
porody, drogi i mosty, szkoły i autobusy, wszystko prócz Pałacu Kultury to
dzięki niemu”. Tak pisała 15 listopada w „Gazecie Wyborczej” dr Magdalena
Środa.
Strażnik „niezależności”
W świetle tego, co napisałem wyżej, dwie wypowiedzi z opublikowanego
w „Rzeczpospolitej” wywiadu z Wildsteinem warte są komentarza.
„– Kto dziś trzyma parasol ochronny nad panem? Szefowa KRRiTV Elżbieta Kruk?
– Z Krajową Radą i Panią Kruk współpracuje mi się dobrze. Pani Kruk robi
wszystko, co w jej mocy, żeby utrzymać niezależność telewizji...
– Kiedy następna próba pana odwołania?
– Być może po wyborach jacyś politycy poczują się niedowartościowani i wrócą
do tego tematu. Pytanie, czy znajdą ludzi w radzie nadzorczej, którzy złożą
formalny wniosek w tej sprawie”.
Wildstein doskonale wie, co mówi. Nikt go nie będzie próbował odwołać. Bo i
po co? Gdzie można znaleźć drugiego, tak „niezależnego”, jednocześnie tak
oddanego protektorom szefa telewizji? Sztukę autoreklamy Wildstein, podobnie
jak Marcinkiewicz, opanował do perfekcji. „Nie jest” pisowski, choć z
namaszczenia PiS dostał posadę. Ciągle ktoś chce go odwołać, choć przy takim
zestawie rady nadzorczej dopóki jest wygodny dla rządzącego PiS, nic mu nie
grozi. Rządzi niepodzielnie, choć formalnie w pięcioosobowym zarządzie. Radę
nadzorczą ma w głębokim poważaniu, bo wie, że ani LPR, ani Samoobrona w niej
nie podskoczą, może więc spokojnie mówić o nich per „postacie, na które
jesteśmy skazani” i oskarżać o działanie na szkodę spółki. Ba, Wildstein ma w
tak głębokiej pogardzie niepisowskich członków rady nadzorczej, że o
przedstawicielu