leszek.sopot
15.02.07, 22:12
Sąd umorzył sprawę inwigilacji prawicy ale jednocześnie ocenił, że płk.
Lesiak sam miał podjąć działania dezintegrujące środowisko RdR i PC. Mamy
więc do czynienia z supermanem albo z politycznymi matołkami, którymi tajniak
mógł manipulować jak chciał.
W czerwcu ub. r. minister Zbigniew Ziobro zapowiadał: "nie ulega kwestii, że
pan Lesiak nie działał z własnej inicjatywy, że miał swoich mocodawców".
Dopowiedział, że wydał polecenie, by w śledztwie ustalić osoby, które tym
kierowały: "Zdrowy rozsądek każe pytać, kto był przełożonym pana Lesiaka.
Gdzie się kończyła odpowiedzialność karna, ustali postępowanie" (informacja
PAP z 2006-06-05). Po kilku miesiącach premier Kaczyński obwieścił, że Rokita
dopuścił sie zbrodni politycznej i stawiał kropkę nad "i": "– Ja nie ukrywam,
że ludzie, którzy w tym uczestniczyli i są na scenie politycznej, powinni
zniknąć raz na zawsze z życia publicznego. Dotyczy to Jana Rokity. Jan Rokita
powinien raz na zawsze zniknąć z polityki. Jeśli się coś takiego zrobiło, to
się przeprasza i przeprowadza się czynną ekspiację. A Rokita udaje, że jego w
tej sprawie nie ma" ("Dziennik" 10.10.2006).
Słowa brata potwierdził prezydent RP: "Polityk demokratyczny, który wie, że
służby specjalne ingerują w życie partii z zamiarem ich zniszczenia,
dopuszcza się politycznej zbrodni, co oczywiście jest czym innym niż zbrodnia
w potocznym znaczeniu. Kto ma wiarygodną informację o takim przestępstwie,
powinien zawiadomić organa ścigania" (wywiad w "Dzienniku" z 19.10.2006 r.).
Politycy PiS wskazywali również na innych mocodawców płk. Lesiaka: Wałęsę,
Wachowskiego, Milczanowskiego i Miodowicza. Jan Parys oskarżał tez premier
Suchocką.
Rokita odpowiadał na oskarżenia braci Kaczyńskich: "– Ponieważ w ubiegłym
roku w październiku po zerwaniu koalicji, po konflikcie między PiS i PO i po
powstaniu rządu PiS, Jarosław Kaczyński publicznie mówił, że zna wszystkie 21
tomów akt tej sprawy i że nie ma żadnych zarzutów wobec Rokity, wobec nikogo
z PO. Po roku opowiada coś zupełnie odwrotnego. On się tak eskalował, od
pewnego momentu podniecał się własnymi słowami, najpierw w niedzielnym
wywiadzie dla PAP zaczął od: »Rokita wiedział«, na drugi dzień mówił
w »Dzienniku«: »Rokita inspirował«, na trzeci dzień, czyli wczoraj mówił rano
o ciężkich przestępstwach, a popołudniu o wszystkich zbrodniach z wyjątkiem
mordu. Strach pomyśleć co może się zdarzyć dzisiaj, bo zostaje tylko i
wyłącznie ten mord. Oni nie są poważni, ludzi, którzy w ocenie zdarzeń w ten
sposób eskalują swoje słownictwo, nie można traktować serio w warstwie
faktów. To jest niszczenie języka publicznego, stwarzanie zagrożenia" (wywiad
Jarosława Kurskiego z Rokitą w radio TOK FM 11.10.2006).
Obiecywano ujawnienie wszystkich tomów akt oraz materiałów z szafy Lesiaka.
Było to zgodne z postulatami dziennikarzy i polityków, którzy uważali, że
sprawa musi być wyjaśniona i ujawniona ze wszystkimi szczegółami. Z ok 2 tys.
dokumentów ujawniono jedynie ok. 40 stron...
Sąd umorzył proces uznając, gdyż jedynie z dwóch dokumentów (z lutego i
sierpnia 1993 r.) mogło wynikać, że UOP dezintegrował działalność partii.
Pierwszy dokument powstał po zorganizowaniu przez braci Kaczyńskich,
Maciarewicza, Olszewskiego i in. demonstracji przed Belwederem, podczas
której spalono kukłę przedstawiającą prezydenta Wałęsę. Napisano w nim, że
politycy ci "celowo dążą do rozbicia konstytucyjnych struktur państwa, aby w
powstałym chaosie przejąć władzę, wyeliminować znaczących polityków innych
partii i w konsekwencji ustanowić dyktaturę". Według niego, największym
zagrożeniem jest działalność osób związanych z J. Kaczyńskim i A. Glapińskim,
bo "charakteryzuje się ona dużą skutecznością i bezwzględnością, budową
struktur mafijnych".
Była to analiza powszechnie znanych informacji, a więc zgodna z prawem.
Jednak w ślad za nią miało dojść do bezprawnych działań, co znajduje
potwierdzenie w dokumencie zatytułowanym "Notatka dot. zrealizowanych
przedsięwzięć operacyjnych w stosunku do niektórych radykalnych ugrupowań
politycznych" z sierpnia 1993 r. Mowa w niej, że "zgodnie z poleceniem
kierownictwa UOP przeprowadzono czynności operacyjne, mające na celu
dezintegrację prawicowych, radykalnych ugrupowań politycznych".
Jedna z tych "czynności operacyjnych" miała się przyczynić do fiaska zjazdu
RdR w Mińsku Maz. "- Na podstawie akt rejestrowych RdR sąd wie, że to nie
kłótliwość liderów partii, ale ingerencja UOP była przyczyną fiaska tego
zjazdu" - mówił sędzia. W operacji uczestniczył konsultant UOP, który miał
dostać pieniądze. "- Nie ma dowodów, że to płk Lesiak sfałszował rachunek dla
konsultanta i wziął pieniądze dla siebie" - uznał sąd.
Szkoda, że sąd nie przedstawił z sposobu w jaki "konsultant UOP" rozwalił
zjazd niezłomnych prawicowców z RdR. W głowie mi się nie mieści aby tak po
prostu jeden konsultant rozwalił jakże słuszną inicjatywę polityczną - bo
wsparł Szeremietiewa bądź Macierewicza. Żadna prowakacja nie ma szans
powodzenia jeśli wszyscy wokół kierowaliby się czystymi intencjami, gdyby
jeden pod drugim dołków nie kopał.
Ale może Lesiak to superman, który miał nieprawdopodobną moc i tak otumanił
spokojnych jak baranki liderów prawicy, że ci postanowili na zjeździe sami
sobie zaszkodzić bo byli zahipnotyzowani?
Analogicznie możnaby dziś uznać, że dlatego nie doszło do popisowej koalicji
bo ingerowały tajne służby, które kazały Jarosławowi Kaczyńskiemu zrobić z
Leppera świętą krowę koalicji oczyszczającej Polskę. Może też z powodu
ukrytych w kancelarii premiera tajniaków Dorn obraził się, złożył dymisję i
wysłał list do prasy? Ech, prawicowi popaprańcy są jak te baranki, tylko
tajniacy, agenci i wszelkie licho im przeszkadza. Dlatego tak bardzo pałają
rządzą odwetu. We wszystkim przeszkadza im układ... nerwowy.